czwartek, 26 czerwca 2014

38. Pomyśl życzenie.

PRZECZYTAJ!

Wiecie jak bardzo jestem załamana? Nie zdajecie sobie sprawy. 3 komentarze. Naprawdę? Czy to co piszę jest naprawdę takim szitem? Lepiej mi powiedzcie to z tym skończę. Nikt nigdy więcej nie będzie musiał na to patrzeć.

6 czerwiec

-Nawet nie zdajesz sobie sprawy jak bardzo nie chcę stąd wyjeżdżać.-powiedziałam opierając głowę na ramieniu Harrego. Siedzieliśmy w na lotnisku i czekaliśmy na nasz lot do Londynu. Nasz pobyt w górach można zaliczyć do naprawdę udanych. Harremu też się chyba podobało, a przynajmniej nie dawał po sobie poznać, że coś mu nie pasowało. Nareszcie mógł trochę odpocząć od całego tego szumu wokół jego osoby. Na szczęście udało nam się na tyle zakamuflować, że nikt nie poznał naszego miejsca wypoczynku.
-Chodź idziemy.-powiedział nagle Harry wyrywając mnie z zamyślenia.
-A tobie się podobało w Polsce?-zapytałam idąc za nim.
-Bardzo. Znasz przecież moje zdanie na temat poznawania nowych miejsc. Macie naprawdę pyszne jedzenie.
-Wiedziałam, że Ci zasmakuje.-zaśmiałam się. Po chwili siedzieliśmy w naszych fotelach i czekaliśmy aż samolot wystartuje. W Londynie mieliśmy spędzić tylko jeden dzień, a nawet nie cały, ponieważ samolot do Meksyku odlatywał z samego rana. Chłopcy mają już opracowany kalendarz do końca roku i właśnie wielkimi krokami zbliża się kręcenie teledysku do piosenki promującej film oraz sama premiera filmu. Najbliższe koncerty będą ostatnimi na jakich będą towarzyszyć im kamery. Już się nie mogę doczekać, ponieważ to będzie pierwsza moja piosenka dla One Direction i od razu będzie singlem promującym film. Naprawdę jestem ciekawa co powiedzą fani kiedy ją usłyszą. Nim się spostrzegłam lądowaliśmy w stolicy Wielkiej Brytanii. Na lotnisku czekał na nas Preston i od razu zabrał nas do domu. Nic się nie zmieniło. Wszystko stało na swoim miejscu. Jak widać pani, która tutaj sprząta wpadła dzień wcześniej bo było czuć świeżość w powietrzu. Harry od razu zaniósł nasze walizki do naszej sypialni. Nie czekając dłużej zabrałam się za rozpakowywanie ich. Stały w niej też już gotowe dwa duże przypominające mini kontenery kufry, do których mieliśmy zapakować nasze rzeczy na wyjazd do Ameryki. Dopiero po koncertach w Los Angeles wrócimy do Londynu. Następnie będzie czas na promocję filmu i premiery w Londynie oraz Nowym Yorku. Dopiero w połowie września zostanie wznowiona trasa. Odnoszę wrażenie, że znam lepiej plan ich działania niż oni sami. Wysypałam wszystko na podłogę i zaczęłam oddzielać czyste rzeczy od brudnych.
-Idziesz ze mną do sklepu?-zapytał Harry siadając na łóżku.
-Jakiego i po co?-zapytałam odwracając się do niego.
-Spożywczego. Coś musimy przecież jeść. Chyba, że wolisz skoczyć do jakiejś knajpki na mieście.-powiedział opierając łokcie na kolanach.
-W sumie to ja nie jestem jakoś specjalnie głodna.
-Ale ja jestem więc. No chodź. Później to dokończysz.-powiedział wyjmując mi z dłoni swoją koszulkę i położył ją do kufra.
-O nie ma mowy. Jak to skończę to możemy iść. A żeby było szybciej to mi pomożesz. Przynoś te swoje koszulki.
-W sumie to nie rozumiem po Ci tyle rzeczy. Przecież możesz sobie kupić już w USA.-powiedział wkładając do kufrów nasze naszykowane już wcześniej rzeczy.
-Jasne. Ale jakieś na początek muszę mieć.-powiedziałam wynosząc brudy do pralni.
-Dobrze, że mamy kogoś takiego jak Helen i Veronica. Przynajmniej nie muszę się martwić moimi bagażami już jak podróżujemy.
-Ale ja lubię sama wybierać sobie strój więc mi nie są one potrzebne no chyba, że do prania je wykorzystuję. Nawet nie wiem gdzie one to robią.-wzruszyłam ramionami i podałam Harremu kolejną górkę rzeczy do zapakowania-Jeszcze tylko moje buty i kosmetyki.
-Nie rozumiem jak można mieć tyle par butów. Ja mam jedne i są genialne.
-Nie rozumiem jak można mieć jedną parę butów na dodatek dziurawych.-powiedziałam dopakowując kolejne pary butów. Harry ma rację, że zbyt dużo rzeczy też nie można zabierać bo zawsze można sobie coś kupić już na miejscu. Na sto procent pójdziemy z Louise na nie jedne zakupy. Zapakowaliśmy kosmetyczki i zamknęliśmy nasze dwa kufry.
-Gotowe. Moja gitara jest na dole?-zapytałam kiedy usiadłam na łóżku.
-Tak. Gotowa do drogi.
-Jakiś podręczny bagaż by się przydał.
-Przecież mamy jeszcze ten z poprzedniego lotu. Nawet go nie ruszaliśmy. Pati za bardzo się tym wszystkim przejmujesz. Musisz się trochę wyluzować.
-Łatwo Ci powiedzieć bo dla Ciebie to codzienność, a ja cały czas próbuję się do tego przyzwyczaić.
-Dobra, dobra. Zbieraj się idziemy coś jeść.-powiedział wstając z kufra i ruszając w stronę drzwi.
-A mogę się tylko przebrać z tego dresu?-zapytałam i nie czekając na odpowiedź weszłam do garderoby. Znalazłam sobie sukienkę oraz buty i szybko się przebrałam. Rozpuściłam włosy i poprawiłam makijaż. Zbiegłam szybko po schodach i od razu ruszyłam w stronę drzwi gdzie czekał na mnie Harry. Uznaliśmy, że przejdziemy się na piechotę. Była piękna pogoda w końcu mamy początek czerwca więc ma prawo świecić tak pięknie słońce i grzać. Harry złapał moją dłoń i przyciągnął mnie do siebie. Szliśmy ramię w ramię rozmawiając o tym jak bardzo jesteśmy podekscytowani nowym teledyskiem i filmem, który już niedługo ma się pokazać na ekranach. Harry zaprowadził mnie do knajpki, w której podobno serwują najlepsze jedzenie w całym Londynie i okolicach. Muszę przyznać mu rację. Jedzenie naprawdę było wyśmienite. Jednak w porównaniu z polską kuchnią to słabiutko wypadało. Po skończonym posiłku udaliśmy się na spacer do parku. Nie wiem czemu Harry postanowił mnie tak przeciągnąć ale szczerze mówiąc to ledwo co mogłam się ruszać po tym obiedzie. Nawet nie przeszkadzało mu nasze ślimacze tempo. Kiedy już byliśmy prawie pod domem uznaliśmy, że warto by było kupić jakieś przekąski bo do szóstej rano możemy zgłodnieć. W końcu udało nam się dotrzeć z powrotem do domu. Na zegarku była godzina dwudziesta więc trochę nam się zeszło na tym spacerowaniu. Otworzyłam drzwi i kiedy tylko weszłam do środka usłyszałam krzyk.
-Niespodzianka!-z każdego kąta wyszli nasi znajomi.
-Wszystkiego najlepszego Pati!-Niall rzucił mi się na szyję i mocno mnie przytulił.
-O matko. Zapomniałam o własnych urodzinach.-zaczęłam się śmiać przytulając wszystkich po kolei. Dookoła było pełno balonów, konfetti i innych imprezowych przyborów. Wszyscy odśpiewali mi sto lat na wejście i wręczyli w prezencie wielkiego misia. Prawie dwumetrowy misiek zajmował całą kanapę.
-Już wiem czemu wczoraj rozmawiałeś z Niallem prawie godzinę.-podeszłam do Harrego, który rozmawiał z Lou.
-Przecież to logiczne, że nie zadzwoniłbym do niego na pogaduszki. Przecież nie jesteśmy przyjaciółeczkami, które muszą sobie opowiedzieć każdą sekundę życia.-powiedział śmiejąc się.
-Sugerujesz coś?-zapytałam, przypominając sobie jak to ostatnio spędziłam dwie godziny rozmawiając z Lucy na Skype.
-Nie.-wyszczerzył się, a ja od razu uderzyłam go w ramię i ruszyłam spędzać czas z innymi uczestnikami tej imprezy. Zayn ubrał mnie w złotą czapeczkę solenizanta i kazał mi ze sobą wypić urodzinowego drinka. No przecież nie mogłam odmówić. Po półgodzinie naprawiania sprzętu od muzyki Liamowi w końcu udało się wszystko włączyć. Większość ludzi razem ze mną ruszyła na parkiet wyginać swoje ciała we wszelakie możliwe sposoby do muzyki jaką proponował didżej. Muszę przyznać, że się nie spodziewałam, że ktokolwiek będzie wiedział kiedy mam urodziny. Sama nigdy o tym nie wspominałam więc chyba ktoś musiał ukraść mi dowód i to sprawdzić. Cóż sama prawie zapomniałam o tym, że mam urodziny.
-Pati! Jak ja się za tobą stęskniłam! Wszystkiego najlepszego!-Eleonor mocno mnie wyściskała.
-Dzięki. Matko tyle czasu się nie widziałyśmy! Prawie dwa tygodnie!-zaśmiałam się. Usiadłyśmy razem na kanapie obok mojego prezentu urodzinowego.
-Naprawdę musimy sobie od serca porozmawiać. Ostatnie dwa tygodnie Louis więził mnie w Dubaju i nie pozwalał mi się łączyć ze światem więc teraz muszę nadrobić zaległości.-zaśmiała się, a ja razem z nią. Nasi mężczyźni rozprawiali o czymś stojąc przy barze.
-Z chęcią wysłucham relacji z Waszych wakacji. Ale nie myśl sobie, że ominie Cię moja relacja z Polski. Co prawda nie ma co porównywać. Gdzie Dubaj, a gdzie Polska ale i tak będziesz musiała posłuchać.
-Ależ nie ma sprawy. Jakiś babski wieczór sobie zrobimy.
-Baby. Nawet na imprezie musicie plotkować.-powiedział Louis, który razem z Harrym postanowili się obok nas pojawić.
-Taka nasza natura.-powiedziałam przyjmując od Harrego kolejnego drinka.
-Dobra nie gadajcie tylko chodźcie tańczyć.-podbiegł do nas Frankie i wyciągnął nas na parkiet. Po pewnym czasie przycichła muzyka, a do salonu wszedł Julian niosący wielki tort z płonącymi świeczkami. Kiedy oni to wszystko zdążyli zorganizować? Na dodatek udało mi się to wszystko zrobić nie wygadując się.
-Pomyśl życzenie.-wyszeptał mi do ucha Harry obejmując mnie w tali. Uniosłam głowę uśmiechając się do niego.
-Już wszystkie się spełniły.-powiedziała. Następnie dzielnie zdmuchnęłam wszystkie świeczki jakie były na torcie. Znowu wszyscy zgromadzeni odśpiewali mi sto lat. Tort był przepyszny. Nie dziwię się, że niektórzy jedli trzy dokładki. Impreza toczyła się dalej w najlepsze. Nawet udało mi się namówić Harrego do tańczenia.
-Cześć Harry!-usłyszeliśmy za sobą kobiecy głos próbujący przebić się przez głośną muzykę. Harry odwrócił się żeby zobaczyć osobę, która go woła. Szybko poszłam w jego ślady by również poznać tajemniczą dziewczynę. Stała przed nami wysoka szatynka. Jej włosy były ułożone w piękne fale. Mocny makijaż rzucał się od razu w oczy. Jednak nie raził tylko mocno podkreślał duże oczy dziewczyny. Miała na sobie małą czarną na ramiączka i wysokie czarne szpilki. Jej śnieżno biały uśmiech zdecydowanie odznaczał się na tle tej czerni.
-Cześć Danniel!-chłopak uśmiechnął się radośnie i od razu przytulił roześmianą dziewczynę-Nie wiedziałem, że Cię zaprosili.
-No właściwie to zaprosiła mnie El. Dzisiaj wieczorem. Więc nie do końca wiedziałam czy dam radę wpaść. Ale o to jestem.-powiedziała śmiejąc się i jeszcze raz go przytulając.
-Danniel to jest moja piękna dziewczyna, która jest tutaj dzisiaj najważniejsza, Patrycja.-dłoń Harrego znalazła się na moim biodrze.
-Miło mi poznać, Danniel. Przyjaciółka Eleonor. Wszystkiego najlepszego kochana!-dziewczyna przytuliła mnie mocno.
-Dzięki wielkie. Mi również jest miło. Przez to, że przyszłaś i przez to, że Cię poznałam.-uśmiechnęłam się do niej przyjaźnie.
-O cześć Danniel. Chcesz coś do picia?-zapytał Zayn podchodząc do nas.
-Cześć Zayn. Nie pogardzę jakimiś procentami.-zaśmiała się i przywitała się z chłopakiem całusem w policzek.
-Nam też coś zorganizuj.-powiedział Harry klepiąc przyjaciela po plecach.
-No niech Wam będzie.-zaśmiał się i odszedł w stronę baru.
-Jak się poznaliście?-zapytała nagle Danniel.
-Podczas kręcenia teledysku. Fragment plaży, na której kręcili należał do mnie.-powiedziałam opierając się o Harrego. Jakoś nie wywarła na mnie dobrego wrażenia. Jej spojrzenie przeszywało mnie na wskroś. Czułam jak dosłownie zjada mnie wzrokiem. Tylko nie wiem z jakiego powodu. Zazdrości? Cóż to uczucie na pewno rozsadzało od środka moją osobę. Byłam zazdrosna o Harrego kiedy w okolicy kręciły się jakieś ładne dziewczyny, z którymi na dodatek miał świetną relację. Teraz to uczucie uderzyło we mnie ze zdwojoną siłą z racji sporej ilości alkoholu w moim organizmie. Miałam ogromną potrzebę pokazania jej, że Harry należy do mnie i nie zamierzam się nim z nikim dzielić.
-Łał masz swoją prywatną plażę?-zapytała krzyżując ręce na piersi.
-Nie, już teraz nie mam. Ale miałam i nie całą ale tylko fragment, który po prostu był przy moim domu.-odpowiedziałam najmilej jak potrafiłam.
-To tak czy inaczej genialnie.-w tym momencie pojawił się obok nas Zayn. Mi i Danniel dał drinki, a Harremu piwo. Zresztą sam też je miał. Jakim cudem udało mu się to wszystko tutaj przynieść to ja nie wiem. Danniel odeszła przywitać się z innymi uczestnikami imprezy, Harry został rozmawiając z Zaynem, a ja wyszłam na taras żeby złapać trochę świeżego powietrza. Musiałam trochę ochłonąć. Sama nie wierzyłam w moje myśli. Jakim cudem mogę być aż tak zazdrosna? Najwidoczniej kobieta potrafi. Kiedy już miałam wchodzić do środka ktoś wybiegł na dwór, a za nim parę jeszcze innych osób, w tym rozpoznałam Louisa i Nialla.

-Za Narnię i za Aslana!-ktoś krzyknął po czym wszyscy wskoczyli do basenu. Zaczęłam się śmiać jak jakaś szalona. Nim się spostrzegłam jeden z chłopaków, bodajże Nick, podbiegł do mnie i wziął mnie na ręce. Zaczęłam piszczeć i protestować ale na nic się to zdało. Wylądowałam w wodzie razem z nim. Zaczęliśmy wojnę na ochlapywanie się wodą. Parę osób do nas dołączyło, a parę stało obok podziwiając jak bawiliśmy się jak małe dzieci.


CZYTAM = KOMENTUJĘ

piątek, 20 czerwca 2014

37. Pokażę Ci coś pięknego

-Za jakie grzechy?-jęknąłem przekręcając się na brzuch.
-Za ciężkie.-powiedziała Patrycja wprost do mojego ucha po czym mnie w nie pocałowała-Wstawaj bo nie zdążymy. Myślisz, że mi jest łatwo? Czuję się jakby mnie ktoś walnął w głowę patelnią.-przekręciłem się na bok i potarłem zaspane oczy.
-Trzeba było tyle nie pić.-zaśmiałem się i objąłem ją ramieniem.
-Czasami trzeba.-uśmiechnęła się i pocałowała mnie w nos.
-Ile mam czasu?-zapytałem jeszcze mocniej ją do siebie przyciągając.
-Mamy dwie godziny. Musimy się spakować, zjeść no i dotrzeć na dworzec.
-Na ile w końcu jedziemy dni?
-Na pięć. Bo potem jeszcze musimy wrócić do Warszawy, a potem mamy lecieć do Londynu, z którego lecimy do Meksyku.
-Wiesz jak fajnie jest nie myśleć o tym wszystkim i wiedzieć, że ty nad wszystkim panujesz?-zaśmiałem się i pocałowałem ją w usta.
-Fajnie wiedzieć, że jestem Ci potrzebna tylko do pamiętania co i kiedy masz robić.-skrzywiła się, marszcząc przy tym uroczo nos.
-Jeszcze czasami potrafisz zrobić coś pysznego do jedzenia.-wyszczerzyłem się, a ona od razu uderzyła mnie w ramię i zaczęła wyplątywać się z mojego uścisku.
-Pierdol się Styles.-stanęła obok łóżka i uderzyła mnie poduszką.
-Nie potrafię.-złapałem ją w pasie i przyciągnąłem do siebie. W efekcie przewróciła się na mnie piszcząc przy tym. Teraz to ja opierając się na łokciu górowałem nad nią.

-No i co robisz?-zapytałam tego idiotę.
-Całuję Cię.-pocałował mnie w usta. Od razu wplotłam palce w jego włosy. Nienawidzę go, a jednocześnie tak bardzo kocham. Zaśmiałam się kiedy jego zimne palce dotknęły mojego brzucha. Jego usta zaczęły atakować moją szyję, a palce nadal dręczyły mój brzuch.
-Harry.-zaczęłam-Harold. Spóźnimy się.-zaczęłam go odpychać.
-Nie przesadzaj. Mamy jeszcze dwie godziny.-powiedział prosto do mojego ucha, po czym lekko przygryzł jego płatek. Motyle w moim brzuchu szalały kiedy Harry się na mnie patrzył, a w tym momencie dosłownie rozsadzały mój brzuch. Było mi tak przyjemnie. Jednak mój rozum krzyczał gdzieś tam w oddali, że muszę to natychmiast przerwać bo źle się to skończy.
-Tylko dwie godziny.-powiedziałam odpychając jego głowę.
-Aż dwie godziny.-powiedział i ponownie mnie pocałował.
-Będziesz się za to w piekle smażył.-uśmiechnęłam się i tym razem to ja go pocałowałam.

-Daleko jeszcze?-zapytał Harry po raz dziesiąty w ciągu dziesięciu minut.
-Tak. Przestań się w końcu o to pytać. Jak będziemy blisko to Ci powiem.-zirytowana oparłam głowę o jego ramię, a on się tylko zaśmiał. Od rana miał wyśmienity humor. Nawet specjalnie nie był wkurzony na paparazzich, którzy nie chcieli się od nas oczepić przez całą drogę na dworzec i potem jeszcze na dworcu. Powiedział mi, że kiedy byłam pod prysznicem rozmawiał z Paulem na ten temat i mamy po prostu na nich nie zwracać uwagi. Do Zakopanego mieliśmy jeszcze jakieś dwie godziny drogi. Harry podziwiał widoki za oknem co chwilę o coś pytając, a ja dzielnie odpowiadałam na każde pytanie. W przedziale jechała z nami dziewczyna, która wyglądała na jakieś dwadzieścia lat. Całą drogę czytała książkę jednocześnie słuchając muzyki. Jednak co jakiś czas zerkała w naszą stronę. Coś mi się wydaje, że to tylko stereotyp, że One Direction nie jest znane w Polsce.

-Witaj w Zakopanym.-powiedziałam łapiąc dłoń Harrego i wyciągając go na peron. Wsiedliśmy do taksówki i od razu ruszyliśmy w stronę domu mojej babci. Daleko nie było ale jednak dom był na obrzeżach. Strasznie dawno tutaj nie byłam. Taksówkarz wysadził nas, na moją prośbę, niecały kilometr od naszego celu. Dookoła nie było już praktycznie zabudowań. Od nadmiaru świeżego powietrza aż bolała głowa. Na moich ustach pojawił się delikatny uśmiech kiedy widząc tak dobrze znaną mi drogę w mojej głowie pojawiły się tysiące wspomnień. Szliśmy w milczeniu i wcale mi to nie przeszkadzało. Kiedy zobaczyłam dom mojej babci mocniej ścisnęłam dłoń Harrego i mocno zacisnęłam powieki nie pozwalając wypłynąć łzom.
-Nie płacz.-objął mnie ramieniem i pocałował w czubek głowy, a ja uśmiechnęłam się.
-Cieszę się, że jesteś tutaj ze mną.-powiedziałam i pocałowałam go w policzek. Po moich policzkach popłynęły łzy. Weszłam na ganek i otworzyłam drzwi. Od razu powitało mnie lekkie skrzypnięcie podłogi. Harry wszedł od razu za mną wnosząc naszą wspólną torbę. Obydwoje zaczęliśmy otwierać okna żeby przewietrzyć. Usiadłam na kanapie i wzięłam zdjęcie, które stało na stoliku obok. Przetarłam je z kurzu i uśmiechnęłam się widząc moją roześmianą babcię i mnie obok robiącą głupią minę. W tym momencie do salonu wszedł Harry. Poklepałam miejsce obok mnie, a on od razu je zajął.
-Mamy całe cztery dni. Musimy je porządnie wykorzystać.-zaczęłam klepiąc go w udo, a on popatrzył się na mnie zaskoczony-Przecież nie będziemy siedzieli bezmyślnie patrząc się przed siebie.
-No jasne. To by było bez sensu.-przytaknął obejmując mnie ramieniem-Co proponujesz?
-Myślę, że-pocałowałam co w usta-jeżeli posprzątamy cały ten dom to będzie idealnie.
-Należy mu się.-przytaknął, a ja zaśmiałam się widząc jego zawiedzioną minę.
-Dobra nie rozpaczaj już tak. Coś innego też może zrobimy.-znowu go pocałowałam i wstałam żeby otworzyć balkonowe drzwi.
-No tak w końcu kto nie chciałby tego zrobić na łonie natury.-poczułam jego dłonie na moich biodrach.
-Osz ty. Czemu czytasz mi w myślach?-zapytałam odwracając się do niego do przodem i od razu zarzuciłam ręce na jego szyję.
-Bo to moje hobby. A teraz to ja zarządzam, że zaczynamy sprzątać.-powiedział całując mnie w czubek nosa.
-Tak jest.-zasalutowałam i od razu się zaśmialiśmy. Zabraliśmy się za sprzątanie. Dużo nie zrobiliśmy ale zawsze coś. Widok Harrego w fartuszku i gumowych rękawiczkach jest co najmniej śmieszny. Po prostu rozłożył mnie na łopatki kiedy zaczął myć podłogę tańcząc przy tym i śpiewając. Zmęczeni dzisiejszym, długim dniem obydwoje padliśmy do łóżka i zasnęliśmy wtuleni w siebie.

Obudziłam się czując obok ciało Harrego. Byłam stosunkowo wyspana. Zauważyłam, że słońce jeszcze ukrywa się za szczytami. Co oznaczało, że jest idealna pora na spacer. Wyszłam z łóżka i zaczęłam szukać jakiś ubrań nadających się na spacer. Jednocześnie cały czas biłam się z myślami czy warto budzić Harrego i pokazywać mu ten cud natury czy dać mu odespać. Założyłam długie spodnie dresowe i do tego bluzę z kapturem, który od razu umieściłam na moich zbuntowanych włosach. Uznałam, że to może być pierwszy i ostatni taki wschód słońca dla Harrego więc nie wahając się podeszłam do łóżka i delikatnie pocałowałam go w policzek.
-Harry wstawaj. Pokażę Ci coś pięknego.-powiedziałam głaszcząc jego policzek.
-Co się dzieje?-zapytał otwierając ledwo co oczy.
-Wiem, że jest wcześnie, a ty jesteś niewyspany. Ale naprawdę nie będziesz żałował jeżeli teraz wstaniesz i ubierzesz się w dres, a potem pójdziesz za mną.-powiedziałam wyjmując z walizki jego spodnie dresowe i bluzę.
-Lepiej żeby to naprawdę tego było warte.-powiedział przeciągając się. Po chwili stałam w drzwiach czekając aż zawiąże swoje adidasy. Zamknęłam drzwi na klucz i od razu schowałam go do kieszeni spodni. Harry wyciągnął do mnie swoją dłoń, a ja od razu ją chwyciłam. Ruszyliśmy leśną ścieżką. Ptaki dawały najpiękniejszy koncert jaki można usłyszeć, a promienie słoneczne przebijały się przez drzewa tworząc najpiękniejszy widok na świecie. Po piętnastu minutach marszu dotarliśmy na małą polankę. Właśnie na niej kończyła się ścieżka bo dalej już tylko było urwisko. Podeszłam na skraj i usiadłam w bezpiecznej odległości. Harry usiadł za mną tak, że od razu wtuliłam się w jego klatkę piersiową. Podziwialiśmy piękny wschód Słońca i delektowaliśmy się błogą ciszą jaka nas otaczała. Nie wiem ile czasu tam spędziliśmy ale nasze dresy były całkowicie przemoczone od mokrej trawy, na której siedzieliśmy. Niecnie wykorzystałam Harrego, a on ponieważ jest dobrym chłopakiem to bez gadania pozwolił mi wracać do domu mojej babci na jego barkach. Parę razy było niebezpiecznie kiedy moja twarz była bliska zderzenia z gałęziami ale na szczęście udało nam się uniknąć tej katastrofy. Roześmiani weszliśmy na ganek i kiedy już mieliśmy wchodzić do domu usłyszeliśmy jak ktoś krzyczy.
-Proszę poczekać!-jakaś starsza kobieta szła w naszą stronę. Dałam Harremu klucz żeby wszedł do środka i mógł iść już pod prysznic.
-Coś się stało?-zapytałam lekko zdezorientowana zachowaniem kobiety.
-Kim pani jest?-zapytała mnie kobieta.
-Patrycja Rej. Ten dom należał do mojej babci.-powiedziałam zdejmując kaptur z głowy i poprawiając włosy żeby wyglądać jak człowiek, a nie widmo.
-Ahh panienka Rej. Jak panienki dawno tutaj nie było. Ale wyrosłaś. Pamiętam jak jeszcze niedawno latałaś razem z moimi wnukami bawić się na łące za lasem.-w mojej głowie pracowały wszystkie trybiki ale za nic w świecie nie mogłam sobie przypomnieć kim była ta kobieta-Pewnie mnie nie pamiętasz.-zaśmiała się.
-Niestety.-powiedziałam lekko zażenowana.
-Jestem pani Grażyna Barańska.-wtedy mnie olśniło.
-O mamusiu. Pamiętam panią!-powiedziałam oświecona-Przepraszam bardzo, że pani nie poznałam.-zeszłam po schodach i podeszłam do niej, a ona od razu mnie uściskała.
-Nic się nie stało. Ja też Cię na początku nie poznałam. Na długo przyjechałaś?-zapytała.
-Niestety tylko na cztery dni.
-A sama jesteś?-dociekliwa jak zawsze.
-Nie. Przyjechałam z moim chłopakiem. Zaprosiłabym panią na herbatę ale chyba jest trochę za wcześnie.-powiedziałam.
-To ja Was zapraszam do mnie na obiad. Kasia i Natalia dzisiaj przyjeżdżają. Będą przeszczęśliwe jak Cię zobaczą.
-Dziękujemy bardzo. Na pewno skorzystamy z zaproszenia.-odpowiedziałam uprzejmie uśmiechając się do niej.
-Przyjdźcie około trzeciej. Dobra nie trzymam Cię już. A drogę to pewnie pamiętasz.

-Oczywiście, że tak. Do zobaczenia.-pani Grażynka ruszyła w stronę swojego domu, a ja szybko wbiegłam po schodach i od razu skierowałam moje kroki do łazienki, w której cały czas był Harry. Zrzuciłam z siebie mokre ubranie i weszłam do kabiny prysznicowej. Od razu ciepła woda otuliła moje ciało. Przyłożyłam policzek do pleców Harrego i lekko przymknęłam oczy. Było mi tak dobrze.  


Nie ma co jeszcze panikować, że to już koniec opowiadania bo jeszcze muszą pojechać do Ameryki i Australii :) Z racji, że są wakacje to rozdziały będą pojawiały się częściej :) Myślę, że do końca wakacji powinnam skończyć to opowiadanie :)

Co do drugiego bloga to już mam plan, szablon, czekam na zwiastun :) Na pewno nie zacznę publikować dopóki nie skończę tego bloga :)

Jeszcze chwilę będziecie musieli mnie znosić :D

Pozdrawiam i całuję Harolda :*

CZYTAM = KOMENTUJĘ 

niedziela, 8 czerwca 2014

36. To się nigdy nie skończy.

Pati zasnęła, a ja nadal leżałem ciesząc się jak głupi, że w końcu się odważyła i znowu z jej ust padły te dwa tak bardzo wyczekiwane przeze mnie słowa. Ta mała, kochana osóbka śpiąca obok mnie powiedziała, że mnie kocha, a ja z radości nie mogę spać. Zdecydowanie coś ze mną jest nie tak. W końcu już wcześniej mi to mówiła. Jednak teraz te dwa słowa mają dla mnie pięć razy większą siłę. Teraz tylko Styles tego nie spieprz. Nie mogę przecież jej teraz rozczarować. Moje powieki były coraz cięższe. Nawet nie wiem kiedy zasnąłem ale wiem, że gdy się obudziłem leżałem z twarzą w poduszce, a moja ręka obejmowała zgrabne ciało mojej dziewczyny, która bawiła się moimi włosami. Przekręciłem zdrętwiałą szyję tak, że miałem idealny widok na moją piękną kobietę. Uśmiechnęła się i pogłaskała delikatnie mój policzek.
-Idź spać jest dopiero szósta.-powiedziała przykładając głowę do swojej poduszki.
-To czemu nie śpisz?-zapytałem przyciągając ją do siebie.
-Uwielbiam twój głos.-powiedziała dotykając palcem moich ust.
-Też go uwielbiam.-wyszczerzyłem się, pocierając dłonią oczy.
-Idź spać.-powiedziała ponownie wpatrując się w moje oczy.
-A ty nie idziesz?-zapytałem opierając głowę na łokciu.
-Pójdę jak ty pójdziesz.-komuś dzisiaj dopisywał humor.
-O nie kobiety mają pierwszeństwo, a ja jestem brytyjskim dżentelmenem. Tak więc proszę nie psuć mi tutaj wizerunku.-zaśmiała się i przekręciła się na drugi bok. Od razu objąłem ją ramieniem i przyciągnąłem do siebie.
-Zostaw mnie.-zaczęła się śmiać, gdy moje palce zaczęły się poruszać po jej brzuchu.
-Myślałaś, że mi uciekniesz?-zapytałem całując ją po szyi, a ona tylko coraz bardziej zwijała się ze śmiechu.
-Proszę przestań.-wyszeptała przez śmiech.
-Ale obiecaj, że mi nie uciekniesz.-powiedziałam przygryzając jej płatek ucha.
-Obiecuje.-od razu przestałem ją łaskotać. Oparłem łokcie po obydwu stronach jej głowy i pocałowałem ją prosto w nos. Potem zacząłem całować każdy centymetr jej pięknej i roześmianej buźki.
-Harry. Miałeś iść spać.-powiedziała głosem dziecka, które sobie coś zaplanowało w zabawie, a mama przyszła i zrobiła coś nie po jego myśli. Zrzuciła mnie z siebie i odsunęła się na sam brzeg łóżka.
-Czemu mam iść spać?-zapytałem przybliżając się do niej.
-Bo wiem, że jesteś śpiący. Poza tym masz wolne więc powinieneś spać do oporu.-powiedziała siadając i opatulając się kołdrą. Tym samym pozbawiła mnie okrycia.
-A ty dokąd znowu uciekasz?-zapytałem kiedy wstała i skierowała swoje kroki w stronę drzwi.
-Idę na kanapę bo jak widać nigdy nie zaśniesz jeżeli będę w tym pokoju.-pokazała mi język i wyszła z naszej aktualnej sypialni.
-Co ja się z nią mam.-westchnąłem. Usiadłem i przejechałem palcami po moich włosach. Szybko ubrałem się w spodnie i koszulkę od piżamy żeby przypadkiem nie paradować przy rodzicach Patrycji, którzy mogliby już nie spać, w samych bokserkach. Ruszyłem za moją upartą dziewczyną. Długo szukać nie musiałem. Tak jak powiedziała położyła się na kanapie. Podszedłem do niej i pochyliłem się nad nią głaszcząc delikatnie jej policzek.
-Pati, kochanie chodź ze mną. Nie wygłupiaj się tylko wracaj do łóżka.-nawet nie otworzyła oczu, nawet nie drgnęła. Długo się nie zastanawiałem tylko po prostu wziąłem ją na ręce i zaniosłem z powrotem do łóżka. Podczas tej krótkiej drogi Pati wtuliła się w moją klatkę i delikatnie się uśmiechnęła. Kiedy już ją ułożyłem, zdjąłem założoną przed chwilą piżamę i znowu zostałem w samych bokserkach. Położyłem się obok mojej dziewczyny i mocno ją do siebie przytulając, tak żeby przypadkiem nigdzie nie uciekła, zasnąłem.

-Chcemy jechać w ciągu dnia czy w nocy?-zapytała Pati wpychając sobie kolejną łyżkę płatków do buzi.
-Myślę, że w ciągu dnia będzie lepiej bo wtedy będę mógł podziwiać ten piękny kraj.-powiedziałem szczerząc się.
-Żebyś się tylko nie rozczarował.-zaśmiała się mama Patrycji kiedy weszła do kuchni. Zaczęły rozmawiać po polsku więc automatycznie się wyłączyłem i zająłem się jedzeniem mojego śniadania. Kiedy skończyłem one nadal nadawały więc po prostu włożyłem moją miskę do zmywarki, a następnie udałem się pod prysznic. Niech sobie dziewczyny porozmawiają. W końcu to matka z córką. Ja też jak wracam do domu to siedzę i godzinami rozmawiam z moją mamą, Robinem czy Gemmą. Oczywiście jeżeli jest wtedy w domu. Po prysznicu ubrałem się świeże ubrania i poszedłem do salonu. Usiadłem na kanapie obok Patrycji i zacząłem przysłuchiwać się ich rozmowie. Śmieszne to uczucie kiedy słuchasz kogoś i kompletnie nie masz pojęcia o czym mówi. Szybko jednak zrezygnowałem z dalszego przysłuchiwania się ich rozmowie. Oparłem wygodnie głowę o oparcie kanapy, a moje oczy same zaczęły się zamykać.

-Harry. Nie chce Ci przeszkadzać ale śpisz już półtorej godziny.-powiedziała Pati dotykając mojego ramienia.
-Co?-otworzyłem powoli oczy.
-Wstawaj śpiochu.-zaśmiała się siadając mi na kolanach.
-Czemu mnie od razu nie obudziłaś?-zapytałem przeciągając się i ziewając.
-Bo jakbyś jeszcze nie wiedział to nie jestem potworem.-zaśmiała się całując mnie w szczękę.
-Nie potworem nie jesteś. Ale za to potworzycą już tak.-zaśmiałem się obejmując ją i całując w policzek-Co będziemy robić?
-Nie wiem możemy iść na spacer. Jeszcze mogę Ci pokazać parę ładnych miejsc. Na przykład Łazienki, albo Pałac w Wilanowie.
-Jestem do twoich usług.-powiedziałem rozkładając ręce.
-Mogę brać co chcę?-zapytała uśmiechając się promiennie.
-Zawsze i wszędzie.-potwierdziłem kiwając głową.
-To dzisiaj odetnę Ci głowę i sprzedam. Na pewno dobry biznes można zrobić na organach Harrego Stylesa.-położyła swoje dłonie na moich brzuchu.
-Myślisz, że moja wątroba będzie miała dobre wzięcie?-zapytałem unosząc jedną brew do góry.
-Uważam, że mózg pójdzie za więcej. Przecież wszystkie twoje fanki chcą wiedzieć co tam siedzi.
-Może to i racja.-przyznałem obejmując ją z powrotem w pasie.
-Dobra panie drogocenny. Wychodzimy jeżeli chcemy coś zobaczyć.-powiedziała wstając z moich kolan.
-Ale przecież jest dopiero dwunasta.-powiedziałem zdziwiony.
-Co z tego?-zapytała zakładając buty. Od razu poszedłem w jej ślady. Po chwili staliśmy w windzie i zjeżdżaliśmy na dół. Uwielbiałem poznawać nowe kultury i oglądać nowe miejsca. Zawsze gdy gdzieś jechaliśmy to starałem się odkrywać jak najwięcej. Już nie mogę się doczekać naszej trasy po Ameryce Południowej. Z zamyślenia wyrwała mnie Patrycja, która złapała moją dłoń i zaczęła biec. W ostatniej chwili udało nam się wsiąść do autobusu.

Zwiedzanie czegoś z Harrym jest z jednej strony bardzo przyjemne, a z drugiej bardzo męczące. Tyle pytań to chyba jeszcze nikt mi nie zadał w ciągu zaledwie paru godzin. Ale dzielnie na wszystkie odpowiadałam. Siedziałam sobie na ławce i przyglądałam się mojemu chłopakowi jak krąży po alejce i rozmawia przez telefon. Byłam cholerną szczęściarą. Nie wiem jak powinnam dziękować za to, że nasze drogi się połączyły. Uśmiechnęłam się do myśli i pomachałam Harremu, który akurat popatrzył się w moją stronę. Kiedy skończył rozmawiać wrócił do mnie i usiadł obok.
-Pozdrowiłeś mamę ode mnie?-zapytałam i wzięłam jego dłoń w moje.
-Tak. Kazała mi cię ucałować i uściskać od niej.-wyszczerzył się po czym bez wahania pocałował mnie tak, że aż zabrakło mi powietrza. Zaśmiał się i objął moje ciało ramieniem.
-Mogę się założyć, że twoja mama tak dobrze nie całuje.-zaśmiałam się-Chyba mamy gości.-powiedziałam przyglądając się krążącym facetom w oddali.
-Nawet tutaj mi nie dadzą spokoju?-westchnął poirytowany Harry.
-Wybacz, w Polsce brakuje gwiazd światowego formatu. Nic dziwnego, że za nami biegają W końcu członek najpopularniejszego boy bandu na świecie tutaj przyjechał.-powiedziałam.
-Klasyka.-zaśmiał się.
-Dzisiaj kiedy spałeś zadzwoniła do mnie koleżanka i zaprosiła nas na jej imprezę. Idziemy?-zapytałam po chwili milczenia.
-Domówka?
-Tak, dwudzieste urodziny. Karolinę znam się od najmłodszych lat i na dodatek dawno się z nią nie widziałam.
-No to oczywiście, że pójdziemy. A o której mamy jutro pociąg?
-O ósmej.

Ubrałam się w sukienkę na ramiączka i założyłam do tego wysokie czarne szpilki. Zrobiłam mocny makijaż, a włosy zostawiłam rozpuszczone. Daleko nie musieliśmy iść bo tylko parę ulic dalej dlatego też wybraliśmy się na piechotę. Kiedy dotarliśmy impreza już się rozkręcała. Od razu rzuciłam się do witania się z moimi znajomymi. Tak strasznie się za nimi stęskniłam. Czasami brakowało mi tego bycia normalną dziewczyną, która chodzi na imprezy i bawi się do białego rana. Ale z drugiej strony kochałam to co robiłam. Dzielnie tańczyłam razem z dziewczynami i zawzięcie próbowałam wyciągnąć Harrego na parkiet ale był nieugięty. Usiadłam obok niego i od razu dostałam kieliszek do ręki.
-Pati! Jak ja Cię dawno nie widziałem!-usłyszałam głos mojego kolegi.
-O mój Boże Franek!-wstałam i rzuciłam mu się na szyję. Tak dawno się z nim nie widziałam. Strasznie się za nim stęskniłam.
-Ktoś tu chyba za mną tęsknił.-zaśmiał się obejmując mnie tak żebym nie upadła.
-Może tak troszeczkę.-zaśmiałam się.
-Jestem Harry.-usłyszałam za sobą i w tym momencie poczułam ręce mojego chłopaka na moich biodrach-Chłopak Patrycji.
-Franek. Były chłopak, a aktualnie przyjaciel. Miło mi.-wymienili uściski dłoni.
-Razem z Frankiem chodziłam do przedszkola, potem podstawówki, potem gimnazjum i na sam koniec się rozdzieliliśmy kiedy poszliśmy do liceum. Ale i tak utrzymywaliśmy kontakt.-powiedziałam.
-A potem ona uciekła do Australii.-dokończył za mnie blondyn.
-Oj nie przesadzaj, że od razu uciekłam. Jak widać dobrze mi to zrobiło.-uśmiechnęłam się i odwróciłam tak, że stałam przodem do Harrego. Objęłam jego twarz dłońmi i stając na palcach złączyłam nasze usta.


Kiedy wracaliśmy do domu Patrycja ledwo co szła. Pomijam fakt, że nie miała na nogach już dawno tych swoich piekielnych szpilek. Po prostu trochę się zalała. Dzielnie jej pomagałem iść chociaż sam miałem z tym małe problemy. Na szczęście kontaktowałem na tyle, że pamiętałem drogę do domu. Kiedy już udało nam się dotrzeć do jej pokoju posadziłem ją na łóżku i zacząłem przebierać. Ubrałem ją w piżamę i zmyłem makijaż. Od razu gdy tylko położyła głowę na poduszce odpłynęła. Sam też się przebrałem i poszedłem do łazienki załatwić moje potrzeby. Gdy już kierowałem się do łóżka coś mnie podkusiło żeby wyjrzeć za okno. Na dole stało z dziesięciu paparazzich i robiło zdjęcia. Przekląłem pod nosem. Jeżeli zrobili nam zdjęcia kiedy wracaliśmy to najzwyczajniej w świecie przez następne miesiące będę mieć ich na karku. To się nigdy nie skończy.


Już niedługo koniec tego opowiadania.

Dużo Hati moments będzie przez następne rozdziały. Chociaż przecież cały ten blog to Hati moments... :D

Fajnie, że mojego bloga obserwuje 41 osób :) A gdzie jest w takim razie te 41 komentarzy? Bardzo serdecznie Was wszystkich pozdrawiam :*

Pozdrawiam i całuję Harolda :*