wtorek, 14 października 2014

48. Próbujesz się wybić na One Direction?!

Od razu mówię, że nie go nie sprawdzałam bo chciałam jak najszybciej dodać :)

(21 wrzesień)
-Przyznaj się. Co jej zrobiłeś?-zapytał mnie Niall siadając obok mnie.
-Nic. Odkąd wstaliśmy to się tak zachowuje.-wzruszyłem ramionami i popatrzyłem się w stronę mojej dziewczyny, która siedziała naprzeciwko nas. Miała podkulone kolana, słuchawki w uszach i kaptur na głowie.
-Na pewno nic jej nie powiedziałeś?-dalej się dopytywał wyraźnie zmartwiony jej postawą. W końcu nigdy się tak nie zachowywała. Zawsze wszędzie jej było pełno.
-Nie przypominam sobie.-przeleciałem szybko przez cały wczorajszy wieczór oraz dzisiejszy poranek i nie sądzę żeby cokolwiek mogło sprawić, że ma taki, a nie inny humor. Niall nic już więcej nie powiedział tylko zajął się swoim telefonem. Przyglądałem się Patrycji i próbowałem wywnioskować co jej się stało. Dzisiaj rano kiedy udało nam się już wstać od razu poszła do toalety i po paru minutach usłyszałem lecącą wodę. Sam zszedłem na dół żeby coś zjeść. Kiedy usłyszałem, że skończyła się kąpać poszedłem żeby samemu też się szybko wykąpać przed tą długą podróżą. Po pięciu minutach wyszedłem i ubrałem się tradycyjnie czyli czarne spodnie, ulubione buty oraz czarną koszulkę z długim rękawem. Nasze bagaże stały przy drzwiach. Sprawdziłem dziesięć razy czy na pewno niczego nie zapomniałem i zszedłem na dół. Pati siedziała na blacie i piła wodę prosto z butelki. Ubrana była w czarne leginsy, czarne Vansy, czarną koszulkę na krótki rękaw, a obok niej leżała moja czarna bluza z kapturem zakładana przez głowę. Nigdy nie widziałem żeby Pati ubierała się cała na czarno. To dla niej nie typowe. Po paru minutach pojawił się Preston i pojechaliśmy na lotnisko.
-Harry.-z zamyślenia wyrwał mnie głos Nialla. Odwróciłem głowę w jego stronę zaskoczony.
-Co?-zapytałem zirytowany, że mnie przestraszył.
-Pytałem się o czym tak myślisz.
-O mojej dziewczynie i jej dziwnym humorze.-z powrotem na nią spojrzałem i w tym samym czasie usłyszeliśmy komunikat, że możemy już wsiadać na pokład. Czekał nas okropnie męczący lot do Australii z przesiadką w Dubaju. Wstałem i zarzuciłem torbę na ramię po czym podszedłem do Patrycji.
-Kochanie.-dotknąłem delikatnie jej kolana, a ona od razu uniosła głowę i wyjęła jedną słuchawkę z ucha-chodź, wsiadamy już do samolotu.
-Okej.-wstała i wzięła swoją torebkę po czym ruszyła za resztą chłopaków.

Związałam włosy w kucyk, a potem założyłam kaptur na głowę. Naprawdę jedyne o czym dzisiaj marzyłam to łóżko i kołdra pod którą mogłabym się schować. Od paru dni nie miałam ochoty na wychodzenie z domu. Złapałam dłoń Harrego i przyłożyłam głowę do jego ramienia. Jedyne co mnie podtrzymywało na duchu dzisiejszego dnia to fakt, że lecieliśmy do mojej ukochanej Australii. Zostaliśmy wpuszczeni na pokład jako piersi. Usiadłam w moim fotelu i od razu wygodnie się usadowiłam. Po paru minutach samolot zaczął kołować. Wyjrzałam za okno i po chwili poczułam jak wciska mnie w fotel. Kiedy byliśmy już wystarczająco wysoko pozwolono nam rozpiąć pasy. Przyłożyłam głowę do ramienia Harrego, który siedział obok mnie i grał w jakąś durną grę na swoim telefonie.

-Na lotnisku czeka na was spora grupka fanów.-powiedział Paul kiedy zbieraliśmy się do tego żeby wysiąść-Niestety jest też sporo paparazzich.
-Nie możemy jakoś ich ominąć?-zapytał Niall przeciągając się.
-Niestety nie ma innego wyjścia. Idziecie głównym. Ochrona lotniska próbuje nad wszystkim zapanować. Damy im jeszcze z dziesięć minut. Bagaże odbiorą chłopaki i dostarczą prosto do hotelu, którym się zatrzymamy.
-Ile mamy czasu na rozdawanie autografów?-zapytał Zayn.
-Pięć minut i prosto do samochodów.
-A ja mogę iść prosto do samochodu?-zapytałam zdejmując bluzę i zawiązując ją na biodrach.
-Tak. Razem z Lou i resztą wyjdziecie prosto do samochodów.
-Nie chcesz ze mną iść?-Harry zrobił minkę smutnego psiaka, a ja popatrzyłam się na niego jak na idiotę. Znalazłam moje okulary przeciwsłoneczne i od razu założyłam je na nos.
-Wybacz ale nie chcę się pojawiać więcej w żadnych gazetach. Już mam tego dosyć.-odpowiedziałam i poszłam za Lou, która niosła na rękach Lux. Mała od razu wyciągnęła do mnie ręce więc ją przejęłam.
-Dobra jak tam wolisz. Do zobaczenia w samochodzie w takim razie.-uśmiechnął się i pocałował mnie w policzek.

(27 październik)
-Kocham Melbourne.-powiedziałam siadając na jednym z leżaków ustawionych przy naszym hotelowym basenie.
-Każdy to doskonale wie.-zaśmiał się Niall.
-A ty niby nie kochasz?-zapytałam zakładając okulary przeciwsłoneczne na nos i związując włosy w niedbałego koczka na czubku głowy tak by było wygodnie ją oprzeć.
-Oczywiście, że kocham. Ale Irlandia i tak jest najlepszym miejscem na ziemi.
-Nie. Zdecydowanie nie.-włączył się Harry siadając na moim leżaku przesuwając moje nogi.
-Mój chłopak.-zaśmiałam się i pocałowałam go w policzek.
-Nie lubię was.-oburzony Irlandczyk wstał ze swojego leżaka i wskoczył do basenu. Cały dzień spędziliśmy na leżakach i w basenie. Październik okazał się bardzo łaskawy i już można poczuć przedsmak tego co będzie się tutaj działo w grudniu czy w styczniu. Około północy postanowiliśmy udać się na spacer. W końcu i tak żadne z nas nie mogło zasnąć. Koniec trasy zbliżał się wielkimi krokami, a ja zaczęłam przygotowania do moich studiów. Przez następne cztery lata będę się zajmować studiowaniem muzyki na jednej z najlepszych uczelni muzycznych na świecie. Co prawda Harry jeszcze nie zdaje sobie sprawy, że to oznacza, że nie będę już mogła z nim tak wyjechać na całą trasę. Jednak jak na razie mam nadzieję, że po zakończeniu TMH uda nam się spędzić w Londynie więcej niż tydzień. Zbliżała się druga, a my dzielnie krążyliśmy po ulicach zwiedzając Melbourne nocą. W sumie oni zwiedzali, a ja im towarzyszyłam bo przecież jeszcze niedawno mieszkałam tutaj i nawet nie śniłam o tym żeby się stąd wyprowadzać.
-Jutro, znaczy dzisiaj mamy dwa koncerty, a my jesteśmy gdzieś w centrum Melbourne.-odezwał się nagle Liam wyciągając z kieszeni telefon.
-Nie wiem jak ty ale ja to mam wystarczająco dużo energii żeby dać z dziesięć koncertów po rząd.-odpowiedział mu Niall.
-Ty zawsze tyle jej masz.-zaśmiałam się i poprawiłam opadające na czoło włosy.
-Do krwi Irlandczyków na pewno dosypują czegoś co sprawia, że nigdy się nie męczą.-dodał Liam i wszyscy parsknęliśmy śmiechem.
-Przepraszam bardzo czy dzisiaj jest jakiś dzień dręcz Irlandczyka?-zapytał Niall krzyżując ręce na klatce piersiowej.
-Przecież to trwa całe życie. Jeszcze nie zauważyłeś?-zaśmiał się Harry.
-Matko jak wy mnie irytujecie.-burknął jeszcze bardziej obrażony Horan i przyśpieszył. Znowu zaczęliśmy się śmiać.
-No Niall nie obrażaj się na nas! Przecież wiemy, że nas kochasz!-zaśmiałam się i podbiegłam do niego. Objęłam go, a po chwili przyłączyli się też chłopcy. Szybko mu przeszło i znowu jego śmiech mogło słyszeć całe Melbourne. Kiedy byliśmy już dwie ulice od hotelu wpadliśmy na grupę paparazzich. Oni naprawdę nie mają nic lepszego do roboty w środku nocy. Od razu schyliłam głowę i zasłoniłam oczy tak żeby te ich przeklęte flesze mnie nie oślepiły.
-Co robicie o takiej godzinie poza hotelem?! Niall!
-Byliście w jakimś klubie?!
-Jak bawicie się w Australii?! Harry!
-Harry!
-Niall! Liam!
-Liam!Spójrz tutaj! Niall!
Każdy krzyczał co innego, a my próbowaliśmy iść. Harry objął mnie i przyciągnął jak najbliżej swojego ciała żeby pomóc mi iść.
-Niall! Czy Barbara jest twoją dziewczyną?! Kiedy ogłosicie to oficjalnie?!
-Harry! Liam! Spójrzcie tutaj!
-Harry! Kiedy w końcu zmienisz dziewczynę?! Grudzień się przecież zbliża!
Tak bardzo chciałabym tego wszystkiego nie słyszeć, a jednak nie wszystko trafiało prosto do moich uszu.
-Próbujesz się wybić na One Direction?!
-Ile czasu będziecie jeszcze razem?!
Po kolejnej serii pytań w końcu udało nam się dojść do hotelu. Ochrona od razu nam pomogła przejść do wejścia. Kiedy tylko dotarliśmy do naszego pokoju rzuciłam się na łóżko i schowałam twarz w poduszce. Po chwili poczułam dużą dłoń na moich plecach. Harry chyba chciał coś powiedzieć ale usłyszałam tylko ciche westchnięcie po czym pocałował moje odkryte ramie. Po dobrych dziesięciu minutach kiedy Harry się kąpał, wstałam i sama też poszłam się wykąpać. Po prysznicu szybko wytarłam moje ciało miękkim ręcznikiem i ubrałam się w piżamę. Włosy rozczesałam i wysuszyłam. Kiedy byłam już gotowa do snu wyszłam i od razu ułożyłam się w wygodnym łóżku. Harry stał na balkonie. Szybko jednak wrócił kiedy zauważył, że już skończyłam się kąpać. Położył się obok mnie i od razu przyciągnął moje ciało do swojego.
-Mam prośbę.-wyszeptał prosto do mojego ucha-Nie zwracaj uwagi na te wszystkie bezsensowne pytania jakie zadają te kanalie.
-Staram się.-odpowiedziałam odkręcając głowę w jego stronę-Ale uwierz nie jest to takie proste.
-Wiem.-uśmiechnął się-Pamiętam na początku mojej przygody z One Direction jakie to było dla mnie trudne. Ale teraz już wiem, że nie można tak po prostu w to wszystko wierzyć. Oni pytają głównie po to żeby prowokować. Chcą zobaczyć Cię słabą. Chcą wydobyć z Ciebie wszystkie negatywne emocje tak by była sensacja.
-Podczas pobytu w Nowym Jorku wtedy kiedy wy udzielaliście miliona wywiadów postanowiłam, że pójdę sobie na zakupy, a przynajmniej się przejść po sklepach.
-A pamiętam było coś takiego.
-Tak. Nie byłam samotna. Towarzyszyło mi dwóch bardzo miłych paparazzich. Miałam ochotę ich zabić. Jakim cudem oni w ogóle mnie rozpoznają? Przecież ja nie jestem nikim sławnym. Nic nie zrobiłam co by zasługiwało na ich uwagę.-jęknęłam i usiadłam przecierając twarz dłońmi.
-Jesteś moją dziewczyną. To im wystarczy. Na dodatek współpracujesz z nami przy trzecim albumie.
-Ale to nie oznacza, że mają ze mną robić zakupy.-warknęłam i z powrotem opadłam na materac.
-Według Ciebie nie oznacza, ale niestety według nich oznacza. Przepraszam Kochanie.-westchnął Harry.
-Nie masz za co przepraszać.-od razu mu ucięłam.
-Mam bo to przeze mnie głównie masz te problemy.
-Dobra Harry nie przesadzaj. Duża jestem poradzę sobie z tym. Jakoś.
-Moja dzielna dziewczynka.-zaśmiał się i pocałował mnie w policzek-Ale i tak będzie mi głupio, że to tak wygląda, a nie inaczej.
-Skończ.-zaśmiałam się kiedy jego palce przejechały po moim brzuchu.
-No dobra. Tak się zastanawiałem bo przecież za parę dni będę miał oficjalne wakacje. Całe dziewięć dni.
-Szalejesz widzę.-zaśmiałam się i przekręciłam się na bok tak by móc na niego patrzeć.
-Tak wiem. Potem zaczyna się promocja płyty. Dopiero w grudniu będę miał prawdziwe wolne. No i właśnie wtedy moglibyśmy sobie przylecieć do Australii. Dwa tygodnie w prywatnej willi nad oceanem? Co ty na to?
-Ty i Australia? Zawsze.-zaśmiałam się i pocałowałam go.
-No to dobrze bo już wszystko załatwiłem i głupio by było gdyby ci się coś nie spodobało.-zaśmiał się i od razu ziewnął.
-Facet. Najpierw robi potem myśli. Śpij już bo masz dzisiaj dwa koncerty.-pocałowałam go jeszcze raz, a on nic nie odpowiedział tylko zasnął przytulając mnie do swojego rozgrzanego ciała.

(31 październik)
-Australio nie martw się wrócę do Ciebie niedługo.-Pati zaśmiała się kiedy wchodziliśmy po schodach do samolotu, który miał nas przewieźć na drugą półkulę gdzie miały się odbyć dwa ostatnie koncerty naszej trasy.
-Dobra, dobra wchodź, a nie tutaj się tak żegnasz.-zaśmiałem się i klepnąłem ją w ten jej idealny tyłeczek.
-Ej!-oburzyła się-Zostaw mój tyłek w spokoju.
-Nigdy.-zaśmiałem się, a razem ze mną Louis, który wchodził przed nią.
-Nigdy więcej to ja nie założę leginsów.-usiadła na swoim miejscu i związała włosy w kucyk.
-Oj Pati ta groźba mogłaby się równać z przystawianiem noża do szyi.-zaśmiała się Lou.
-No wiem, że jestem w tym dobra.-na jej twarzy znowu pojawił się ten piękny uśmiech. Cały lot minął nam bardzo przyjemnie. Wylądowaliśmy w Tokio i od razu przywitał nas deszcz. Niezadowolony z pogody ale za to zadowolony z miejsca w jakim jestem złapałem Patrycję za rękę. Pati była podekscytowana bo to jej pierwszy raz w Azji i od dobrego tygodnia nie mówi o niczym innym tylko o tym jak bardzo się cieszy, że dodaliśmy też koncerty w Tokio. Parę razy zdarzyło jej się powiedzieć, że mnie kocha bo to dzięki mnie może podróżować po całym świecie. Jedno jest pewne jak tylko zagramy te dwa koncerty to będzie wielka impreza. Szybko dotarliśmy do naszego hotelu, który znajduje się obok areny, na której będziemy pojutrze grać. Po pięciu minutach leżenia na łóżku usłyszałem pukanie do drzwi.
-Tak?-drzwi otworzyła Patrycja, która wyszła przed chwilą z łazienki.
-Cześć.-powiedział radośnie Niall.
-Cześć. Dawno się nie wiedzieliśmy.-parsknęła Pati.
-Macie ochotę na sushi w Tokio?-zapytał cały w skowronkach, a mi w tym samym momencie zaburczało w brzuchu.
-Z tobą zawsze.-zaśmiała się znowu Pati-Tylko daj mi się przebrać. Przecież nie pójdę w leginsach bo jeszcze kogoś zgorszę. Za chwilę do ciebie przyjdziemy.-zamknęła drzwi i przeszła do cześci gdzie mieliśmy łóżko.

-Nawet nie zdajesz sobie sprawy jak bardzo te leginsy gorszą.



Na moje usprawiedliwienie powiem, że byłam na wycieczce więc nie miałam jak pisać. Tak wiem, że macie to gdzieś ale ja też jestem człowiekiem. Hmm, a wiecie co jest najzabawniejsze, że wy mnie nie poganiacie nie krzyczycie na mnie za to, że tak rzadko dodaję, a ja i tak się tłumaczę jakbyście to robiły... KOCHAM WAS <3

Chociaż to, że z rozdziału na rozdział jest coraz mniej komentarzy jest wystarczającym dowodem na to, że nie podoba Wam się to jak rzadko dodaję rozdziały... Albo to co one zawierają...

Dwa rozdziały do końca!!! Aaaaaa!! :D

Pozdrawiam i całuję Harolda :*

P.S. Jak Wam się podoba nowy wygląd bloga? :D