piątek, 20 czerwca 2014

37. Pokażę Ci coś pięknego

-Za jakie grzechy?-jęknąłem przekręcając się na brzuch.
-Za ciężkie.-powiedziała Patrycja wprost do mojego ucha po czym mnie w nie pocałowała-Wstawaj bo nie zdążymy. Myślisz, że mi jest łatwo? Czuję się jakby mnie ktoś walnął w głowę patelnią.-przekręciłem się na bok i potarłem zaspane oczy.
-Trzeba było tyle nie pić.-zaśmiałem się i objąłem ją ramieniem.
-Czasami trzeba.-uśmiechnęła się i pocałowała mnie w nos.
-Ile mam czasu?-zapytałem jeszcze mocniej ją do siebie przyciągając.
-Mamy dwie godziny. Musimy się spakować, zjeść no i dotrzeć na dworzec.
-Na ile w końcu jedziemy dni?
-Na pięć. Bo potem jeszcze musimy wrócić do Warszawy, a potem mamy lecieć do Londynu, z którego lecimy do Meksyku.
-Wiesz jak fajnie jest nie myśleć o tym wszystkim i wiedzieć, że ty nad wszystkim panujesz?-zaśmiałem się i pocałowałem ją w usta.
-Fajnie wiedzieć, że jestem Ci potrzebna tylko do pamiętania co i kiedy masz robić.-skrzywiła się, marszcząc przy tym uroczo nos.
-Jeszcze czasami potrafisz zrobić coś pysznego do jedzenia.-wyszczerzyłem się, a ona od razu uderzyła mnie w ramię i zaczęła wyplątywać się z mojego uścisku.
-Pierdol się Styles.-stanęła obok łóżka i uderzyła mnie poduszką.
-Nie potrafię.-złapałem ją w pasie i przyciągnąłem do siebie. W efekcie przewróciła się na mnie piszcząc przy tym. Teraz to ja opierając się na łokciu górowałem nad nią.

-No i co robisz?-zapytałam tego idiotę.
-Całuję Cię.-pocałował mnie w usta. Od razu wplotłam palce w jego włosy. Nienawidzę go, a jednocześnie tak bardzo kocham. Zaśmiałam się kiedy jego zimne palce dotknęły mojego brzucha. Jego usta zaczęły atakować moją szyję, a palce nadal dręczyły mój brzuch.
-Harry.-zaczęłam-Harold. Spóźnimy się.-zaczęłam go odpychać.
-Nie przesadzaj. Mamy jeszcze dwie godziny.-powiedział prosto do mojego ucha, po czym lekko przygryzł jego płatek. Motyle w moim brzuchu szalały kiedy Harry się na mnie patrzył, a w tym momencie dosłownie rozsadzały mój brzuch. Było mi tak przyjemnie. Jednak mój rozum krzyczał gdzieś tam w oddali, że muszę to natychmiast przerwać bo źle się to skończy.
-Tylko dwie godziny.-powiedziałam odpychając jego głowę.
-Aż dwie godziny.-powiedział i ponownie mnie pocałował.
-Będziesz się za to w piekle smażył.-uśmiechnęłam się i tym razem to ja go pocałowałam.

-Daleko jeszcze?-zapytał Harry po raz dziesiąty w ciągu dziesięciu minut.
-Tak. Przestań się w końcu o to pytać. Jak będziemy blisko to Ci powiem.-zirytowana oparłam głowę o jego ramię, a on się tylko zaśmiał. Od rana miał wyśmienity humor. Nawet specjalnie nie był wkurzony na paparazzich, którzy nie chcieli się od nas oczepić przez całą drogę na dworzec i potem jeszcze na dworcu. Powiedział mi, że kiedy byłam pod prysznicem rozmawiał z Paulem na ten temat i mamy po prostu na nich nie zwracać uwagi. Do Zakopanego mieliśmy jeszcze jakieś dwie godziny drogi. Harry podziwiał widoki za oknem co chwilę o coś pytając, a ja dzielnie odpowiadałam na każde pytanie. W przedziale jechała z nami dziewczyna, która wyglądała na jakieś dwadzieścia lat. Całą drogę czytała książkę jednocześnie słuchając muzyki. Jednak co jakiś czas zerkała w naszą stronę. Coś mi się wydaje, że to tylko stereotyp, że One Direction nie jest znane w Polsce.

-Witaj w Zakopanym.-powiedziałam łapiąc dłoń Harrego i wyciągając go na peron. Wsiedliśmy do taksówki i od razu ruszyliśmy w stronę domu mojej babci. Daleko nie było ale jednak dom był na obrzeżach. Strasznie dawno tutaj nie byłam. Taksówkarz wysadził nas, na moją prośbę, niecały kilometr od naszego celu. Dookoła nie było już praktycznie zabudowań. Od nadmiaru świeżego powietrza aż bolała głowa. Na moich ustach pojawił się delikatny uśmiech kiedy widząc tak dobrze znaną mi drogę w mojej głowie pojawiły się tysiące wspomnień. Szliśmy w milczeniu i wcale mi to nie przeszkadzało. Kiedy zobaczyłam dom mojej babci mocniej ścisnęłam dłoń Harrego i mocno zacisnęłam powieki nie pozwalając wypłynąć łzom.
-Nie płacz.-objął mnie ramieniem i pocałował w czubek głowy, a ja uśmiechnęłam się.
-Cieszę się, że jesteś tutaj ze mną.-powiedziałam i pocałowałam go w policzek. Po moich policzkach popłynęły łzy. Weszłam na ganek i otworzyłam drzwi. Od razu powitało mnie lekkie skrzypnięcie podłogi. Harry wszedł od razu za mną wnosząc naszą wspólną torbę. Obydwoje zaczęliśmy otwierać okna żeby przewietrzyć. Usiadłam na kanapie i wzięłam zdjęcie, które stało na stoliku obok. Przetarłam je z kurzu i uśmiechnęłam się widząc moją roześmianą babcię i mnie obok robiącą głupią minę. W tym momencie do salonu wszedł Harry. Poklepałam miejsce obok mnie, a on od razu je zajął.
-Mamy całe cztery dni. Musimy je porządnie wykorzystać.-zaczęłam klepiąc go w udo, a on popatrzył się na mnie zaskoczony-Przecież nie będziemy siedzieli bezmyślnie patrząc się przed siebie.
-No jasne. To by było bez sensu.-przytaknął obejmując mnie ramieniem-Co proponujesz?
-Myślę, że-pocałowałam co w usta-jeżeli posprzątamy cały ten dom to będzie idealnie.
-Należy mu się.-przytaknął, a ja zaśmiałam się widząc jego zawiedzioną minę.
-Dobra nie rozpaczaj już tak. Coś innego też może zrobimy.-znowu go pocałowałam i wstałam żeby otworzyć balkonowe drzwi.
-No tak w końcu kto nie chciałby tego zrobić na łonie natury.-poczułam jego dłonie na moich biodrach.
-Osz ty. Czemu czytasz mi w myślach?-zapytałam odwracając się do niego do przodem i od razu zarzuciłam ręce na jego szyję.
-Bo to moje hobby. A teraz to ja zarządzam, że zaczynamy sprzątać.-powiedział całując mnie w czubek nosa.
-Tak jest.-zasalutowałam i od razu się zaśmialiśmy. Zabraliśmy się za sprzątanie. Dużo nie zrobiliśmy ale zawsze coś. Widok Harrego w fartuszku i gumowych rękawiczkach jest co najmniej śmieszny. Po prostu rozłożył mnie na łopatki kiedy zaczął myć podłogę tańcząc przy tym i śpiewając. Zmęczeni dzisiejszym, długim dniem obydwoje padliśmy do łóżka i zasnęliśmy wtuleni w siebie.

Obudziłam się czując obok ciało Harrego. Byłam stosunkowo wyspana. Zauważyłam, że słońce jeszcze ukrywa się za szczytami. Co oznaczało, że jest idealna pora na spacer. Wyszłam z łóżka i zaczęłam szukać jakiś ubrań nadających się na spacer. Jednocześnie cały czas biłam się z myślami czy warto budzić Harrego i pokazywać mu ten cud natury czy dać mu odespać. Założyłam długie spodnie dresowe i do tego bluzę z kapturem, który od razu umieściłam na moich zbuntowanych włosach. Uznałam, że to może być pierwszy i ostatni taki wschód słońca dla Harrego więc nie wahając się podeszłam do łóżka i delikatnie pocałowałam go w policzek.
-Harry wstawaj. Pokażę Ci coś pięknego.-powiedziałam głaszcząc jego policzek.
-Co się dzieje?-zapytał otwierając ledwo co oczy.
-Wiem, że jest wcześnie, a ty jesteś niewyspany. Ale naprawdę nie będziesz żałował jeżeli teraz wstaniesz i ubierzesz się w dres, a potem pójdziesz za mną.-powiedziałam wyjmując z walizki jego spodnie dresowe i bluzę.
-Lepiej żeby to naprawdę tego było warte.-powiedział przeciągając się. Po chwili stałam w drzwiach czekając aż zawiąże swoje adidasy. Zamknęłam drzwi na klucz i od razu schowałam go do kieszeni spodni. Harry wyciągnął do mnie swoją dłoń, a ja od razu ją chwyciłam. Ruszyliśmy leśną ścieżką. Ptaki dawały najpiękniejszy koncert jaki można usłyszeć, a promienie słoneczne przebijały się przez drzewa tworząc najpiękniejszy widok na świecie. Po piętnastu minutach marszu dotarliśmy na małą polankę. Właśnie na niej kończyła się ścieżka bo dalej już tylko było urwisko. Podeszłam na skraj i usiadłam w bezpiecznej odległości. Harry usiadł za mną tak, że od razu wtuliłam się w jego klatkę piersiową. Podziwialiśmy piękny wschód Słońca i delektowaliśmy się błogą ciszą jaka nas otaczała. Nie wiem ile czasu tam spędziliśmy ale nasze dresy były całkowicie przemoczone od mokrej trawy, na której siedzieliśmy. Niecnie wykorzystałam Harrego, a on ponieważ jest dobrym chłopakiem to bez gadania pozwolił mi wracać do domu mojej babci na jego barkach. Parę razy było niebezpiecznie kiedy moja twarz była bliska zderzenia z gałęziami ale na szczęście udało nam się uniknąć tej katastrofy. Roześmiani weszliśmy na ganek i kiedy już mieliśmy wchodzić do domu usłyszeliśmy jak ktoś krzyczy.
-Proszę poczekać!-jakaś starsza kobieta szła w naszą stronę. Dałam Harremu klucz żeby wszedł do środka i mógł iść już pod prysznic.
-Coś się stało?-zapytałam lekko zdezorientowana zachowaniem kobiety.
-Kim pani jest?-zapytała mnie kobieta.
-Patrycja Rej. Ten dom należał do mojej babci.-powiedziałam zdejmując kaptur z głowy i poprawiając włosy żeby wyglądać jak człowiek, a nie widmo.
-Ahh panienka Rej. Jak panienki dawno tutaj nie było. Ale wyrosłaś. Pamiętam jak jeszcze niedawno latałaś razem z moimi wnukami bawić się na łące za lasem.-w mojej głowie pracowały wszystkie trybiki ale za nic w świecie nie mogłam sobie przypomnieć kim była ta kobieta-Pewnie mnie nie pamiętasz.-zaśmiała się.
-Niestety.-powiedziałam lekko zażenowana.
-Jestem pani Grażyna Barańska.-wtedy mnie olśniło.
-O mamusiu. Pamiętam panią!-powiedziałam oświecona-Przepraszam bardzo, że pani nie poznałam.-zeszłam po schodach i podeszłam do niej, a ona od razu mnie uściskała.
-Nic się nie stało. Ja też Cię na początku nie poznałam. Na długo przyjechałaś?-zapytała.
-Niestety tylko na cztery dni.
-A sama jesteś?-dociekliwa jak zawsze.
-Nie. Przyjechałam z moim chłopakiem. Zaprosiłabym panią na herbatę ale chyba jest trochę za wcześnie.-powiedziałam.
-To ja Was zapraszam do mnie na obiad. Kasia i Natalia dzisiaj przyjeżdżają. Będą przeszczęśliwe jak Cię zobaczą.
-Dziękujemy bardzo. Na pewno skorzystamy z zaproszenia.-odpowiedziałam uprzejmie uśmiechając się do niej.
-Przyjdźcie około trzeciej. Dobra nie trzymam Cię już. A drogę to pewnie pamiętasz.

-Oczywiście, że tak. Do zobaczenia.-pani Grażynka ruszyła w stronę swojego domu, a ja szybko wbiegłam po schodach i od razu skierowałam moje kroki do łazienki, w której cały czas był Harry. Zrzuciłam z siebie mokre ubranie i weszłam do kabiny prysznicowej. Od razu ciepła woda otuliła moje ciało. Przyłożyłam policzek do pleców Harrego i lekko przymknęłam oczy. Było mi tak dobrze.  


Nie ma co jeszcze panikować, że to już koniec opowiadania bo jeszcze muszą pojechać do Ameryki i Australii :) Z racji, że są wakacje to rozdziały będą pojawiały się częściej :) Myślę, że do końca wakacji powinnam skończyć to opowiadanie :)

Co do drugiego bloga to już mam plan, szablon, czekam na zwiastun :) Na pewno nie zacznę publikować dopóki nie skończę tego bloga :)

Jeszcze chwilę będziecie musieli mnie znosić :D

Pozdrawiam i całuję Harolda :*

CZYTAM = KOMENTUJĘ 

3 komentarze:

  1. Awww <3 HATI :*
    Świetny rozdział jak zwykle. Nie mogę się odczekać następnego bloga. :)
    Jednakże nie chcę żeby się ten kończył.
    P.S. Czekam na następny

    OdpowiedzUsuń
  2. nie strasz mnie tym końcem :D pokażesz mu coś ciekawego w Polsce jeszcze prawda?

    OdpowiedzUsuń
  3. Zajebisty rozdział!!! Nie mogę się już doczekać twojego drugiego bloga, a z drugiej ztrony szkoda, że się pojawi jak skończy się ten :(. Czekam na następny rozdział. Loffciam <333

    OdpowiedzUsuń