wtorek, 22 lipca 2014

41. Styles ty zaborcza istoto

Wiem, że miał być wcześniej. Sorry, nie miałam czasu życie prywatne jest ważniejsze. Plus od razu mówię, że jest niesprawdzony.

-Ty chcesz co?-zapytała zszokowana Patrycja.
-Wziąć szybki ślub. Jesteśmy w końcu w Vegas.-wzruszyłem ramionami.
-Ale wiesz, że ten ślub to mimo wszystko będzie ślub ślub. Będę mogła mieć twoje nazwisko i wszystkie te inne duperele z tym związane.-słowa wylatywały z niej jak z karabinu.
-Wiem.
-Nawet nie ma mowy.-powiedziała nagle wkurzona. Coś nie tak zrobiłem chyba.
-Ej no Pati. Ale to będzie dla nas przygoda! Nie denerwuj się!-krzyknąłem za nią. Od razu się odwróciła.
-Przygoda?! Czy tobie ktoś przywalił w ten pusty łeb, a może mama Cię upuściła jak byłeś mały?! Przygoda?! Ty to traktujesz jak przygodę? Naprawdę ślub to decyzja na całe życie, a przynajmniej dla mnie. Dodatkowo ma ogromną wartość. Nie zamierzam tak po protu tego odwalić w Vegas! Zresztą w przeciągu najbliższych czterech lat nie zamierzam stanąć przed ołtarzem. Dajmy sobie żyć. Nie obrączkujmy się w wieku dziewiętnastu lat!-była cholernie wkurzona. Wymachiwała rękoma dając znać, że lepiej do niej nie podchodzić. Cóż może i miała rację. Ale i tak trochę mnie zabolało kiedy mówiła, że przez najbliższe cztery lata nie zamierza wychodzić za mąż. Ja jej się tutaj właściwie to oświadczam, a ona mi prosto w twarz, że nie zamierza się z nikim obrączkować. Ałć. Nic już nie odpowiedziałem, a ona odeszła wkurzona.
-Stary chyba trochę przesadziłeś.-powiedział Liam zjawiając się obok mnie.
-Chyba nie tylko trochę.-zauważył Zayn klepiąc mnie po ramieniu.
-Mam za nią biec czy dać jej czas?-zapytałem patrząc się raz na jednego raz na drugiego.
-Ja bym dał czas.-uznał Liam.
-Ja w sumie też.-dodał Zayn.

Czułam się jakbym była jakąś cholerną galaretą. On mi tak po prostu oświadcza, że może weźmiemy ślub skoro już jesteśmy w Vegas. Miałam ochotę coś rozwalić. Całą mnie wręcz nosiło. Chodziłam w kółko po damskiej toalecie aż w końcu walnęłam pięściami o blat z umywalkami i krzyknęłam bo aż mnie rozsadzało. Od razu zaczęłam pocierać moje bolące dłonie. Czy on naprawdę jest niepoważny? Włączyłam maksymalnie zimną wodę i włożyłam pod nią dłonie.
-Wszystko w porządku?-usłyszałam za sobą głos Helen, naszej kucharki. Zakręciłam wodę i wytarłam dłonie w uda.
-Nie zbyt.-wymamrotałam, a potem odwróciłam się i od razu się do niej przytuliłam.
-Ojej Kochanie. Co się dzieje?-zapytała delikatnie głaszcząc mnie po plecach, a ja nawet nie wiedziałam czy mam płakać czy nie. Po prostu stałam tam przytulając się. Po dłuższej chwili oderwałam się od niej i zrobiłam dwa kroki do tyłu.
-Harry właśnie chyba mi oświadczył. Znaczy uznał, że może weźmiemy szybki ślub skoro już jesteśmy już w Vegas.-powiedziałam przeczesując włosy palcami.
-Łał.-zszokowana uchyliła lekko usta-Tego się nie spodziewałam.
-Ja też nie.
-Co powiedziałaś jak to oznajmił?-zapytała nadal stojąc zszokowana. Więc streściłam jej całą tą sytuację.
-Cóż nie wiem co tak naprawdę zrobić.-powiedziałam na sam koniec siadając na blacie z umywalkami mocząc sobie przy okazji sukienkę, którą miałam na sobie.
-Zgadzam się z tobą w kwestii idei ślubu. Myślę, że powinnaś poczekać na jego kolejny krok. Teraz z tego co mi wiadomo są na scenie i mają próbę dźwiękową ale potem powinniście porozmawiać. A na razie chodź ze mną do kuchni. Upiekłam wczoraj wieczorem ciasto może te obrzartuchy jeszcze wszystkiego nie zjadły. A jak zjadły to upiekę drugie specjalnie tylko dla Ciebie.-objęła mnie ramieniem i zaczęłyśmy iść w stronę kuchni.
-Ale będzie z dużą ilością czekolady?-zapytałam ciesząc się, że otaczają mnie tacy życzliwi ludzie.
-Hmm to może babeczki czekoladowe z kawałkami czekolady?-zaproponowała.
-Helen dziękuję.-przytuliłam ją kiedy już dotarłyśmy do kuchni.
-Do usług Kochanie.-odwzajemniła uścisk po czym zaczęłyśmy robić czekoladowe babeczki z kawałkami czekolady.

-Baranie!-usłyszałam z oddali. Razem z Helen siedziałyśmy i czekałyśmy aż babeczki będą gotowe. Właściwie to właśnie je wyjmowała z piekarnika. Chłopcy musieli skończyć próbę bo nie było nic już słychać. Znaczy aktualnie to tupot i po chwili wpadli do kuchni.
-Sam jesteś baranem Josh!-krzyknął Dan.
-O idą worki bez dna.-zaśmiała się Helen. Podeszłam do niej aby przełożyć babeczki na talerz.
-Helen! Zrobiłaś babeczki?-zapytał Josh stając obok nas. Oczy mu się zaświeciły jak małemu dziecku, które dowiaduje się, że jedzie do Disneylandu. Już chciał zabrać jedną ale szybko i skutecznie odgoniłam go uderzając jego rękę.
-Nie dla Ciebie. Łapy z daleka od moich babeczek.-powiedziałam siadając przy stole i stawiając talerz przed sobą.
-No nie podzielisz się?-zapytał smutny Dan.
-Nie, nie podzieli się.-odpowiedziała za mnie Helen bo ja miałam w buzi już pierwszy gryz.
-Jak zwykle. Człowiek ciężko pracuje, a nawet nie może mieć przyjemności z jednej babeczki.-usiadł z założonymi rękoma naprzeciwko mnie i wpatrywał się w babeczki.
-Żebyś się nie przepracował.-warknęłam i zaczęłam jeść kolejną. W tym momencie weszli pozostali muzycy oraz chłopcy. Zawsze po próbie dźwiękowej wszyscy tu przychodzili, a przynajmniej większość i jedli obiad co by mieć później czas na rozśpiewanie się oraz aby mieć siłę dać porządne show.
-Harry powiedź coś swojej dziewczynie. Nie chce się z nami podzielić babeczką.-oni serio mają po pięć lat.
-I bardzo dobrze. Więcej dla mnie.-zaśmiał się i usiadł obok mnie. Popatrzyłam się na niego jak na idiotę.
-No chyba jednak nie.
-Hahaha frajerzy. Ja na pewno dostanę.-zaśmiał się Niall i usiadł z mojej drugiej strony.
-Wybacz Niall. Jak wszyscy to wszyscy. Nawet nie ma mowy nie dostaniesz. To moje babeczki pocieszacze więc odczepcie się od nich.-wstałam i zabrałam im mój talerz sprzed nosów. Uznałam, że usiądę sobie w garderobie. O dziwo nikogo tam nie było. Było dziwnie zimno dlatego uznałam, że bluza Harrego, która akurat leżała na drugiej kanapie idealnie się nada. Ubrałam się w nią i sama do siebie się zaśmiałam bo sięgała mi prawie do kolan. Na Harrego nawet jest trochę za duża, a to oznacza, że na mnie jest podwójnie za duża. Położyłam się wygodnie podciągając kolana do klatki piersiowej. Do uszu wsadziłam słuchawki i włączyłam muzykę na moim telefonie. Playlista „podły humor” idealnie pasowała i tytułem i zawartością do mojego dzisiejszego stanu. Moje oczy zaczęły same się zamykać. Aż w końcu odpłynęłam.

-Pati, wstawaj.-usłyszałam głos Harrego. Przetarłam oczy po czym je otworzyłam i zobaczyłam, że pochyla się nade mną już gotowy do koncertu. Jakim cudem mogłam ich nie usłyszeć. Wyjęłam słuchawki z uszu po czym usiadłam.
-Jak długo spałam?-zapytałam przeciągając się.
-Nie wiem. Ale za dziesięć minut wchodzimy na scenę. Uznałem, że Cię obudzę bo potem będziesz miała problem żeby spać w nocy.-wzruszył ramionami i usiadł obok mnie. Położyłam głowę na jego ramieniu, a on od razu mnie objął.
-Przyjdź dzisiaj pod scenę. Będzie mi się lepiej śpiewało.-powiedział całując mnie w czubek głowy.
-Przyjdę.-uśmiechnęłam się zadowolona.
-Przepraszam.-wyszeptał.
-Ja też przepraszam za to, że tak wybuchłam. Ale mimo wszystko nawet po tym jak się z tym przespałam.
-Dosłownie.-zaśmiał się wchodząc mi w zdanie.
-Tak, dosłownie jak się z tym przespałam uważam, że to kiepski pomysł. Jeszcze dużo życia przed nami. Zresztą ja nie chcę ślubu w Vegas tak od ręki. Jak już mam chcieć brać tutaj ślub to wolę żeby wszystko było zorganizowane. Najlepiej przeze mnie.-wyprostowałam się i spojrzałam się na jego twarz.
-Rozumiem. Już Paul mnie przekonywał, że to marny pomysł.-skrzywił się, a ja zaczęłam się śmiać.
-Każdy twój pomysł jest marny.
-Ej, bez przesady.-oburzył się i przyciągnął mnie bliżej swojego ciała.
-Dobra, dobra. Czasami coś Ci się udaje.-pocałowałam go w policzek.
-W każdym bądź razie cieszę się, że nie wykluczasz opcji pod tytułem ślub i małżeństwo.-uśmiechnął się delikatnie.
-Coś ty zawsze marzyłam o tym, żeby być panną młodą w pięknej białej sukience alla księżniczka i mieć do tego welon i piękny bukiet i popłakać się podczas przysięgi. Ale to może trochę później.-powiedziałam opierając łokcie na jego barkach.
-Harry! Na scenę!!-usłyszeliśmy jak ktoś krzyczy.
-Ups. Obowiązki wzywają.-zaśmiał się wstając. Poszłam w jego ślady i obydwoje wyszliśmy z garderoby-Już biegnę, biegnę.-powiedział Harry widząc zdenerwowanego Prestona.
-No ja myślę, że biegniesz.-mój chłopak naprawdę rzucił się biegiem na scenę, a ja razem z Prestonem poszliśmy pod scenę. Znalazłam wielką skrzynię, która była chyba jakimś wzmacniaczem i usiadłam sobie wygodnie. Zdjęłam z siebie bluzę Harrego bo zrobiło mi się zdecydowanie za gorąco i związałam włosy w kucyka. Śpiewałam razem z chłopakami i wykonywałam dziki taniec, który wcale nie był taki dziki, ponieważ siedziałam. Kiedy stoję wydaje się zdecydowanie bardziej dziki. Kiedy koncert się skończył udałam się z powrotem za kulisy. Chłopcy szybko zmieniali ubrania albo wchodzili pod prysznic. Ja w tym czasie dorwałam jedną z deskorolek i zaczęłam jeździć w tą i z powrotem korytarzem. W końcu kiedy Harry wyszedł z garderoby złapałam jego dłoń dzięki czemu mógł mnie ciągnąć.
-Dobrze Wam dzisiaj poszło.-powiedziałam mocniej łapiąc jego rękę.
-A wcześniej szło nam źle?-zapytał urażony.
-Nie, ale dzisiaj było wyjątkowo dobrze.-zaśmiałam się. Dojechaliśmy do samochodu, który miał nas zawieźć z powrotem do hotelu. Wsiedliśmy do środka, Preston usiadł za kierownicą i szybko wyjechał z terenu areny.
-Mam ochotę na dobrą pizzę.-powiedział Harry jak byliśmy już prawie pod hotelem.
-To sobie zamów.-podniosłam głowę, którą wcześniej opierałam na jego ramieniu.
-Nie. Pójdziemy do restauracji?-zapytał chwytając moją dłoń.
-W sumie. Czemu by nie.-wzruszyłam ramionami i uśmiechnęłam się kiedy pocałował moją dłoń. Zajechaliśmy pod hotel, a tam czekało sporo fanów. Jednak udało nam się dość sprawnie przejść do wejścia. Harry porozdawał trochę autografów i porobił sobie zdjęcia. Wjechaliśmy na nasze piętro po czym Harry wziął szybki prysznic i przebrał się w zwykłą białą koszulkę z dekoltem w literę v. Ja natomiast założyłam bordową sukienkę na ramiączka, która idealnie opinała się na moim ciele. Jednak nie wyglądała na mega elegancką. Do tego założyłam krótkie, czarne conversy. Szliśmy tylko na pizzę więc uznałam, że wolę postawić na wygodę. Rozpuściłam włosy i poprawiłam makijaż.
-Nie będzie Ci zimno?-zapytał Harry zakładając swoją koszulkę i przyglądając mi się kiedy wiązałam buty.
-Przecież jest ciepło.-usiadłam wyprostowana i poprawiłam sukienkę co by moje piersi nie postanowiły być na widoku. Nie były duże ale mimo wszystko nie lubiłam kiedy za dużo ich pokazywałam.
-No tak ale mimo wszystko nalegam żebyś coś ze sobą wzięła. Nie chcę żebyś zmarzła.-powiedział wyjmując moją czarną marynarkę z walizki. Podał mi ją, a ja zaczęłam się śmiać.
-Styles ty zaborcza istoto. Przecież dobrze wiesz, że nie idę wyrywać innych facetów. Jedynym facetem jakiego mogę chcieć uwodzić jesteś ty.-położyłam dłonie na jego policzkach po czym wspięłam się na palce i pocałowałam go w usta.
-Lubię jak mnie uwodzisz.-wyszeptał wprost w moje usta, a ja uśmiechnęłam się się po czym znowu go pocałowałam.
-Też lubię Cię uwodzić.-zaśmiałam się biorąc od niego marynarkę jednak jej nie założyłam tylko wsadziłam do torebki, którą sobie wcześniej naszykowałam-Idziemy? Za chwilę umrę z głodu.
-Już, już.-schował do kieszeni portfel i telefon. Zamknęliśmy nasz pokój i poszliśmy w stronę wind. Zjechaliśmy na dół. Przed hotelem cały czas stali fani. Podeszliśmy do recepcji i zapytaliśmy czy moglibyśmy skorzystać z tylnego wyjścia. Po pięciu minutach szliśmy, trzymając swoje dłonie i śmiejąc się z naszej przebiegłości. Po półgodzinie w końcu udało nam się znaleźć jakąś restaurację, która by nam odpowiadała. Usiedliśmy przy stoliku dla dwojga, a następnie złożyliśmy nasze zamówienia.
-Dawno nie zabrałem Cię na randkę.-powiedział Harry kiedy siedzieliśmy i czekaliśmy na nasze pizze.
-Kochanie, a kiedy ty byś miał to robić?-zapytałam opierając brodę na dłoni.
-Na to żeby zabrać Cię na randkę powinienem mieć zawsze czas.-uśmiechnęłam się widząc jego zafrasowaną minę.
-Ale nie masz.-wzruszyłam ramionami mówiąc prawdę.
-I bardzo źle się z tym czuję.-złapał moją drugą dłoń i zaczął bawić się moim palcami.
-Harry przecież doskonale zdajesz sobie sprawę, że to jest niewykonalne. Zresztą i tak spędzamy ze sobą każdą chwilę. Jeżdżę z tobą wszędzie gdzie się da bo w końcu to też część mojej pracy. Nie przeszkadza mi to, że nie wychodzimy do jakiś pięciogwiazdkowych restauracji czy nawet fast foodów. Popatrz na to z drugiej strony. Jak bardzo wyjątkowe jest chociażby to nasze wyjście.
-Co nie zmienia faktu, że od dzisiaj będziemy chodzić częściej na randki. Chcę żeby każde takie wyjście było wyjątkowe.-powiedział przejeżdżając palcami przez swoje włosy. Nigdy nawet nie wpadłam na to, że tak naprawdę to my wcale nie chodzimy na randki. Nie zdawałam sobie nawet z tego sprawy do teraz aż Harry poruszył tą kwestię. Z zamyślenia wyrwał mnie kelner, który postawił przede mną moje danie. Umierałam z głodu więc od razu zabrałam się za jedzenie.
-Smakuje?-zaśmiał się Harry sam już prawie zjadł swoją wielką pizzę, a ze mnie się naśmiewał.
-Smakuje.-odpowiedziałam biorąc kolejnego gryza. Po skończonym posiłku wyszliśmy z restauracji i udaliśmy się spacerem w stronę hotelu.
-Myślałaś nad tym co chcesz robić kiedy skończy się trasa po Ameryce?-zapytał kładąc swoją rękę na moich barkach.
-Nie.
-To dobrze. Może zostaniemy w LA?-zaproponował.
-Hmm czemu nie.
-Albo najpierw zostaniemy parę dni w LA, a potem polecimy gdzieś gdzie nikt nas nie znajdzie i będziemy mogli być totalnie odcięci od świata i w końcu porządnie się wyśpimy i będziemy mogli chodzić codziennie na randki.-mówił jak podekscytowana nastolatka, zaczęłam się śmiać. Szczerze mówiąc bardzo podobał mi się jego pomysł.
-Tylko ma być tam ciepło.-dodałam unosząc głowę i patrząc na jego roześmiana twarz.

-Będzie na sto procent ciepło.-zaśmiał się-W końcu ty tam będziesz.



OMG! O M G! OMG! 100 000 WYŚWIETLEŃ!!!! ŁAAAAAAAAAŁ! *tłum szaleje* *staniki latają*
KOCHAM WAS!
Wiem, że liczba wyświetleń nie oddaje tak na prawdę ile osób czyta tego bloga ale mimo wszystko wow... 

Postaram się dodać w piątek albo sobotę! Ale nic nie obiecuję bo ten tydzień to będzie istne szaleństwo w moim wykonaniu! Rzym na mnie czeka! :D

Już Was nawet nie namawiam do głosowania bo i tak jak widzę nie zamierzacie tego zrobić.. więc po prostu nie ma to sensu chyba.. 

Ale za to może zobaczycie co tutaj się dzieje :) http://my-little-bird-1d.blogspot.com/ Jeszcze nie jestem w stanie podać daty kiedy pojawi się jakiś pierwszy rozdział czy tam prolog ale cóż wszystko jest już tak na prawdę gotowe.. Czekam tak właściwie tylko na to aż skończę pisać tego bloga... W każdym bądź razie może zaciekawi Was sam zwiastun i ogólny wygląd bloga :)

Pozdrawiam i całuję Harolda! :*

poniedziałek, 14 lipca 2014

40. "Gorąca kąpiel w fontannie!"

GŁOSUJCIE! GŁOSUJCIE! GŁOSUJCIE! PROSZĘ! PROSZĘ! PROSZĘ! 

Na Rock me! of kors gdyby ktoś nie wiedział.. 


(1 sierpnia)
Wylądowaliśmy w Las Vegas jakieś cztery godziny temu, a ja już zdążyłam pokochać to miasto. Po mojej grypie żołądkowej nie było żadnego śladu. No może nadal wszyscy śmieją się z Harrego, który zemdlał kiedy zobaczył test ciążowy w mojej dłoni. Biedaczek naprawdę się przejął. Cóż nadal się nie odzywa jak nie musi, a to bardzo dziwne zachowanie z jego strony. Alarm był fałszywy, a mnie dwa dni temu odwiedziła matka natura więc już mamy nawet stu procentowe potwierdzenie, że nie będziemy rodzicami w najbliższym czasie. Rzuciłam się na nasze hotelowe łóżko i zaśmiałam się sama do siebie.
-Harry pójdziemy dzisiaj wieczorem do jakiegoś klubu albo po prostu pochodzić. Chcę poczuć to miasto!-usiadłam podekscytowana. Czuję się jak siedmiolatek w Disneylandzie. Cóż może to i śmieszne ale tak właśnie się czuję. Zawsze chciałam przyjechać do Las Vegas i poczuć całą tą atmosferę. Wiem, że to Miasto Grzechu ale nie zawsze marzenia muszą być grzeczne.
-Jasne.-odpowiedział i usiadł obok mnie. Dzielnie grzebał w swoim telefonie tym samym totalnie mnie ignorując. Czasami miałam go dosyć ale potem z powrotem uznawałam, że kiedyś mu przejdzie i nie będę wszczynać niepotrzebnej nikomu kłótni. Wypakowałam z mojej walizki kosmetyczkę i poszłam do łazienki. Podróż nie była długa ale mimo wszystko czułam się nieco zmęczona. Weszłam pod prysznic i poczułam jak gorąca woda zmywa wszystkie troski i zmartwienia. Chciałam tam zostać na zawsze bo wiedziałam, że jak wyjdę to wszystko powróci. Kiedy uznałam, że mogę już wyjść owinęłam moje ciało ręcznikiem po czym zawiązałam turban na włosach. Zorientowałam się, że nie zabrałam czystych ubrań, a nie chciałam zakładać tych co zdjęłam przed prysznicem. Wyszłam w samym ręczniku.
-Już wiem czemu Styles chodzi z głową w chmurach odkąd Cię poznaliśmy.-zaśmiał się Louis, a ja podskoczyłam przestraszona.
-Nie patrz się. Nie twoje.-powiedział Harry. Teraz już leżał i (aplauz) nie klikał w swój telefon. Pewnie mu się rozładował.
-Bo co mi zrobisz?-zapytał Tommo układając się obok niego w takiej samej pozycji, czyli z głową opartą na zagłówku i z rękoma splecionymi na brzuchu.
-Powiem Eleonor.-prychnął mój chłopak.
-Uwaga bo Ci uwierzy.
-Jeżeli jemu nie. To mi na pewno.-powiedziałam wcinając się do ich rozmowy. Nadal stałam w drzwiach łazienki i patrzyłam na całą tą sytuację.
-Dobra. Nie patrzę.-zaśmiał się i zasłonił oczy. To bardziej niż oczywiste, że patrzył przez palce. Zaśmiałam się po czym podeszłam do walizki i zaczęłam szukać bielizny jak i czegoś na przebranie się. Pierwsze co mi wpadło w ręce to koszulka Harrego, która robi za moją piżamę. Nie chciało mi się szukać niczego innego dlatego zdecydowałam, że ubiorę właśnie ją. Poszłam z powrotem do łazienki i przebrałam się we wcześniej wybrane ubranie. Rozwinęłam włosy i zaczęłam je rozczesywać. Kiedy wyszłam panowie nadal leżeli na tych samych miejscach.
-Ładnie wyglądasz.-powiedział Louis ponownie skanując moje ciało. W tym momencie Harry podniósł się i chwycił z walizki swoje sportowe spodenki, które leżały na samej górze. Podszedł do mnie po czym ukucnął i zaczął mnie ubierać.
-Nie masz już na co się patrzeć zboczeńcu.-powiedział zirytowany i szczelnie mnie do siebie przytulił, jednocześnie ukrywając przed wzrokiem Louisa.
-Popieprzony zazdrośnik.-prychnął wstając ze swojej miejscówki.
-Ale za to jaki kochany.-powiedziałam spoglądając do góry na twarz Harrego.
-Jak bardzo?-zapytał ruszając zabawnie brwiami.
-Bardzo, bardzo.-zaśmiałam się, a on potarł swoim nosem o mój po czym go pocałował.
-Awwwww jacy wy jesteście uroczy. Fani na pewno pokochają ten filmik.-powiedział brunet pokazując nam ekran swojego telefonu, na którym było nagranie sceny, która przed sekundą się wydarzyła.
-I bez tego nas kochają.-powiedział Harry z pewnością siebie.
-Chciałbyś.-prychnął Lou po czym opuścił nasz pokój. Zaśmiałam się i usiadłam na łóżku.
-Naprawdę jesteś zazdrosny o Louisa?-zapytałam kiedy położył się obok mnie.
-Jestem zazdrosny o każdego faceta z jakim masz do czynienia. Tak samo jestem zazdrosny o każdego faceta z którym nie masz do czynienia. Czasami mi się zdarza być zazdrosnym o dziewczyny.-powiedział wpatrując się w sufit. Usiadłam na jego biodrach, a dłonie oparłam po obydwóch stronach jego głowy. Pochyliłam się i pocałowałam go w kącik ust, a następnie w same usta.
-Nie masz być o co zazdrosny.-powiedziałam pomiędzy pocałunkami-Przecież ja świata poza tobą nie widzę.-wyszeptałam wprost do jego ucha, a następnie lekko je pocałowałam.
-Chcesz doprowadzić do tego, że podrę moje ulubione spodenki i ulubioną koszulkę? Nie zmuszaj mnie do tego.-jego dłonie znalazły się na moich udach.
-Nie chcę. Bo nie będę miała w czym chodzić.-powiedziałam ponownie go całując.
-Cóż ale jeżeli za chwilę nie przestaniesz to właśnie tak się stanie.-wymamrotał wprost w moje usta. Jego dłonie zawędrowały na moją talię. Czułam, że mam gęsią skórkę, a tona motyli szalała w moim brzuchu.
-No dobra. Przestanę. Ale żeby potem nie było, że ja jestem ta zła.-zaśmiałam się siadając prosto.
-Oj jesteś bardzo zła Słonko. Nawet nie zdajesz sobie sprawy jak niegrzeczna jesteś w tym momencie.-również usiadł, a ja straciłam równowagę, jednak dłonie Harrego przytrzymały moje ciało. Tym razem to on mnie pocałował.
-Łoł. Sorry nie chciałem przeszkadzać.-powiedział Horan stojąc w drzwiach naszego pokoju.
-Naucz się pukać baranie, a nie przepraszasz.-warknął Harry odrywając się od moich ust. Położyłam głowę na jego ramieniu lekko zażenowana tym, że Niall wszedł kiedy byliśmy w dość dziwnej pozycji.
-Dobra bez spiny Harold. Pracujcie dalej nad tymi małymi robaczkami. Tylko najpierw odpowiedzcie na moje pytanie.-powiedział. Uniosłam głowę i spojrzałam w jego stronę. Stał oparty o framugę, a na jego twarzy był widoczny lekki rumieniec.
-Pytaj.-zachęcił go Harry jednoczenie wywracając oczami.
-Idziecie z nami na miasto?-podrapał się się po głowie.
-Tak. Idziemy. Właśnie przerwałeś mi w szykowaniu się.-powiedziałam uderzając Harrego w ramię. Szybko wstałam prawie przy tym upadając na podłogę ale znowu ręce Harrego nie pozwoliły mojej pupie spotkać się z podłogą.
-Dobra to za półgodziny przy głównych drzwiach.
-Jasne.-powiedział Harry śmiejąc się.
-A i Pati. Fajne wdzianko.-zaśmiał się Niall, a ja spojrzałam na siebie. Cóż spodenki Harrego odstawały mi ze wszystkich stron, a koszulka sięgała mi prawie do kolan. Pokazałam mu język, a on szybko się ewakuował. Zabrałam się za wybieranie odpowiedniego ubrania. Padło na czarne szorty z wysokim stanem i bordowy top odsłaniający brzuch. W efekcie było widać tylko trochę mojego brzucha z czego byłam zadowolona. Przebrałam się kiedy Harry był pod prysznicem i dawał darmowy koncert. Na takie powinni zapraszać swoje fanki. Byłyby na pewno przeszczęśliwe. Zaczęłam robić makijaż co by nie wyglądać jak widmo. Uznałam, że moje włosy mogą zostać w nieładzie, na który złożyło się nie czesanie ani nie suszenie ich. Kiedy Harry wyszedł byłam prawie gotowa. Znalazłam moje nowo zakupione rzymianki i założyłam je na nogi. Przedwczoraj w ramach odnowy biologicznej zafundowałyśmy sobie z Lou pedicure i manicure. Byłam gotowa do wyjścia. Pierwszy raz przed Harrym, który już zakładał swoje czarne rurki oraz zwykłą czarną koszulkę z dekoltem w literę v. Zaczął suszyć włosy, a ja uznałam, że idę już do reszty ekipy.

-Nawet nie wiesz ile mnie to siły kosztuje żeby nie wejść tam i się nie napić.-zaśmiał się Niall pokazując na kolejny klub, który mijaliśmy.
-Zakaz od Paula? Sam z siebie? Czy nie masz z kim pić?-zapytałam.
-Wszystkie trzy.-powiedział w pełni poważny.
-Trzeba było mówić od razu. Ja się z tobą napiję.-uśmiechnęłam się, a on odpowiedział mi jeszcze szerszym uśmiechem.
-No to uwaga wycieczko idziemy z Pati pić. Ktoś do nas dołączy?-zapytał odwracając się do Harrego i Liama, którzy szli za nami.
-Ja pasuję. Po ostatnim razie uznałem, że będę pić tylko z dobrego powodu.-powiedział Liam, a my zaczęliśmy się śmiać.
-No to ja się napije z Wami skoro Liam będzie tym ogarniającym wszystko.-zaśmiał się Harry i położył swoją dłoń na moim biodrze. Przeszliśmy jeszcze kawałek po czym uznaliśmy, że możemy w końcu wejść do jednego z tysiąca klubów. Nasi ochroniarze nie byli zadowoleni ze tego powodu ale niestety taka była ich praca żeby cały czas nas śledzić. Dostaliśmy naszą własną loże. No tak w końcu nie codziennie pojawią się tutaj członkowie jednego i największych zespołów na świecie. Zamówiliśmy po kolejce shotów oraz dla mnie drinka, a dla panów piwo. Było naprawdę bardzo wesoło. Po godzinie, czterech kolejkach i dwóch drinkach wyszliśmy szukać innych miejscówek. Czułam, że alkohol wrzuca kolejny bieg w moim organizmie. Rozsadzała mnie energia. Co chwilę zwijałam się ze śmiechu. W kolejnym klubie od razu postawiono nad kolejkę na koszt firmy. Po dwóch kolejnych nie wiedziałam już co się dzieje. Ruszyłam na parkiet ciągnąc za sobą Harrego, któremu również było bardzo wesoło. Dookoła nas było pełno spoconych ciał ale absolutnie mi to nie przeszkadzało. Nagle zostaliśmy okryci przez pianę. Zarzuciłam ręce na szyję Harrego, a on natychmiast mnie pocałował. Kiedy się od siebie oderwaliśmy zaczęliśmy iść w stronę naszej loży gdzie siedział Liam i Niall. Po drodze zostaliśmy doszczętnie obrzuceni pianą. Zataczałam się lekko cały czas się śmiejąc.
-Zbierajmy się.-uznał Harry cały czas mnie obejmując. Wyszliśmy z zatłoczonego klubu. Zimne nocne powietrze od razu uderzyło w moje ciało trochę mnie otrzeźwiając. Ale to pełnego stanu trzeźwości to jeszcze trochę mi brakowało. Byłam cała mokra i wszystko się do mnie lepiło. Miałam ochotę tańczyć i śpiewać. Szliśmy w stronę hotelu śmiejąc się i rozmawiając na jakieś bezsensowne tematy. W pewnym momencie uznałam, że mam dosyć i nie mam siły dalej iść. Harry zaoferował mi swoje barki więc od razu skorzystałam z jego propozycji. W pewnym momencie zauważyliśmy fontannę, w której kąpało się parę osób. Mój chłopak chyba czyta mi w myślach bo od razu skierował swoje kroki właśnie w jej stronę. Stanął tuż przed nią i pomógł mi. Stanęłam obok niego i nagle mi się odwidziało kąpieli. Już miałam zawrócić kiedy silna dłoń Harrego pociągnęła mnie za sobą. Pisnęłam bo woda była naprawdę zimna. Mój makijaż już pewnie dawno zaczął się rozmazywać. Musiałam wyglądać jak chodzące zombi. Na szczęście nie był aż taki mocny. Dłonie Harrego znalazły się na moich biodrach. Wspięłam się na palce, a on schylił się tak by nasze usta mogły się odnaleźć. Staliśmy w fontannie całując się i nie zwracając uwagi na cały świat.
-Kocham Cię.-wyszeptał.
-Ja kocham Cię bardziej.-zaśmiałam się obejmując dłońmi jego policzki i ponownie łącząc nasze usta.

Obudziłem się z okropnym bólem głowy. Zachciało mi się balowania. Poczułem jak Pati przekręca się na drugi bok jęcząc przy tym co musiało oznaczać, że nie jeden ja będę miał dzisiaj kaca. Okryłem nas porządniej kołdrą i od razu przyciągnąłem ciało Patrycji do mojego. Mógłbym tak leżeć wiecznie ale nie jestem tutaj na wakacjach. Czeka mnie dzisiaj koncert, a wcześniej jeszcze próba dźwiękowa co oznaczało, że pewnie pora już wstawać. Znalazłem mój telefon pod poduszką, a następnie sprawdziłem godzinę. Jak wielka była moja radość kiedy okazało się, że jest dopiero piąta, a to oznacza jeszcze parę ładnych godzin snu. Przyłożyłem z powrotem głowę do poduszki i od razu zasnąłem.
-Wstawajcie pora iść do pracy.-powiedział Paul otwierając drzwi.
-Już?-zapytałem zaspanym głosem.
-Tak już. I tak Wam dałem chwilę dłużej pospać.-czekał w drzwiach aż naprawdę wstanę. W sumie nie dziwię mu się. Dopiero kiedy usiadłem na łóżku i mu pomachałem postanowił nas zostawić.
-Pati wstawaj.-lekko pogłaskałem jej ramię. Od razu zaczęła mnie odganiać.
-Nigdzie nie idę.-wymamrotała, a ja tylko się zaśmiałem.
-Masz trzy minuty.-wszedłem do łazienki. Czułem moją głowę aż za dobrze. Cóż każda inna część mojego ciała również bolała. Kiedy wyszedłem Pati siedziała na łóżku z zamkniętymi oczami, w dłoniach trzymała ubrania i kosmetyczkę. Poczochrałem jej włosy, a ona fuknęła w niezadowoleniu. Po dwudziestu minutach siedzieliśmy w samochodzie, który wiózł nas na arenę, w której miał się odbyć dzisiaj koncert.
-Mam coś dla Was.-powiedział Paul podając nam plik gazet. Był chyba trochę wkurzony, a przynajmniej niezadowolony.
-Hmm dawno nie byłem na okładce.-powiedziałem przeglądając gazety.
-Ja nigdy nie byłam.-zaśmiała się Patrycja i wzięła kilka ode mnie.
-Byłaś.-powiedzieliśmy z Paulem jednocześnie.
-Kiedy niby?-zapytała zdziwiona.
-Jak robili nam zdjęcia podczas kręcenia teledysku no i potem jeszcze parę razy nas złapali. Niedługo mnie wygryziesz z tego chlubnego miejsca.-zaśmiałem się.
-Macie zakaz imprezowania przez najbliższy tydzień albo i dłużej. W sumie to odpuście sobie na razie imprezy w ogóle.-powiedział zupełnie poważnie Paul.
-Ale przecież nikogo nie obraziliśmy, ani nie pobiliśmy się z nikim. Nic głupiego też chyba nie powiedzieliśmy.-zacząłem nas bronić. Ale i tak wiedziałem, że Paul ma rację.
-Tak ale takie nagłówki jak „Czy ona sprowadza go na złą stronę?”, „Gorąca kąpiel w fontannie!” „Harry Styles i Patrycja Rej nie szczędzą sobie czułości w Mieście Grzechu!”, „Czy członkowie One Direction nie pozwalają sobie na zbyt wiele?”, nie są mile widziane.-spojrzałem na Pati, która momentalnie się spięła. Wiem doskonale jak bardzo nie lubi tych wszystkich potyczek z prasą.
-Dobra. Załapałem. Zero alkoholu publicznie. Zero wypadów do klubów. Zero pokazywania się. Teraz będziemy jak nindża.
-Widzisz Harold. Jednak czasami myślisz. Jeszcze tylko z Niallem muszę porozmawiać.-zaśmiał się Paul zabierając od nas wszystkie gazety.
-Czasami mu się zdarza.-zaśmiała się Patrycja. Zajechaliśmy pod arenę, a kiedy tylko wysiedliśmy usłyszeliśmy krzyki fanek, które stały i czekały żeby zobaczyć chociażby milimetr któregoś z nas. Pomachałem do nich, a one zaczęły krzyczeć jeszcze głośniej.
-Paul.-zaczepiłem go kiedy szliśmy już w stronę sceny.
-Słucham?-odwrócił się.
-A czy szybki ślub możemy wziąć?-zapytałem od razu usłyszałem jak Pati wypluwa wodę, której właśnie się napiła i zaczyna się dusić. Paul popatrzył się na mnie jak na wariata po czym zapytał:

-Żartujesz? Prawda?



Yolo już 40 rozdziałów, nie wierzę lol... No i pykło 99 tysięcy wyświetleń!!! Aaaaa szaleństwo!!! Co oznacza, że za chwilę pyknie 100 tysiaków!!! Nie wierzę... Jestem taka wzruszona... Chciałabym pozdrowić mamę i tatę i psa hahahahaha KOCHAM WAS!!!

A teraz będę nie miła.
Czy Wy komentujecie tylko wtedy kiedy Was opierdole, że nie komentujecie?

Widzę, że macie również wyjebane na głosowanie...
http://sonda.hanzo.pl/sondy,228479,0b3W.html

Ja tutaj do Was z sercem na dłoni wychodzę, a wy się tak odpłacacie? Nie fajnie.

Dobra następny rozdział pojawi się niedługo (czytaj w przeciągu pięciu dni)! Mam wenę więc idę pisać!

Pozdrawiam i całuję Harolda!

czwartek, 10 lipca 2014

39. Czuję się jakbym była w "Zmierzchu"

CZEMU JESZCZE NIE ZAGŁOSOWAŁAŚ?! LICZĘ NA CIEBIE!!!

http://sonda.hanzo.pl/sondy,228479,0b3W.html


(26 lipiec)
-Zostawcie mnie samą! Chcę umrzeć.-powiedziałam wyrzucając kolejną chusteczkę poza łóżko. Moja głowa miała ochotę eksplodować. Moje oczy łzawiły, a ja siedziałam szczelnie owinięta kocem mimo że na dworze było pewnie z milion stopni. Nie wiem w sumie bo od dobrych trzech dni nie opuszczałam tour busa.
-Nie przesadzaj.-powiedział Niall zbierając moje morze chusteczek do kosza.
-Nie przesadzam. Idź sobie stąd.-powiedziałam chowając głowę w poduszce-Nie powinno Cię tu być. Wynocha.-wymamrotałam.
-Oj Pati, Pati. Liam poszedł po jakieś jedzenie dla Ciebie.-powiedział delikatnie głaszcząc mnie po plecach.
-Nie chcę nic jeść. Chcę umrzeć.-powiedziałam wycierając nos i oczy.
-Nie, nie chcesz. I nawet nie ma mowy żebyś nic nie jadła. Nie godzę się na to.-powiedział tonem nieznoszącym sprzeciwu. W tym momencie uchyliły się drzwi i do środka zajrzał Liam.
-Przyniosłem obiad. Jak się czujesz?-zapytał siadając obok mnie.
-A jak wyglądam?-zapytałam ironicznie wycierając ponownie nos-Liam to bardzo miłe z twojej strony, że przyniosłeś mi to jedzenie ale ja tego nie zjem bo po chwili to zwrócę.
-Od trzech dni nas zbywasz tą wymówką. Nikniesz w oczach. Harry nas zabije jak się dowie, że znowu nic nie zjadłaś.-powiedział Niall siadając z mojej drugiej strony.
-Zjesz to sama albo Cię nakarmimy.-powiedział Liam otwierając pakunek z jedzeniem.
-Błagam nie róbcie mi tego.-wymamrotałam-Czemu wam w ogóle zależy?
-Bo komuś musi.-powiedział Niall-A zresztą jacy byliby z nas przyjaciele jeżeli pozwolilibyśmy Ci się zagłodzić na śmierć?
-Proszę bardzo. Mam tutaj dla ciebie rosół.-Liam nałożył na łyżkę trochę jedzenia. Przystawił mi pod brodę miskę, a łyżkę przyłożył do moich ust.
-Nienawidzę was.-wymamrotałam po czym wzięłam łyżkę do buzi. Tym sposobem zjadłam pół miski ciepłego rosołu. Panowie byli zadowoleni, że chociaż tyle udało im się we mnie wmusić.
-Dobrze ja zjem resztę.-powiedział Liam zabierając z moich dłoni miskę i łyżkę.
-Zostawcie mnie samą.-powiedziałam po raz kolejny. Od czterech dni umierałam na okropną grypę. Miałam przeklęty katar, kaszel, ból gardła i wszystko co się dało naraz. Moje oczy nie chciały przestać łzawić i co chwilę na zmianę było mi raz gorąco, a raz lodowato. Nie rozumiem tylko czemu w takim razie wszyscy mogą sobie tutaj przychodzić. Położyłam się z powrotem na poduszce po czym poczułam jak całe wcześniej zjedzone jedzenie podchodzi mi pod gardło. Szybko usiadłam z powrotem i chwyciłam miskę. Nie wspomniałam, że mój żołądek nie przyjmuje nic, a wszystko co zjem natychmiast zwracam. Czuję się jakbym była w „Zmierzchu”. Z moich oczu tym razem popłynęły łzy bezradności i bezsilności.
-Niall.-zawołałam ledwo co słyszalnym głosem. Nikt mi nie odpowiedział więc wybrałam jego numer i puściłam sygnał. Po pięciu minutach i ponownym wymiotowaniu chłopak przyszedł mnie uratować.
-Cholera Pati to się zaczyna robić nieciekawe. Dzisiaj wieczorem przyjdzie do Ciebie znowu lekarz bez dwóch zdań.-powiedział Louis, który przyszedł razem z Niallem. Pomógł mi dojść do łazienki gdzie mogłam umyć zęby i przemyć twarz. Bałam się aż spojrzeć w lustro. Już nawet nie zwracałam uwagi na to, że nieprzyjemnie pachnę czy też moje włosy są okropnie przetłuszczone. Jedyne na czym mi zależało to wyzdrowieć.
-Na pewno się zabezpieczaliście?-zapytał Lou siadając obok mnie kiedy już z powrotem leżałam na moim łóżku.
-Louis. Objawy ciąży tak nie wyglądają.-powiedział Niall przynosząc z powrotem moją miskę.
-No jak to nie. Wymiotuje? Wymiotuje. Jest słaba? Jest. Jak nic będę wujkiem.-powiedział głaszcząc mnie po ramieniu i uśmiechając się promiennie. Przeraziłam się na dobre. Wzięłam to wyjście pod uwagę ale kompletnie mi to nie pasowało.
-Tak, a ja jestem krasnoludkiem.-powiedział Niall wywracając oczami. Jednak ja nie byłam taka pewna co Niall. Szybko zaczęłam liczyć kiedy miałam ostatnią miesiączkę i kiedy ostatnio współżyliśmy. Jeszcze okres mi się spóźniał. To wcale nie było takie ciekawe.
-Jakim cudem ja jestem chora, a wy nie?-zapytałam, a raczej wychrypiałam.
-Cóż to proste. Kąpałaś się w oceanie w środku nocy plus jeszcze wcześniej w basenie plus zjedłaś to okropnie wyglądające jedzenie.-wzruszył ramionami Niall. Jego dowody i przyczyny mojej choroby zdecydowanie bardziej mi się podobały. Nie to, że nie chciałabym mieć dziecka. Wręcz przeciwnie z wielką chęcią ale może nie teraz. Za parę lat. Jakieś pięć na przykład.
-Ale przecież jadłeś to samo co ja.-wymamrotałam przypominając sobie nasz wypad do restauracji.
-Pfy Pati gdzie twój żołądek, a gdzie Horana. On jest wszystkożerny.-zaśmiał się Lou.
-Dobra, dobra. Możecie mnie już zostawić samą?-zapytałam naciągając koc bo właśnie nadeszła pora kiedy jest mi zimno.
-Nie, dopóki nie zaśniesz.-powiedział Niall.
-Przynieś gitarę. Może jak jej trochę pograsz to zrobi jej się lepiej.-zaśmiał się Lou, a Niall ochoczo przystał na jego pomysł.
-A słyszałaś, że Eleonor i jej koleżanka Danniel mają do nas dołączyć na część trasy po Australii?-zapytał Louis.
-O naprawdę?-powiedziałam zadowolona z tej pierwszej bo ta druga nadal mnie irytowała-Mam nadzieję, że tym razem nie będzie wieszać się na moim chłopaku.-schowałam twarz w poduszce mówiąc to bardziej do siebie niż do nich.
-Nie przesadzaj aż tak bardzo się nie wieszała.-zaśmiał się Niall.
-Tak. Wcale tego nie robiła. Tylko parę razy prawie wpakowała swój język do jego ust. Plus jej dłoń coś często znajdowała się w okolicy jego klejnotów.-powiedziałam z obrzydzeniem na samo wspomnienie tych sytuacji. Dziewczyna potrafiła się bardzo daleko posunąć co naprawdę bardzo mi się nie podobało. Niall zaczął grać jakąś spokojną melodię, a ja powoli odleciałam. Kiedy się obudziłam dookoła panowała ciemność. Musieli zgasić światło kiedy wychodzili. Sprawdziłam godzinę na telefonie, który ktoś podłączył do ładowarki i okazało się, że spałam prawie jedenaście godzin. Czułam się zdecydowanie lepiej. Głowa już tak bardzo mnie nie bolała, a katar minimalnie ustał. Z racji, że był środek nocy uznałam, że może nie będę nikogo budzić co by mi pomógł dostać się do toalety i postanowiłam, że sama tam dotrę. Usiadłam powoli, a następnie wstałam. Szybko złapałam się ściany bo zakręciło mi się w głowie. Znalazłam przycisk do otwierania drzwi i ruszyłam wąskim korytarzem w stronę łazienki. Musiałam uważać żeby nie wpaść do żadnej kajuty. Słyszałam tylko ciche chrapanie z obydwóch stron. Dotarłam do łazienki, a następnie załatwiłam moją potrzebę. Kiedy już zaczęłam wychodzić usłyszałam głos Zayna.
-A ty dokąd?-zapytał, a ja pisnęłam ze strachu-Matko przecież to tylko ja.-powiedział śmiejąc się i wszedł dalej po schodkach. Od razu poczułam zapach dymu.
-Przestraszyłeś mnie.-powiedziałam ruszając w stronę mojego legowiska.
-Lepiej się już czujesz?-zapytał idąc za mną.
-Tak. Czemu nie śpisz?-zapytałam szeptem.
-Bo nie mogłem zasnąć. Po co szepczesz?-zapytał też szeptem.
-Bo nie chcę ich obudzić.-pokazałam na kajuty, w których spali chłopcy.
-Mogę się założyć, że nie obudziłby ich nawet wybuch bomby.-powiedział zaglądając za firankę Nialla.
-Mimo wszystko wolę nie ryzykować.-usiadłam na moim łóżku i otuliłam się kocem. Czułam się okropnie brudna. Miałam ochotę wejść pod prysznic, a najlepiej wymoczyć się w wannie co by cały brud mógł się odmoczyć.
-Dobra jak tam sobie chcesz.-zaśmiał się kładąc się obok mnie. Leżeliśmy chwilę milcząc, a w mojej głowie odbywała się istna bitwa. Jedna strona była za tym, że jestem w ciąży, a druga krzyczała, że to tylko choroba i za chwilę znowu będę normalnie funkcjonować.
-Zayn?-zapytałam chłopaka patrząc się w ciemny sufit.
-Tak?
-Co byś zrobił gdyby Perrie była w ciąży?-w odpowiedzi dostałam ciche westchnienie.
-Byłbym bardzo szczęśliwy. Dałbym jej i naszemu dziecku cały świat. Kocham ją, a nasze dziecko byłoby kwiatem naszej miłości. Chroniłbym je i kochał najmocniej na świecie.-powiedział po dłuższej chwili, a na moich ustach pojawił się uśmiech. Ich miłość była taka prawdziwa i taka nieskazitelna.
-Ale chyba nie powiesz mi, że jesteś w ciąży?-zapytał lekko zdziwiony-Zawsze myślałem, że to Louis będzie tym co pierwszy wpadnie.
-Nie wiem czy jestem.-powiedziałam cicho po czym przytuliłam się do niego, a spod moich powiek wypłynęła łza.
-Ej czemu płaczesz?-zapytał obejmując mnie i delikatnie głaszcząc.
-Bo się boję.-wyszeptałam.
-Nie ma czego. To najlepsze co mogło Ci się w życiu przydarzyć i być niespodzianką.-zaśmiał się delikatnie.
-Wiem.
-No to czego tutaj się bać? Przecież wiesz, że Harry oszalałby z radości. Na pewno nie zostałabyś z tym sama.
-Dziękuję.-jeszcze mocniej go przytuliłam po czym ułożyłam się z powrotem na poduszce i zamknęłam oczy.
-Dobranoc Pati.-powiedział cicho po czym przykrył mnie kocem i wyszedł.

Obudziłem się, a raczej obudzono mnie. Do naszego tourbusa wszedł nasz ulubiony trener Mark. Chciałem go zabić w pierwszym odruchu za to, że zakłóca mój sen, a potem sobie przypomniałem, że to nielegalne i zostałbym uznany za mordercę. Otworzyłem powoli oczy, a następnie znalazłem naszykowane dzień wcześniej rzeczy do ćwiczeń. Ubrałem się po czym nie zważając na Marka uwagi zajrzałem do pomieszczenia, w którym spała Pati. Spała tak spokojnie. Mimo to na jej czole zebrały się małe kropelki potu. Od razu przyłożyłem dłoń i delikatnie je starłem. Ucałowałem jej skroń. Dopiero teraz byłem gotowy na wykonywanie jakichkolwiek ćwiczeń.
-Co będziemy dzisiaj robić?-zapytałem kiedy staliśmy już na zewnątrz.
-Może sobie pobiegamy. Delikatnie.-zaproponował Mark, a raczej stwierdził.
-A potem drzemka regeneracyjna?-zapytałem myśląc już o tym w jaki sposób przyłożę głowę do poduszki i czy przypadkiem będę mógł położyć się obok mojej dziewczyny.
-Oczywiście i na dodatek pyszne śniadanie.-zachęcił mnie, a ja zacząłem się śmiać. Po prawie dwóch godzinach upadłem na kawałek trawy pod areną. Ledwo co doszedłem na arenę gdzie wykąpałem się i przebrałem w czyste spodenki i koszulkę. Już nie mogłem się doczekać aż zjem jakiś specjał naszej kochanej kucharki Sue. Usiadłem w naszej stołówce na miejscu gdzie było gotowe danie składające się z naleśników. Do tego pyszna kawa i jestem jak nowo narodzony. No może jeszcze nie tak bardzo nowo narodzony bo jeszcze muszę się zdrzemnąć żeby móc normalnie żyć.
-Pati o Ciebie pytała.-powiedział Liam wchodząc do pomieszczenia.
-I co jej powiedziałeś?-zapytałem z pełną buzią.
-Że odszedłeś z zespołu i wyjechałeś do Peru hodować alpaki.-zaczęliśmy się obydwoje śmiać-Nie no tak naprawdę powiedziałem jej, że nie mam pojęcia gdzie jesteś i dałem jej dobrą radę zamontowania Ci czipu w tyłku coby mogła mieć Cię zawsze na oku.
-Dzięki stary.-zaśmiałem się. Szybko skończyłem jeść i ruszyłem w stronę mojej ukochanej. Po drodze minąłem się z Niallem, Lou i Zaynem. Poleciłem im naleśniki i życzyłem im miłego dnia.
-Pati śpisz?-zapytałem wchodząc do środka. Rozejrzałem się i zobaczyłem ją siedzącą na kanapie. Wpatrywała się w białe pudełko. Podszedłem bliżej i usiadłem obok. Zamarłem. Poczułem jak krew odpływa mi z twarzy. Przed oczami zaczęły mi się pojawiać czarne plamy, a potem nie widziałem już nic.

-Wszedł tutaj, usiadł obok mnie, a po chwili zemdlał.-powiedziałam kiedy Paul ocucał Harrego. Sama prawie zemdlałam kiedy czekałam na wynik tego przeklętego testu.
-Co się stało? Będę ojcem?-zapytał Harry jak tylko otworzył oczy.
-Nie, nie będziesz. Fałszywy alarm.-powiedział Liam siadając obok mnie. Zrzuciłam z siebie koc po czym szczelnie otuliłam talię Harrego moimi ramionami. Chłopak nie za bardzo jeszcze wiedział co się dzieje ale po chwili objął mnie swoimi ramionami i mocno przytulił. Z moich oczu zaczęły płynąć łzy.

-Zostawmy ich samych.-powiedział Zayn. Któryś z nich przykrył nas kocem, a my siedzieliśmy tak wtuleni w siebie i po prostu milczeliśmy bo słowa były zbędne.



Przepraszam, że tyle czasu mi to zajęło no ale trzy razy ten rozdział zmieniałam. W początkowej wersji był przedostatnim rozdziałem tego bloga. Potem chciałam więcej osób położyć do łóżek, a na sam koniec wyszło to co wyszło. Mam nadzieję, że nie załatwiłam nikomu żadnego zawału bo szczerze mówiąc sama kiedy to czytałam to miałam takie jakieś dziwne uczucie, że chciałam paść na podłogę i fangirlować bo dziecko Pati i Harrego :D

Dobra nie jest to jakiś mega ciekawy rozdział. Zanudzam Was opisami wymiocin Pati ale szczerze Wam powiem, że bardzo dobrze mi się pisało. Nawet z tymi poprawkami. Mam nadzieję, że w miarę może być ;)


CZEMU JESZCZE NIE ZAGŁOSOWAŁAŚ?! LICZĘ NA CIEBIE!!!

http://sonda.hanzo.pl/sondy,228479,0b3W.html

Pozdrawiam i całuję Harolda :*

wtorek, 1 lipca 2014

Blog miesiąca!

Tym razem nie rozdział :)

UWAGA! UWAGA!
Tak więc pragnę Was poinformować, że mój blog został nominowany do Bloga Miesiąca Czerwca! Dlatego też mam do Was ogromną prośbę! Czy możecie poświęcić minutę swojego życia i zagłosować na mojego bloga? Byłabym bardzo, bardzo, bardzo, bardzo wdzięczna!

Klikacie w link po czym głosujecie na opowiadanie: Rock me!

http://sonda.hanzo.pl/sondy,228479,0b3W.html

To naprawdę zajmie Wam tylko chwilę, a mnie bardzo uszczęśliwi!

Rozsyłajcie ten link wszędzie gdzie się da! Spamujcie na Twitterze! Rozkazujcie wszystkim krewnym i znajomym królika głosować na mojego bloga!!!

Pozdrawiam i mocno ściskam Harolda :*

P.S.
Rozdział pojawi się na początku przyszłego tygodnia ;)