środa, 12 marca 2014

31. Uparciuchy

NIE SPRAWDZONE!

(21 maj)

Dni mijały jak szalone. Jeszcze wczoraj byliśmy w Paryżu, a dzisiaj już wjeżdżamy do Hiszpanii. Leżałam na jednej z kanap w tourbusie i konałam z bólu. Miesiączka to zdecydowanie nie fajna sprawa. Miałam ochotę po prostu strzelić sobie w głowę. Umrzeć na te parę dni, a potem zmartwychwstać. Dodatkowo temperatura jaka była na dworze wcale nie pomagała mi przeżyć tych ciężkich dni. Była szósta rano. Zayn właśnie kończył nagrywać swoje partie w piosence, którą napisaliśmy razem, i która miała promować ich film. Reszta spała jaka zabita. Julian nie miał litości jak trzeba było nagrywać to trzeba było. Na następnym postoju miał w końcu opuścić tego busa i udać się do drugiego gdzie będzie omawiał wszystko z zespołem. Normalnie człowiek orkiestra. On nigdy nie śpi. Zawsze jest żywy i do tego trzeźwy.
-Pati żyjesz?-zapytał Zayn siadając obok mnie.
-Domyśl się.-jęknęłam i schowałam twarz w poduszkę.
-Może chcesz się położyć na łóżku?-troskę w jego głosie można było usłyszeć na odległość.
-Nie, dzięki Zayn. Jak już leżę to wolę się nie ruszać żeby przypadkiem jakaś część mnie nie odpadła w całości.-powiedziałam unosząc wzrok na niego.
-Jakbyś coś potrzebowała to krzycz.-pogłaskał mnie po głowie po czym wstał.
-Tak zwłaszcza, że któryś mnie usłyszy. Śpicie jak zabici.-uśmiechnęłam się, a on tylko wzruszył ramionami i poszedł do swojego łóżka. Uznałam, że też może uda mi się zasnąć. Przynajmniej do pierwszego postoju. Jednak na myśleniu o śnie się skończyło. Nie wiem ile czasu minęło ale poczułam w końcu, że bus się zatrzymuje. Julian wyszedł od razu machając mi na odchodne. Sprawdziłam godzinę na telefonie. Okazało się, że jest siódma. Bosko. Kierowca mówił, że powinniśmy dotrzeć do Barcelony na jakąś dwunastą. Ewentualnie trzynastą. Zwinęłam się kulkę i zamknęłam oczy. Miałam ogromną nadzieję, że w końcu uda mi się zasnąć.

-Pati. Trzeba wstawać.-ktoś delikatnie gładził mnie po policzku. Otworzyłam powoli oczy i ziewnęłam wyciągając ręce ponad głową.
-Która godzina?-zapytałam drapiąc się w głowę.
-Jedenasta.-odpowiedział Niall wpychając sobie do buzi jakieś ciastko.
-Dojechaliśmy już?-powoli rozprostowałam nogi.
-Nie, jeszcze nie. Ale jeszcze tylko kawałek nam podobno został.
-Oby.-zaśmiał się Harry po czym wypadł wręcz ze swojej kajuty.
-To po co mnie budziliście?-zapytałam siadając i wyglądając za okno. Bus mknął jak szalony po autostradzie.
-Bo uznaliśmy, że już za długo śpisz. Poza tym obiecałaś mi, że zagramy w FIFE.-powiedział Louis.
-Serio Lou nadal pamiętasz, że Ci to obiecałam? Przecież to było z dwa tygodnie temu.-zdziwiłam się.
-Pamiętam. To ja ją włączę, a ty się obudź do końca.-powiedział podekscytowany brunet i zajął się konsolą. Wywróciłam oczami i zaśmiałam się z jego chłopięcej radości. Wstałam z mojego wcześniej zajmowanego miejsca i uznałam, że czuję się o niebo lepiej. Złapałam butelkę soku, która stała na szafce i napiłam się trochę.
-Jaką chcesz być drużyną?-zapytał Louis.
-Wszystko mi jedno byleby nie Polską bo co jak co ale drużynę piłkarską to mamy beznadziejną.-zaśmiałam się, a Niall i Louis razem ze mną.

-Louis to jest nie fair!-zirytowana kopnęłam go w nogę.
-Wszystko jest fair.-zaśmiał się brunet.
-Niall wygraj to za mnie.-zajęczałam rzucając padem w blondyna.
-Sie robi.-Irlandczyk od razu podniósł rzuconą mu rękawicę i wkopał Louisowi w moim imieniu.
-Moi mili państwo chyba dotarliśmy.-powiedział Harry wyglądając za okno.
-Nareszcie!-ucieszyłam się i jak tylko zaparkowaliśmy wyskoczyłam z tourbusu. W moje ciało uderzyła potężna fala gorąca.
-Hola Hiszpanio!-krzyknął Niall wysiadając za mną i wyrzucając ręce w tryumfalnym geście do góry. Usłyszeliśmy ogłuszający pisk. Ciekawe jak długo koczowały pod tą bramą? Rozejrzałam się dookoła żeby ocenić miejsce, w którym się znajdowaliśmy. Arena znajdowała się na wzniesieniu, z którego można było podziwiać piękną panoramę Barcelony. Od razu zrobiłam zdjęcia tak by mieć potem co wrzucić na mojego albumu z podróży, który zaplanowałam zmajstrować kiedy już skończy się trasa i będę miała zdjęcia ze wszystkich miejsc jakie odwiedzimy. Podeszłam do Liama i Zayna, którzy rozmawiali z Paulem.
-O której będziemy mogli dostać się na ich trening?-zapytał podekscytowany Liam.
-Około piętnastej. Macie godzinę. Chociaż na pewno wam się to przeciągnie.-powiedział menadżer i odebrał kolejny telefon.
-Jaki trening?-zapytałam.
-Realu jak już dotrzemy do Madrytu.-odpowiedział mi Niall, który pojawił się nie wiadomo skąd.
-Ooookej.-zaśmiałam się i dźgnęłam blondyna w żebra.
-Za co?!-zapytał zdziwiony.
-Za niewinność.-zaśmiałam się.
-Niall, Pati chodźcie samochód czeka.-krzyknął Preston. Nasze bagaże już były w bagażniku dużego, czarnego auta. Nareszcie będę mogła wejść pod prysznic. Dołączyła do mnie Lou i Lux, która strasznie marudziła. Najwidoczniej było jej zbyt gorąco. Po półgodzinie siedzenia w samochodzie dotarliśmy pod nowoczesny hotel. Od razu przydzielono nam karty do pokoi. Z balonu w moim pokoju można było zobaczyć duży basen, przy którym siedziało sporo gości hotelowych. Usłyszałam pukanie więc szybko podeszłam do drzwi i je otworzyłam.
-Masz ochotę na małe zakupy, a potem na nic nie robienie przy basenie?-zapytała Lou, która najwidoczniej powierzyła opiekę nad Lux Tomowi.
-Jasne. Tylko daj mi piętnaście minut to się wskoczę najpierw pod prysznic.-dawno nie byłam na zakupach w sumie. Ostatnio trzy dni temu w Mediolanie. Ale przecież z Barcelony też muszę sobie coś przywieźć. Po dwudziestu minutach zjeżdżałyśmy z Lou windą na parter. Ubrałam się w letnią sukienkę, sandałki i kapelusz. Było piekielnie ciepło co wcale mnie jakoś nie ruszało bo przecież mieszkałam przez pewien czas w Australii. Mimo to ciepło było bardzo odczuwalne. Razem z Lou kupiłyśmy sobie nowe kostiumy kąpielowe i parę innych szmatek, które nadają się na taką pogodę. Po trzech godzinach zległyśmy w kawiarni niedaleko wielkiego parku, w którym ludzie korzystali z jeziora i chłodzili się na wszystkie możliwe sposoby. Wypiłyśmy po zimnym soku po czym zaczęłyśmy wracać do hotelu. Postanowiłyśmy, że po dzisiejszym opalaniu udamy się gdzieś na miasto na kolację, a potem zwiedzimy trochę Barcelony nocą bo może wtedy będzie bardziej przystępna temperatura.

-Jak tam kobitki? Udały się wam zakupy?-zapytał Tom mijając nas na korytarzu hotelowym.
-Gdzie zgubiłeś Lux?-zapytała od razu Lou.
-Spokojnie kochanie jest pod czujnym okiem Harrego i Nialla. Przy basenie siedzą.-powiedział uśmiechając się szeroko.
-Mogę się założyć, że sprowadzają ją na złą drogę.-powiedziałam głośnym szeptem do Lou, a ona wybuchła śmiechem.
-Też coś mi się tak wydaje.-powiedziała.
-Dobra to ja idę się przebrać i dołączę do nich, a przynajmniej ukradnę im trochę słońca.-powiedziałam wchodząc do mojego pokoju. Po paru minutach byłam gotowa do opalania. Szybko dotarłam nad basen. Nie było zbyt dużo ludzi. Podeszłam do chłopaków.
-Cześć Pati.-powiedział Niall machając mi.
-Cześć, cześć.-uśmiechnęłam się i przybiłam z Lux piątkę.
-Gdzie byłaś?-zapytał Harry poprawiając małą na swoich kolanach.
-Na zakupach.-rozłożyłam ręcznik na leżaku obok nich. Położyłam się wygodnie i ściągnęłam sukienkę. Temperatura naprawdę nas rozpieszczała.
-Zajmiesz się Lux przez chwilę?-zapytał Harry sadzając roześmianą dziewczynkę na moim brzuchu.
-Jasne.-usiadłam i posadziłam Lux obok mnie. Nim się spostrzegłam woda z basenu rozbryznęła dookoła. Pokręciłam głową uśmiechając się pod nosem.
-Wariaci.-powiedziałam sama do siebie. Lux bardzo spodobał się mój warkocz i dzielnie się mu przyglądała. Po chwili obok mnie pojawili się Lou i Tom, którzy przejęli lekko śpiącą Lux. Oparłam wygodnie głowę i zamknęłam oczy by chwilę się zdrzemnąć.

-Hazza!-krzyknąłem zbulwersowany kiedy po raz kolejny zostałem przez niego ochlapany. W odpowiedzi dostałem kolejną porcję wody w twarz i śmiech bruneta. Serio czasami go nienawidzę. Jakaś hiszpanka zaczęła coś do nas krzyczeć ale oczywiście nie miałem zielonego pojęcia co do mnie mówi. Mój mózg podpowiadał mi, że to może mieć coś wspólnego z tym, że Harry ochlapał przy okazji i jej rozgrzane ciało.
-Będziesz się smażył w piekle Styles.-warknąłem i nie pozostając mu dłużny chlusnąłem i w niego.
-Dobra mam dość.-powiedział Harry kierując się w stronę brzegu. Kto by przecież używał drabinek. Popłynąłem za nim i po chwili obydwoje byliśmy przy naszych leżakach. Nie jest to najmądrzejszy pomysł siedzieć na tak ostrym słońcu mając taką karnację jak ja no ale siła wyższa. Nie zawsze można sobie tak poleniuchować. Założyłem moje Ray Bany na nos i po trząchnąłem głową tak, że woda poleciała we wszystkie strony.
-Niall ty idioto.-usłyszałem zaspany głos Patrycji, która leżała na brzuchu i najwidoczniej spała.
-Przepraszam.-powiedziałem i poklepałem ją po plecach. Nie wcale nie zrobiłem tego celowo. Dziewczyna natychmiast się podniosła.
-Niall ty idioto!-powtórzyła tym razem głośniej.
-Przepraszam.-zaśmiałem się, kładąc się na moim leżaku.
-Bardzo śmieszne.-pokazała mi język i położyła się się tym razem na plecach-Macie jakieś plany na wieczór?-zapytała po chwili.
-Hmm, a co proponujesz?-zapytałem poruszając zadziornie brwiami.
-Miałam raczej pomysł żeby pójść gdzieś zjeść i trochę zobaczyć tą Barcelonę jak już tu jesteśmy.-powiedziała, a ja od razu wygiąłem usta w podkówkę.
-Chcesz zwiedzać nocą?-zapytał Hazza-Przecież nic nie będziemy widzieć.
-Kiedy oślepłeś? Uświadom mnie bo nie dotarła do mnie taka informacja.-odwarknęła Patrycja-Jak nie chcesz to nie musisz iść.
-Spokojnie, spokojnie.-powiedziałem uspokajając tą dwójkę bo za chwilę poleciałyby jeszcze jakieś bomby i wtedy pół Barcelony byłoby zniszczone. Czasami mają takie fazy, że nie da się z nimi wytrzymać. Kłócą się, dogadują i generalnie są dla siebie bardzo nie mili. A czasami siedzą w ciszy i tylko patrzą się na siebie albo wysyłają sobie jakieś nieme znaki, których nikt oprócz nich nie może zrozumieć. Jednak najbardziej z ich wszystkich wcieleń podoba mi się opcja ich szczęśliwych i kochających się nawzajem, czyli jednym słowem ta wersja kiedy byli parą. Nikt nadal nie wie tak naprawdę czemu zerwali. Kiedy Pati dotarła do mojego domu z walizką i całą twarzą zalaną łzami dostałem tylko wytłumaczenie, że Harry jest największą dziwką na świecie. Uznałem, że kiedy będzie któreś z nich chcieć się podzielić ze mną swoją wersją wydarzeń to z chęcią wysłucham. Jakoś wersja, którą wymyśliła sobie prasa mnie nie przekonuje.
-Dobra jak nie chcecie iść to nie idźcie. Sama się przejdę.-wstała z leżaka i poszła w stronę baru. Wkurzony Harry zgniótł pustą butelkę po wodzie odprowadzając Patrycję wzrokiem.
-A żeby się skręciła z nienawiści do mnie to i tak z nią tam pójdę.-wycedził przez zaciśnięte zęby po czym ruszył za nią. Nie wiem już czy śmiać się czy płakać. Pokręciłem z niedowierzaniem głową.
-Uparciuchy.



Jak Wam się podobało? :)


Pozdrawiam i całuję Harolda :*

5 komentarzy:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. zajebisty takie tam uparciuchy ale za to słodkie uparciuchy *o* - Zuzia @Zuzupec <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny rozdział ;)
    Zapraszam do siebie :
    http://siatkavolleyball.blogspot.com/

    Pozdrawiam i czekam na następny ;*

    OdpowiedzUsuń
  4. świetny rozdział z resztą jak wszystkie :) zapraszam na mojego bloga http://littlefashiondirection.blogspot.com/
    ps. czekam na następny rozdział

    OdpowiedzUsuń
  5. Boosko normalnie jak zawsze :) <3 super, supcio, the best :)
    i jeśli by ci się chciało to możesz wejść na naszego bloga http://one-moment-gaf.blogspot.com/ ale jeśli ci się chce :) pamiętaj :)

    OdpowiedzUsuń