środa, 15 stycznia 2014

27. Jakaś ryzykatka po całej linii.

-Co ty tutaj robisz?-zapytał Harry wpatrując się w dziewczynę.
-Przyszłam oddać twoje rzeczy, które u mnie zostawiłeś. Twoja mama wyszła na chwilę do sklepu. Miałam z nią porozmawiać.-wyjaśniła blondynka wstając z kanapy i podchodząc do nas.
-Jak się tutaj dostałaś?
-Twoja mama mnie wpuściła. Powiedziałam, poszła do sklepu. Minęłyśmy się akurat w drzwiach.-powiedziała krzyżując ręce na klatce piersiowej-Nie przedstawisz mi swojej towarzyszki?
-Patrycja. Jego dziewczyna.-przedstawiłam się akcentując słowo „dziewczyna”. Coś mi się nie podobało w tej blondynce.
-Julia. Jego była dziewczyna.-powiedziała.
-O cholera.-wszyscy skierowaliśmy spojrzenia w stronę drzwi wejściowych. Stała w nich, jak sądzę mama Harrego.
-Cześć mamusiu.-powiedział Harry.
-Cześć syneczku.-podeszła do niego i mocno do wyściskała. Na ich widok uśmiech zagościł na mojej twarzy.
-Mamo to jest Patrycja.-przedstawił mnie swojej mamie, a ona wyciągnęła do mnie dłoń, którą od razu uścisnęłam-Patrycja to jest moja mama.
-Miło mi panią poznać.-powiedziałam uśmiechając się.
-Mi również. Harry tyle o tobie opowiadał. Nie mogłam się już doczekać kiedy przyjedziecie.
-Wiesz mamo jak jest. Trasa przecież trwa.-powiedział Hazza.
-Dobra rozgośćcie się, a ja zajmę się przez chwilę Julią.
Wyszliśmy obydwoje na dwór po nasze rzeczy. Harry zabrał wszystko, a ja mu tylko towarzyszyłam. Ale chyba wolę to niż przebywanie z jego byłą w jednym pomieszczeniu zwłaszcza gdy ona mało co mnie nie zabije wzrokiem. Weszliśmy z powrotem do domu. Mama Harrego razem z Julią były w kuchni.
-Chodź do naszej sypialni.-powiedział Harry wchodząc po schodach. Kiedy ja dzielnie wchodziłam on już zdążył odnieść nasze rzeczy i wrócić po mnie.
-Już się nie mogę doczekać aż się tego pozbędę.-powiedziałam zirytowana, a on tylko zabrał mi kule po czym wziął mnie na ręce. Co wywołało u mnie śmiech.
-Tak chyba będzie szybciej.-powiedział kładąc mnie na łóżku w naszej sypialni.
-Będziesz mnie tak za każdym razem nosił?-zapytałam, siadając i rozglądając się dookoła.
-Jeżeli sobie zażyczysz to bez problemu. Tylko musisz przestać jeść bo w końcu moje mięśnie tego nie wytrzymają i kręgosłup mi pęknie.-powiedział siadając obok mnie.
-Osz ty!-walnęłam go w brzuch z całej siły-Dupek.-skwitowałam i wstałam odchodząc od niego.
-No co taka prawda.-powiedział rozkładając ramiona.
-Pierdol się Styles.-powiedziałam pokazując mu środkowy palec. Wyszłam z pokoju. Znalezienie łazienki wcale nie było takie trudne. Odświeżyłam się po podróży po czym ruszyłam na dół. W kuchni zastałam mamę Harrego.
-Może pani pomóc?-zapytałam.
-Proszę Cię tylko nie mów do mnie pani bo będę się staro czuć. Anna.
-Dobrze.-zaśmiałam się-To w takim razie. Pomóc Ci Anna?-zapytałam po czym obie zaczęłyśmy się śmiać.
-Nie wiedziałam, że dzisiaj przyjedziecie. Muszę coś na szybko wymyślić na kolację. Pewnie jesteście głodni.
-Też nie wiedziałam, że dzisiaj przyjedziemy. Znaczy do jakiejś trzeciej nie byłam tego świadoma. Ale widać, że Harry stęsknił się za panią i normalnym życiem.-powiedziałam.
-Na szczęście ma chłopak łeb na karku i tak łatwo chyba nie da się wyprowadzić z równowagi. Jestem z niego bardzo dumna.
-To tylko pani zasługa, że tak wychowała pani syna.-Anna popatrzyła się na mnie wymownie-Twoja Anna. Chwilę mi to zajmie zanim zacznę swobodnie mówić do Ciebie Anna. Trochę to niezręczne.
-Spokojnie mów jak Ci wygodniej.-bardzo przyjemnie nam się rozmawiało na każdy temat. Począwszy od tego jak to się stało, że wylądowałam w Australii aż po to jak się mówi po Polsku. Czasami gdy rozmawiam z rodzicami to Harry patrzy się na mnie jak na jakąś kosmitkę. Chciał nawet kiedyś żebym go nauczyła paru zwrotów po Polsku ale niestety szybko poległ. Kiedy skończyłyśmy szykowanie kolacji, Anna nakrywała do stołu, a ja poszłam po Harrego. Co ciekawsze nie było go w naszej sypialni. Ani też w łazience. Nigdzie go nie było gdzie zajrzałam. Szybko napisałam do niego smsa.

Do: Harry
Gdzie ty jesteś? Przyłaź na kolację.

Od: Harry
Jestem na spacerze. Będę za 5 minut.

-Harry wyszedł na spacer. Powinien być za pięć minut.-powiedziałam wchodząc ponownie do kuchni.
-Mój mężczyzna też powinien niedługo wrócić. Ma dzisiaj zebranie w szkole. Ciekawe, do której dzisiaj go będą trzymać.-mama Harrego poustawiała na stole potrawy i wszystkie je przykryła żeby nie wystygły za bardzo-Ale my możemy sobie już usiąść.
Mama Harrego jest genialną kobietą. Naprawdę miło się z nią rozmawia. Naszą rozmowę przerwał mój dzwoniący telefon. Przeszłam do kuchni żeby odebrać.
-Halo?
-Cześć Patrycja. Jest sprawa. Bo tak jak już wcześniej rozmawialiśmy będziesz współpracować z Julianem przy pisaniu tekstów i komponowaniu. Tylko, że wy się jeszcze nie znacie, a poza tym musimy jak najszybciej zacząć nagrywanie bo zaplanowaliśmy premierę na listopad tego roku. Nagrywanie w trasie wcale nie jest takie łatwe więc musimy się pośpieszyć.-Paul człowiek, który wszystko ma zawsze wyliczone i zaplanowane.
-Jasne, rozumiem. Już pracowałam nad paroma tekstami. Z tego co mi wiadomo to chłopcy też chcieliby się włączyć w pisanie więc trzeba to jakoś wszystko zorganizować żeby i oni mieli tą możliwość pomiędzy koncertami.
-Właśnie dlatego będziesz z nami podczas trasy po Europie. Julian też jedzie więc będziecie mieli do siebie dostęp 24 godziny tak samo jak do chłopaków.
-No w sumie to chyba najlepsze rozwiązanie.
-Dzień przed wyjazdem jest zebranie całej ekipy. Przypilnuj żeby Harry tym razem nie zapomniał.
-Jasne szefunciu.-zaśmiałam się.
-Dobra nie zajmuję Ci więcej czasu. Pa.
-Pa.-po tych słowach wróciłam do salonu. W tym samym czasie pojawił się Harry oraz mężczyzna jego mamy.
-Patrycja to jest Robin, mój przyszły ojczym. Robin, to jest Patrycja moja dziewczyna.-przedstawił nam sobie Harry, a Robin uścisnął moją dłoń.
-Dobra siadajcie i jedzmy bo trzeci raz nie będę tego podgrzewać.-powiedziała Anna. Wszyscy zaczęliśmy jeść pyszną kolację. Przy stole toczyła się wesoła rozmowa na temat umiejętności kulinarnych Harrego i jego ojczyma. Kiedy skończyliśmy Harry i Robin posprzątali, a my z mamą Harrego zaczęłyśmy oglądać album ze zdjęciami małego Harrusia. Kiedy zrobiło się już dość późno udaliśmy się do naszego pokoju. Padłam zmęczona na łóżko i jedyne o czym marzyłam to jak najszybciej zasnąć. Kto by pomyślał, że poznawanie mamy i przyszłego ojczyma Harrego może być takie męczące. Przekręciłam się na plecy i przeciągnęłam się wyciągając ręce ponad głową. Nagle przed moją twarzą pojawiła się twarz Harrego. Zdziwiona spojrzałam na niego i położyłam dłonie na jego karku.
-A pan co by tutaj chciał?-zapytałam uśmiechając się.
-Chciałbym wyciągnąć piękną panią na zwiedzanie tej pięknej miejscowości, w której się znajdujemy.-powiedział całując mnie w nos.
-Przecież jest ciemno i tak nic nie zobaczymy.-powiedziałam dziwiąc się.
-Zaufaj mi. Jest warto.-powiedział ponownie całując mnie w nos.
-No dobra. Może nie będę żałować.-pocałowałam go w usta. Od razu mu się to chyba spodobało bo jego usta coraz bardziej zaczęły napierać na moje. Po chwili zaczął zjeżdżać nimi w dół mojej szyi i składać delikatne pocałunki.
-Może jednak zostaniemy w domu.-wyszeptał Harry dalej molestując moją szyję.
-No chyba Cię pojebało. Nawet nie ma mowy.-powiedziałam odpychając go.
-Czemu?-zapytał zasmucony.
-Bo jesteśmy w twoim domu rodzinnym. Parę godzin temu dopiero poznałam twoją mamę, a ty już chcesz żebym zepsuła sobie opinię w jej oczach. Nawet o tym nie myśl przez czas kiedy tutaj będziemy.-powiedziałam stanowczym tonem.
-No weź.-zajęczał znowu mnie całując.
-Jak wrócimy do Londynu to może o tym pomyślimy.-powiedziałam odrywając się od niego.
-To już mi się bardziej podoba.-powiedział wstając.
-A to, że jadę z Wami w trasę po Europie też Ci się podoba?-zapytałam puszczając mu oczko.
-Nie. To już mi się nie podoba.-powiedział poważnie. Chwyciłam poduszkę i w niego rzuciłam.
-Ty mędo!
-Kocham Cię.-rzucił śmiejąc się-Masz pięć minut. Czekam na dole.-powiedział wychodząc. Mój kolejny rzut tym razem trafił w drzwi. Zaśmiałam się sama do siebie i wstałam z łóżka. Podeszłam do mojej torby która leżała na podłodze i wyjęłam sweterek, który założyłam na sukienkę. Wyjęłam również czarne Conversy bo w sandałkach będzie mi zdecydowanie za zimno. Sprawdziłam czy wszystko w porządku z moim makijażem i zeszłam na dół. Harry leżał na kanapie. Jak tylko mnie usłyszał od razu się podniósł. Wyszliśmy na dwór i ruszyliśmy spacerkiem.
-Nie lubię tych kul.-powiedział wskazując na moje kule.
-Czemu?-zapytałam zdziwiona jego słowami.
-Bo nie mogę trzymać Cię za rękę gdy gdzieś idziemy.-powiedział biorąc moją dłoń w swoją.
-Nie martw się niedługo już się ich pozbędę. To jest za trzy dni.-powiedziałam szybko obliczając ile jeszcze dni będę musiała się trudzić z tym usztywnieniem na nodze i kulami. Chociaż wydaje mi się, że jeszcze trochę będę musiała chodzić o kulach.
-Potem nie wypuszczę twojej dłoni. Zapamiętaj to sobie.-zagroził.
-Dobrze.-zaśmiałam się. Ruszyliśmy dalej. Dookoła były jak na razie same domy jedno rodzinne. Nagle Harry skręcił. Teraz już nie szliśmy chodnikiem tylko po jakiejś trawie. Jak się okazało wyprowadził nas na jakieś pole na wzniesieniu. Widok zapierał dech w piersiach. Dosłownie. Zachodzące słońce malowało różowe arcydzieło na całym niebie. Zielone pagórki skąpane były w zachodzącym słońcu. Wszystko razem wyglądało jak z płótna malarskiego.
-Tutaj przyprowadzałem wszystkie moje dziewczyny.-powiedział przerywając ciszę.
-Łaaał czuję się taka wyróżniona.-zaśmiałam się.
-W tamto miejsce gdzie idziemy zabrałem tylko jedną. Moją pierwszą. Tam przeżyłem pierwszy pocałunek. Tam też zamierzam zabrać Ciebie.-dodał.
-Już trochę lepiej.-powiedziałam podążając za chłopakiem-Możemy zrobić przerwę? Ręce mi odpadają.
-Jasne.-usiadł na ziemi, a ja poszłam w jego ślady.
-Daleko jeszcze do tego magicznego miejsca, w którym pierwszy raz się całowałeś?-zapytałam opierając głowę na jego ramieniu.
-Nie, już niedaleko. Jest tam mały strumyk. Gdy byłem młodszy przychodziłem z kolegami się w nim kąpać w lato. Było nas czterech. Pamiętam jak raz nasze mamy zabroniły nam tam iść bo było dość zimno na dworze. Znaczy nam się wydawało, że jest gorąco. Poza tym jak był lipiec to logiczne, że trzeba było iść się wykąpać w strumieniu. Oczywiście poszliśmy. Robiliśmy to co zawsze. Skakaliśmy z liny, którą zamontował nam tam tata Justina. Po prostu się bawiliśmy. Kiedy już wyschliśmy każdy z nas wrócił do domu. To byłoby dziwne gdyby moja mama o niczym się nie dowiedziała. Ale udawała, że nic nie wie. Kiedy wróciłem zjadłem obiad z nią i Gemmą po czym poszedłem do swojego pokoju. Zadali mi wtedy wyjątkowo dużo więc się tym zająłem. Po pewnym czasie zacząłem czuć się jakbym był jakąś rozgrzaną pochodnią. Po chwili zacząłem trząść się z zimna. Moja mama weszła do mojego pokoju z jakimiś świeżo uprasowanymi ubraniami. Od razu zauważyła, że jakoś tak niewyraźnie wyglądam. Cała czwórka miała ostre zapalenie płuc. Od tego momentu zawsze słucham się mojej mamy.-skończył Harry uśmiechając się. Cały czas gdy opowiadał mi swoją historię patrzył się przed siebie.
-Ile miałeś wtedy lat?-zapytałam śmiejąc się.
-Trzynaście.-powiedział zwracając swój wzrok na mnie-A ty miałaś jakieś ciekawe historie?
-Miałam dużo interesujących historii w moim życiu. Dużo razy się zgubiłam w jakiś centrach handlowych albo jak byłam z rodzicami na wakacjach. Ale chyba ta akcja wygrywa wszystko. Pojechaliśmy z rodzicami w góry do mojej babci. W Tatry. Miałam wtedy szesnaście lat więc przeżywałam wiek buntu. Miałam tam sporo znajomych. Nadal mam tylko, że ja ostatni raz byłam tam trzy lata temu. Jednak kiedy babcia jeszcze żyła bywaliśmy tam bardzo często. Tak więc wybraliśmy się ze znajomymi na pieszą wycieczkę. Zawsze jak gdzieś wychodziłam to mówiłam tylko, że wychodzę. Jak rodzice zadawali jakieś pytania to wtedy im odpowiadałam, a tak to nie miałam w zwyczaju, nadal nie mam, żeby mówić gdzie, z kim, po co i na co. Tata z jednej dziewczyn zajmował się pływaniem po Dunajcu. No i założyłyśmy się z kolegami kto szybciej dopłynie do jakiegoś tam punktu. Oczywiście kiedy my już prawie startowaliśmy przyszedł jej tata i tak nas opieprzył. Oczywiście jako, że byliśmy młodzi i zbuntowani to uznaliśmy, że pójdziemy sobie na wycieczkę w ramach sprzeciwu. Szkoda tylko, że bez żadnego przygotowania tylko tak jak staliśmy. Na szczęście udało nam się dotrzeć do schroniska przed totalną nocą. Ratownicy TOPRu sprowadzili nas do doliny. Tylko, że nie na naszą prośbę tylko mojej babci. Mój dziadek pracował w TOPRZe więc moja babcia miała doskonały kontakt z większością ratowników. Babcia nas porządnie opieprzyła. Miałam szczęście, że byłam wtedy sama u babci.-w moich oczach zebrały się łzy na samo wspomnienie babci.
-Nie mogli do Was zadzwonić?-zapytał Harry.
-Przecież powiedziałam, że poszliśmy tak jak staliśmy. Nie potrzebne nam były wtedy telefony. Lepiej się bawiliśmy bez nich. Zresztą właśnie jeszcze co chwilę by do nas wydzwaniali i nie moglibyśmy się spokojnie wspinać.-powiedziałam uśmiechając się pod nosem.
-Z kim ja mam do czynienia?! Jakaś ryzykantka po całej linii.-złapał się za głowę i pokręcił z niedowierzaniem.
-Moja babcia obiecała nam, że nigdy nas nie wyda rodzicom w zamian, że będziemy przez całe wakacje pomagać w TOPRZe. Właśnie za sprowadzenie nas i ocalenie nam tyłków. Tym sposobem do końca wakacji wszyscy chodziliśmy jako wolontariusze do centrum TOPRu i opowiadaliśmy ludziom jakie istnieją zagrożenia w górach i jak należy się przygotować do pieszej wycieczki.-poparzyłam się na niego, a on uśmiechał się pod nosem, kręcąc lekko głową z niedowierzaniem-Tak jak moja babcia obiecała nie wydała nas nigdy. Zabrała tą tajemnicę do grobu bo trzy miesiące później zmarła.-dodałam po chwili, łamiącym się głosem.-Harry nic nie powiedział tylko mocniej mnie przytulił i potarł dłońmi po moich plecach. Szybko się uspokoiłam i otarłam samotną łzę, która spłynęła po moim policzku.
-A ja myślałem, że to ja byłem niegrzecznym dzieckiem.-powiedział patrząc się na mnie, a ja tylko prychnęłam śmiechem. Od razu rozładował całe napięcie, które się we mnie zebrało.
-Jak miałam osiem lat to obcięłam kotu mojej babci wąsy i powycinałam mu futerko we wzorki. Nazywał się Stasiek. Był cały rudy. Przypominał trochę Garfielda tylko, że Stasiu nie ciągnął brzuszkiem po ziemi.
-Obcinanie kotu wąsów chyba każdy przeżył w swoim dzieciństwie.-zaśmiał się Harry, a ja razem z nim-Lubisz koty?-zapytał nagle.
-Lubię. Ale nigdy go nie mogłam mieć bo moja mama jest uczulona na sierść.
-To trzeba było sobie kupić takiego bez sierści.
-O fu. Nie nigdy w życiu. Kot musi mieć sierść żeby było co głaskać, a gdyby mnie zdenerwował to miałabym przynajmniej z czego zrobić czapkę.-zaśmiałam się, a mój chłopak razem ze mną. Kiedy przestaliśmy się śmiać zapadła cisza. Siedzieliśmy sobie tak oddychając świeżym powietrzem. Cisza dookoła nas była wręcz cudowna. Nic ani nikt nie mógł jej zepsuć. Harry objął mnie ramieniem i do siebie przyciągnął. Mogłabym tak trwać wiecznie.



Jest! Udało mi się dodać :D Co powiecie na takie opowiadania z przeszłości? Podobają się? :) 

Następny pewnie będzie pod koniec stycznia :)
Jak macie jakieś pytania to pytajcie śmiało w komentarzach albo na moim TT albo na moim asku :) Jedno i drugie znajdziecie w zakładce kontakt :)

 Pozdrawiam i całuję Harolda :*

15 komentarzy:

  1. wspomnienia . mmmmm lubie to . Slodko . :)

    OdpowiedzUsuń
  2. It was grate!
    Świetnie piszesz :)
    Gratuluje!
    Przeczytałam wszystko w 2 dni i jestem megga szczęśliwa, że znalazłam twój blog!
    Pisz! Jesteś the best of!
    Alex <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Grate? Great* the best* Very smart

      Usuń
    2. dzięki ;) ja jestem szczęśliwa, że Ci się tak spodobało ;) mam nadzieję, że nadal będzie Ci się tak podobać :)

      Usuń
  3. Juppi super fajny pomysl z wspomnieniami :) Ciekawe coteraz sie stanie....? ;-) co to za Julia tam byla???? Hmmmm ?????

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. możesz się dowiedzieć co dalej czytając następny rozdział :*

      Usuń
  4. Love ♡ Hmm.. Moze w nexcie bd scenka? ;-;

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie jestem fanką pisania takich scen o jakie Ci chodzi ;/ zresztą nie pasują mi za bardzo do tego opowiadania... w następnym nad którym pracuję będzie więcej takich scen ;) ale mam nadzieję, że nie czytasz tego opowiadania tylko dla takich scen ;)

      Usuń
  5. Już jest koniec stycznia.
    Fajnie piszesz.
    Kisses
    Mona Paradise

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak się składa, że mam kalendarz...
      miło mi, że Ci się podoba to co piszę ;)
      zapraszam do dalszego czytania ;) buuuziaki :*

      Usuń
  6. mmmmmm... swietne <3 M

    OdpowiedzUsuń