czwartek, 10 lipca 2014

39. Czuję się jakbym była w "Zmierzchu"

CZEMU JESZCZE NIE ZAGŁOSOWAŁAŚ?! LICZĘ NA CIEBIE!!!

http://sonda.hanzo.pl/sondy,228479,0b3W.html


(26 lipiec)
-Zostawcie mnie samą! Chcę umrzeć.-powiedziałam wyrzucając kolejną chusteczkę poza łóżko. Moja głowa miała ochotę eksplodować. Moje oczy łzawiły, a ja siedziałam szczelnie owinięta kocem mimo że na dworze było pewnie z milion stopni. Nie wiem w sumie bo od dobrych trzech dni nie opuszczałam tour busa.
-Nie przesadzaj.-powiedział Niall zbierając moje morze chusteczek do kosza.
-Nie przesadzam. Idź sobie stąd.-powiedziałam chowając głowę w poduszce-Nie powinno Cię tu być. Wynocha.-wymamrotałam.
-Oj Pati, Pati. Liam poszedł po jakieś jedzenie dla Ciebie.-powiedział delikatnie głaszcząc mnie po plecach.
-Nie chcę nic jeść. Chcę umrzeć.-powiedziałam wycierając nos i oczy.
-Nie, nie chcesz. I nawet nie ma mowy żebyś nic nie jadła. Nie godzę się na to.-powiedział tonem nieznoszącym sprzeciwu. W tym momencie uchyliły się drzwi i do środka zajrzał Liam.
-Przyniosłem obiad. Jak się czujesz?-zapytał siadając obok mnie.
-A jak wyglądam?-zapytałam ironicznie wycierając ponownie nos-Liam to bardzo miłe z twojej strony, że przyniosłeś mi to jedzenie ale ja tego nie zjem bo po chwili to zwrócę.
-Od trzech dni nas zbywasz tą wymówką. Nikniesz w oczach. Harry nas zabije jak się dowie, że znowu nic nie zjadłaś.-powiedział Niall siadając z mojej drugiej strony.
-Zjesz to sama albo Cię nakarmimy.-powiedział Liam otwierając pakunek z jedzeniem.
-Błagam nie róbcie mi tego.-wymamrotałam-Czemu wam w ogóle zależy?
-Bo komuś musi.-powiedział Niall-A zresztą jacy byliby z nas przyjaciele jeżeli pozwolilibyśmy Ci się zagłodzić na śmierć?
-Proszę bardzo. Mam tutaj dla ciebie rosół.-Liam nałożył na łyżkę trochę jedzenia. Przystawił mi pod brodę miskę, a łyżkę przyłożył do moich ust.
-Nienawidzę was.-wymamrotałam po czym wzięłam łyżkę do buzi. Tym sposobem zjadłam pół miski ciepłego rosołu. Panowie byli zadowoleni, że chociaż tyle udało im się we mnie wmusić.
-Dobrze ja zjem resztę.-powiedział Liam zabierając z moich dłoni miskę i łyżkę.
-Zostawcie mnie samą.-powiedziałam po raz kolejny. Od czterech dni umierałam na okropną grypę. Miałam przeklęty katar, kaszel, ból gardła i wszystko co się dało naraz. Moje oczy nie chciały przestać łzawić i co chwilę na zmianę było mi raz gorąco, a raz lodowato. Nie rozumiem tylko czemu w takim razie wszyscy mogą sobie tutaj przychodzić. Położyłam się z powrotem na poduszce po czym poczułam jak całe wcześniej zjedzone jedzenie podchodzi mi pod gardło. Szybko usiadłam z powrotem i chwyciłam miskę. Nie wspomniałam, że mój żołądek nie przyjmuje nic, a wszystko co zjem natychmiast zwracam. Czuję się jakbym była w „Zmierzchu”. Z moich oczu tym razem popłynęły łzy bezradności i bezsilności.
-Niall.-zawołałam ledwo co słyszalnym głosem. Nikt mi nie odpowiedział więc wybrałam jego numer i puściłam sygnał. Po pięciu minutach i ponownym wymiotowaniu chłopak przyszedł mnie uratować.
-Cholera Pati to się zaczyna robić nieciekawe. Dzisiaj wieczorem przyjdzie do Ciebie znowu lekarz bez dwóch zdań.-powiedział Louis, który przyszedł razem z Niallem. Pomógł mi dojść do łazienki gdzie mogłam umyć zęby i przemyć twarz. Bałam się aż spojrzeć w lustro. Już nawet nie zwracałam uwagi na to, że nieprzyjemnie pachnę czy też moje włosy są okropnie przetłuszczone. Jedyne na czym mi zależało to wyzdrowieć.
-Na pewno się zabezpieczaliście?-zapytał Lou siadając obok mnie kiedy już z powrotem leżałam na moim łóżku.
-Louis. Objawy ciąży tak nie wyglądają.-powiedział Niall przynosząc z powrotem moją miskę.
-No jak to nie. Wymiotuje? Wymiotuje. Jest słaba? Jest. Jak nic będę wujkiem.-powiedział głaszcząc mnie po ramieniu i uśmiechając się promiennie. Przeraziłam się na dobre. Wzięłam to wyjście pod uwagę ale kompletnie mi to nie pasowało.
-Tak, a ja jestem krasnoludkiem.-powiedział Niall wywracając oczami. Jednak ja nie byłam taka pewna co Niall. Szybko zaczęłam liczyć kiedy miałam ostatnią miesiączkę i kiedy ostatnio współżyliśmy. Jeszcze okres mi się spóźniał. To wcale nie było takie ciekawe.
-Jakim cudem ja jestem chora, a wy nie?-zapytałam, a raczej wychrypiałam.
-Cóż to proste. Kąpałaś się w oceanie w środku nocy plus jeszcze wcześniej w basenie plus zjedłaś to okropnie wyglądające jedzenie.-wzruszył ramionami Niall. Jego dowody i przyczyny mojej choroby zdecydowanie bardziej mi się podobały. Nie to, że nie chciałabym mieć dziecka. Wręcz przeciwnie z wielką chęcią ale może nie teraz. Za parę lat. Jakieś pięć na przykład.
-Ale przecież jadłeś to samo co ja.-wymamrotałam przypominając sobie nasz wypad do restauracji.
-Pfy Pati gdzie twój żołądek, a gdzie Horana. On jest wszystkożerny.-zaśmiał się Lou.
-Dobra, dobra. Możecie mnie już zostawić samą?-zapytałam naciągając koc bo właśnie nadeszła pora kiedy jest mi zimno.
-Nie, dopóki nie zaśniesz.-powiedział Niall.
-Przynieś gitarę. Może jak jej trochę pograsz to zrobi jej się lepiej.-zaśmiał się Lou, a Niall ochoczo przystał na jego pomysł.
-A słyszałaś, że Eleonor i jej koleżanka Danniel mają do nas dołączyć na część trasy po Australii?-zapytał Louis.
-O naprawdę?-powiedziałam zadowolona z tej pierwszej bo ta druga nadal mnie irytowała-Mam nadzieję, że tym razem nie będzie wieszać się na moim chłopaku.-schowałam twarz w poduszce mówiąc to bardziej do siebie niż do nich.
-Nie przesadzaj aż tak bardzo się nie wieszała.-zaśmiał się Niall.
-Tak. Wcale tego nie robiła. Tylko parę razy prawie wpakowała swój język do jego ust. Plus jej dłoń coś często znajdowała się w okolicy jego klejnotów.-powiedziałam z obrzydzeniem na samo wspomnienie tych sytuacji. Dziewczyna potrafiła się bardzo daleko posunąć co naprawdę bardzo mi się nie podobało. Niall zaczął grać jakąś spokojną melodię, a ja powoli odleciałam. Kiedy się obudziłam dookoła panowała ciemność. Musieli zgasić światło kiedy wychodzili. Sprawdziłam godzinę na telefonie, który ktoś podłączył do ładowarki i okazało się, że spałam prawie jedenaście godzin. Czułam się zdecydowanie lepiej. Głowa już tak bardzo mnie nie bolała, a katar minimalnie ustał. Z racji, że był środek nocy uznałam, że może nie będę nikogo budzić co by mi pomógł dostać się do toalety i postanowiłam, że sama tam dotrę. Usiadłam powoli, a następnie wstałam. Szybko złapałam się ściany bo zakręciło mi się w głowie. Znalazłam przycisk do otwierania drzwi i ruszyłam wąskim korytarzem w stronę łazienki. Musiałam uważać żeby nie wpaść do żadnej kajuty. Słyszałam tylko ciche chrapanie z obydwóch stron. Dotarłam do łazienki, a następnie załatwiłam moją potrzebę. Kiedy już zaczęłam wychodzić usłyszałam głos Zayna.
-A ty dokąd?-zapytał, a ja pisnęłam ze strachu-Matko przecież to tylko ja.-powiedział śmiejąc się i wszedł dalej po schodkach. Od razu poczułam zapach dymu.
-Przestraszyłeś mnie.-powiedziałam ruszając w stronę mojego legowiska.
-Lepiej się już czujesz?-zapytał idąc za mną.
-Tak. Czemu nie śpisz?-zapytałam szeptem.
-Bo nie mogłem zasnąć. Po co szepczesz?-zapytał też szeptem.
-Bo nie chcę ich obudzić.-pokazałam na kajuty, w których spali chłopcy.
-Mogę się założyć, że nie obudziłby ich nawet wybuch bomby.-powiedział zaglądając za firankę Nialla.
-Mimo wszystko wolę nie ryzykować.-usiadłam na moim łóżku i otuliłam się kocem. Czułam się okropnie brudna. Miałam ochotę wejść pod prysznic, a najlepiej wymoczyć się w wannie co by cały brud mógł się odmoczyć.
-Dobra jak tam sobie chcesz.-zaśmiał się kładąc się obok mnie. Leżeliśmy chwilę milcząc, a w mojej głowie odbywała się istna bitwa. Jedna strona była za tym, że jestem w ciąży, a druga krzyczała, że to tylko choroba i za chwilę znowu będę normalnie funkcjonować.
-Zayn?-zapytałam chłopaka patrząc się w ciemny sufit.
-Tak?
-Co byś zrobił gdyby Perrie była w ciąży?-w odpowiedzi dostałam ciche westchnienie.
-Byłbym bardzo szczęśliwy. Dałbym jej i naszemu dziecku cały świat. Kocham ją, a nasze dziecko byłoby kwiatem naszej miłości. Chroniłbym je i kochał najmocniej na świecie.-powiedział po dłuższej chwili, a na moich ustach pojawił się uśmiech. Ich miłość była taka prawdziwa i taka nieskazitelna.
-Ale chyba nie powiesz mi, że jesteś w ciąży?-zapytał lekko zdziwiony-Zawsze myślałem, że to Louis będzie tym co pierwszy wpadnie.
-Nie wiem czy jestem.-powiedziałam cicho po czym przytuliłam się do niego, a spod moich powiek wypłynęła łza.
-Ej czemu płaczesz?-zapytał obejmując mnie i delikatnie głaszcząc.
-Bo się boję.-wyszeptałam.
-Nie ma czego. To najlepsze co mogło Ci się w życiu przydarzyć i być niespodzianką.-zaśmiał się delikatnie.
-Wiem.
-No to czego tutaj się bać? Przecież wiesz, że Harry oszalałby z radości. Na pewno nie zostałabyś z tym sama.
-Dziękuję.-jeszcze mocniej go przytuliłam po czym ułożyłam się z powrotem na poduszce i zamknęłam oczy.
-Dobranoc Pati.-powiedział cicho po czym przykrył mnie kocem i wyszedł.

Obudziłem się, a raczej obudzono mnie. Do naszego tourbusa wszedł nasz ulubiony trener Mark. Chciałem go zabić w pierwszym odruchu za to, że zakłóca mój sen, a potem sobie przypomniałem, że to nielegalne i zostałbym uznany za mordercę. Otworzyłem powoli oczy, a następnie znalazłem naszykowane dzień wcześniej rzeczy do ćwiczeń. Ubrałem się po czym nie zważając na Marka uwagi zajrzałem do pomieszczenia, w którym spała Pati. Spała tak spokojnie. Mimo to na jej czole zebrały się małe kropelki potu. Od razu przyłożyłem dłoń i delikatnie je starłem. Ucałowałem jej skroń. Dopiero teraz byłem gotowy na wykonywanie jakichkolwiek ćwiczeń.
-Co będziemy dzisiaj robić?-zapytałem kiedy staliśmy już na zewnątrz.
-Może sobie pobiegamy. Delikatnie.-zaproponował Mark, a raczej stwierdził.
-A potem drzemka regeneracyjna?-zapytałem myśląc już o tym w jaki sposób przyłożę głowę do poduszki i czy przypadkiem będę mógł położyć się obok mojej dziewczyny.
-Oczywiście i na dodatek pyszne śniadanie.-zachęcił mnie, a ja zacząłem się śmiać. Po prawie dwóch godzinach upadłem na kawałek trawy pod areną. Ledwo co doszedłem na arenę gdzie wykąpałem się i przebrałem w czyste spodenki i koszulkę. Już nie mogłem się doczekać aż zjem jakiś specjał naszej kochanej kucharki Sue. Usiadłem w naszej stołówce na miejscu gdzie było gotowe danie składające się z naleśników. Do tego pyszna kawa i jestem jak nowo narodzony. No może jeszcze nie tak bardzo nowo narodzony bo jeszcze muszę się zdrzemnąć żeby móc normalnie żyć.
-Pati o Ciebie pytała.-powiedział Liam wchodząc do pomieszczenia.
-I co jej powiedziałeś?-zapytałem z pełną buzią.
-Że odszedłeś z zespołu i wyjechałeś do Peru hodować alpaki.-zaczęliśmy się obydwoje śmiać-Nie no tak naprawdę powiedziałem jej, że nie mam pojęcia gdzie jesteś i dałem jej dobrą radę zamontowania Ci czipu w tyłku coby mogła mieć Cię zawsze na oku.
-Dzięki stary.-zaśmiałem się. Szybko skończyłem jeść i ruszyłem w stronę mojej ukochanej. Po drodze minąłem się z Niallem, Lou i Zaynem. Poleciłem im naleśniki i życzyłem im miłego dnia.
-Pati śpisz?-zapytałem wchodząc do środka. Rozejrzałem się i zobaczyłem ją siedzącą na kanapie. Wpatrywała się w białe pudełko. Podszedłem bliżej i usiadłem obok. Zamarłem. Poczułem jak krew odpływa mi z twarzy. Przed oczami zaczęły mi się pojawiać czarne plamy, a potem nie widziałem już nic.

-Wszedł tutaj, usiadł obok mnie, a po chwili zemdlał.-powiedziałam kiedy Paul ocucał Harrego. Sama prawie zemdlałam kiedy czekałam na wynik tego przeklętego testu.
-Co się stało? Będę ojcem?-zapytał Harry jak tylko otworzył oczy.
-Nie, nie będziesz. Fałszywy alarm.-powiedział Liam siadając obok mnie. Zrzuciłam z siebie koc po czym szczelnie otuliłam talię Harrego moimi ramionami. Chłopak nie za bardzo jeszcze wiedział co się dzieje ale po chwili objął mnie swoimi ramionami i mocno przytulił. Z moich oczu zaczęły płynąć łzy.

-Zostawmy ich samych.-powiedział Zayn. Któryś z nich przykrył nas kocem, a my siedzieliśmy tak wtuleni w siebie i po prostu milczeliśmy bo słowa były zbędne.



Przepraszam, że tyle czasu mi to zajęło no ale trzy razy ten rozdział zmieniałam. W początkowej wersji był przedostatnim rozdziałem tego bloga. Potem chciałam więcej osób położyć do łóżek, a na sam koniec wyszło to co wyszło. Mam nadzieję, że nie załatwiłam nikomu żadnego zawału bo szczerze mówiąc sama kiedy to czytałam to miałam takie jakieś dziwne uczucie, że chciałam paść na podłogę i fangirlować bo dziecko Pati i Harrego :D

Dobra nie jest to jakiś mega ciekawy rozdział. Zanudzam Was opisami wymiocin Pati ale szczerze Wam powiem, że bardzo dobrze mi się pisało. Nawet z tymi poprawkami. Mam nadzieję, że w miarę może być ;)


CZEMU JESZCZE NIE ZAGŁOSOWAŁAŚ?! LICZĘ NA CIEBIE!!!

http://sonda.hanzo.pl/sondy,228479,0b3W.html

Pozdrawiam i całuję Harolda :*

7 komentarzy:

  1. KOCHAM TEGO BLOGA !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! <3
    Nie mozesz go skonczyc !
    Dziecko Pati i Harrego Awwwwwww *o*
    Kocham<3

    OdpowiedzUsuń
  2. Cudowny... i tyle ;***
    www.destiny-harrystylesff.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny :)
    Pisz dalej szybciutko ;*
    czarna-otchlan-pustki.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. dziecko..? ale jakby byla w ciąży to głupio byłoby konczyc całe opowiadanie :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie do końca zrozumiałam tą końcówkę... Świetny, ale no o co chodzi? Parę dni temu natrafiłam na tego bloga, zaczęłam go czytać i wciągnęłam się na maksa!!<3 Kocham twój naprawdę oryginalny styl pisania, który jest no po prostu dojrzały i precyzyjny. Jak dla mnie idealne rozłożenie w tekście ilości akcji, a ilości opisów. Wszystko super wyjaśnione co i jak, po kolei. Pojedyńcze niezbyt sensowne zdania, wynikające pewnie z przemęczenia. Jesteś moją idolką jeśli chodzi o autorki tego typu opowiadań. (: postaram się komentowaćco drugi rozdział bo jestem strasznym leniem........choć dla Cb warto hahahaha ;** Muzykomaniaczka xx

    OdpowiedzUsuń
  6. Szybko daj nexta <3

    OdpowiedzUsuń
  7. Szkoda ze to byl falszywy alarm . No no Harry nie mdlej . hahah

    OdpowiedzUsuń