wtorek, 22 lipca 2014

41. Styles ty zaborcza istoto

Wiem, że miał być wcześniej. Sorry, nie miałam czasu życie prywatne jest ważniejsze. Plus od razu mówię, że jest niesprawdzony.

-Ty chcesz co?-zapytała zszokowana Patrycja.
-Wziąć szybki ślub. Jesteśmy w końcu w Vegas.-wzruszyłem ramionami.
-Ale wiesz, że ten ślub to mimo wszystko będzie ślub ślub. Będę mogła mieć twoje nazwisko i wszystkie te inne duperele z tym związane.-słowa wylatywały z niej jak z karabinu.
-Wiem.
-Nawet nie ma mowy.-powiedziała nagle wkurzona. Coś nie tak zrobiłem chyba.
-Ej no Pati. Ale to będzie dla nas przygoda! Nie denerwuj się!-krzyknąłem za nią. Od razu się odwróciła.
-Przygoda?! Czy tobie ktoś przywalił w ten pusty łeb, a może mama Cię upuściła jak byłeś mały?! Przygoda?! Ty to traktujesz jak przygodę? Naprawdę ślub to decyzja na całe życie, a przynajmniej dla mnie. Dodatkowo ma ogromną wartość. Nie zamierzam tak po protu tego odwalić w Vegas! Zresztą w przeciągu najbliższych czterech lat nie zamierzam stanąć przed ołtarzem. Dajmy sobie żyć. Nie obrączkujmy się w wieku dziewiętnastu lat!-była cholernie wkurzona. Wymachiwała rękoma dając znać, że lepiej do niej nie podchodzić. Cóż może i miała rację. Ale i tak trochę mnie zabolało kiedy mówiła, że przez najbliższe cztery lata nie zamierza wychodzić za mąż. Ja jej się tutaj właściwie to oświadczam, a ona mi prosto w twarz, że nie zamierza się z nikim obrączkować. Ałć. Nic już nie odpowiedziałem, a ona odeszła wkurzona.
-Stary chyba trochę przesadziłeś.-powiedział Liam zjawiając się obok mnie.
-Chyba nie tylko trochę.-zauważył Zayn klepiąc mnie po ramieniu.
-Mam za nią biec czy dać jej czas?-zapytałem patrząc się raz na jednego raz na drugiego.
-Ja bym dał czas.-uznał Liam.
-Ja w sumie też.-dodał Zayn.

Czułam się jakbym była jakąś cholerną galaretą. On mi tak po prostu oświadcza, że może weźmiemy ślub skoro już jesteśmy w Vegas. Miałam ochotę coś rozwalić. Całą mnie wręcz nosiło. Chodziłam w kółko po damskiej toalecie aż w końcu walnęłam pięściami o blat z umywalkami i krzyknęłam bo aż mnie rozsadzało. Od razu zaczęłam pocierać moje bolące dłonie. Czy on naprawdę jest niepoważny? Włączyłam maksymalnie zimną wodę i włożyłam pod nią dłonie.
-Wszystko w porządku?-usłyszałam za sobą głos Helen, naszej kucharki. Zakręciłam wodę i wytarłam dłonie w uda.
-Nie zbyt.-wymamrotałam, a potem odwróciłam się i od razu się do niej przytuliłam.
-Ojej Kochanie. Co się dzieje?-zapytała delikatnie głaszcząc mnie po plecach, a ja nawet nie wiedziałam czy mam płakać czy nie. Po prostu stałam tam przytulając się. Po dłuższej chwili oderwałam się od niej i zrobiłam dwa kroki do tyłu.
-Harry właśnie chyba mi oświadczył. Znaczy uznał, że może weźmiemy szybki ślub skoro już jesteśmy już w Vegas.-powiedziałam przeczesując włosy palcami.
-Łał.-zszokowana uchyliła lekko usta-Tego się nie spodziewałam.
-Ja też nie.
-Co powiedziałaś jak to oznajmił?-zapytała nadal stojąc zszokowana. Więc streściłam jej całą tą sytuację.
-Cóż nie wiem co tak naprawdę zrobić.-powiedziałam na sam koniec siadając na blacie z umywalkami mocząc sobie przy okazji sukienkę, którą miałam na sobie.
-Zgadzam się z tobą w kwestii idei ślubu. Myślę, że powinnaś poczekać na jego kolejny krok. Teraz z tego co mi wiadomo są na scenie i mają próbę dźwiękową ale potem powinniście porozmawiać. A na razie chodź ze mną do kuchni. Upiekłam wczoraj wieczorem ciasto może te obrzartuchy jeszcze wszystkiego nie zjadły. A jak zjadły to upiekę drugie specjalnie tylko dla Ciebie.-objęła mnie ramieniem i zaczęłyśmy iść w stronę kuchni.
-Ale będzie z dużą ilością czekolady?-zapytałam ciesząc się, że otaczają mnie tacy życzliwi ludzie.
-Hmm to może babeczki czekoladowe z kawałkami czekolady?-zaproponowała.
-Helen dziękuję.-przytuliłam ją kiedy już dotarłyśmy do kuchni.
-Do usług Kochanie.-odwzajemniła uścisk po czym zaczęłyśmy robić czekoladowe babeczki z kawałkami czekolady.

-Baranie!-usłyszałam z oddali. Razem z Helen siedziałyśmy i czekałyśmy aż babeczki będą gotowe. Właściwie to właśnie je wyjmowała z piekarnika. Chłopcy musieli skończyć próbę bo nie było nic już słychać. Znaczy aktualnie to tupot i po chwili wpadli do kuchni.
-Sam jesteś baranem Josh!-krzyknął Dan.
-O idą worki bez dna.-zaśmiała się Helen. Podeszłam do niej aby przełożyć babeczki na talerz.
-Helen! Zrobiłaś babeczki?-zapytał Josh stając obok nas. Oczy mu się zaświeciły jak małemu dziecku, które dowiaduje się, że jedzie do Disneylandu. Już chciał zabrać jedną ale szybko i skutecznie odgoniłam go uderzając jego rękę.
-Nie dla Ciebie. Łapy z daleka od moich babeczek.-powiedziałam siadając przy stole i stawiając talerz przed sobą.
-No nie podzielisz się?-zapytał smutny Dan.
-Nie, nie podzieli się.-odpowiedziała za mnie Helen bo ja miałam w buzi już pierwszy gryz.
-Jak zwykle. Człowiek ciężko pracuje, a nawet nie może mieć przyjemności z jednej babeczki.-usiadł z założonymi rękoma naprzeciwko mnie i wpatrywał się w babeczki.
-Żebyś się nie przepracował.-warknęłam i zaczęłam jeść kolejną. W tym momencie weszli pozostali muzycy oraz chłopcy. Zawsze po próbie dźwiękowej wszyscy tu przychodzili, a przynajmniej większość i jedli obiad co by mieć później czas na rozśpiewanie się oraz aby mieć siłę dać porządne show.
-Harry powiedź coś swojej dziewczynie. Nie chce się z nami podzielić babeczką.-oni serio mają po pięć lat.
-I bardzo dobrze. Więcej dla mnie.-zaśmiał się i usiadł obok mnie. Popatrzyłam się na niego jak na idiotę.
-No chyba jednak nie.
-Hahaha frajerzy. Ja na pewno dostanę.-zaśmiał się Niall i usiadł z mojej drugiej strony.
-Wybacz Niall. Jak wszyscy to wszyscy. Nawet nie ma mowy nie dostaniesz. To moje babeczki pocieszacze więc odczepcie się od nich.-wstałam i zabrałam im mój talerz sprzed nosów. Uznałam, że usiądę sobie w garderobie. O dziwo nikogo tam nie było. Było dziwnie zimno dlatego uznałam, że bluza Harrego, która akurat leżała na drugiej kanapie idealnie się nada. Ubrałam się w nią i sama do siebie się zaśmiałam bo sięgała mi prawie do kolan. Na Harrego nawet jest trochę za duża, a to oznacza, że na mnie jest podwójnie za duża. Położyłam się wygodnie podciągając kolana do klatki piersiowej. Do uszu wsadziłam słuchawki i włączyłam muzykę na moim telefonie. Playlista „podły humor” idealnie pasowała i tytułem i zawartością do mojego dzisiejszego stanu. Moje oczy zaczęły same się zamykać. Aż w końcu odpłynęłam.

-Pati, wstawaj.-usłyszałam głos Harrego. Przetarłam oczy po czym je otworzyłam i zobaczyłam, że pochyla się nade mną już gotowy do koncertu. Jakim cudem mogłam ich nie usłyszeć. Wyjęłam słuchawki z uszu po czym usiadłam.
-Jak długo spałam?-zapytałam przeciągając się.
-Nie wiem. Ale za dziesięć minut wchodzimy na scenę. Uznałem, że Cię obudzę bo potem będziesz miała problem żeby spać w nocy.-wzruszył ramionami i usiadł obok mnie. Położyłam głowę na jego ramieniu, a on od razu mnie objął.
-Przyjdź dzisiaj pod scenę. Będzie mi się lepiej śpiewało.-powiedział całując mnie w czubek głowy.
-Przyjdę.-uśmiechnęłam się zadowolona.
-Przepraszam.-wyszeptał.
-Ja też przepraszam za to, że tak wybuchłam. Ale mimo wszystko nawet po tym jak się z tym przespałam.
-Dosłownie.-zaśmiał się wchodząc mi w zdanie.
-Tak, dosłownie jak się z tym przespałam uważam, że to kiepski pomysł. Jeszcze dużo życia przed nami. Zresztą ja nie chcę ślubu w Vegas tak od ręki. Jak już mam chcieć brać tutaj ślub to wolę żeby wszystko było zorganizowane. Najlepiej przeze mnie.-wyprostowałam się i spojrzałam się na jego twarz.
-Rozumiem. Już Paul mnie przekonywał, że to marny pomysł.-skrzywił się, a ja zaczęłam się śmiać.
-Każdy twój pomysł jest marny.
-Ej, bez przesady.-oburzył się i przyciągnął mnie bliżej swojego ciała.
-Dobra, dobra. Czasami coś Ci się udaje.-pocałowałam go w policzek.
-W każdym bądź razie cieszę się, że nie wykluczasz opcji pod tytułem ślub i małżeństwo.-uśmiechnął się delikatnie.
-Coś ty zawsze marzyłam o tym, żeby być panną młodą w pięknej białej sukience alla księżniczka i mieć do tego welon i piękny bukiet i popłakać się podczas przysięgi. Ale to może trochę później.-powiedziałam opierając łokcie na jego barkach.
-Harry! Na scenę!!-usłyszeliśmy jak ktoś krzyczy.
-Ups. Obowiązki wzywają.-zaśmiał się wstając. Poszłam w jego ślady i obydwoje wyszliśmy z garderoby-Już biegnę, biegnę.-powiedział Harry widząc zdenerwowanego Prestona.
-No ja myślę, że biegniesz.-mój chłopak naprawdę rzucił się biegiem na scenę, a ja razem z Prestonem poszliśmy pod scenę. Znalazłam wielką skrzynię, która była chyba jakimś wzmacniaczem i usiadłam sobie wygodnie. Zdjęłam z siebie bluzę Harrego bo zrobiło mi się zdecydowanie za gorąco i związałam włosy w kucyka. Śpiewałam razem z chłopakami i wykonywałam dziki taniec, który wcale nie był taki dziki, ponieważ siedziałam. Kiedy stoję wydaje się zdecydowanie bardziej dziki. Kiedy koncert się skończył udałam się z powrotem za kulisy. Chłopcy szybko zmieniali ubrania albo wchodzili pod prysznic. Ja w tym czasie dorwałam jedną z deskorolek i zaczęłam jeździć w tą i z powrotem korytarzem. W końcu kiedy Harry wyszedł z garderoby złapałam jego dłoń dzięki czemu mógł mnie ciągnąć.
-Dobrze Wam dzisiaj poszło.-powiedziałam mocniej łapiąc jego rękę.
-A wcześniej szło nam źle?-zapytał urażony.
-Nie, ale dzisiaj było wyjątkowo dobrze.-zaśmiałam się. Dojechaliśmy do samochodu, który miał nas zawieźć z powrotem do hotelu. Wsiedliśmy do środka, Preston usiadł za kierownicą i szybko wyjechał z terenu areny.
-Mam ochotę na dobrą pizzę.-powiedział Harry jak byliśmy już prawie pod hotelem.
-To sobie zamów.-podniosłam głowę, którą wcześniej opierałam na jego ramieniu.
-Nie. Pójdziemy do restauracji?-zapytał chwytając moją dłoń.
-W sumie. Czemu by nie.-wzruszyłam ramionami i uśmiechnęłam się kiedy pocałował moją dłoń. Zajechaliśmy pod hotel, a tam czekało sporo fanów. Jednak udało nam się dość sprawnie przejść do wejścia. Harry porozdawał trochę autografów i porobił sobie zdjęcia. Wjechaliśmy na nasze piętro po czym Harry wziął szybki prysznic i przebrał się w zwykłą białą koszulkę z dekoltem w literę v. Ja natomiast założyłam bordową sukienkę na ramiączka, która idealnie opinała się na moim ciele. Jednak nie wyglądała na mega elegancką. Do tego założyłam krótkie, czarne conversy. Szliśmy tylko na pizzę więc uznałam, że wolę postawić na wygodę. Rozpuściłam włosy i poprawiłam makijaż.
-Nie będzie Ci zimno?-zapytał Harry zakładając swoją koszulkę i przyglądając mi się kiedy wiązałam buty.
-Przecież jest ciepło.-usiadłam wyprostowana i poprawiłam sukienkę co by moje piersi nie postanowiły być na widoku. Nie były duże ale mimo wszystko nie lubiłam kiedy za dużo ich pokazywałam.
-No tak ale mimo wszystko nalegam żebyś coś ze sobą wzięła. Nie chcę żebyś zmarzła.-powiedział wyjmując moją czarną marynarkę z walizki. Podał mi ją, a ja zaczęłam się śmiać.
-Styles ty zaborcza istoto. Przecież dobrze wiesz, że nie idę wyrywać innych facetów. Jedynym facetem jakiego mogę chcieć uwodzić jesteś ty.-położyłam dłonie na jego policzkach po czym wspięłam się na palce i pocałowałam go w usta.
-Lubię jak mnie uwodzisz.-wyszeptał wprost w moje usta, a ja uśmiechnęłam się się po czym znowu go pocałowałam.
-Też lubię Cię uwodzić.-zaśmiałam się biorąc od niego marynarkę jednak jej nie założyłam tylko wsadziłam do torebki, którą sobie wcześniej naszykowałam-Idziemy? Za chwilę umrę z głodu.
-Już, już.-schował do kieszeni portfel i telefon. Zamknęliśmy nasz pokój i poszliśmy w stronę wind. Zjechaliśmy na dół. Przed hotelem cały czas stali fani. Podeszliśmy do recepcji i zapytaliśmy czy moglibyśmy skorzystać z tylnego wyjścia. Po pięciu minutach szliśmy, trzymając swoje dłonie i śmiejąc się z naszej przebiegłości. Po półgodzinie w końcu udało nam się znaleźć jakąś restaurację, która by nam odpowiadała. Usiedliśmy przy stoliku dla dwojga, a następnie złożyliśmy nasze zamówienia.
-Dawno nie zabrałem Cię na randkę.-powiedział Harry kiedy siedzieliśmy i czekaliśmy na nasze pizze.
-Kochanie, a kiedy ty byś miał to robić?-zapytałam opierając brodę na dłoni.
-Na to żeby zabrać Cię na randkę powinienem mieć zawsze czas.-uśmiechnęłam się widząc jego zafrasowaną minę.
-Ale nie masz.-wzruszyłam ramionami mówiąc prawdę.
-I bardzo źle się z tym czuję.-złapał moją drugą dłoń i zaczął bawić się moim palcami.
-Harry przecież doskonale zdajesz sobie sprawę, że to jest niewykonalne. Zresztą i tak spędzamy ze sobą każdą chwilę. Jeżdżę z tobą wszędzie gdzie się da bo w końcu to też część mojej pracy. Nie przeszkadza mi to, że nie wychodzimy do jakiś pięciogwiazdkowych restauracji czy nawet fast foodów. Popatrz na to z drugiej strony. Jak bardzo wyjątkowe jest chociażby to nasze wyjście.
-Co nie zmienia faktu, że od dzisiaj będziemy chodzić częściej na randki. Chcę żeby każde takie wyjście było wyjątkowe.-powiedział przejeżdżając palcami przez swoje włosy. Nigdy nawet nie wpadłam na to, że tak naprawdę to my wcale nie chodzimy na randki. Nie zdawałam sobie nawet z tego sprawy do teraz aż Harry poruszył tą kwestię. Z zamyślenia wyrwał mnie kelner, który postawił przede mną moje danie. Umierałam z głodu więc od razu zabrałam się za jedzenie.
-Smakuje?-zaśmiał się Harry sam już prawie zjadł swoją wielką pizzę, a ze mnie się naśmiewał.
-Smakuje.-odpowiedziałam biorąc kolejnego gryza. Po skończonym posiłku wyszliśmy z restauracji i udaliśmy się spacerem w stronę hotelu.
-Myślałaś nad tym co chcesz robić kiedy skończy się trasa po Ameryce?-zapytał kładąc swoją rękę na moich barkach.
-Nie.
-To dobrze. Może zostaniemy w LA?-zaproponował.
-Hmm czemu nie.
-Albo najpierw zostaniemy parę dni w LA, a potem polecimy gdzieś gdzie nikt nas nie znajdzie i będziemy mogli być totalnie odcięci od świata i w końcu porządnie się wyśpimy i będziemy mogli chodzić codziennie na randki.-mówił jak podekscytowana nastolatka, zaczęłam się śmiać. Szczerze mówiąc bardzo podobał mi się jego pomysł.
-Tylko ma być tam ciepło.-dodałam unosząc głowę i patrząc na jego roześmiana twarz.

-Będzie na sto procent ciepło.-zaśmiał się-W końcu ty tam będziesz.



OMG! O M G! OMG! 100 000 WYŚWIETLEŃ!!!! ŁAAAAAAAAAŁ! *tłum szaleje* *staniki latają*
KOCHAM WAS!
Wiem, że liczba wyświetleń nie oddaje tak na prawdę ile osób czyta tego bloga ale mimo wszystko wow... 

Postaram się dodać w piątek albo sobotę! Ale nic nie obiecuję bo ten tydzień to będzie istne szaleństwo w moim wykonaniu! Rzym na mnie czeka! :D

Już Was nawet nie namawiam do głosowania bo i tak jak widzę nie zamierzacie tego zrobić.. więc po prostu nie ma to sensu chyba.. 

Ale za to może zobaczycie co tutaj się dzieje :) http://my-little-bird-1d.blogspot.com/ Jeszcze nie jestem w stanie podać daty kiedy pojawi się jakiś pierwszy rozdział czy tam prolog ale cóż wszystko jest już tak na prawdę gotowe.. Czekam tak właściwie tylko na to aż skończę pisać tego bloga... W każdym bądź razie może zaciekawi Was sam zwiastun i ogólny wygląd bloga :)

Pozdrawiam i całuję Harolda! :*

6 komentarzy:

  1. Ale super rozdział . Czekam na nexta

    OdpowiedzUsuń
  2. Awwww...
    On będzie ją zabierał na randki xd
    Cudo ¤.¤
    Cóż... pewnie i tak już pisałam ze kocham to opowiadaniewięc po co się powtarzać?! No może raz...
    KOCHAM ^^
    www.destiny-harrystylesff.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. czytam czytam i cos mi nie pasuje... a tu zaraz orientuję wsie że przegapiłam jeden rozdział :O
    ja zagłosowałąm :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Harry z tm slubem to wyskoczyl . hahaha . babeczki Patrycji . Tez bym sie nie podzielila . :P

    OdpowiedzUsuń
  5. oszszsz...a ja dziś wróciłam z Rzymu!!! Ech, jaki pech...a rozdział (sądzę, że nie muszę już tego pisać, ale i tak napiszę) był superstycznie mega odlotowo wystrzałowo zarąbiasty + jeszcze kilkaset przymiotników wyrażających wręcz idealność których nie chce mi się szukać z powodu mojego przeklętego lenistwa...
    JK

    OdpowiedzUsuń
  6. jest poniedziałek a ja nadal czekam na nowy rozdział.....
    dłuugo każesz nam czekać :)

    OdpowiedzUsuń