piątek, 31 stycznia 2014

28. Kochasz prawda?

Następnego dnia rano obudziłam się w wyśmienitym humorze. Rozciągnęłam się, ziewając i przekręcając się na brzuch. Harrego nie było obok mnie. To dziwne, że już wstał. Usiadłam ziewając jeszcze raz. Przetarłam twarz dłońmi. Uśmiechnęłam się sama do siebie. Wczorajszy wieczór był taki uroczy. Potem gdy Harry zaciągnął mnie do centrum Homles Champel spotkaliśmy jego znajomych i znakomicie bawiliśmy się siedząc w jakimś parku. Nawet Julia, którą wcześniej poznałam okazała się dość sympatyczna. Jednak chyba się nie zaprzyjaźnimy. Coś w jej zachowaniu względem mnie i Harrego mnie irytowało. Zapewne to po prostu zazdrość. Codziennie Harry spotyka mnóstwo dziewczyn, które mówią mu, że go kochają, a moje serce wtedy jeszcze bardziej się raduje gdy widzę ich reakcje gdy Harry każdą przytula, rozdaje autografy, dzielnie pozuje do zdjęć bądź obdarowuje całusami w policzki. Jednak tutaj nie chodziło tylko o to, że ona może jest ich fanką. Ona jest jego byłą i zdecydowanie dużo razem przeszli. Dodatkowo to w jaki sposób się na niego patrzy aktualnie jest zarezerwowane tylko dla mnie i nie zamierzam pozwolić komuś tak się na niego patrzeć. Z zamyślenia wyrwał mnie dźwięk przychodzącego smsa. Tylko, że to nie był mój telefon. Sięgnęłam po komórkę Harrego, która leżała na stoliku nocnym. Oczy szerzej mi się otworzyły ze zdziwienia gdy zobaczyłam, że sms jest od Julii. Odłożyłam telefon tam gdzie wcześniej leżał i wstałam podchodząc do okna. Odsłoniłam zasłony i uchyliłam okno. Na dworze świeciło piękne słońce. Wzięłam dwa głębokie wdechy zamykając oczy. Obudziłam się w takim genialnym humorze nie pozwolę aby sms od jego byłej dziewczyny to zniszczył. Założyłam bluzę Harrego, która leżała na krześle i biorąc kule ruszyłam w stronę łazienki. Po załatwieniu moich potrzeb fizjologicznych zeszłam na dół w poszukiwaniu mojego chłopaka. Zaszłam do kuchni ale tam go nie zastałam. Za to Anna smażyła naleśniki.
-Dzień dobry.-powiedziałam uśmiechając się.
-Dzień dobry. Dobrze Ci się spało?-zapytała również się uśmiechając.
-Wyśmienicie. Wiesz gdzie jest Harry?-zapytałam.
-Robin pokazuje mu swój nowy samochód. Harry też wstał niedawno. Zachciało mu się mamusinych naleśników.-powiedziała śmiejąc się-Napijesz się kawy?-zapytała po chwili włączając wodę.
-Z przyjemnością.-przynajmniej wiem, że nie poszedł do Julii. Matko po co ja o niej myślę.
-Możesz go zawołać?-zapytała Anna wyrywając mnie z zamyślenia.
-Oczywiście.-ruszyłam w stronę drzwi wyjściowych. Robin właśnie wsiadał za kierownicę.
-Do zobaczenia. Miłego dnia.-pomachał mu Harry. Ja również pomachałam do Robina. Kiedy Harry się odwrócił i mnie zobaczył jego uśmiech jeszcze się poszerzył.
-Cześć słodziaku.-powiedział obejmując mnie w tali. Zadarłam głowę do góry i zachichotałam kiedy potarł czubkiem swojego nosa o mój.
-Witam pana.-wyciągnęłam głowę i pocałowałam go delikatnie w kącik ust.
-Pięknie panienka dzisiaj wygląda.-powiedział przejeżdżając swoimi długimi palcami w górę i w dół moich pleców.
-Pan też niczego sobie.-zaśmiałam się. Jego komentarz mnie rozbawił bo miałam na sobie tylko krótkie spodenki i koszulkę, w których śpię oraz jego bluzę. A na głowie luźnego kucyka.
-Jak się panience spało?-zapytał całując czubek mojego nosa. Co on się go tak uczepił?
-Wyśmienicie. Zwłaszcza gdy miałam pana obok siebie i mogłam się przytulić.-odpowiedziałam.
-To tak samo jak mi.-pocałował mnie delikatnie obejmując moją twarz swoimi długimi palcami.
-A teraz chodź twoja mama zrobiła naleśniki.-powiedziałam przerywając tą słodką chwilę.
-No nareszcie! Za chwilę umrę z głodu.-zaśmiał się i ruszył w stronę drzwi. Dopiero teraz zauważyłam, że też miał na sobie spodenki od piżamy i koszulkę. Weszliśmy z powrotem do domu i od razu udaliśmy się na pysznie wyglądające śniadanie przygotowane przez mamę Harrego. Kiedy już skończyliśmy jeść obydwoje posprzątaliśmy, a Anna udała się na zakupy.
-Co będziemy dzisiaj robić?-zapytałam opierając się o blat.
-Nie wiem.-wzruszył ramionami.
-O zapomniałam Ci powiedzieć. Gdy się obudziłam chwilę po tym przyszedł do Ciebie jakiś sms. Nie odczytywałam go.-powiedziałam przypominając sobie o smsie od Julii.
-Spoko odczytam go gdy wejdziemy na górę.-powiedział Harry wyraźnie nie zainteresowany tym smsem-Może chcesz się dzisiaj poopalać? Albo obejrzeć jakiś film ewentualnie trzy? Albo pojechać na wycieczkę? Albo nie wiem co tam sobie chcesz?
-Opcja filmu mi się podoba. Moje ciało ma dosyć zwiedzania po wczorajszym spacerze. Jeszcze chwila i będzie trzeba mi amputować ręce albo same odpadną.-westchnęłam i ruszyłam za nim w stronę schodów. Kiedy dotarliśmy na górę wybrałam sobie ubranie i poszłam wziąć prysznic. Kiedy już skończyłam się kąpać, ubrałam się i pomalowałam. Wróciłam do sypialni Harrego. Mojego chłopaka nie było w pomieszczeniu. Zeszłam na dół i zauważyłam go leżącego na dworze na leżaku z laptopem na brzuchu i telefonem w dłoni. Kiedy podeszłam do niego i przysiadłam na leżaku obok zauważyłam, że ma mokre włosy. Pewnie umył się w drugiej łazience. Położyłam się na leżaku, na którym przysiadłam i przekręciłam głowę w jego stronę.
-Julia zaprasza nas dzisiaj wieczorem na grilla. Cała ekipa, którą wczoraj poznałaś ma się zjawić.-powiedział Harry spoglądając na mnie zza swojego ramienia.
-Zamierzamy tam iść?-zapytałam.
-A chcesz?-zapytał marszcząc czoło.
-Czemu nie.-wzruszyłam ramionami-Jesteśmy u Ciebie to ty podejmujesz decyzje.-uśmiechnęłam się.
-Już jej piszę, że się zjawimy.-powiedział i zabrał się za odpisywanie. Czyli to zawierał ten sms. Zaproszenie na grilla. A może było coś jeszcze. Dałam moim myślom porządnego kopa żeby się uspokoiły i zainteresowałam się tym co Harry robił na swoim laptopie.
-Matko, ile Ciebie obserwuje osób na Twitterze.-powiedziałam nie wierząc w tą liczbę.
-No serio też w to nie wierzę.-zaśmiał się, kręcąc głową.
-Ciekawe ile mnie obserwuje. W sumie dawno nigdzie nie zaglądałam. Pożyczysz mi laptopa gdy już skończysz?-zapytałam.
-Jasne.-pokiwał głową i kontynuował to co robił. Oparłam wygodniej głowę i zaczęłam przyglądać się chmurom, które spokojnie płynęły po błękitnym niebie. Po chwili przymknęłam oczy i zaczęłam żałować, że nie wzięłam moich okularów przeciwsłonecznych. Powoli zaczęłam zapadać w drzemkę.
-Pati już skończyłem. Chcesz laptopa?-z mojego stanu wyciszenia wyrwało mnie pytanie Harrego. Potrząsnęłam głową wybudzając się całkowicie.
-Jasne, dzięki.-powiedziałam, sięgając po jego komputer. Szybko zalogowałam się na moje konta i tak jak zawsze od momentu, w którym poznałam chłopaków zalała mnie masa wiadomości i powiadomień.
-Słabo to wygląda.-zaśmiał się mój chłopak, a mi zrobiło się zdecydowanie lepiej na sercu gdy usłyszałam jego śmiech.
-Ale i tak lepiej niż u Ciebie.-pokazałam mu język, a on znowu się zaśmiał.
-To na pewno.-położył sobie dłonie pod głową i zamknął oczy-Gdy skończysz to mnie obudź.-powiedział.
-Okej.-wymamrotałam. Skupiłam się na tym co wyświetlało się na ekranie. Postanowiłam zacząć od Facebooka bo to właśnie tam miałam zdecydowanie więcej wiadomości od moich przyjaciół i znajomych. Niektórym musiałam pisać całe wypracowania dlaczego nie odpisywałam tak długo i co się u mnie dzieje. Niektórzy na moje w sumie trochę nieszczęście byli zalogowani i od razu odpisywali. Tym sposobem pisałam z siedmioma osobami w tym samym czasie. Kiedy sytuacja była opanowana zajęłam się Twitterem. Mimo dużej ilości tweetów skierowanych do mojej osoby postanowiłam na nie podpisywać. Wychwytywałam szczególnie te od polskich fanek 1D. W jednym z tweetów zamieszczony był link do jakiegoś artykułu. Otworzyłam go i zaczęłam czytać. Od razu mój dobry humor gdzieś uciekł. Tyle obrzydliwych słów na mój temat chyba jeszcze nigdy nie przeczytałam. Sam artykuł opisywał mój związek z Harrym jednak komentarze, które się pod nim znajdowały nie były już takie neutralne. Jakieś dziewczyny zaczęły pisać, że jestem z nim tylko dla jego pieniędzy i sławy, że chcę się wybić pisząc dla nich piosenki i ustawić. Moje serce zaczęło powoli krwawić. W moich oczach zebrały się łzy. Byłam świadoma w stu procentach, że nie każdy zawsze będzie mnie kochał za to, że chodzę z Harrym. Zazdrość jest czymś naturalnym dla każdego człowieka. Mogłam się spodziewać, że kiedyś w końcu spotkałam się z krytyką na mój temat. Myślałam, że mnie to nie wzruszy, że ominę ten temat i nie będę go poruszać. Że poradzę sobie i nie będę musiała się tym przejmować. Jednak to było tak silne uderzenie, że moje nogi od razu się ugięły, a ja zaczęłam spadać daleko w ciemność. Wpisałam w wyszukiwarkę moje imię i nazwisko i zaczęłam szukać opinii innych ludzi na mój temat. Łzy spływały mi po policzkach coraz bardziej intensywniej z każdym kolejnym słowem, zdaniem, które czytałam, a było negatywne w stosunku do mojej osoby. W końcu szybko zamknęłam laptopa i odstawiłam go na stolik obok mojego leżaka. Wytarłam twarz z łez i po cichu ruszyłam w stronę domu. Weszłam do łazienki gdzie obmyłam sobie twarz zimną wodą. Zamknęłam oczy i wzięłam dwa głębokie wdechy. Miałam totalny chaos w głowie. Oparłam dłonie o brzeg umywalki i spuściłam głowę. Po chwili podniosłam ją do góry i popatrzyłam się w lustro. Dosyć tego Rej! Nie będziesz się mazać! Dałam sobie mentalnego kopniaka i zaczęłam doprowadzać znowu do normy moją twarz. Nie dam sobie wejść na głowę i nie będę się mazać, a na pewno nie na oczach mamy Harrego lub samego Harrego.

Nie mam zielonego pojęcia w co się ubrać na tego grilla. W końcu wybrałam zwykłe dżinsy i bluzkę ze sweterkiem. Włosy zostawiłam rozpuszczone i poprawiłam makijaż tak by był jeszcze mocniejszy. Od popołudnia skutecznie maskuję mój wcześniejszy płacz. Nie tylko makijażem ale i zachowaniem. Nie zamierzam niszczyć tego i tak krótkiego pobytu w domu Harrego. Chłopak stał oparty o framugę i czekał aż w końcu będziemy mogli wyjść. Kiedy odwróciłam się przodem do niego on uśmiechnął się szczerze i pokazał kciuk w górę.
-Wszystko idealnie tylko jeszcze jednego brakuje.-powiedział podchodząc do mnie i chwytając moją prawą dłoń uniósł ją do góry. Zmarszczyłam brwi ze zdziwienia i przenosiłam wzrok z jego twarzy na moją dłoń, którą delikatnie obracał.
-Harry?-zapytałam zdziwiona. On nie zareagował tylko zapiął na moim nadgarstku piękną srebrną bransoletkę. Zwykły prosty łańcuszek i przyczepione do niego piękne serduszko wysadzane małymi kamyczkami.
-Teraz już zawsze będę z tobą.-powiedział całując moją dłoń, a w moich oczach zaczęły zbierać się łzy.
-Dziękuję. Jest prześliczna.-zarzuciłam ręce na jego szyję i mocno się do niego przytuliłam. Objął mnie w tali. Przeniosłam dłonie na jego policzki po czym namiętnie go pocałowałam. Włożyłam w ten pocałunek całą miłość jaką do niego żywiłam.
-Kocham Cię.-wyszeptałam kiedy oderwałam się od niego.
-Też Cię kocham.-wyszeptał po czym znowu połączył nasze usta.

-Czego się napijecie?-zapytał nas Eric jeden z kolegów Harrego i Julii.
-Może być piwo.-powiedział Harry mocniej ściskając moją dłoń. Przez następną godzinę siedzieliśmy i rozmawialiśmy na wszelakie tematy śmiejąc się przy tym głośno. Po pewnym czasie wstałam i ruszyłam w stronę domu w poszukiwaniu łazienki. Kiedy wyszłam z toalety zaczął dzwonić mój telefon. Szybko odebrałam i weszłam do kuchni by nikt mi nie zagłuszał. Moja mama ma wyczucie czasu. No ale nie mogłam jej zbyć bo dawno z nią nie rozmawiałam. Przez piętnaście minut nawijała o tym jak to jej książka się sprzedaje. Byłam z niej bardzo dumna. Muszę kiedyś w końcu wrócić chociaż na parę dni do ojczystego kraju, a nie tak cały czas na obczyźnie siedzę. Kiedy w końcu udało nam się zakończyć naszą rozmowę wróciłam do towarzystwa. Na moim miejscu obok Harrego siedziała Julia. Nie będę wścibska chociaż nie powiem, że mnie to nie zirytowało trochę. Usiadałam sobie obok Nicka i przyjęłam kolejne piwo, które mi zaproponował. Z kolejnymi minutami było nam coraz bardziej wesoło. W końcu uznałam, że pora przystopować to picie. Mimo iż przestałam pić nadal świetnie się bawiłam. Nigdy nie rozumiałam tego mitu, że jeżeli nie pijesz to już jesteś sztywniakiem i nie umiesz się bawić. Skończyło się tym, że Matt wylał na mnie swoje piwo, a ja przez przypadek oczywiście na niego. Mieliśmy zajebistą zabawę aż w końcu wszyscy, oczywiście oprócz mnie kaleki, wylądowali w basenie Julii. Oczywiście nie obyło się bez ochlapania mnie na wszystkie możliwe strony. Miałam w tym momencie ochotę skoczyć do tego basenu w tym usztywnieniu całym. Jednak resztki zdrowego rozsądku dzielnie mi podpowiadały, że to byłoby bardzo niedobre. Usiadłam na brzegu zanurzając jedną nogę i śmiałam się z ich wygłupów. Alkohol plus basen plus dobra ekipa równa się najzajebistsza impreza. Zdecydowanie to równanie idealnie odzwierciedlało tą imprezę. Opuściłam na chwilę głowę żeby się wygodniej usadowić, a kiedy ją uniosłam moje serce chyba zamarło. Szybko się podniosłam po czym ściągnęłam bransoletkę, którą dostałam od mojego chłopaka parę godzin temu i rzuciłam nią w niego.
-Kochasz prawda?-zapytałam głosem przepełnionym jadem. Wszyscy dookoła zamilkli. Julia wisiała na Harrym i jeszcze niecałą minutę temu nie szczędziła mu czułości. Mój żołądek wywrócił się chyba do góry nogami, a w głowie zaczęło mi się lekko kołować. Do tego jeszcze wypity alkohol zbytnio nie pomagał. Mimo to znalazłam w sobie na tyle siły by odwrócić się na pięcie i ruszyć przed siebie. Byle by tylko znaleźć się jak najdalej od tego miejsca.


Macie. Miało być na koniec stycznia to jest :)
Następny będzie w połowie lutego bo wtedy zaczynam ferie więc będę miała czas żeby usiąść i napisać to co trzeba ;) Jak na razie muszę się uporać z jakimiś sprawdzianami i innymi pierdołami do szkoły...

A co powiecie na taki obrót spraw?

Kiedy już skończycie czytać i skomentujecie możecie cały czas odświeżać http://www.youtube.com/watch?v=bkx9kCdaaMg Rekord się sam nie pobije!

Pozdrawiam i całuję Harolda :*

środa, 15 stycznia 2014

27. Jakaś ryzykatka po całej linii.

-Co ty tutaj robisz?-zapytał Harry wpatrując się w dziewczynę.
-Przyszłam oddać twoje rzeczy, które u mnie zostawiłeś. Twoja mama wyszła na chwilę do sklepu. Miałam z nią porozmawiać.-wyjaśniła blondynka wstając z kanapy i podchodząc do nas.
-Jak się tutaj dostałaś?
-Twoja mama mnie wpuściła. Powiedziałam, poszła do sklepu. Minęłyśmy się akurat w drzwiach.-powiedziała krzyżując ręce na klatce piersiowej-Nie przedstawisz mi swojej towarzyszki?
-Patrycja. Jego dziewczyna.-przedstawiłam się akcentując słowo „dziewczyna”. Coś mi się nie podobało w tej blondynce.
-Julia. Jego była dziewczyna.-powiedziała.
-O cholera.-wszyscy skierowaliśmy spojrzenia w stronę drzwi wejściowych. Stała w nich, jak sądzę mama Harrego.
-Cześć mamusiu.-powiedział Harry.
-Cześć syneczku.-podeszła do niego i mocno do wyściskała. Na ich widok uśmiech zagościł na mojej twarzy.
-Mamo to jest Patrycja.-przedstawił mnie swojej mamie, a ona wyciągnęła do mnie dłoń, którą od razu uścisnęłam-Patrycja to jest moja mama.
-Miło mi panią poznać.-powiedziałam uśmiechając się.
-Mi również. Harry tyle o tobie opowiadał. Nie mogłam się już doczekać kiedy przyjedziecie.
-Wiesz mamo jak jest. Trasa przecież trwa.-powiedział Hazza.
-Dobra rozgośćcie się, a ja zajmę się przez chwilę Julią.
Wyszliśmy obydwoje na dwór po nasze rzeczy. Harry zabrał wszystko, a ja mu tylko towarzyszyłam. Ale chyba wolę to niż przebywanie z jego byłą w jednym pomieszczeniu zwłaszcza gdy ona mało co mnie nie zabije wzrokiem. Weszliśmy z powrotem do domu. Mama Harrego razem z Julią były w kuchni.
-Chodź do naszej sypialni.-powiedział Harry wchodząc po schodach. Kiedy ja dzielnie wchodziłam on już zdążył odnieść nasze rzeczy i wrócić po mnie.
-Już się nie mogę doczekać aż się tego pozbędę.-powiedziałam zirytowana, a on tylko zabrał mi kule po czym wziął mnie na ręce. Co wywołało u mnie śmiech.
-Tak chyba będzie szybciej.-powiedział kładąc mnie na łóżku w naszej sypialni.
-Będziesz mnie tak za każdym razem nosił?-zapytałam, siadając i rozglądając się dookoła.
-Jeżeli sobie zażyczysz to bez problemu. Tylko musisz przestać jeść bo w końcu moje mięśnie tego nie wytrzymają i kręgosłup mi pęknie.-powiedział siadając obok mnie.
-Osz ty!-walnęłam go w brzuch z całej siły-Dupek.-skwitowałam i wstałam odchodząc od niego.
-No co taka prawda.-powiedział rozkładając ramiona.
-Pierdol się Styles.-powiedziałam pokazując mu środkowy palec. Wyszłam z pokoju. Znalezienie łazienki wcale nie było takie trudne. Odświeżyłam się po podróży po czym ruszyłam na dół. W kuchni zastałam mamę Harrego.
-Może pani pomóc?-zapytałam.
-Proszę Cię tylko nie mów do mnie pani bo będę się staro czuć. Anna.
-Dobrze.-zaśmiałam się-To w takim razie. Pomóc Ci Anna?-zapytałam po czym obie zaczęłyśmy się śmiać.
-Nie wiedziałam, że dzisiaj przyjedziecie. Muszę coś na szybko wymyślić na kolację. Pewnie jesteście głodni.
-Też nie wiedziałam, że dzisiaj przyjedziemy. Znaczy do jakiejś trzeciej nie byłam tego świadoma. Ale widać, że Harry stęsknił się za panią i normalnym życiem.-powiedziałam.
-Na szczęście ma chłopak łeb na karku i tak łatwo chyba nie da się wyprowadzić z równowagi. Jestem z niego bardzo dumna.
-To tylko pani zasługa, że tak wychowała pani syna.-Anna popatrzyła się na mnie wymownie-Twoja Anna. Chwilę mi to zajmie zanim zacznę swobodnie mówić do Ciebie Anna. Trochę to niezręczne.
-Spokojnie mów jak Ci wygodniej.-bardzo przyjemnie nam się rozmawiało na każdy temat. Począwszy od tego jak to się stało, że wylądowałam w Australii aż po to jak się mówi po Polsku. Czasami gdy rozmawiam z rodzicami to Harry patrzy się na mnie jak na jakąś kosmitkę. Chciał nawet kiedyś żebym go nauczyła paru zwrotów po Polsku ale niestety szybko poległ. Kiedy skończyłyśmy szykowanie kolacji, Anna nakrywała do stołu, a ja poszłam po Harrego. Co ciekawsze nie było go w naszej sypialni. Ani też w łazience. Nigdzie go nie było gdzie zajrzałam. Szybko napisałam do niego smsa.

Do: Harry
Gdzie ty jesteś? Przyłaź na kolację.

Od: Harry
Jestem na spacerze. Będę za 5 minut.

-Harry wyszedł na spacer. Powinien być za pięć minut.-powiedziałam wchodząc ponownie do kuchni.
-Mój mężczyzna też powinien niedługo wrócić. Ma dzisiaj zebranie w szkole. Ciekawe, do której dzisiaj go będą trzymać.-mama Harrego poustawiała na stole potrawy i wszystkie je przykryła żeby nie wystygły za bardzo-Ale my możemy sobie już usiąść.
Mama Harrego jest genialną kobietą. Naprawdę miło się z nią rozmawia. Naszą rozmowę przerwał mój dzwoniący telefon. Przeszłam do kuchni żeby odebrać.
-Halo?
-Cześć Patrycja. Jest sprawa. Bo tak jak już wcześniej rozmawialiśmy będziesz współpracować z Julianem przy pisaniu tekstów i komponowaniu. Tylko, że wy się jeszcze nie znacie, a poza tym musimy jak najszybciej zacząć nagrywanie bo zaplanowaliśmy premierę na listopad tego roku. Nagrywanie w trasie wcale nie jest takie łatwe więc musimy się pośpieszyć.-Paul człowiek, który wszystko ma zawsze wyliczone i zaplanowane.
-Jasne, rozumiem. Już pracowałam nad paroma tekstami. Z tego co mi wiadomo to chłopcy też chcieliby się włączyć w pisanie więc trzeba to jakoś wszystko zorganizować żeby i oni mieli tą możliwość pomiędzy koncertami.
-Właśnie dlatego będziesz z nami podczas trasy po Europie. Julian też jedzie więc będziecie mieli do siebie dostęp 24 godziny tak samo jak do chłopaków.
-No w sumie to chyba najlepsze rozwiązanie.
-Dzień przed wyjazdem jest zebranie całej ekipy. Przypilnuj żeby Harry tym razem nie zapomniał.
-Jasne szefunciu.-zaśmiałam się.
-Dobra nie zajmuję Ci więcej czasu. Pa.
-Pa.-po tych słowach wróciłam do salonu. W tym samym czasie pojawił się Harry oraz mężczyzna jego mamy.
-Patrycja to jest Robin, mój przyszły ojczym. Robin, to jest Patrycja moja dziewczyna.-przedstawił nam sobie Harry, a Robin uścisnął moją dłoń.
-Dobra siadajcie i jedzmy bo trzeci raz nie będę tego podgrzewać.-powiedziała Anna. Wszyscy zaczęliśmy jeść pyszną kolację. Przy stole toczyła się wesoła rozmowa na temat umiejętności kulinarnych Harrego i jego ojczyma. Kiedy skończyliśmy Harry i Robin posprzątali, a my z mamą Harrego zaczęłyśmy oglądać album ze zdjęciami małego Harrusia. Kiedy zrobiło się już dość późno udaliśmy się do naszego pokoju. Padłam zmęczona na łóżko i jedyne o czym marzyłam to jak najszybciej zasnąć. Kto by pomyślał, że poznawanie mamy i przyszłego ojczyma Harrego może być takie męczące. Przekręciłam się na plecy i przeciągnęłam się wyciągając ręce ponad głową. Nagle przed moją twarzą pojawiła się twarz Harrego. Zdziwiona spojrzałam na niego i położyłam dłonie na jego karku.
-A pan co by tutaj chciał?-zapytałam uśmiechając się.
-Chciałbym wyciągnąć piękną panią na zwiedzanie tej pięknej miejscowości, w której się znajdujemy.-powiedział całując mnie w nos.
-Przecież jest ciemno i tak nic nie zobaczymy.-powiedziałam dziwiąc się.
-Zaufaj mi. Jest warto.-powiedział ponownie całując mnie w nos.
-No dobra. Może nie będę żałować.-pocałowałam go w usta. Od razu mu się to chyba spodobało bo jego usta coraz bardziej zaczęły napierać na moje. Po chwili zaczął zjeżdżać nimi w dół mojej szyi i składać delikatne pocałunki.
-Może jednak zostaniemy w domu.-wyszeptał Harry dalej molestując moją szyję.
-No chyba Cię pojebało. Nawet nie ma mowy.-powiedziałam odpychając go.
-Czemu?-zapytał zasmucony.
-Bo jesteśmy w twoim domu rodzinnym. Parę godzin temu dopiero poznałam twoją mamę, a ty już chcesz żebym zepsuła sobie opinię w jej oczach. Nawet o tym nie myśl przez czas kiedy tutaj będziemy.-powiedziałam stanowczym tonem.
-No weź.-zajęczał znowu mnie całując.
-Jak wrócimy do Londynu to może o tym pomyślimy.-powiedziałam odrywając się od niego.
-To już mi się bardziej podoba.-powiedział wstając.
-A to, że jadę z Wami w trasę po Europie też Ci się podoba?-zapytałam puszczając mu oczko.
-Nie. To już mi się nie podoba.-powiedział poważnie. Chwyciłam poduszkę i w niego rzuciłam.
-Ty mędo!
-Kocham Cię.-rzucił śmiejąc się-Masz pięć minut. Czekam na dole.-powiedział wychodząc. Mój kolejny rzut tym razem trafił w drzwi. Zaśmiałam się sama do siebie i wstałam z łóżka. Podeszłam do mojej torby która leżała na podłodze i wyjęłam sweterek, który założyłam na sukienkę. Wyjęłam również czarne Conversy bo w sandałkach będzie mi zdecydowanie za zimno. Sprawdziłam czy wszystko w porządku z moim makijażem i zeszłam na dół. Harry leżał na kanapie. Jak tylko mnie usłyszał od razu się podniósł. Wyszliśmy na dwór i ruszyliśmy spacerkiem.
-Nie lubię tych kul.-powiedział wskazując na moje kule.
-Czemu?-zapytałam zdziwiona jego słowami.
-Bo nie mogę trzymać Cię za rękę gdy gdzieś idziemy.-powiedział biorąc moją dłoń w swoją.
-Nie martw się niedługo już się ich pozbędę. To jest za trzy dni.-powiedziałam szybko obliczając ile jeszcze dni będę musiała się trudzić z tym usztywnieniem na nodze i kulami. Chociaż wydaje mi się, że jeszcze trochę będę musiała chodzić o kulach.
-Potem nie wypuszczę twojej dłoni. Zapamiętaj to sobie.-zagroził.
-Dobrze.-zaśmiałam się. Ruszyliśmy dalej. Dookoła były jak na razie same domy jedno rodzinne. Nagle Harry skręcił. Teraz już nie szliśmy chodnikiem tylko po jakiejś trawie. Jak się okazało wyprowadził nas na jakieś pole na wzniesieniu. Widok zapierał dech w piersiach. Dosłownie. Zachodzące słońce malowało różowe arcydzieło na całym niebie. Zielone pagórki skąpane były w zachodzącym słońcu. Wszystko razem wyglądało jak z płótna malarskiego.
-Tutaj przyprowadzałem wszystkie moje dziewczyny.-powiedział przerywając ciszę.
-Łaaał czuję się taka wyróżniona.-zaśmiałam się.
-W tamto miejsce gdzie idziemy zabrałem tylko jedną. Moją pierwszą. Tam przeżyłem pierwszy pocałunek. Tam też zamierzam zabrać Ciebie.-dodał.
-Już trochę lepiej.-powiedziałam podążając za chłopakiem-Możemy zrobić przerwę? Ręce mi odpadają.
-Jasne.-usiadł na ziemi, a ja poszłam w jego ślady.
-Daleko jeszcze do tego magicznego miejsca, w którym pierwszy raz się całowałeś?-zapytałam opierając głowę na jego ramieniu.
-Nie, już niedaleko. Jest tam mały strumyk. Gdy byłem młodszy przychodziłem z kolegami się w nim kąpać w lato. Było nas czterech. Pamiętam jak raz nasze mamy zabroniły nam tam iść bo było dość zimno na dworze. Znaczy nam się wydawało, że jest gorąco. Poza tym jak był lipiec to logiczne, że trzeba było iść się wykąpać w strumieniu. Oczywiście poszliśmy. Robiliśmy to co zawsze. Skakaliśmy z liny, którą zamontował nam tam tata Justina. Po prostu się bawiliśmy. Kiedy już wyschliśmy każdy z nas wrócił do domu. To byłoby dziwne gdyby moja mama o niczym się nie dowiedziała. Ale udawała, że nic nie wie. Kiedy wróciłem zjadłem obiad z nią i Gemmą po czym poszedłem do swojego pokoju. Zadali mi wtedy wyjątkowo dużo więc się tym zająłem. Po pewnym czasie zacząłem czuć się jakbym był jakąś rozgrzaną pochodnią. Po chwili zacząłem trząść się z zimna. Moja mama weszła do mojego pokoju z jakimiś świeżo uprasowanymi ubraniami. Od razu zauważyła, że jakoś tak niewyraźnie wyglądam. Cała czwórka miała ostre zapalenie płuc. Od tego momentu zawsze słucham się mojej mamy.-skończył Harry uśmiechając się. Cały czas gdy opowiadał mi swoją historię patrzył się przed siebie.
-Ile miałeś wtedy lat?-zapytałam śmiejąc się.
-Trzynaście.-powiedział zwracając swój wzrok na mnie-A ty miałaś jakieś ciekawe historie?
-Miałam dużo interesujących historii w moim życiu. Dużo razy się zgubiłam w jakiś centrach handlowych albo jak byłam z rodzicami na wakacjach. Ale chyba ta akcja wygrywa wszystko. Pojechaliśmy z rodzicami w góry do mojej babci. W Tatry. Miałam wtedy szesnaście lat więc przeżywałam wiek buntu. Miałam tam sporo znajomych. Nadal mam tylko, że ja ostatni raz byłam tam trzy lata temu. Jednak kiedy babcia jeszcze żyła bywaliśmy tam bardzo często. Tak więc wybraliśmy się ze znajomymi na pieszą wycieczkę. Zawsze jak gdzieś wychodziłam to mówiłam tylko, że wychodzę. Jak rodzice zadawali jakieś pytania to wtedy im odpowiadałam, a tak to nie miałam w zwyczaju, nadal nie mam, żeby mówić gdzie, z kim, po co i na co. Tata z jednej dziewczyn zajmował się pływaniem po Dunajcu. No i założyłyśmy się z kolegami kto szybciej dopłynie do jakiegoś tam punktu. Oczywiście kiedy my już prawie startowaliśmy przyszedł jej tata i tak nas opieprzył. Oczywiście jako, że byliśmy młodzi i zbuntowani to uznaliśmy, że pójdziemy sobie na wycieczkę w ramach sprzeciwu. Szkoda tylko, że bez żadnego przygotowania tylko tak jak staliśmy. Na szczęście udało nam się dotrzeć do schroniska przed totalną nocą. Ratownicy TOPRu sprowadzili nas do doliny. Tylko, że nie na naszą prośbę tylko mojej babci. Mój dziadek pracował w TOPRZe więc moja babcia miała doskonały kontakt z większością ratowników. Babcia nas porządnie opieprzyła. Miałam szczęście, że byłam wtedy sama u babci.-w moich oczach zebrały się łzy na samo wspomnienie babci.
-Nie mogli do Was zadzwonić?-zapytał Harry.
-Przecież powiedziałam, że poszliśmy tak jak staliśmy. Nie potrzebne nam były wtedy telefony. Lepiej się bawiliśmy bez nich. Zresztą właśnie jeszcze co chwilę by do nas wydzwaniali i nie moglibyśmy się spokojnie wspinać.-powiedziałam uśmiechając się pod nosem.
-Z kim ja mam do czynienia?! Jakaś ryzykantka po całej linii.-złapał się za głowę i pokręcił z niedowierzaniem.
-Moja babcia obiecała nam, że nigdy nas nie wyda rodzicom w zamian, że będziemy przez całe wakacje pomagać w TOPRZe. Właśnie za sprowadzenie nas i ocalenie nam tyłków. Tym sposobem do końca wakacji wszyscy chodziliśmy jako wolontariusze do centrum TOPRu i opowiadaliśmy ludziom jakie istnieją zagrożenia w górach i jak należy się przygotować do pieszej wycieczki.-poparzyłam się na niego, a on uśmiechał się pod nosem, kręcąc lekko głową z niedowierzaniem-Tak jak moja babcia obiecała nie wydała nas nigdy. Zabrała tą tajemnicę do grobu bo trzy miesiące później zmarła.-dodałam po chwili, łamiącym się głosem.-Harry nic nie powiedział tylko mocniej mnie przytulił i potarł dłońmi po moich plecach. Szybko się uspokoiłam i otarłam samotną łzę, która spłynęła po moim policzku.
-A ja myślałem, że to ja byłem niegrzecznym dzieckiem.-powiedział patrząc się na mnie, a ja tylko prychnęłam śmiechem. Od razu rozładował całe napięcie, które się we mnie zebrało.
-Jak miałam osiem lat to obcięłam kotu mojej babci wąsy i powycinałam mu futerko we wzorki. Nazywał się Stasiek. Był cały rudy. Przypominał trochę Garfielda tylko, że Stasiu nie ciągnął brzuszkiem po ziemi.
-Obcinanie kotu wąsów chyba każdy przeżył w swoim dzieciństwie.-zaśmiał się Harry, a ja razem z nim-Lubisz koty?-zapytał nagle.
-Lubię. Ale nigdy go nie mogłam mieć bo moja mama jest uczulona na sierść.
-To trzeba było sobie kupić takiego bez sierści.
-O fu. Nie nigdy w życiu. Kot musi mieć sierść żeby było co głaskać, a gdyby mnie zdenerwował to miałabym przynajmniej z czego zrobić czapkę.-zaśmiałam się, a mój chłopak razem ze mną. Kiedy przestaliśmy się śmiać zapadła cisza. Siedzieliśmy sobie tak oddychając świeżym powietrzem. Cisza dookoła nas była wręcz cudowna. Nic ani nikt nie mógł jej zepsuć. Harry objął mnie ramieniem i do siebie przyciągnął. Mogłabym tak trwać wiecznie.



Jest! Udało mi się dodać :D Co powiecie na takie opowiadania z przeszłości? Podobają się? :) 

Następny pewnie będzie pod koniec stycznia :)
Jak macie jakieś pytania to pytajcie śmiało w komentarzach albo na moim TT albo na moim asku :) Jedno i drugie znajdziecie w zakładce kontakt :)

 Pozdrawiam i całuję Harolda :*