wtorek, 31 grudnia 2013

26. Ej bo będę zazdrosna.

Usiadłam przy pięknym fortepianie, który stał w salonie w domu Eleonor i Louisa. Zaczęłam delikatnie naciskać kolejne klawisze.
-Lubię gdy Loui czasami gra wieczorami. Oczywiście tymi wieczorami kiedy nie jest na drugim końcu kraju albo świata.-powiedziała brunetka opierając się o instrument.
-Nie wiedziałam, że Louis umie grać.-zdziwiłam się.
-Dla mnie to też był szok.-zaśmiała się-A teraz przeżyjesz jeszcze większy szok. On sam nawet próbuje coś komponować.-otworzyłam szeroko oczy i uśmiechnęłam się przyjaźnie.
-To już mam pierwszego pomocnika do pisania piosenek.-ucieszyłam się.

Siedziałyśmy z Eleonor na podłodze przy kanapie, zajadałyśmy się pizzą i popijałyśmy ją winem. Wieczór mijał nam raczej w wesołej atmosferze. Cały czas zaśmiewałyśmy się z różnych historii jakie sobie opowiadałyśmy. Kiedy na zegarku pojawiła się czwarta przetarłyśmy obydwie oczy ze zdziwienia. Louis wrócił jakieś dwie czy trzy godziny temu i prosto poszedł do łóżka.
-Chyba pora żeby wróciła do domu.-westchnęłam.
-Odprowadzę Cię.-razem ruszyłyśmy. Na szczęście już za niecały tydzień pozbędę się gipsu. Kiedy dotarłyśmy do celu pożegnałyśmy się i Eleonor ruszyła z powrotem do swojego domu. Weszłam do środka i zastałam Harrego śpiącego na kanapie w salonie. Podeszłam do niego po cichu i przyjrzałam mu się z czułością. Dotknęłam delikatnie dłonią jego policzka na co on poruszył się niespokojnie. Szybko zabrałam dłoń i ruszyłam w stronę schodów. Kiedy już przebrałam się w piżamę od razu położyłam się do łóżka sen przyszedł niemal natychmiast.

Zobaczyłam jak przysuwa swoje usta do moich. Zdziwiona lekko rozchyliłam je i odsunęłam się do tyłu. W klubie było pełno ludzi więc nie miałam zbytnio gdzie uciekać.
-Widzę, że fajnie się tutaj bawisz!-usłyszałam za sobą tak dobrze znany mi głos. Gorzej być nie mogło. Odwróciłam się i zobaczyłam jego zielone tęczówki, z których wręcz kipiała złość. Nick przysunął się bliżej do mnie z chytrym uśmieszkiem na ustach. Automatycznie się od niego odsunęłam z przerażeniem na twarzy. Chciałam zrobić krok w stronę Harrego ale dłoń na moim nadgarstku mi nie pozwoliła.
-Nie dotykaj mnie!-zaczęłam się szarpać.
-Nie przesadzaj maleńka jeszcze przed chwilą tego chciałaś. A teraz nagle zgrywasz nieprzystępną jak pojawił się twój chłoptaś?-prychnął i przewrócił oczami. Po jego słowach moja dłoń spotkała się z jego policzkiem. Syknęłam z bólu i wyrwałam się temu kretynowi. Spojrzałam w stronę gdzie wcześniej stał Harry ale jego już tam nie było. Jego postać kierowała się do wyjścia z tłocznego i dusznego klubu. Od razu ruszyłam biegiem za nim. W moich oczach zaczęły zbierać się łzy. Skręcił w stronę parku więc pobiegłam za nim. Te cholerne szpilki strasznie mi przeszkadzały więc po prostu je zdjęłam i ruszyłam biegiem za Harrym.
-Harry! Zaczekaj!-krzyknęłam, a on się odwrócił. Na jego twarzy wymalowana była złość.
-Po co mam czekać?! Leć sobie do tego twojego chłoptasia!-matko co ja narobiłam.
-Sam się do mnie przystawiał!-krzyknęłam, a z moich oczu zaczęły płynąć łzy.
-Jasne. Zawsze tak mówią. Ja wracam z tego pieprzonego Meksyku żeby się z tobą zobaczyć żeby naprawić swoje błędy, a ty tutaj jak widać w najlepsze się bawisz.-jego słowa jak małe szpileczki wbijały mi się w serce, a z oczu łzy płynęły strumieniami rozmazując mi wszystko przed oczami.
-Miałam tego wszystkiego dość. Poszłam z El na imprezę żeby odreagować. Zaczął się do mnie przystawiać! Nie chciałam tego!-pokręcił tylko głową.
-To w takim razie gdzie zgubiłaś El?!-zapytał wyrzucając ręce w powietrze.
-Nie wiem gdzie ona jest.-załkałam. Powiedziała, że idzie do toalety, a ja zostałam na parkiecie.
-Może jej tam w ogóle nie ma? Może jest z Louisem, który przyleciał razem ze mną?-warknął, a ja nie wiedziałam co miałam odpowiedzieć. Nic mi nie powiedziała.
-Nie wiem.-powiedziałam cicho i nie wiedziałam co mam robić.
-Jak się dowiesz to możesz przyjść po swoje rzeczy i może to mieszkanie nie byłoby głupim rozwiązaniem.-warknął po czym odkręcił się i odszedł zostawiając mnie tak samą na środku tego pustego parku. Cała się trzęsłam z zimna i ze strachu. Łzy nie chciały przestać lecieć. Usiadłam na ławce i podkulając kolana schowałam w nie twarz płacząc nad swoim życiem.

-Pati obudź się. Obudź się!-ktoś delikatnie dotykał mojego policzka. Po chwili poczułam jak jego usta dotykają mojego czoła. Otworzyłam szybko oczy i usiadłam gwałtownie. Miałam mokre policzki od łez i cała byłam roztrzęsiona. Harry szybko przyciągnął moje ciało do swojego, a z moich oczu poleciała kolejna porcja łez.
-Już wszystko jest w porządku. Spokojnie. To był tylko zły sen. Już jesteś bezpieczna.-szeptał mocno trzymając mnie przy sobie i delikatnie gładząc po plecach.
-Harry błagam nie pozwól mu się do mnie zbliżać.-wyszeptałam kiedy już się uspokoiłam.
-Kimkolwiek on jest nie pozwolę mu na to.-powiedział patrząc mi się w oczy. Położył się, a ja od razu wtuliłam się w jego ciało.
-Dziękuję.-pocałowałam jego klatkę piersiową.
-Może mi opowiesz kto to był? Podobno zawsze lepiej się człowiekowi robi kiedy już wyrzuci z siebie te wszystkie złe emocje.-wyszeptał nadal gładząc mnie po plecach. Po chwili milczenia opowiedziałam mu cały sen.
-To wszystko było takie realistyczne.-powiedziałam na sam koniec. Harry podał mi chusteczki, a ja w dość mało kulturalny sposób wydmuchałam nos.
-Mogłem Cię nie zabierać na ten mecz. Nie miałabyś teraz żadnych koszmarów.-powiedział.
-No tak jeszcze zacznij się za to obwiniać. Czasem już się tak dzieje, że musi się przyśnić jakiś koszmar. Nic na to nie poradzę.-objęłam jego twarz dłońmi-A ty masz mi się tutaj za to nie obwiniać.
-Tak jest.-zasalutował, a mi od razu lepiej się zrobiło kiedy usłyszałam jego śmiech.
-Zgłodniałam.-wymamrotałam-Która jest godzina?
-Jest Słonko dwadzieścia minut po drugiej.-powiedział Harry sprawdzając na swoim zegarku.
-Po drugiej?-zapytałam zdziwiona. Dopiero teraz zauważyłam, że jest ubrany w krótkie spodenki i koszulkę.
-Tak po drugiej. Co byś zjadła?-zapytał podnosząc się.
-A co szef kuchni poleca?-zapytałam wstając. Wzięłam kule i ruszyłam w stronę garderoby.
-Coś na pewno wyczaruje.-powiedział i wyszedł z sypialni. Wybrałam sobie ubranie na dzisiejszy dzień. Piękne słońce na bezchmurnym niebie mogło oznaczać tylko jedno. Cały dzień na słońcu i opalanie się. Poszłam pod prysznic. Umyłam szybko całe ciało i włosy. Doszłam już do wprawy z tym gipsem i nie spędzam godziny na myciu się. W sumie to niedługo mają mi go zdjąć. Całe szczęście. Zawinęłam mokre włosy w turban i ubrałam się w wybrane przez siebie wcześniej ubranie. Umyłam zęby, po czym rozczesałam włosy i umalowałam się. Nie będę męczyć włosów suszarką, same niech wyschną. Kiedy zeszłam na dół zobaczyłam Harrego krzątającego się na tarasie. Od razu do niego dołączyłam.
-Śniadanio-obiad dla pięknej pani raz.-powiedział stawiając przede mną talerz z pięknie wyglądającymi kanapkami-Specjalność szefa Stylesa.
-Merci szefunciu.-zaśmiałam się i zabrałam się za jedzenie. Po konsumpcji tego jakże wykwintnego dania położyłam się na leżaku i zaczęłam delektować się słońcem, którego ostatnio tak bardzo mi brakowało. Harry przyniósł mi jeszcze wodę z hawajską parasolką i sam położył się na drugim leżaku.
-O której wczoraj wróciłaś?-zapytał się.
-Około czwartej nad ranem. Dlaczego spałeś na kanapie?
-Bo czekałem na Ciebie.-po chwili milczenia dodał-Co powiesz na parodniowy wypad do mojej rodzinnej miejscowości?-zapytał.
-Nie mam wyboru. Muszę się zgodzić.-zaśmiałam się-Ty już poznałeś moją mamę.
-No właśnie. Dzisiaj wieczorem wyjazd. Oczekuję Cię spakowanej na co najmniej trzy dni przy samochodzie o godzinie szóstej trzydzieści. Bez żadnych sprzeciwów.
-Tak jest panie kapitanie!-zasalutowałam śmiejąc się przy tym.

Harry zapakował nasze torby do bagażnika, a ja w tym czasie zajęłam miejsce pasażera. Założyłam na nos okulary przeciwsłoneczne. Miałam genialny humor pomimo tego porannego koszmaru. Chyba to słońce tak mnie działa. Nareszcie postanowiło zacząć świecić. W końcu mamy końcówkę kwietnia.
-Gotowa do drogi?-zapał Harry siadając na miejscu dla kierowcy i zapiął pasy. Podałam mu jego Ray Bany, a on je założył.
-Gotowa.-puściłam mu oczko, a on nachylił się w moją stronę i skradł mi słodkiego buziaka.
-To jedziemy.-odpalił swoje wielkie auto i wyjechał na ulicę. Droga upływała nam na rozmowach o niczym albo śpiewaniu piosenek, które leciały w radiu. Moje wykonanie „One way or another” jest milion razy lepsze niż chłopaków. Spokojnie mogłabym być ich wrogiem numer jeden na rynku. The Wanted mogłoby przy mnie podłogę czyścić.
-Wiesz co mnie zawsze zastanawiało?-zapytał Harry kiedy już przestałam się śmiać.
-No dawaj. Na pewno coś bardzo poważnego i ważnego.-powiedziałam sprawdzając w lusterku mój makijaż.
-Żebyś wiedziała, że jestem w stu procentach teraz poważny.-serio był poważny. Popatrzyłam się na niego z zaciekawieniem.
-Słucham Cię.-zachęciłam go żeby w końcu wydusił z siebie tą mega poważną sprawę.
-No więc zastanawiałem się czy byłabyś ze mną gdybym nie był sławny.-powiedział po chwili milczenia. Wpatrywałam się w jego profil. Kurde to naprawdę było poważne.
-Pewnie gdybyś nie był sławny to by nas tutaj nie było bo byśmy się nie poznali. Ale myślę, że jeżeli Ten na górze chciał żebyśmy byli razem to i tak by jakoś skrzyżował nasze drogi i jednak byśmy byli razem.-odpowiedziałam cały czas patrząc się na jego spokojną twarz. Jego usta wykrzywiły się w uśmiechu, a w policzkach pojawiły się dołeczki.
-Gdybym nie kierował to bym Cię pocałował. Więc wyobraź sobie, że Cię całuje.-powiedział śmiejąc się.
-Okej.-zamknęłam oczy i wyobraziłam sobie jak jego usta dotykają moich.
-Dobra już skończyłem Cię całować.-powiedział śmiejąc się.
-A było tak przyjemnie.-otworzyłam oczy i popatrzyłam się na niego z wyrzutem. Moja reakcja doprowadziła tylko do kolejnego wybuchu śmiechu. W takiej właśnie wesołej atmosferze zajechaliśmy na stację benzynową.
-Chcesz coś do jedzenia?-zapytał mnie Harry.
-Nie ale z przyjemnością skoczę do toalety.-powiedziałam wysiadając z jego dużego samochodu.
-Dobra.-powiedział i zaczął tankować. Doszłam do wymierzonego celu i załatwiłam moje potrzeby fizjologiczne. Kiedy wychodziłam wpadłam w jakiegoś mężczyznę.
-Oj przepraszam pana bardzo.-powiedziałam podnosząc moje kule, które upadły mi na podłogę.
-Nic się nie stało.-powiedział uśmiechając się pogodnie. Kiedy wyszłam na sklep zobaczyłam Harrego płacącego przy kasie. Zaczekałam na niego przy drzwiach. Uśmiech pojawił się na mojej twarzy gdy zobaczyłam jak Harry robi sobie zdjęcie z kasjerką po czym odchodzi machając do niej.
-Ej bo będę zazdrosna.-powiedziałam kiedy szliśmy już w stronę samochodu.
-Zazdrosna powiadasz.-powiedział Styles patrząc się na mnie z wysokości.
-Tak. Zazdrosna.-potwierdziłam zatrzymując się przy moich drzwiach.
-A co powiesz na to.-objął dłońmi moją twarz i zaczął mnie namiętnie całować. Kiedy przerwał oparł swoje czoło o moje i uśmiechnął się zadziornie.
-Powiem, że mogę tak zawsze i wszędzie o każdej porze.-wyszeptałam normując oddech.
-Mi pasuje.-zaśmiał się po czym pocałował mnie jeszcze raz tym razem delikatniej-A teraz wskakuj do naszej karocy bo nigdy nie dojedziemy.-otworzył mi drzwi, a ja usadowiłam się na moim miejscu. Ruszyliśmy w dalszą drogę. Tym razem było spokojniej. Słońce zachodziło powoli za horyzont malując na niebie piękną mozaikę kolorów. Nie wiem nawet ile czasu minęło aż w końcu Harry zatrzymał się na podjeździe pod małym domem.
-Jesteśmy w domu.-powiedział patrząc się na budynek. Jego oczy zaświeciły się radośnie, a na twarzy wymalował się ten piękny uśmiech. Wysiedliśmy i od razu podeszliśmy do drzwi. Harry otworzył je kluczami, które wyjął z kieszeni.
-Mamo! Wróciłem!-krzyknął zapraszając mnie gestem dłoni do środka.
-Witaj Harry.-usłyszałam damski głos. Obydwoje spojrzeliśmy na postać, która stanęła przed nami. Ja ze zdziwieniem, a Harry z przerażeniem.
-Julia.-wyszeptał.



Co za Julia? Hyhy :D Ja wiem ale Wam jak na razie nie powiem :D


Z racji, że mamy dzisiaj 31.12.2013 to chciałabym Wam życzyć aby ten nadchodzący 2014 był tylko lepszy żeby wszystkie Wasze postanowienia noworoczne się spełniły i żebyście w nich wytrwały :) Jak również żebyście z chęcią zaglądały na mojego bloga :) Bliskości, ciepła i duuużo, duuuużo miłości <3 Kocham Was <3
Do zobaczenia w nowym roku! 

Pozdrawiam i całuję Harolda :*

niedziela, 8 grudnia 2013

25. To tak ładnie wygląda tylko z boku...

(21 KWIECIEŃ)

Harry ma dzisiaj zagrać jakiś mecz ze swoimi kolegami. Nie znam ludzi no ale to nie moja wina, że on ma tylu znajomych. Pogoda jak zwykle nas nie rozpieszczała, niebo było całe w ciemnych chmurach, a deszcz jakby tylko czekał na wystrzał z pistoletu by móc spaść i zalać ulice Londynu. Okropnie się z tym czuję bo przecież mamy już prawie maj. Mam nadzieję, że w końcu zacznie się robić cieplej. Jednak mimo to wsiadłam do tego samochodu i Harry ruszył na obrzeża miasta gdzie podobno jest ich mały stadion, na którym zawsze sobie grają. Po półtorej godzinie wyjeżdżania z Londynu w końcu dotarliśmy na miejsce. Harry szybko wyskoczył i podbiegł przywitać się z kolegami, którzy już na niego czekali. Wyszłam i stanęłam z boku. Nie wiem czemu się uparł, że mnie nie zostawi samej w domu. Ciekawe czy cały dzień zamierza mnie tak olewać. Mimo wszystko delikatny uśmiech pojawił się na mojej twarzy kiedy widziałam jak cieszy się z tego, że widzi się ze znajomymi, z którymi podobno bardzo długo się nie widział. Po długiej chwili dopiero sobie o mnie przypomniał. Podeszłam do niego kiedy wyciągnął do mnie swoją dłoń. Już się nawet przyzwyczaiłam do chodzenia o kulach.
-Panowie to jest Patrycja. Patrycja to są moi kumple. Zack, John, Erick, Ronald, Louis, Ernest, Marcel, Christian.-przedstawił ich po kolei tak jak stali, a ja z każdym wymieniłam uścisk dłoń i uśmiech.
-Nie martw się jeszcze paru będziesz musiała zapamiętać bo ma się zjawić jeszcze kilku.-zaśmiał się pierwszy z nich, czyli Zack.
-Może jakoś sobie poradzę.-odpowiedziałam. Panowie ponownie wrócili do jakiejś dyskusji na temat piłki nożnej, a Harry wrócił po swoją torbę do samochodu.
-Chodź pokażę Ci gdzie możesz siedzieć i mi kibicować.-radość z niego wręcz kipiała. Widać, że naprawdę się za nimi stęsknił. Zaprowadził mnie na trybuny, a sam udał się do szatni. Cały stadion był w opłakanym stanie można spokojnie stwierdzić. Długie drewniane ławki służące za trybunę były połamane w wielu miejscach. Oświetlenie chyba dawno tutaj wysiadło. Murawą też się nikt nie przejmował bo było to pomieszanie piachu i resztek trawy. Barierki służące za ogrodzenie całe zardzewiałe. Miejsce trochę jak z jakiegoś horroru można powiedzieć. Koledzy Harrego już kopali piłę na boisku i głośno się do tego śmiali. Przyglądałam się im jacy są beztroscy. Wszyscy mniej więcej w tym samym wieku co mój chłopak, który już po chwili do nich dołączył. Siedziałam zamyślona i patrzyłam się tępo przed siebie. Głośne okrzyki chłopaków oznaczały, że któryś z nich strzelił gola albo popełnił jakieś wykroczenie. Piłka nożna nigdy nie była moim ulubionym sportem.
-A ty co tutaj tak sama siedzisz?-zapytał jakiś mężczyzna, a ja podskoczyłam jak oparzona, kładąc dłoń na klatce piersiowej-Przepraszam nie chciałem Cię przestraszyć.-usiadł obok mnie i pokazał swoje białe zęby w uśmiechu. Miał kruczoczarne włosy ułożone w artystycznym nieładzie, do tego w jednym uchu dość spory tunel. Mimo takiej pogody był w krótkich spodenkach oraz bluzce na ramiączkach, która pokazywała jego wyrzeźbione ramiona.
-Zamyśliłam się po prostu.-odwzajemniłam uśmiech.
-No to jak już wróciłaś na ziemię to mogę się spytać co tutaj tak sama siedzisz?-po co się pyta jak i tak się spytał?
-A oglądam sobie mecz.-uśmiechnęłam się-Ale my się chyba nie znamy.
-Oj przepraszam gdzie moje maniery. Nazywam się Nick i jestem tutaj stróżem.-wyciągnął do mnie swoją dłoń, a ja uścisnęłam ją.
-Patrycja i jestem dziewczyną jednego z biegających tam.-wskazałam boisko głową.
-A już myślałem, że sama z siebie tutaj przyszłaś.-zaśmiał się-Chyba nie jesteś Brytyjką.
-No nie jestem.-spojrzałam na boisko żeby ocenić sytuację. Mój chłopak od początku meczu nawet ani razu nie spojrzał w moją stronę to czemu teraz miałoby być inaczej.
-Nie wiesz czy przypadkiem nie kończą?-zapytał patrząc jak tamci zawzięcie walczyli o piłkę.
-Nie mam zielonego pojęcia.-wzruszyłam ramionami w geście znudzenia i skrzyżowałam ręce na piersi.
-Coś mi się wydaje, że to ostatnie miejsce gdzie chciałabyś teraz być.-zaśmiał się.
-Aż tak bardzo to widać?-zapytałam unosząc brwi w geście zdziwienia.
-Obserwuję cię od jakiś trzydziestu minut i cały ten czas siedziałaś patrząc się tylko w jeden punkt to na pewno musisz być największą fanką piłki nożnej.-że jemu nie jest zimo-Może chcesz się przejść? Pewnie już zmarzłaś tak siedząc.
-A wiesz, że z przyjemnością.-wstaliśmy i ruszyliśmy wzdłuż siedzisk do betonowych schodów na środku trybuny-Opowiedz mi coś o tym miejscu.
-Dużo tutaj nie ma do opowiadania. W latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych była tutaj mekka wszystkich piłkarzy z okolicy. Miejscowa drużyna rozgrywała tutaj mecze, przychodziło wtedy całe miasteczko. Mój tata w niej grał więc wiem co nieco na ten temat.-mimo iż Nick wydawał się bardzo sympatyczny coś mówiło mi, że wcale taki sympatyczny to nie jest. Mimo to poszłam na ten spacer. Może zrobiłam to dlatego, że Harry nawet nie zauważył, że zniknęłam. Od rana zachowywał się jak jakiś obcy mi człowiek. Nasza rozmowa od rana ograniczyła się do wymiany dwóch zdań. Kiedy my obeszliśmy cały obiekt oni skończyli grę i weszli do szatni. Nick odprowadził mnie na parking.
-Mam nadzieję, że kiedyś się jeszcze spotkamy.-jego szeroki uśmiech wydawał mi się dziwnie podejrzany. Matko mam chyba już jakieś urojenia, a może to to miejsce tak na mnie działa.
-Może kiedyś.-uśmiechnęłam się do niego przyjaźnie. Nieźle zmarzłam mimo że Nick mnie trochę przeciągnął. Po chwili zjawił się Harry i jego koledzy.
-To może daj mi jakieś namiary albo coś w tym stylu.-czy ja nie wspominałam o tym, że mam chłopaka?
-Dobra Nick ile dzisiaj?-zapytał jeden z kolegów Harrego.
-Tyle co zawsze.-odwarknął. Każdy wyjął portfel i się zrzucili. To oni muszą płacić za wynajem tej rudery?
-Masz.-podał mu ten sam chłopak co wcześniej się go pytał ile płacą.
-I wieczór z dziewczyną.-powiedział cichym i stanowczym głosem Nick. Cała się spięłam i poczułam jak krew odpływa mi z twarzy. Moje oczy musiały być wielkości spodków bo jakoś wierzyć mi się nie chciało w to słyszę.
-Nawet o tym nie myśl Hunter.-warknął Harry, który momentalnie sobie o mnie przypomniał i stanął przede mną.
-Ależ myślę i to poważnie.-znowu pokazał te swoje bielutkie zęby. Tym razem w już w nie takim sympatycznym uśmiechu. Dłoń Harrego odnalazła moją i byłam mu za to bardzo wdzięczna bo jeszcze chwila i bym upadła mimo kul.
-Idź lepiej kup sobie jeszcze trochę dragów za tą kasę. Więcej z tego będziesz miał. Może szybciej umrzesz.-warknął jeden z kolegów Harrego. Nick znowu się uśmiechnął po czym pokręcił głową i oddalił się pokazując nam swoje środkowe palce.
-Jeszcze się policzymy!-krzyknął. A ja nadal stałam jak wmurowana.
-Kretyn.-podsumował chyba Zack.
-Dobra jedziemy coś zjeść?-zapytał niski blondyn.
-Jasne. Tam gdzie zawsze.-zgodzili się i każdy poszedł w kierunku swojego samochodu. Wyswobodziłam się od dłoni Harrego i ruszyłam w stronę jego samochodu po czym usiadłam szybko na siedzeniu pasażera. Nadal byłam na niego zła za to, że tak po prostu traktował mnie jak powietrze. Zdecydowanie miałam już dość tego dnia. Nie dość, że chłopak traktował mnie jak powietrze, to zmarzłam jak cholera i jeszcze jakiś naćpany bałwan się do mnie przystawiał. Po chwili dołączył do mnie Harry, który znowu zapomniał o czymś takim jak rozmowa i nie odezwał się ani słowem. Ruszył za kolegami, a ja poczułam mój wibrujący telefon. Szybko wyciągnęłam go z kieszeni i odebrałam.
-Cześć Pati!-usłyszałam radosny śmiech Eleanor.
-Cześć El.-odpowiedziałam starając się nie brzmieć zbyt smutno.
-Co tam słychać?-zapytała.
-A po staremu.-odpowiedziałam wzdychając ciężko.
-Pokłóciliście się?-zapytała od razu.
-Nie chcę teraz o tym rozmawiać. Wieczorem zadzwonię to pogadamy.
-Albo wpadniesz do mnie na babski wieczór. Louisa wywalimy gdzieś i zamówimy sobie pizzę i znajdziemy jakieś wino. Od razu lepiej się poczujesz.-ciocia Ela w pogotowiu.
-Z wielką przyjemnością. Tylko, że nie wiem, o której będziemy z powrotem w domu.
-No to jak już wrócicie to daj mi znać. Nie pozabijajcie się tam tylko, cokolwiek robicie.-zastrzegła. Prędzej to ja chyba zamarznę.
-Dobrze. Będziemy ostrożni.-uśmiechnęłam się.
-To do zobaczenia.
-Papa.-rozłączyłam się i oparłam głowę o szybę lekko przymykając oczy. Deszcz, który od rana chciał spać w końcu sobie ulżył i zaczął zalewać ten marny świat. W moich oczach również zebrały się łzy. Nie wiem co one tam robiły ale ja ich na pewno nie zapraszałam. Pojedyncza łza spłynęła po moim policzku, a ja szybko ją starłam. Dojechaliśmy pod jakiś miejscowy bar. Harry zaparkował i wysiadł. Podążyłam w ślad za nim. Chociaż może lepiej by było gdybym została w samochodzie albo poszła w przeciwnym kierunku. Potarłam moje ramiona aby trochę je rozgrzać ale nic to specjalnie nie pomogło. Harry przytrzymał mi drzwi. Weszłam do budynku, w którym mieścił się bar. Harry przywitał się z kelnerkami machając im i usiadł przy dużym stole. Przysiadłam obok niego. Czułam się jak jakiś intruz albo inny nieproszony gość. Kiedy panowie już się wszyscy zjawili, podeszła do naszego wielkiego stolika drobna blondynka. Zamówili to co zawsze. Ciekawe cóż to takiego. Siedziałam z brzegu więc wstałam i podeszłam do baru gdzie krzątała się kelnerka, która zbierała od nas zamówienie.
-Przepraszam, czy jest tutaj toaleta, z której mogłabym skorzystać?-zapytałam przyjaźnie się do niej uśmiechając.
-Oczywiście, że jest. Korytarzem prosto, pierwsze drzwi po prawej. Proszę tutaj ma pani kluczyk.-podała mi srebrny kluczyk.
-Dziękuję.-ponownie się uśmiechnęłam i ruszyłam we wskazanym przez nią kierunku. Kiedy wróciłam każdy miał coś do picia. Przy moim miejscu stała filiżanka, a Harry jednocześnie rozmawiając z kolegą siedzącym obok niego wyciskał saszetkę z herbatą, a następnie wsypał dwie łyżeczki cukru, czyli tak jak lubię. Oddałam kluczyk kelnerce, a ona się do mnie promienie uśmiechnęła.
-Chyba bardzo musi panią kochać pański chłopak bo jeszcze nie widziałam, żeby jakiś mężczyzna przychodzący do tego baru z grupą swoich przyjaciół troszczył się o herbatę dla swojej dziewczyny.
-Po pierwsze żadna ze mnie pani. Patrycja, miło mi.-wyciągnęłam do niej dłoń.
-Veronica, mi również miło Cię poznać Patrycjo.-uścisnęła moją dłoń.
-Wracając do twojego spostrzeżenia. To tak ładnie wygląda tylko z boku bo jakoś od rana nie zauważyłam żeby był zainteresowany moją osobą.-uśmiechnęłam się smutno.
-Nie martw się. Wszystko będzie na pewno okej.-uśmiechnęła się pocieszająco.
-Mam cichą nadzieję.-westchnęłam-Dobra, a teraz tak pytanie z innej paczki. Może powiedziałabyś mi co to znaczy „to co zawsze”?-zapytałam. Ona tylko zaśmiała się, po czym wytłumaczyła mi, że jest to jadalne. Usiadłam ponownie obok Harrego i wzięłam w dłonie ciepłą filiżankę. Strasznie zmarzłam siedząc na tych trybunach więc herbata była zbawienna. Po chwili pojawiły się kelnerki z naszym posiłkiem. Rozmowy trochę przycichły na czas pochłaniania frytek z kurczakiem. Napisałam smsa do El, że nawet jeżeli bym miała dopiero o północy do niej dotrzeć to i tak się pojawię bo muszę odreagować przebywanie z taką ilością facetów przez tyle czasu, a ona odpisała, że mogę przyjść nawet później i że będzie na mnie cierpliwie czekać. Po dwóch godzinach dyskutowania i jedzenia panowie uznali, że koniec tego spotkania. Udaliśmy się do samochodu Harrego i od razu odjechaliśmy. Była godzina szósta, czyli nie tak źle jak się spodziewałam. Całą drogę powrotną Harry znowu milczał, a ja nawet nie miałam ochoty zaczynać rozmowy bo jeszcze by mi nie odpowiedział. Kiedy dojechaliśmy do domu Harrego od razu poszłam się przebrać na spotkanie z Eleanor. Szybko się ogarnęłam i zeszłam na dół. Zakładając but postanowiłam do niej zadzwonić.
-No cześć. Ja już się do Ciebie zbieram. Znaczy wychodzę.
-Spoko to wyganiam Louisa. Wysyłać Louisa po Ciebie czy Harry Cię podrzuci?-zapytała.
-To może przyślij Lou.-nie wiem nawet czy Harry zauważy, że wyszłam.
-Dobra. Czekam. Buźka.
-Do zobaczenia.-rozłączyłam się i poszłam do kuchni. Harrego nigdzie nie było, a przynajmniej ja na niego nie trafiłam. Znalazłam karteczkę i szybko napisałam, że wyszłam do El. Zostawiłam ją na wyspie i sprawdzając czy na pewno mam wszystko co potrzebne w torebce wyszłam z jego willi. Po chwili podjechał Louis, który podrzucił mnie pod swój dom, a sam wrócił do domu Harrego.



Rozdział napisałam już jakiś czas temu. Mam nadzieję, że Wam się podoba ;)
Na następny zapraszam jakoś za półtora tygodnia/dwa tygodnie. Oczywiście jeżeli przeżyję następny tydzień bo moje kochane liceum postanowiło zamordować kochaną 1b ilością klasówek, sprawdzianów i kartkówek...

Parę osób pisało, że nie działa link do zdjęcia z nową fryzurą Pati. Już go odświeżyłam :) Powinno być teraz wszystko okej :) Jeżeli nie będzie działać to dajcie znać :)
Pozdrawiam i całuję Harolda :*