niedziela, 8 grudnia 2013

25. To tak ładnie wygląda tylko z boku...

(21 KWIECIEŃ)

Harry ma dzisiaj zagrać jakiś mecz ze swoimi kolegami. Nie znam ludzi no ale to nie moja wina, że on ma tylu znajomych. Pogoda jak zwykle nas nie rozpieszczała, niebo było całe w ciemnych chmurach, a deszcz jakby tylko czekał na wystrzał z pistoletu by móc spaść i zalać ulice Londynu. Okropnie się z tym czuję bo przecież mamy już prawie maj. Mam nadzieję, że w końcu zacznie się robić cieplej. Jednak mimo to wsiadłam do tego samochodu i Harry ruszył na obrzeża miasta gdzie podobno jest ich mały stadion, na którym zawsze sobie grają. Po półtorej godzinie wyjeżdżania z Londynu w końcu dotarliśmy na miejsce. Harry szybko wyskoczył i podbiegł przywitać się z kolegami, którzy już na niego czekali. Wyszłam i stanęłam z boku. Nie wiem czemu się uparł, że mnie nie zostawi samej w domu. Ciekawe czy cały dzień zamierza mnie tak olewać. Mimo wszystko delikatny uśmiech pojawił się na mojej twarzy kiedy widziałam jak cieszy się z tego, że widzi się ze znajomymi, z którymi podobno bardzo długo się nie widział. Po długiej chwili dopiero sobie o mnie przypomniał. Podeszłam do niego kiedy wyciągnął do mnie swoją dłoń. Już się nawet przyzwyczaiłam do chodzenia o kulach.
-Panowie to jest Patrycja. Patrycja to są moi kumple. Zack, John, Erick, Ronald, Louis, Ernest, Marcel, Christian.-przedstawił ich po kolei tak jak stali, a ja z każdym wymieniłam uścisk dłoń i uśmiech.
-Nie martw się jeszcze paru będziesz musiała zapamiętać bo ma się zjawić jeszcze kilku.-zaśmiał się pierwszy z nich, czyli Zack.
-Może jakoś sobie poradzę.-odpowiedziałam. Panowie ponownie wrócili do jakiejś dyskusji na temat piłki nożnej, a Harry wrócił po swoją torbę do samochodu.
-Chodź pokażę Ci gdzie możesz siedzieć i mi kibicować.-radość z niego wręcz kipiała. Widać, że naprawdę się za nimi stęsknił. Zaprowadził mnie na trybuny, a sam udał się do szatni. Cały stadion był w opłakanym stanie można spokojnie stwierdzić. Długie drewniane ławki służące za trybunę były połamane w wielu miejscach. Oświetlenie chyba dawno tutaj wysiadło. Murawą też się nikt nie przejmował bo było to pomieszanie piachu i resztek trawy. Barierki służące za ogrodzenie całe zardzewiałe. Miejsce trochę jak z jakiegoś horroru można powiedzieć. Koledzy Harrego już kopali piłę na boisku i głośno się do tego śmiali. Przyglądałam się im jacy są beztroscy. Wszyscy mniej więcej w tym samym wieku co mój chłopak, który już po chwili do nich dołączył. Siedziałam zamyślona i patrzyłam się tępo przed siebie. Głośne okrzyki chłopaków oznaczały, że któryś z nich strzelił gola albo popełnił jakieś wykroczenie. Piłka nożna nigdy nie była moim ulubionym sportem.
-A ty co tutaj tak sama siedzisz?-zapytał jakiś mężczyzna, a ja podskoczyłam jak oparzona, kładąc dłoń na klatce piersiowej-Przepraszam nie chciałem Cię przestraszyć.-usiadł obok mnie i pokazał swoje białe zęby w uśmiechu. Miał kruczoczarne włosy ułożone w artystycznym nieładzie, do tego w jednym uchu dość spory tunel. Mimo takiej pogody był w krótkich spodenkach oraz bluzce na ramiączkach, która pokazywała jego wyrzeźbione ramiona.
-Zamyśliłam się po prostu.-odwzajemniłam uśmiech.
-No to jak już wróciłaś na ziemię to mogę się spytać co tutaj tak sama siedzisz?-po co się pyta jak i tak się spytał?
-A oglądam sobie mecz.-uśmiechnęłam się-Ale my się chyba nie znamy.
-Oj przepraszam gdzie moje maniery. Nazywam się Nick i jestem tutaj stróżem.-wyciągnął do mnie swoją dłoń, a ja uścisnęłam ją.
-Patrycja i jestem dziewczyną jednego z biegających tam.-wskazałam boisko głową.
-A już myślałem, że sama z siebie tutaj przyszłaś.-zaśmiał się-Chyba nie jesteś Brytyjką.
-No nie jestem.-spojrzałam na boisko żeby ocenić sytuację. Mój chłopak od początku meczu nawet ani razu nie spojrzał w moją stronę to czemu teraz miałoby być inaczej.
-Nie wiesz czy przypadkiem nie kończą?-zapytał patrząc jak tamci zawzięcie walczyli o piłkę.
-Nie mam zielonego pojęcia.-wzruszyłam ramionami w geście znudzenia i skrzyżowałam ręce na piersi.
-Coś mi się wydaje, że to ostatnie miejsce gdzie chciałabyś teraz być.-zaśmiał się.
-Aż tak bardzo to widać?-zapytałam unosząc brwi w geście zdziwienia.
-Obserwuję cię od jakiś trzydziestu minut i cały ten czas siedziałaś patrząc się tylko w jeden punkt to na pewno musisz być największą fanką piłki nożnej.-że jemu nie jest zimo-Może chcesz się przejść? Pewnie już zmarzłaś tak siedząc.
-A wiesz, że z przyjemnością.-wstaliśmy i ruszyliśmy wzdłuż siedzisk do betonowych schodów na środku trybuny-Opowiedz mi coś o tym miejscu.
-Dużo tutaj nie ma do opowiadania. W latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych była tutaj mekka wszystkich piłkarzy z okolicy. Miejscowa drużyna rozgrywała tutaj mecze, przychodziło wtedy całe miasteczko. Mój tata w niej grał więc wiem co nieco na ten temat.-mimo iż Nick wydawał się bardzo sympatyczny coś mówiło mi, że wcale taki sympatyczny to nie jest. Mimo to poszłam na ten spacer. Może zrobiłam to dlatego, że Harry nawet nie zauważył, że zniknęłam. Od rana zachowywał się jak jakiś obcy mi człowiek. Nasza rozmowa od rana ograniczyła się do wymiany dwóch zdań. Kiedy my obeszliśmy cały obiekt oni skończyli grę i weszli do szatni. Nick odprowadził mnie na parking.
-Mam nadzieję, że kiedyś się jeszcze spotkamy.-jego szeroki uśmiech wydawał mi się dziwnie podejrzany. Matko mam chyba już jakieś urojenia, a może to to miejsce tak na mnie działa.
-Może kiedyś.-uśmiechnęłam się do niego przyjaźnie. Nieźle zmarzłam mimo że Nick mnie trochę przeciągnął. Po chwili zjawił się Harry i jego koledzy.
-To może daj mi jakieś namiary albo coś w tym stylu.-czy ja nie wspominałam o tym, że mam chłopaka?
-Dobra Nick ile dzisiaj?-zapytał jeden z kolegów Harrego.
-Tyle co zawsze.-odwarknął. Każdy wyjął portfel i się zrzucili. To oni muszą płacić za wynajem tej rudery?
-Masz.-podał mu ten sam chłopak co wcześniej się go pytał ile płacą.
-I wieczór z dziewczyną.-powiedział cichym i stanowczym głosem Nick. Cała się spięłam i poczułam jak krew odpływa mi z twarzy. Moje oczy musiały być wielkości spodków bo jakoś wierzyć mi się nie chciało w to słyszę.
-Nawet o tym nie myśl Hunter.-warknął Harry, który momentalnie sobie o mnie przypomniał i stanął przede mną.
-Ależ myślę i to poważnie.-znowu pokazał te swoje bielutkie zęby. Tym razem w już w nie takim sympatycznym uśmiechu. Dłoń Harrego odnalazła moją i byłam mu za to bardzo wdzięczna bo jeszcze chwila i bym upadła mimo kul.
-Idź lepiej kup sobie jeszcze trochę dragów za tą kasę. Więcej z tego będziesz miał. Może szybciej umrzesz.-warknął jeden z kolegów Harrego. Nick znowu się uśmiechnął po czym pokręcił głową i oddalił się pokazując nam swoje środkowe palce.
-Jeszcze się policzymy!-krzyknął. A ja nadal stałam jak wmurowana.
-Kretyn.-podsumował chyba Zack.
-Dobra jedziemy coś zjeść?-zapytał niski blondyn.
-Jasne. Tam gdzie zawsze.-zgodzili się i każdy poszedł w kierunku swojego samochodu. Wyswobodziłam się od dłoni Harrego i ruszyłam w stronę jego samochodu po czym usiadłam szybko na siedzeniu pasażera. Nadal byłam na niego zła za to, że tak po prostu traktował mnie jak powietrze. Zdecydowanie miałam już dość tego dnia. Nie dość, że chłopak traktował mnie jak powietrze, to zmarzłam jak cholera i jeszcze jakiś naćpany bałwan się do mnie przystawiał. Po chwili dołączył do mnie Harry, który znowu zapomniał o czymś takim jak rozmowa i nie odezwał się ani słowem. Ruszył za kolegami, a ja poczułam mój wibrujący telefon. Szybko wyciągnęłam go z kieszeni i odebrałam.
-Cześć Pati!-usłyszałam radosny śmiech Eleanor.
-Cześć El.-odpowiedziałam starając się nie brzmieć zbyt smutno.
-Co tam słychać?-zapytała.
-A po staremu.-odpowiedziałam wzdychając ciężko.
-Pokłóciliście się?-zapytała od razu.
-Nie chcę teraz o tym rozmawiać. Wieczorem zadzwonię to pogadamy.
-Albo wpadniesz do mnie na babski wieczór. Louisa wywalimy gdzieś i zamówimy sobie pizzę i znajdziemy jakieś wino. Od razu lepiej się poczujesz.-ciocia Ela w pogotowiu.
-Z wielką przyjemnością. Tylko, że nie wiem, o której będziemy z powrotem w domu.
-No to jak już wrócicie to daj mi znać. Nie pozabijajcie się tam tylko, cokolwiek robicie.-zastrzegła. Prędzej to ja chyba zamarznę.
-Dobrze. Będziemy ostrożni.-uśmiechnęłam się.
-To do zobaczenia.
-Papa.-rozłączyłam się i oparłam głowę o szybę lekko przymykając oczy. Deszcz, który od rana chciał spać w końcu sobie ulżył i zaczął zalewać ten marny świat. W moich oczach również zebrały się łzy. Nie wiem co one tam robiły ale ja ich na pewno nie zapraszałam. Pojedyncza łza spłynęła po moim policzku, a ja szybko ją starłam. Dojechaliśmy pod jakiś miejscowy bar. Harry zaparkował i wysiadł. Podążyłam w ślad za nim. Chociaż może lepiej by było gdybym została w samochodzie albo poszła w przeciwnym kierunku. Potarłam moje ramiona aby trochę je rozgrzać ale nic to specjalnie nie pomogło. Harry przytrzymał mi drzwi. Weszłam do budynku, w którym mieścił się bar. Harry przywitał się z kelnerkami machając im i usiadł przy dużym stole. Przysiadłam obok niego. Czułam się jak jakiś intruz albo inny nieproszony gość. Kiedy panowie już się wszyscy zjawili, podeszła do naszego wielkiego stolika drobna blondynka. Zamówili to co zawsze. Ciekawe cóż to takiego. Siedziałam z brzegu więc wstałam i podeszłam do baru gdzie krzątała się kelnerka, która zbierała od nas zamówienie.
-Przepraszam, czy jest tutaj toaleta, z której mogłabym skorzystać?-zapytałam przyjaźnie się do niej uśmiechając.
-Oczywiście, że jest. Korytarzem prosto, pierwsze drzwi po prawej. Proszę tutaj ma pani kluczyk.-podała mi srebrny kluczyk.
-Dziękuję.-ponownie się uśmiechnęłam i ruszyłam we wskazanym przez nią kierunku. Kiedy wróciłam każdy miał coś do picia. Przy moim miejscu stała filiżanka, a Harry jednocześnie rozmawiając z kolegą siedzącym obok niego wyciskał saszetkę z herbatą, a następnie wsypał dwie łyżeczki cukru, czyli tak jak lubię. Oddałam kluczyk kelnerce, a ona się do mnie promienie uśmiechnęła.
-Chyba bardzo musi panią kochać pański chłopak bo jeszcze nie widziałam, żeby jakiś mężczyzna przychodzący do tego baru z grupą swoich przyjaciół troszczył się o herbatę dla swojej dziewczyny.
-Po pierwsze żadna ze mnie pani. Patrycja, miło mi.-wyciągnęłam do niej dłoń.
-Veronica, mi również miło Cię poznać Patrycjo.-uścisnęła moją dłoń.
-Wracając do twojego spostrzeżenia. To tak ładnie wygląda tylko z boku bo jakoś od rana nie zauważyłam żeby był zainteresowany moją osobą.-uśmiechnęłam się smutno.
-Nie martw się. Wszystko będzie na pewno okej.-uśmiechnęła się pocieszająco.
-Mam cichą nadzieję.-westchnęłam-Dobra, a teraz tak pytanie z innej paczki. Może powiedziałabyś mi co to znaczy „to co zawsze”?-zapytałam. Ona tylko zaśmiała się, po czym wytłumaczyła mi, że jest to jadalne. Usiadłam ponownie obok Harrego i wzięłam w dłonie ciepłą filiżankę. Strasznie zmarzłam siedząc na tych trybunach więc herbata była zbawienna. Po chwili pojawiły się kelnerki z naszym posiłkiem. Rozmowy trochę przycichły na czas pochłaniania frytek z kurczakiem. Napisałam smsa do El, że nawet jeżeli bym miała dopiero o północy do niej dotrzeć to i tak się pojawię bo muszę odreagować przebywanie z taką ilością facetów przez tyle czasu, a ona odpisała, że mogę przyjść nawet później i że będzie na mnie cierpliwie czekać. Po dwóch godzinach dyskutowania i jedzenia panowie uznali, że koniec tego spotkania. Udaliśmy się do samochodu Harrego i od razu odjechaliśmy. Była godzina szósta, czyli nie tak źle jak się spodziewałam. Całą drogę powrotną Harry znowu milczał, a ja nawet nie miałam ochoty zaczynać rozmowy bo jeszcze by mi nie odpowiedział. Kiedy dojechaliśmy do domu Harrego od razu poszłam się przebrać na spotkanie z Eleanor. Szybko się ogarnęłam i zeszłam na dół. Zakładając but postanowiłam do niej zadzwonić.
-No cześć. Ja już się do Ciebie zbieram. Znaczy wychodzę.
-Spoko to wyganiam Louisa. Wysyłać Louisa po Ciebie czy Harry Cię podrzuci?-zapytała.
-To może przyślij Lou.-nie wiem nawet czy Harry zauważy, że wyszłam.
-Dobra. Czekam. Buźka.
-Do zobaczenia.-rozłączyłam się i poszłam do kuchni. Harrego nigdzie nie było, a przynajmniej ja na niego nie trafiłam. Znalazłam karteczkę i szybko napisałam, że wyszłam do El. Zostawiłam ją na wyspie i sprawdzając czy na pewno mam wszystko co potrzebne w torebce wyszłam z jego willi. Po chwili podjechał Louis, który podrzucił mnie pod swój dom, a sam wrócił do domu Harrego.



Rozdział napisałam już jakiś czas temu. Mam nadzieję, że Wam się podoba ;)
Na następny zapraszam jakoś za półtora tygodnia/dwa tygodnie. Oczywiście jeżeli przeżyję następny tydzień bo moje kochane liceum postanowiło zamordować kochaną 1b ilością klasówek, sprawdzianów i kartkówek...

Parę osób pisało, że nie działa link do zdjęcia z nową fryzurą Pati. Już go odświeżyłam :) Powinno być teraz wszystko okej :) Jeżeli nie będzie działać to dajcie znać :)
Pozdrawiam i całuję Harolda :*

7 komentarzy:

  1. hej rozdział jest boski tez jestem w 1b ale gimnazjum bede czekać nie cierpliwie na next'a - Zuzia PS pierwsza !!! <3 ;3

    OdpowiedzUsuń
  2. Super!
    A moje liceum postanowło zamęczyć 1d, tak 1d :D Jaram się tym strasznie xD

    OdpowiedzUsuń
  3. ale sie sypie.. ojej. oni sie chyba rozstaną ....

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak rozstana? Wat ?.! xD serio? Ile wy macie lat? Na pewno bd razem.. Ale zakladam ze cos sie stanie. Osz kurwa nie przerywaj w takim momencie x.x

    OdpowiedzUsuń
  5. Super rozdział! Czekam pilnie nn :***

    OdpowiedzUsuń
  6. Nominuję cię do Liebster Award :D
    http://what-can-you-lose.blogspot.com/2013/12/liebsten-awards.html

    OdpowiedzUsuń