środa, 19 listopada 2014

50. Kocham Cię i nic już tego nie zmieni! (epilog)

CAŁY BLOG JEST DEDYKOWANY WAM! MOJE ANIOŁKI! WSZYSTKIM KTÓRZY TUTAJ ZE MNĄ BYLI OD SAMEGO POCZĄTKU I TYM CO SIĘ DOŁĄCZYLI W TRAKCIE! TYM CO KOMENTOWALI ORAZ TYM CO BAWILI SIĘ W TAJNIAKÓW I POSTANOWILI, ŻE NIGDY SIĘ NIE UJAWNIĄ!
GDYBY NIE WY NIE BYŁOBY MNIE TUTAJ.
KOCHAM WAS I NIGDY NIE PRZESTANĘ!

Tak sobie czytałam komentarze pod poprzednimi rozdziałami i łzy mi stają w oczach, a serce pęka na miliony maleńkich kawałeczków bo wiem, że tyle razy Was zawodziłam krótkimi rozdziałami i przede wszystkim tym jak rzadko się pojawiały...
Ale już koniec mojego rozczulania :)

Zapraszam na ostatni rozdział mojego bloga :) Enjoy!


(grudzień 2013)
Wczoraj powiedziałabym, że złapałam Pana Boga za nogi. W sumie dzisiaj też tak mogę powiedzieć. Ostanie 12 miesięcy było najdziwniejszymi miesiącami w moim życiu, a za razem najlepszymi. Nie wiem gdzie bym była, co bym robiła gdybym ich nie spotkała. Dzisiaj stoję przy barierce balkonu willi, w której się zatrzymaliśmy i podziwiam piękny widok jaki rozpościera się przed moimi oczami. Zakochałam się bez pamięci. Harry Styles skradł moje serce i przechowuje je bezpieczne. Popełnialiśmy błędy. Było czasami ciężko. Ale kto jak nie my? Zawsze potrafiliśmy sobie dać radę. Młodzi jesteśmy wszystko jeszcze przed nami. Jeszcze wyższe góry do pokonania. Można powiedzieć, że przecież znamy się tylko rok. Ale ja czuję jakbym znała mojego chłopaka całe życie. O wróć mojego narzeczonego. Gdyby ktoś mi w zeszłym roku, że na moim palcu będzie piękny pierścionek to po prostu bym go wyśmiała. Uśmiechnęłam się spoglądając na moją dłoń. Wschód słońca był niesamowity. Za to właśnie zakochałam się w Australii. W sumie nie dziwię się sobie, że chciałam tutaj mieszkać. W sumie dzięki temu zawdzięczam to, że jestem tutaj gdzie jestem. Związałam moje długie włosy w wysokiego kucyka i weszłam z powrotem po cichu do naszej sypialni tak żeby nie obudzić mojego słodko śpiącego narzeczonego. Chociaż w sumie chłopak jest tak strasznie zmęczony ciągłym podróżowaniem, że najprawdopodobniej nawet orkiestra dęta grająca mu prosto do ucha nic by nie zdziałała. Szybko znalazłam mój strój kąpielowy i równie szybko się w niego przebrałam. Naciągnęłam na siebie koszulkę Harrego i wzięłam ręcznik. Wyszłam z powrotem na balkon, a potem zeszłam po schodkach, które prowadziły na plażę. Doszłam do samego brzegu i od razu rzuciłam ręcznik na piasek. Woda była idealnie spokojna i na dodatek ciepła. Zrzuciłam z siebie koszulkę i położyłam ją na ręczniku. Powoli zaczęłam wchodzić do wody oswajając moje ciało z wodą. Już po chwili zanurzyłam się cała i zaczęłam powoli płynąć przed siebie.

Obok mnie nie było mojego kochanego ciałka. Zdziwiłem się nieco, zwłaszcza gdy zobaczyłem na zegarku siódmą rano. No błagam przecież jesteśmy na wakacjach. Usiadłem i przeciągnąłem moje stare kości. Ziewnąłem i przetarłem twarz dłońmi. Wyszedłem z łóżka i ruszyłem na poszukiwanie mojej narzeczonej. Cóż bądźmy szczerzy. To brzmi zajebiście. A jak super będzie brzmiało gdy nazwę ją moją żoną? Już się nie mogę doczekać. Ale dobrze wiem, że jak na razie sobie poczekamy z tym. Tak przynajmniej ustaliliśmy. Założyłem krótkie spodenki, które leżały na walizce i wyszedłem na taras. Co za miejsce. Siódma rano, a słońce pali jak w południe. Przymrużyłem oczy i rozejrzałem się dookoła. Na plaży było już parę osób. Paru surferów szykowało swój sprzęt. Jakiś koleś biegał, a jeszcze inny był na spacerze z psem. Zauważyłem też pewną postać leżącą na piasku. Coś mi się wydaje, że znalazłem to czego szukałem. Uśmiechnąłem się i szybko zamknąłem drzwi do naszej sypialni po czym zbiegłem po schodkach prowadzących na plażę. Z każdym krokiem moje przypuszczenia się potwierdzały. Pati leżała w samym kostiumie na piasku, na dodatek cała była nim oblepiona, a jej włosy były miejscami mokre. Ktoś tutaj urządził sobie pływanie. Usiadła i uśmiechnęła się do mnie szeroko klepiąc miejsce obok siebie.
-Czemu nie śpisz?-zapytała kiedy usiadłem obok, a ona oparła głowę o moje ramię.
-Bo w końcu się zorientowałem, że nie ma cię obok mnie.-zaśmiałem się obejmując ją ramieniem i przyciągając do mnie.
-Szybki jesteś bo nie było mnie tam już od paru ładnych godzin.-wyśmiała mnie.
-Ale śniłem o tobie przynajmniej.-prychnąłem oburzony.
-Chociaż taki z ciebie pożytek.-zaśmiała się i pocałowała mnie w policzek. Na dźwięk jej śmiechu moje serce od razu całe zaczęło podskakiwać z radości. To taki uroczy i piękny dźwięk.
-Miło mi to słyszeć.-położyłem ją na plecach, a sam oparłem głowę na łokciu i przyglądałem się jak pięknie wygląda mimo iż była cała oblepiona piaskiem, a jej włosy żyły własnym życiem. Pocałowałem delikatnie jej usta, a ona od razu zarzuciła ramiona na moją szyję i przyciągnęła mnie jeszcze bliżej. W efekcie prawie ją zgniatałem. Ale chyba jej to nie przeszkadzało bo zachłannie oddawała pocałunek. Uśmiechnąłem się i położyłem dłoń na jej biodrze.
-Chyba trzeba cię umyć.-westchnąłem kiedy już się od siebie oderwaliśmy.
-Tak myślisz?-zapytała zadziornie, a ja się dłużej nie zastanawiałem tylko po prostu wstałem i podniosłem ją przerzucając sobie przez ramię. Pisnęła żeby po chwili zacząć się śmiać. Powoli zanurzałem się w wodzie po czym jak już uznałem, że jest wystarczająco głęboko podrzuciłem ją, a ona wylądowała kawałek ode mnie piszcząc. Zacząłem się śmiać kiedy zobaczyłem jej minę po tym jak wyłoniła się spod wody, a potem od razu zaczęła płynąć w moją stronę. Woda sięgała mi pod same pachy więc jeszcze spokojnie czułem grunt pod nogami.
-Czy wystarczająco jestem czysta?-zapytała oplatając nogi na moich biodrach i zarzucając ramiona na moje barki.
-Tak. Teraz jesteś czysta.-zaśmiałem się i pocałowałem jej nos.

(luty 2014)
Spokojny dzień w centrum handlowym zamienił się w piekło. Dosłownie. Harry z okazji walentynek zaprosił mnie do kina. Było to nasze pierwsze wyjście do ludzi od dobrych czterech miesięcy. Ja żyłam dom-studia-studio, a on dom-próby. Nigdzie się praktycznie razem nie pokazywaliśmy oprócz najbliższego sklepu. Ale mimo wszystko nie rozumiem jakim cudem nikt nie zauważył pierścionka na moim palcu przez tak długi czas. Naprawdę było to bardzo dziwne no ale wreszcie po czterech miesiącach zauważyli to małe cudo na moim palcu i rozpętali burzę. Podjechaliśmy pod centrum handlowe, w którym znajdowało się również kino. Przeszliśmy jak najszybciej do budynku co by przypadkiem za bardzo nie zmarznąć i od razu skierowaliśmy się do kas kina. Cały czas miałam na dłoniach rękawiczki bo było mi przeraźliwie zimo. Dopiero po filmie, który jak uznaliśmy, do niczego się nie nadawał zdjęłam je. Uznaliśmy, że jak już jesteśmy w centrum handlowym to czemu mamy się nie przejść po jakiś sklepach.
-Nie zastanawia cię czemu nie śledzi nas żaden paparazzi?-zapytałam łapiąc dłoń mojego narzeczonego.
-Zastanawia. Ale coś czuję, że za chwilę się pojawią bo już parę osób się za nami oglądało. Może to dlatego, że Preston cały czas za nami chodzi. O patrz, a tamta robi nam zdjęcie z ukrycia.-zaśmialiśmy się na widok tak na oko czternastoletniej dziewczyny robiącej nam zdjęcie „z ukrycia”.
-Powiem ci, że jesteśmy mistrzami w ukrywaniu tajemnic. Cztery miesiące i nikt nic zauważył.
-Oby tak było jak najdłużej. Wiesz co się będzie działo kiedy wszyscy się dowiedzą? To będzie istna masakra.
-Zdaję sobie z tego sprawę. Chodźmy coś zjeść.-skierowaliśmy nasze kroki do małej restauracji jednak nie udało nam się nawet do niej dotrzeć bo zatrzymała nas grupka fanów Harrego, która z minuty na minutę coraz bardziej się powiększała.
-Pati idźcie z Prestonem do tej restauracji ja za chwilę do was dołączę.-zaproponował Harry pozując do kolejnego zdjęcia.
-Nawet nie ma mowy żeby cię tutaj samego zostawił.-odpowiedział mi ostro Preston, a ja tylko wzruszyłam ramionami i wyciągnęłam telefon z kieszeni bo poczułam wibracje. Odczytałam wiadomość od jednej z moich nowych koleżanek ze studiów.
Nie chwaliłaś się, że ten pierścionek to zaręczynowy!”
Oczy mało co nie wypadły mi ze zdziwienia. Po chwili przyszedł mms, w którym było zdjęcie zdjęcia z jakiegoś portalu plotkarskiego, na którym było zbliżenie na moją dłoń.
-O cholera.-westchnęłam i szybko pokazałam wiadomości Harremu-Coś mi się wydaje, że pora się szybko stąd zmywać.
-Jeszcze chwila.-podpisywał kolejne rzeczy, a ludzi robiło się coraz więcej.
-Od kiedy jesteście zaręczeni?!-jakaś dziewczyna chwyciła moją dłoń i uniosła ją do góry tak by mogła się przyjrzeć mojemu pierścionkowi. Od razu zabrałam rękę i schowałam ją do kieszeni kurtki. Wszyscy dookoła zaczęli jeszcze głośniej krzyczeć i robić nam jeszcze więcej zdjęć.
-Czemu nic nie powiedzieliście?
-Jak to zrobił?
-Jesteś w ciąży?
-Czemu nikt o tym nie wiedział?!
-Harry. Idziemy stąd.-powiedziałam stanowczym ale przerażonym głosem. Tłum zaczął na nas napierać, każdy coś krzyczał, robili nam coraz więcej zdjęć, ciągnęli nas za ubrania i części ciała, które akurat wpadły im w ręce. Pisnęłam z bólu kiedy ktoś pociągnął mnie za włosy. Harry przyciągnął mnie do siebie jeszcze bardziej i objął ramieniem, a ja po prostu czułam jak przerażenie wzrasta w moim ciele. Zaczęłam płytko oddychać i zaczęły trząść mi się dłonie. Preston robił co w jego mocy żeby jakoś nas stamtąd wydostać ale to nie było wcale takie proste. Nie wiem po jakim czasie pojawiła się ochrona centrum handlowego i zaczęła odpychać tłum. Otoczeni przez czterech ochroniarzy i Prestona w końcu dotarliśmy do samochodu. Schowałam twarz w dłoniach i głęboko westchnęłam.
-Mam ochotę ich wszystkich rozstrzelać.-powiedział przez zaciśnięte zęby Harry próbując ruszyć tak by nikogo nie rozjechać.
-Nie mów tak.-wyszeptałam ledwo co.
-Wybacz ale w tym momencie nie zamierzam nikogo oszczędzać. Doprowadzili cię do płaczu i mało co nas nie zadeptali. Przez jeden durny pierścionek.-warknął i ruszył z piskiem opon zostawiając w tyle tych co oblegali nasz samochód.

(maj 2014)
-O co masz do mnie znowu pretensję?-zapytałem wstając poirytowany z kanapy.
-Nie mam żadnej pretensji.-odpowiedziała, a mnie aż rozsadzało od środka. O co jej znowu chodziło? Od jakiś dwóch miesięcy cały czas ma jakieś wyrzuty. O wszystko. Dosłownie o wszystko. Potrafimy się kłócić o każdą najmniejszą rzecz. Nawet o to, że zadzwoniłem za późno albo że zrobili mi zdjęcie w jakimś klubie w Argentynie.
-W takim razie powiedz mi co cię gryzie?-zacząłem chodzić po garderobie.
-Nic mnie nie gryzie Harry. Jestem zmęczona i mam mnóstwo nauki i jeszcze próbuję pisać jakieś teksty na waszą płytę nową.-czyli to co zawsze. Za każdym razem dostawałem tą odpowiedź co doprowadzało mnie do szału. Nienawidziłem kiedy tak mi odpowiadała bo doskonale wiedziałem, że to jedno wielkie kłamstwo, a ona nie miała żadnego problemu z tym żeby je wypowiadać. A najgorsze jest widzieć jak z dnia na dzień coraz bardziej się od siebie oddalamy i ta kompletna bezradność przez którą nawet nie da się nic naprawić tylko wszystko się jeszcze bardziej komplikuje.
-Przecież wiesz, że teksty jesteśmy wstanie sami napisać plus mamy Juliana. Zajmij się lepiej nauką.-przetarłem twarz dłonią.
-Wybacz ale muszę je pisać bo mam podpisany kontrakt, którego nie mogę zerwać. Tak oczywiście, że zajmuję się nauką. Dziękuję, że się martwisz. Czyli nie chcesz ze mną rozmawiać?-odpowiedziała, a raczej warknęła.
-Do cholery jasnej! Co się z tobą dzieje?! Mam już tego dosyć. Ogarnij się dziewczyno bo wcale nie jest to zabawne. Nie jesteś jedyna na tym świecie, a ja mam coraz bardziej dosyć znoszenia tych twoich pretensji o wszystko co tylko powiem. Jest to irytujące i nudne. Za każdym razem gdy dzwonię czy piszę to dostaję w zamian całą masę wyrzutów. Nie tylko ty jesteś zmęczona i przepracowana i przemęczona.-już nawet nie próbowałem nad sobą panować. Po prostu mówiłem wszystko to co ślina przynosiła mi na język.
-Jesteś pieprzonym ignorantem! Kompletnie się nie interesujesz jak sobie radzę! Siedzę sama w wielkim obcym mieście gdzie niczego i nikogo nie znam! Całe dnie spędzam nad książkami i myślę o waszej nowej płycie! Nie mogę spać całymi nocami! Dodatkowo czuję się beznadziejnie. Wczoraj prawie zemdlałam ze zmęczenia, a ty co? Myślisz, że to ty masz źle w życiu?! Może się pomyliłam? Może nie powinnam przyjmować żadnych oświadczyn!
-No chyba ją popierdoliło!-rzuciłem telefonem przez całą garderobę po tym jak usłyszałem dźwięk przerwanego połączenia. Miałem ochotę coś rozwalić. Wyżyć się na czymś lub kimś. Zobaczyłem zmartwionego Lou w drzwiach i zdałem sobie sprawę, że prawie dostał moim telefonem. Stałem nieruchomo, a moja złość przeradzała się bezsilność. Louis podniósł mój zmiażdżony telefon i usiadł na kanapie kładąc go obok siebie. Po chwili usiadłem obok niego i schowałem twarz w dłonie.
-Powiedziała, że się pomyliła. Powiedziała, że nie powinna była przyjmować moich oświadczyn.-wyszeptałem łamiącym się głosem zwracając twarz w stronę przyjaciela, który tylko objął mnie ramieniem i cicho westchnął. Schowałem znowu twarz w dłonie i zacząłem płakać jak małe dziecko. Nie potrafiłem się w ogóle się uspokoić. To okropne uczucie w klatce piersiowej nie chciało ustać. Czułem się jakby ktoś właśnie skopał mnie jak jakiegoś śmiecia.

(sierpień 2014)
-Co ja tutaj robię?-zapytałam unosząc głowę. Leżałam na podłodze wśród różnych zapisków nowej piosenki jaką próbowałam napisać. Obok mojej głowy stała pusta butelka szkockiej. Usiadłam i przetarłam twarz dłońmi. Podniosłam się całkowicie i poczułam jak kręci mi się w głowie. Czułam się co najmniej źle. Przeszłam powoli do łazienki, a tam obmyłam twarz zimną wodą. W lustrze zobaczyłam trupa, a nie człowieka. Ostatnio straciłam znowu na wadze i moje ciało zaczęło przypominać bardziej ciało anorektyczki niż zdrowe wysportowane ciało jakie kiedyś miałam. Westchnęłam i od razu weszłam pod prysznic. Myślałam, że to coś pomoże ale chyba nie za bardzo zadziałało bo cały czas czułam ten okropny ból w klatce piersiowej. Panowały okropne upały od paru dni więc ubrałam się w krótką spódniczkę i koszulową bluzkę. Związałam włosy w kucyk i spakowałam wszystkie potrzebne rzeczy na uczelnię. Wzięłam butelkę wody i przy wyjściu założyłam baleriny. Wszystko wykonywałam jak robot, mechanicznie. Jak trzeba było zrobić to robiłam, jak nie trzeba było robić to nie robiłam. Każdy mój dzień wyglądał tak samo. Nauka-pisanie, a przynajmniej próbowanie napisania jakiejś piosenki-picie jakiegoś alkoholu-płacz-sen jeżeli oczywiście udało mi się zasnąć-bolesny poranek-uczelnia. Było to męczące ale to nie mogło się równać z bólem jaki odczuwałam po tym co się stało w maju. Nie umiałam sobie z tym wszystkim poradzić, po prostu byłam bezradna, a jedyne co potrafiłam robić to siedzieć i płakać. Widziałam zdjęcia chłopaków z koncertów i moje biedne serce bolało jeszcze bardziej kiedy widziałam ten najpiękniejszy uśmiech na świecie. Najgorsze było w tym wszystkim to, że może i się uśmiechał ale w jego oczach widać było ból i smutek. Chciałam tyle razy do niego zadzwonić napisać. Ale po prostu nie miałam odwagi. Po drodze na uczelnię założyłam okulary przeciwsłoneczne co by przypadkiem ostre słońce mnie nie zabiło. Kiedy zaparkowałam pod gmachem, w którym odbywały się moje zajęcia i wyszłam z samochodu zobaczyłam paru fotografów stojących niedaleko wejścia. Od razu schyliłam głowę i przyśpieszyłam kroku. Jeszcze tylko ich mi brakuje.
-Co się dzieje między tobą, a Harrym?!
-Czy to koniec waszego związku?!
-Zerwałaś oświadczyny?!
-Czemu nie masz pierścionka zaręczynowego?!-kiedy tylko dostałam się do środka z przerażeniem spojrzałam na moje palce i dopiero teraz zauważyłam, że nie mam mojego pierścionka. Musiałam go wczoraj wieczorem ściągnąć kiedy miałam moją sesję depresyjną z butelką szkockiej. Nie wiem jakim cudem w ogóle się dzisiaj tutaj dowlokłam. Przecież ja nigdy go nie zdejmuję. Czułam jak łzy zbierały mi się w oczach. Próbowałam się nie rozpłakać ale było to niemożliwe. W końcu wylądowałam w łazience płacząc jak małe dziecko. Uspokoiłam się dopiero po dobrych dwudziestu minutach. Obmyłam spuchniętą od płaczu twarz i usiadłam z powrotem na podłodze. Wzięłam kartkę i ołówek do ręki po czym po prostu zaczęłam pisać. Pustka, którą czułam od pewno czasu wydawała się jeszcze większa. Brak tego małego elementu spowodował jeszcze większy ból w mojej klatce piersiowej. Gdzie jest moje biedne, złamane serce?

-„Czy to koniec wielkiej miłości Harrego Stylesa?”-przeczytałem na głos jeden z nagłówków gazety, która leżała w garderobie. Jedno ze zdjęć na okładce pokazywało Patrycję idącą na uczelnię. Jej dłoń była w dużym czerwonym okręgu. Dopiero po chwili dopatrzyłem się, że nie ma na niej pierścionka, który jeszcze niedawno sam tam umieszczałem.
-Co tym razem napisali?-zapytał Zayn stając obok mnie.
-Że ona mieszka w Londynie w moim domu, a ja mieszkam w Los Angeles. Przecież jestem w trasie kretyni. Nie mogę siedzieć cały czas w Londynie kiedy mam koncerty na drugiej półkuli.
-Nie przejmuj się przecież to tylko durne pismaki. Zresztą skąd oni to wymyślili, że to wasz koniec?-ruszyliśmy w stronę sceny bo za chwilę mieliśmy zaczynać próbę dźwiękową.
-Bo jej tutaj nie ma. To tak samo jakby powiedzieli, że ty się rozstałeś z Perrie bo nie ma jej z tobą. Co z tego, że sama też jest w trasie ze swoim zespołem. Pamiętasz przecież ostatnio mówiłem w jakimś wywiadzie, że nie może tutaj ze mną być bo ma studia. Nienawidzę tych wielkich dziennikarzy, którzy wymyślają jakieś plotki nie wiadomo skąd.-usiadłem na schodach, które znajdowały się na scenie i od razu zwróciłem wzrok na twarz przyjaciela, który patrzył się na mnie z pewnego rodzaju litością. Westchnąłem i schowałem twarz w dłonie. Kogo ja oszukuję? Przecież od czterech miesięcy nie słyszałem jej głosu ani nie widziałem jej twarzy. Każdy wiedział, że jest źle, a nawet bardzo źle. Zresztą Zayn pewnie zauważył to zdjęcie z okładki. Ostatnio polubili robienie jej zdjęć kiedy szła na uczelnię lub z niej wychodziła. Właśnie takie zdjęcia zobaczyłem w internecie i kiedy je zobaczyłem to się popłakałem bo widziałem cień, a nie osobę. Była blada i ewidentnie zbyt chuda. Co prawda strój jak zwykle miała starannie dobrany ale i tak to nie zmieniało wyrazu jej twarzy.
-Harry.-usłyszałem moje imię z głośników-Wracaj do nas.
-Jestem, jestem.-odpowiedziałem i włożyłem słuchawkę do ucha-Możemy zaczynać.

(październik 2014)
Wysiadłem z samolotu na londyńskim Heatrow i powoli skierowałem się w stronę samochodu, który czekał na mnie na płycie. Pięć miesięcy. Pięć miesięcy minęło odkąd słyszałem ostatni raz jej kochany głos. Z każdym kilometrem moje serce mocniej waliło, a oddech przyśpieszał. Za oknem pojawiły się domy naszych sąsiadów. Dłonie trzęsły się jak szalone. Na miękkich nogach wysiadłem z samochodu i skierowałem się w stronę drzwi. Stałem przed nimi parę minut debatując z samym sobą czy jestem w stanie to zrobić. Czułem się tutaj jak obcy, a mimo wszystko wiedziałem, że muszę wejść bo inaczej rozpadnę się do końca i nie będzie już dla mnie ratunku. Policzyłem do dziesięciu i powoli nacisnąłem klamkę. Co ciekawsze drzwi były otwarte. Ona nigdy nie zostawiała otwartych drzwi. Bardzo powoli wszedłem do domu i kiedy tylko zamknąłem za sobą drzwi wiedziałem, że nie ma odwrotu. Teraz muszę wejść głębiej i ją zobaczyć. Rzuciłem moją torbę, z którą podróżuję i przeszedłem do salonu. Stanąłem jak wryty przy kanapie stała Patrycja, a raczej jej pozostałości. Chwiała się, a jej oczy patrzyły ale nie widziały. Włosy były brudne i niedbale związane. Policzki zapadnięte, a bluzka, którą na sobie miała wisiała jak na wieszaku.
-O matko.-rzuciłem się w jej stronę, a jej nogi się ugięły i prawie upadła ale w ostatniej chwili ją złapałem.
-Wróciłeś.-wyszeptała i wtedy jej powieki opadły.

(wrzesień 2015)
Po prawie rocznym pobycie w klinice w końcu mogę wrócić do domu. Co prawda nie do tego, w którym mieszkałam wcześniej tylko do zupełnie nowego oddalonego parędziesiąt kilometrów od Londynu. Harry sprzedał tamten dom i kupił nowy, piękny dom w małej wsi z pięknym widokiem na bezbrzeżne pola. Pokazywał mi wszystko na zdjęciach, a wreszcie dzisiaj będę mogła obejrzeć na żywo.
-Nawet nie zdajesz sobie sprawy jak szybko Harry wybiegł z tej konferencji.-zaśmiał się Niall stając obok mnie. Stałam przy oknie, w którym były kraty ale nie przeszkadzało mi to w podziwianiu pięknych kolorów jesieni jakimi mieniły się liście drzew, które otaczały klinikę.
-Wyobrażam sobie.-uśmiechnęłam się-Znowu pewnie złamał wszystkie możliwe przepisy i to cud, że jeszcze żyje.
-Jak ty mnie dobrze znasz.-dostałam całusa w policzek na co od razu uśmiech na mojej twarzy powiększył się jeszcze bardziej.
-Tak jakoś wyszło.-uśmiechnęłam się jeszcze szerzej i poczułam, że na moich policzkach pojawił się rumieniec.
-Jakim cudem rumienisz się po tym on pocałuje cię w policzek po prawie trzech latach waszej znajomości?-Niall podał mi bluzę, a ja szybko się w nią ubrałam.
-Jakim cudem rumienisz się kiedy dziewczyna tylko dotknie twojej skóry?-zapytałam patrząc się na niego jak na idiotę.
-Bo my Irlandczycy tak mamy.-oburzył się i podniósł z podłogi jedną z moich toreb.
-Dobra, dobra nie zwalaj tego na swój kraj.-zaśmiał się Harry i podał mi jeszcze okulary przeciwsłoneczne i swoją bejsbolówkę.
-Ilu ich tam koczuje?-zapytałam zdziwiona.
-Nie wiem i tak wyjdziemy tylnym wyjściem ale z nimi nigdy nic nie wiadomo. Po drodze mogą nas gdzieś złapać albo pod domem.-wzruszył ramionami.
-Dom.-westchnęłam i dotknęłam ramy łóżka, w którym spędziłam tyle czasu. Rozejrzałam się i pokręciłam z niedowierzaniem głową. Nigdy sobie tego nie wybaczę, że doprowadziłam się do takiego stanu, że musiałam tutaj wylądować. Rok, który tutaj spędziłam był czymś czego nigdy nie zapomnę chociaż bardzo bym chciała. Ból związany z tym miejscem nigdy nie przestanie o sobie przypominać. Wyszłam z pokoju nie oglądając się za sobą i trzymając dłoń Harrego. To dzięki niemu jestem teraz w stanie funkcjonować. To on pomógł mi wyjść z tego okropnego stanu. To on mnie uratował. Do końca życia będę mu za to dziękować. Nigdy nie zapomnę tego dnia kiedy wszedł do naszego byłego domu i z przerażeniem złapał moje osuwające się na podłogę ciało. Nigdy nie wypowiem wystarczająco dużo przepraszam za to co przeze mnie przeszedł.

(styczeń 2016)
Wróciłam do moich studiów jeszcze w trakcie pobytu w klinice i po dłuższych rozmowach z paroma profesorami i rektorem doszliśmy do wniosku, że jeżeli się sprężę to w następne wakacje będę mogła pisać egzaminy końcowe. Harry chyba nie był z tego powodu bardzo szczęśliwy, ponieważ uważa, że nie powinnam się przemęczać ale ja wiem, że muszę to zrobić i przede wszystkim zdaję sobie sprawę, że jestem w stanie to zrobić. On też wrócił do pracy, a ja zaczęłam pisać piosenki na ich nową płytę. Po rocznej przerwie będzie potrzebna porządna petarda. Moje rozmyślania przerwał głośny trzask drzwi.
-Harry!-krzyknęłam chowając się pod pianą jaką miałam w wannie.
-Co się stało?!-zapytał przerażony.
-Wyłaź! Chcę się do końca wykąpać!
-Nic czego bym nie widział.-machnął rękę i chwycił swoją szczoteczkę.
-Wyjdź.-powiedziałam stanowczym tonem, a taki przynajmniej miał być.
-A wyrosło ci coś dziwnego na ciele?-zapytał odwracając się twarzą do mnie.
-Tak całe mnóstwo dziwnych cosiów.-warknęłam.
-Mogę zobaczyć?-podekscytowany ruszył w stronę wanny.
-Nie!-pisnęłam kiedy wsadził rękę pod wodę i dotknął mojego brzucha.
-Ale ty masz tutaj ciepło.-jedną ręką cały czas jeździł po moim brzuchu, a drugą ściągnął spodenki, które miał na sobie i już po chwili siedział tak, że mogłam obierać plecy o jego klatkę piersiową.

(czerwiec 2017)
-Czego nie możesz zrozumieć?-zapytałam siadając na kanapie i z irytacji wyrzuciłam ręce do góry, a potem od razu je skrzyżowałam.
-Tego, że nie chcesz jechać ze mną do Stanów.-Harry stanął naprzeciwko mnie.
-Przecież Ci tłumaczę, że nie mogę tego zrobić bo mam egzaminy kończące moje studia!-warknęłam. Czego on nie może zrozumieć? Nie pojadę z nim nigdzie dopóki wszystkiego spokojnie nie pozaliczam. To ostateczne egzaminy, po których będę mogła się pochwalić dyplomem. Nie wiem jakim cudem w ogóle udało mi się przetrwać te lata, które poświęciłam tylko na naukę. No i przecież miałam ten okropny rok wyciągnięty z życia. Uczelnia i tak bardzo poszła mi na rękę. Wymagało to strasznie dużo pracy z mojej strony ale w końcu mi się udało i widać już wyraźnie mojej przygody z uczelnią jeżeli oczywiście wszystkie egzaminy napiszę tak jak trzeba.
-A nie możesz tego zrobić przez internet tak jak na początku?-zapytał.
-Nie. Po raz kolejny mówię. To są egzaminy, które decydują o tym czy dostanę dyplom czy nie!-wypuściłam powietrze z irytacją-Milion razy bardziej wolałabym jechać z tobą do USA ale niestety nie mogę. Jak już mi się uda wszystko pozaliczać to wtedy przylecę i do końca prób będę z wami.-powiedziałam, a on nic nie mówiąc wstał i poszedł na górę. Jeszcze tylko tego mi brakowało. Obraził się bo mam inne obowiązki niż podróżowanie z nimi. Ale trudno nie zamierzam odpuścić czegoś o czym marzyłam od zawsze i na co poświęciłam tyle godzin bardzo ciężkiej pracy. Jak już tak daleko zaszłam to nie odpuszczę na sam koniec. Sięgnęłam po moje notatki, które leżały na stoliku i zaczęłam czytać.

(trzy tygodnie później)
Stałam przed lustrem i zastanawiałam się czy na pewno powinnam założyć szpilki na egzamin. Dawno się tak nie stresowałam. Dłonie mi się trzęsły, a myśli latały jak oszalałe. Nie mogłam spać w nocy tylko leżałam nieruchomo i wpatrywałam się w sufit. Dzisiaj ostatni dzień egzaminów. Jednocześnie najważniejszy i to jego bałam się najbardziej. Poprawiłam włosy po czym nałożyłam odrobinę błyszczyka na usta. Zdjęłam moje ulubione czarne szpilki i założyłam proste czarne baleriny. Jeszcze bym się połamała bo tak bardzo trzęsą mi się nogi. Już od dwóch dni nie jestem w stanie w siebie nic wmusić więc żyję na kawie i wodzie. Przez co stresuję się jeszcze bardziej bo ostatnio gdy tak jadłam skończyło się pobytem w klinice i roczną terapią. Jeszcze raz spojrzałam w lustro i wzięłam głęboki wdech, a potem powoli wypuściłam powietrze przymykając oczy. Chwyciłam torebkę i wyszłam. Samochód Harrego to zdecydowanie najlepszy samochód na świecie. Droga do samego Londynu zajęła mi mniej czasu niż zwykle, a potem mimo zatłoczonych, jak zwykle, ulic stolicy byłam pod gmachem głównym, w którym odbywał się egzamin, prawie godzinę wcześniej. Sprawdziłam telefon czy przypadkiem nie mam żadnej wiadomości, a potem wysiadłam i na miękkich nogach weszłam do budynku. Dawno się tak nie stresowałam. Najważniejszy egzamin w moim życiu. Dotknęłam pierścionka, który znajdował się mojej dłoni i ponownie sprawdziłam telefon. Przez następną godzinę krążyłam po korytarzu i po raz ostatni czytałam to co znajdowało się w moim obszernym notatniku. Kiedy zostało dziesięć minut poszłam do toalety. Moje dłonie trzęsły się jeszcze bardziej. Wróciłam pod salę i po raz ostatni sprawdziłam telefon. Zawiedziona wyłączyłam go, żeby nie mieć żadnej wpadki i wrzuciłam go do torebki. W tej samej chwili otworzyły się drzwi, a ja podniosłam przerażona wzrok na profesora, który stał przede mną i ciepło się uśmiechał.
-Pani Rej. Zapraszamy.-powiedział uśmiechając się jeszcze szerzej, a ja weszłam do środka cała sparaliżowana.

-Nie da się jechać szybciej?!-zapytałem zirytowany sprawdzając godzinę na zegarku.
-Niestety się nie da, ponieważ nie mogę przejechać po innych samochodach.-powiedział jeszcze bardziej zirytowany taksówkarz.
-Daleko jeszcze do tego gmachu?-wyjrzałem przez otwarte okno i rozejrzałem się dookoła.
-Jakieś półtora kilometra ale w tym tempie to zajmie nam jakieś półgodziny.-odpowiedział sprawdzając godzinę na zegarku. Przeczesałem dłońmi włosy i westchnąłem opadając na fotel. Jednak szybko się otrząsnąłem i wyciągnąłem z kieszeni banknot o nominale 100 funtów.
-Masz panie, nie mam czasu na siedzenie tutaj.-rzuciłem w niego banknotem i wyskoczyłem z taksówki. Szybko zacząłem wymijać samochody stojące w korku. Niektórzy kierowcy zaczęli wyglądać i trąbić na mnie ale miałem ich wszystkich głęboko w poważaniu. Moja narzeczona jest właśnie na najważniejszym egzaminie w jej życiu, a mnie tam nie ma. Na dodatek ten przeklęty telefon musiał się rozładować.
-Mamo to Harry Styles!-usłyszałem z boku głos jakiejś dziewczyny kiedy próbowałem się nie zabić wymijając kolejne samochody.
-Kocham Cię!-odwróciłem się i pomachałem do dziewczyny.

-Dziękujemy pani Rej.-profesor uścisnął mi dłoń.
-To ja dziękuję.-uśmiechnęłam się.
-Jestem naprawdę pełen podziwu, że udało się pani zdobyć dyplom w tak krótkim czasie. Nie myślała pani o robieniu jakiś wyższych stopni?
-Sama nie mogę uwierzyć, że mi się udało to zrobić. Może kiedyś spróbuję i zawalczyć o jakiś wyższy stopień ale jak na razie chciałabym jeszcze trochę pozażywać życia.-uśmiechnęłam się.
-No tak jest pani jeszcze taka młoda. Powodzenia życzę w dalszej karierze i zapraszam na rozdanie dyplomów w październiku.
-O tak wcześnie w tym roku?-zdziwiłam się bo we wcześniejszych latach odbywały się zawsze w listopadzie lub nawet grudniu.
-Tak w tym roku wyjątkowo mamy wcześnie rozdanie.
-Jedno jest pewne. Na pewno się pojawię.-zaśmiałam się, a profesor razem ze mną-Jeszcze raz bardzo za wszystko dziękuję.-wymieniliśmy uścisk dłoni i na nadal trzęsących się nogach wyszłam z sali, w której napisałam najważniejszy egzamin oraz odbyłam najważniejszą rozmowę, która przesądziła o tym, że już w październiku będę trzymać w dłoni mój wymarzony dyplom. Kiedy tylko zamknęłam za sobą drzwi i podniosłam wzrok moim oczom ukazała się najbardziej ukochana twarz. Z niedowierzaniem przyłożyłam dłoń do ust, a do moich oczu od razu zaczęły napływać łzy.
-Tak bardzo Cię kocham.-wyszeptał przyciągając mnie do siebie. Rozpłakałam się na dobre. Łkałam uśmiechając się i wtulając się coraz mocniej w ciało mojego narzeczonego.
-Udało mi się.-wyszeptałam, a on pocałował delikatnie moje czoło-Udało. O matko tak bardzo się cieszę.
Odchyliłam głowę i wspięłam się na palce i od razu go pocałowałam. Tak bardzo tego teraz potrzebowałam. Znowu byłam w moim ulubionym miejscu. W ramionach mojego ukochanego.
-Już nie płacz.-wyszeptał gładząc moje plecy.
-Ale ja nie płaczę. One same lecą.-zaśmiałam się ponownie przykładając policzek do jego klatki piersiowej.

(lipiec 2018)
-Nic przecież nie zrobiłem!-krzyknąłem uciekając przed morderczym spojrzeniem Patrycji.
-Nic nie zrobiłeś?!-zapytała piskliwym głosem.
-Tak.-odpowiedziałem próbując być poważnym bo szczerze mówiąc to cała ta sytuacja bardzo mnie śmieszyła.
-Właśnie dzięki twoim zdolnościom kulinarnym mało co nie spłonęliśmy!
-Pati no ale przecież nic się strasznego nie stało.-podniosłem do góry ręce tak jakby do mnie strzelała.
-Zniszczyłeś mi patelnię.-jęknęła i odstawiła ją na blat.
-Za chwilę pojadę do sklepu i kupię ci nową.-uśmiechnąłem się widząc, że złość już jej przeszła.
-Ale ja lubiłam tą! Nie chcę żadnej innej.-warknęła. Chyba jednak jej nie przeszło. W ciągu pięciu sekund Pati cała zbladła, a potem zrobiła się dosłownie zielona na twarzy. Rzuciła się biegiem do łazienki, a ja za nią. Kiedy już zwróciła chyba wszystkie swoje wnętrzności oparła się o szafkę, a ja pomogłem jej obmyć usta. Podniosłem ją i przeniosłem na kanapę.
-Kochanie przepraszam ale przecież dodałem wszystko co trzeba było do tych naleśników.-powiedziałem, a ona tylko machnęła ręką.
-Przecież wiem. Mówiłam ci w końcu co masz robić.-westchnęła i położyła dłonie na brzuchu-Może to po prostu przez stres. Nie wiem.
-Spokojnie.-usiadłem obok niej-Przecież nie masz się czym stresować.
-Nie uwierzę Ci, że nie stresujesz się własnym ślubem, który jest za dwa tygodnie.-popatrzyła się na mnie jak na idiotę. No dobra, stresuję się i to nawet nie trochę. Ostatni miesiąc spędziliśmy na próbach pierwszego tańca, przymiarkach, wybieraniu jakiś szczegółów na przykład kwiatów. To prawda, że się strasznie stresuję ale jednocześnie strasznie nie mogę się doczekać tego dnia. Od ponad czterech lat na niego czekam. W końcu będę mógł mówić do niej pani Styles. Wiem, że jesteśmy młodzi no ale lepiej mieć dwadzieścia cztery lata biorąc ślub niż dziewiętnaście jak to na początku chcieliśmy rozegrać. Wydaje mi się, że bardzo dobrze zrobiliśmy, że poczekaliśmy bo i ja, i Patrycja jesteśmy dojrzalsi i wiemy czego chcemy. Pati przytuliła się do mnie i po chwili zasnęła. Mi też powieki opadały ale uznałem, że pogrzebię sobie w internecie. Skończyło się tym, że zrobiłem nam zdjęcie i dodałem na Twittera. Myślę, że nasi fani oszaleli z radości bo siedziałem tam ponad godzinę i odpowiadałem na ich tweety. W końcu Pati postanowiła się obudzić.
-Kochanie przez tą godzinę zostałaś gwiazdą internetów.-zaśmiałem się i pokazałem jej zdjęcie jakie dodałem. Westchnęła i też zaczęła się śmiać.
-Jak mogłeś mi to zrobić? Zresztą ja chyba nią jestem odkąd zrobili nam pierwszy raz wspólne zdjęcie.-zapytała i pocałowała mnie w policzek.
-Nie wiem.-przeciągnąłem ją tak, że teraz siedziała mi na kolanach. Położyła dłonie na moich policzkach.
-Mówisz, że spałam godzinę.
-Ponad.
-Cóż, co mamy dzisiaj w planach?
-Po południu jedziemy na przymiarkę. Caroline napisała, że już o trzeciej jest wolna. Możemy się też wybrać na miasto na jakiś pyszny obiad oraz jakieś małe zakupy. Musimy w końcu kupić patelnię.
-A która jest godzina?
-Pierwsza.-odpowiedziałem po tym jak spojrzałem na zegarek.
-Słucham?-zdziwiła się-Dobra idę się ogarnąć i możemy jechać się przymierzać. Twój plan mi się podoba.-wstała i ruszyła na górę.

-Kochanie czekam w samochodzie!-usłyszałam krzyk Harrego z dołu. Jakim cudem udało mu się wyszykować tak szybko. Stałam przed szafą w samej bieliźnie i zastanawiałam się w co powinnam się ubrać. W końcu wybór padł na  zwykłą ,białą bluzkę, jasne dżinsy oraz szpilki, które ostatnio kupiłam. Wszystko razem ładnie współgrało. Włosy częściowo spięłam na czubku głowy tak by nie wpadały mi co chwilę na twarz. Szybko zbiegłam na dół po drodze chwytając moją torebkę. Zamknęłam dom i wsiadłam do samochodu, w którym czekał na mnie Harry. Szybko ruszyliśmy w stronę salonu Caroline. W sumie to nie wiem czemu jadę tam z Harrym przecież odkąd się tylko dowiedział, że zaczęłam moje przygotowania do szycia mojej sukni ślubnej już trzy miesiące temu, to usilnie próbuje się dowiedzieć jak ona wygląda. Nie mam pojęcia czemu aż tak bardzo chce to wiedzieć. Jego odpowiedź, że woli być świadomy czego ma się spodziewać jakoś mnie za zbytnio nie satysfakcjonuje. Przez całą drogę śledzili nas paparazzi. Odkąd poznali datę naszego ślubu to nie dają nam w ogóle spokoju. To co się działo po tym kiedy dowiedzieli się, że jesteśmy zaręczeni to nic w porównaniu z tym co się dzieje teraz. Wysiadłam z samochodu i szybko skierowałam się w stronę drzwi nie zwracając uwagi na pytania jakie padały z każdej strony. Harry dołączył do mnie po chwili, a kiedy już weszliśmy do środka od razu powitała nas uśmiechnięta od ucha do ucha Caroline.
-Kogo my tu mamy.-przytuliła nas na powitanie.
-Nawet się nie spóźniliśmy.-Harry spojrzał na zegarek.
-No tak piętnaście minut w tą czy w tamtą. Harry kochanie dobrze wiem jak to z wami bywa.-zaśmiała się idąc w głąb salonu, w stronę przymierzalni.
-Auć, a myślałam, że się przyjaźnimy.-udałam urażoną, a po chwili wszyscy się zaśmialiśmy.
-Dobra. Koniec tych pogaduch. Wskakujcie w te cacka, które specjalnie dla was powstały. Astrid! Zamknij drzwi wejściowe, wywieś tą kartkę, którą ci dałam i zasłoń okna.
-Chcesz nas tutaj poćwiartować?-zapytał przerażony Harry.
-Tak i potem posprzedaję wasze narządy.-pokręciła z niedowierzaniem głową, a ja tylko się zaśmiałam.
-Caroline na górze też wszystko zasłonić?-zapytała asystentka naszej stylistki.
-Tak i zabierz od razu Harrego i daj mu jego garnitur.-Harry zrobił smutną minkę-Nie możesz zostać. Idziesz z Astrid i się przebierasz. Nawet nie ma mowy żebyś zobaczył suknię Pati przed ślubem. Za chwilę przyjdę i zobaczymy czy wszystko jest tak jak ustalaliśmy ostatnio.

(29 lipiec 2018)
Dam radę. Dam radę. Dam radę. Matko kogo ja oszukuję oczywiście, że nie dam rady.
-Pati. Wstajemy dzisiaj jest wielki dzień.-Lou próbowała mnie uspokoić chyba w każdy możliwy sposób. Delikatnie starłam kropelki potu jakie pojawiły się na moim czole.
-O mamusiu.-wyszeptałam ledwo co-To się dzieje naprawdę.
-Wstawaj, wstawaj.-szybko otworzyła okno na oścież, a ja zaczerpnęłam świeżego powietrza-Za chwilę ma przyjechać Liam z twoimi rodzicami. Gemma robi ci śniadanie na dole. Chcesz zejść czy mamy ci przynieść?
-Mogę najpierw iść do łazienki?-zapytałam powoli się podnosząc z łóżka.
-Jasne. Będę na dole. Jak coś to krzycz albo dzwoń.-udało mi dotrzeć do drzwi łazienki co było naprawdę dużym wyzwaniem-I Pati. Spokojnie, nie masz się czym tak denerwować.
-No na pewno.-westchnęłam i weszłam do przestronnej łazienki. Oparłam się o blat z umywalkami i przyjrzałam się mojej twarzy, która pojawiła się przede mną w dużym lustrze. Nie wyglądałam najgorzej. Co prawda byłam okropnie blada i miałam lekko spuchnięte oczy. To drugie to typowe po dwunastu godzinach snu. Szybko przemyłam twarz zimną wodą i umyłam zęby. Po dziesięciu minutach zeszłam na dół gdzie spotkałam Lou, Gemme i Harrego. Usiadłam obok mojego narzeczonego, a on uśmiechnął się do mnie radośnie i mocno przytulił. Coś nie chce mi się wierzyć, że jest taki spokojny i w ogóle się nie stresuje. Gemma postawiła przed nami talerze z typowym brytyjskim śniadaniem. Miałam wrażenie, że od samego patrzenia jestem najedzona ale mój brzuch miał inne zdanie i upominał się o jedzenie.
-Harry czemu mnie nie obudziłeś?-zapytałam biorąc kolejnego gryza tosta.
-A czemu miałem to robić? Sam wstałem niedużo wcześniej niż ty.-wzruszył ramionami.
-Chyba dobrze trafiłem.-usłyszeliśmy śmiech Liama-Mam przesyłkę specjalną dla Pati!-rzuciłam się biegiem do przedpokoju i od razu wpadłam na moich rodziców. Wyściskałam ich mocno, a łzy same zaczęły mi płynąć po policzkach.
-Pati słoneczko nie płacz. Powinnaś się cieszyć. To taki piękny dzień. Jedyny taki w całym twoim życiu.-wyszeptała moja mama głaszcząc mnie delikatnie po plecach.
-Ale ja się cieszę.-odpowiedziałam wycierając oczy.
-Jest i nasz zięć!-ucieszył się mój tata wymieniając uścisk dłoni z Harrym, który pojawił się chwilę po mnie.

Mocno objąłem talię mojej narzeczonej i złożyłem na jej ustach namiętny pocałunek. Następnym razem kiedy będę ją całować to będzie już moją żoną. Nie mogę uwierzyć, że ten czas tak szybko leci. Jeszcze niedawno chodziłem z małym czerwonym pudełeczkiem w kieszeni i biłem się z samym sobą czy na pewno jest już odpowiedzi czas żeby zadać jej to pytanie.
-Poznasz mnie po białej sukience.-uśmiechnęła się i tym razem to ona mnie pocałowała.
-Ja natomiast będę stał przy ołtarzu obok księdza. Czarny garnitur i te sprawy.-zaśmiałem się.
-Może zgadnę, który to ty.-położyła dłoń na mojej klatce piersiowej. Od razu nakryłem ją moją dłonią i głęboko popatrzyłem się w jej piękne oczy.
-Bije tylko dla Ciebie.-uśmiechnąłem się-I już nie płacz. Nie chcę żeby moja przyszła żona miała spuchniętą twarz na zdjęciu ślubnym.
-Potrafisz zepsuć każdą romantyczną chwilę.-wywróciła oczami, a na jej twarzy od razu pojawił się grymas.
-Ale za to mnie kochasz.-zaśmiałem się, doskonale zdając sobie sprawę, że wcale nie jest na mnie zła. Pochyliłem się i pocałowałem ją z zaskoczenia.
-Dobra idź już bo spóźnimy się na własny ślub.-wypchnęła mnie za drzwi, a ja szybko pobiegłem do samochodu Louisa, który stał na naszym podjeździe.

Stałam w naszej garderobie i przeglądałam się w dużym lustrze. Wszystko było perfekcyjne. Suknia, buty, fryzura i makijaż. Położyłam ręce na biodrach i uśmiechnęłam się bo wyglądałam jak księżniczka.
-Pati. Już możemy schodzić?-zapytała Gemma wchodząc do pokoju.
-Jeszcze chwila.-wzięłam telefon do ręki-Muszę uwiecznić tą chwilę.
-Wyglądasz przepięknie. Harry padnie z zachwytu.-zaśmiała się i stanęła obok mnie tak, że zmieściłyśmy się obydwie na paru zdjęciach, które zrobiłam.
-Takie było założenie.-zaśmiałyśmy się i ruszyłyśmy w stronę schodów. Na dole czekali na nas moi rodzice oraz Preston i Ben. Preston miał mnie i moją świadkową, którą była Gemma zawieść do kościoła, a Ben miał zawieść moich rodziców. Lou, która robiła mi fryzurę i makijaż zmyła się wcześniej i dopiero pod kościołem się z nią zobaczę. Pomyśleć, że jeszcze cztery lata temu byłam bliska zerwania zaręczyn i wyprowadzenia się do Polski. To było tak dawno ale i tak potrafiło mnie co jakiś czas obudzić w nocy. Nie ma co tego teraz roztrząsać przecież jadę na własny ślub. Po drodze miałam parę razy atak totalnej paniki i kazałam się zatrzymywać Prestonowi, a on nawet nie zwracał na mnie uwagi tylko cały czas jechał w stronę kościoła. Dłonie mi się trzęsły, a oddech przyśpieszał. Kiedy dotarliśmy pod kościół Gemma pomogła mi wysiąść i od razu przejął mnie tata. Oczywiście nie mogło zabraknąć piszczących fanów i paparazzich robiących tony zdjęć. Mimo iż trzymaliśmy wszystko w tajemnicy to oni i tak zdążyli się dowiedzieć wszystkich szczegółów. Na dodatek bierzemy ślub na totalnym odludziu dla niektórych. Jakim cudem nas znaleźli to ja nie wiem.
-Czuję się jak na ślubie Williama i Kate.-zażartował mój tata.
-Trochę nam do nich brakuje.-zaśmiałam się.
-Pora wchodzić.-oznajmiła nasza nieoceniona organizatorka Hellen. Gdyby nie ona to nic by się nie udało zorganizować tak jak chcieliśmy.
-No to kochanie żegnaj się z byciem panną. Za chwilę będziesz panią.-mój tata powiedział czule całując mnie w policzek. Z trudem powstrzymałam łzy po czym drzwi się otworzyły, a ja wiedziałam, że nie mam już odwrotu. Wszyscy ludzie zgromadzeni w kościele wstali, a my zaczęliśmy powoli iść. Moja znajoma ze studiów grała na fortepianie piękną melodię, którą napisałyśmy razem i obiecałyśmy sobie, że będzie grana na moim albo na jej ślubie.

-Ja Harold, biorę Ciebie Patrycjo za żonę i ślubuję Ci miłość, wierność, uczciwość małżeńską oraz że Cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże wszechmogący w Trójcy Jedyny i wszyscy święci.
-Ja Patrycja, biorę Ciebie Haroldzie za męża i ślubuję Ci miłość, wierność, uczciwość małżeńską oraz że Cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże wszechmogący w Trójcy Jedyny i wszyscy święci.

Pati wyglądała jak anioł. Jej suknia była przepiękna, a fryzura i makijaż idealnie podkreślały jej piękną twarz. Całość była dopełniona najpiękniejszym uśmiechem jaki w życiu widziałem. Moja żona stała obok mnie mocno ściskając moją dłoń i słuchała jak śpiewają nam byśmy żyli razem jak najdłużej. W oczach zbierały jej się łzy zresztą nie pierwszy raz dzisiejszego dnia. Sam też się wzruszyłem kiedy składaliśmy przysięgi. Kiedy skończył się pierwszy toast oddaliśmy kieliszki i przeszliśmy na środek parkietu. Pierwszy taniec ćwiczyliśmy dość długo ale i tak stresowałem się okropnie. Pierwsze takty muzyki zaczęły lecieć z głośników, a ja uśmiechnąłem się do Patrycji, która wpatrywała się we mnie z paniką w oczach. No na to bym nie wpadł, że to ona będzie bardziej zestresowana. Widząc moją minę uśmiechnęła się szeroko i wtedy zaczęliśmy tańczyć. Wybraliśmy tą samą piosenkę, przy której się oświadczyłem. Tylko, że tym razem mieliśmy wersję na żywo. Zakończyliśmy nasz taniec namiętnym pocałunkiem za co dostaliśmy gromkie brawa. Zdecydowanie można było stwierdzić, że byłem, jestem i będę najszczęśliwszym facetem na ziemi.

(grudzień 2019)
Za oknem padał śnieg. W tym roku naprawdę będą białe święta. Leżałam na kanapie w swetrze Harrego. Było mi okropnie zimno. Nogi miałam przykryte grubym kocem, a pod głową miałam poduszkę. Generalnie było mi wygodnie. Tylko co mi po tym jeżeli bolała mnie każda nawet najmniejsza kość, z nosa leciał katar, a kaszel nie chciał przestać mnie dręczyć. Jęknęłam przekręcając się na plecy i kładąc dłoń na czole.
-Na pewno nie chcesz herbaty?-zapytał Harry siadając w moich nogach i uważnie mi się przyglądając.
-Nie lubię herbaty.-wszeptałam. Jeszcze tylko brakowało żebym straciła głos.
-To może chociaż kakao? Jak wypiszesz coś ciepłego to od razu zrobi ci się cieplej.-on chyba nigdy nie odpuszcza. Nie rozumiem tego.
-Może być kakao.-usiadłam i poczułam jakieś dzikie tańce w moim brzuchu.
-Dobrze. Już ci robię.-wstał i z powrotem udał się do kuchni. Po pięciu minutach był z powrotem z dwoma kubkami. Podał mi jeden, a drugi zostawił sobie. Wydmuchałam nos i rzuciłam chusteczkę na podłogę.
-Lepiej?-zapytał kiedy odstawiłam kubek na ławę.
-Nie pytaj.-objęłam jego tułów i przyłożyłam głowę do klatki piersiowej-Mam dosyć tego chorowania. Tyle rzeczy można by było robić. Pójść na sanki, ulepić bałwana, zrobić igloo. To nie ja muszę gnić na kanapie.-naprawdę irytowało mnie to, że jestem chora.
-Jak tylko wyzdrowiejesz to zrobimy wszystkie rzeczy z twojej listy. Obiecuję.-objął mnie ramieniem, a ja położyłam mu na kolanach poduszkę i potem sama się wygodnie ułożyłam.
-Trzymam cię za słowo.-uśmiechnęłam się i wyciągnęłam dłoń żeby dotknąć jego twarzy.
-Chcesz może obejrzeć jakiś film?-zapytał po chwili kiedy już przestałam bawić się jego twarzą.
-Nie chcę bo na pewno zasnę.-jęknęłam kładąc dłonie na brzuchu. Dłonie Harrego znalazły się obok moich, a po chwili zaśmialiśmy się patrząc sobie w oczy. Mimo tego jak okropnie się czułam to taka mała rzecz potrafiła całkowicie odwrócić moją uwagę od nieznośniej choroby.
-Takie małe, a jak cieszy.-westchnął Harry.
-Kocham Cię.-wyszeptałam patrząc się z czułością w oczy mojego męża.

-Kocham Cię i nic już tego nie zmieni.

KONIEC

Z tego miejsca chciałabym podziękować każdej osobie, która przeczytała jedno zdanie mojego bloga. Każdy komentarz, każde wyświetlenie są dla mnie ogromnym wyróżnieniem. Jestem Wam bardzo wdzięczna za to, że dałyście szanse mojemu blogowi.  
Mam nadzieję, że usatysfakcjonowało Was zakończenie ;)

DZIĘKUJĘ!

Mam nadzieję, że po tym najdłuższym rozdziałem jaki w życiu napisałam macie jeszcze ochotę przeczytać moją notkę :)
Mam pytanie :) Czy są chętni na kolejnego bloga mojego autorstwa? :) Jeżeli są osoby, które chciałyby go czytać to naprawdę bardzo Was proszę dajcie znać bo nie wiem czy jest sens zabierać się za publikację :) Jeżeli bym zaczęła publikować to szczerze Wam powiem, że mam dwa pomysły, a to oznacza, że mam problem z wyborem, który powinien ujrzeć światło dzienne pierwszy :) Zresztą i tak by ruszył dopiero w połowie grudnia bo potrzebowałabym trochę czasu na napisanie trochę do przodu oraz potrzebuję zaliczyć semestr :)

Pozdrawiam i całuję Harolda :*

P.S. DAJCIE ZNAĆ CO MYŚLICIE!!! :D

11 komentarzy:

  1. Napisałam wcześniej bardzo dlugi komentarz ale go całego usunelam bo nie wyrażał tego co chciałam powiedzieć. Chyba najprosciej bd jak po prostu powiem: dziękuję. Dziękuję za ta historię, za tego bloga, za twoją pracę. I z wielką przyjemnością bd czytała kolejnego. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ojejku brak mi słów,ale długi ten epilog.Szkoda,że to już koniec.Nic nie trwa wiecznie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziękuję za historię i za tego bloga.
    Jest wspaniały, a podczas czytania tego epilogu płakałam haha
    Przepraszam, że czasem nie publikowałam komentarza, ale byłam cały czas z tym blogiem i śledziłam każdy rozdział. Nawet raz przeczytałam historie Pati i Harry'ego od nowa.
    Kocham tego bloga, a w necie nie wiele zasługuje na takie słowa haha :))
    Epilog jest piękny i długi. Dziękuję Ci za bloga i za historię xx
    A no i jeszcze masz mi obiecać, że zaczniesz następnego bloga, tak? Jak nie to Cię znajdę i normalnie uduszę jak tego nie zrobisz xd
    Jeszcze raz dziękuję <3
    Uwielbiam Cię za tego bloga hahah
    twitter: @lovingggg1d
    Poinformuj mnie na twitterze jak założysz nowego bloga z nową historią ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Epilog jak i całe opowiadanie jest fantastyczne. bardzo bym chciała abyś zaczęła pisać nowe opowiadanie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  6. Epilog był cudowny, jak i cały blog. Dziękuję Ci za to opowiadanie. Chciałabym napisać długi komentarz, ale raczej to nie wyjdzie. Po prostu nie mam słów. To ich rozstanie, choroba Pati, ich ślub. Boże, genialnie piszesz
    Z przyjemnością przeczytam twojego kolejnego blog. Jak dla mnie możesz założyć nawet dwa skoro nie możesz się zdecydować. Szybko zleci do grudnia.

    Do zobaczenia!

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetnie piszesz. Czekam na kolejnego bloga twojego autorstwa :):):)

    OdpowiedzUsuń
  8. <3 to było piękne cudne genialne boskie zajebiste..... aż mi słów. rakuje *.*
    I oczywiście że chcę przeczytać towoje inne opowiadanie <3
    Dziewczyno ty masz przeogromny talent ^.^
    Nie mogę się doczkać następnego opowiadania :-*

    OdpowiedzUsuń
  9. Chyba jeszcze nigdy nie czytalam az tak dlugiego rozdzialu . Swietny byl . Wgl na poczatku tak dobrze potem zle i klinika i wgl a potem slub . :) Dziekuje ze to pisalas chetnie przeczytam inne twoje opowiadanie .

    OdpowiedzUsuń
  10. od jakiegos czasu nie mieszkam w polsce i brakuje mi polskich ksiązek.. ciesze sie ze mogłam na ciebie liczyc. wiem ze nie zawsze wyrabiałas sie z terminem zeby dodac kolejny rozdział ale nie zawiodłas mnie nigdy... nawet jak rozdziały były raz na kilka tygodni i były bardzo krótkie... losy Patrycji i Harego na długo zostaną w mojej pamięci.. dziękuje :*

    OdpowiedzUsuń