czwartek, 27 czerwca 2013

16. Ed ma konkurencję

-Mówiłam, że zmokniemy.-powiedziałam biegnąc za Harrym na na głowę lały nam się wiadra z wodą z nieba.
-Tak, tak mówiłaś.-zaśmiał się po czym gwałtownie się zatrzymał. Co z tego, że zostało nam jakieś sto metrów do mojego domu. Nie on woli stać i moknąć. Na dodatek trzyma mnie w tym swoim żelaznym uścisku.
-Oszalałeś?!-zapytałam i próbowałam mu się wyrwać.
-Już dzisiaj to mówiłaś.-zaśmiał się.
-Bardzo śmieszne.-warknęłam nadal podejmując walkę z wiatrakiem-patrz Harry.
-Zawsze chciałem to zrobić.-powiedział przyglądając się mojej twarzy.
-Co rozśmieszyć mnie?-zapytałam głosem przepełnionym zdziwieniem.
-Nie. Pocałować dziewczynę, na której mi naprawdę zależy w deszczu.-po tych słowach pochylił się i złączył nasze usta w pocałunku. Znowu w moim brzuchu obudziło się stado motyli. Wplotłam dłonie w jego włosy pociągając za nie tak żeby się trochę schylił. Zdecydowanie to pocałunek, który zapamiętam do końca życia. Kiedy zabrakło nam tchu oderwaliśmy się od siebie. Harry oparł swoje czoło o moje i próbował unormować oddech.
-Oj warto było czekać.-powiedział całując mój nos na co delikatnie się uśmiechnęłam. Złapałam jego dłoń i zaciągnęłam go do mojego domu. Weszliśmy cali mokrzy do środka. Od razu poleciałam do łazienki. Ciepły prysznic i byłam gotowa. Oplotłam swoje ciało ręcznikiem i wyszłam z pomieszczenia bo przecież nie wzięłam suchego ubrania. Przemknęłam przez salon starając się nie wywalić i nie zgubić ręcznika mocno go trzymając. Usłyszałam gwizd Harrego kiedy weszłam do sypialni co skwitowałam pokazaniem mu środkowego palca. Wyjęłam aladynki w kolorowe wzory, czarną bokserkę i oczywiście świeżą bieliznę. Ponownie udałam się do łazienki gdzie ubrałam się w wybrane wcześniej suche ubrania i sprzątnęłam te mokre do kosza na rzeczy do prania. Włosy upięłam w wysokiego, niechlujnego koka.
-Możesz już wejść.-powiedziałam wychodząc z uśmiechem na ustach.
-Dobrze.
-Co będziemy jeść?-zapytałam kierując się w stronę kuchni.
-Coś dobrego.-krzyknął, a ja wywróciłam oczami. Zabrałam się za robienie pysznego kurczaka w sosie śmietanowo-serowym. Do tego wszystkiego włączyłam ryż. Szybkie, pyszne i syte. Mieszałam w garnku z kurczakiem kiedy do kuchni wszedł Harry.
-Co to?-zajrzał do wszystkich naczyń stojących na kuchni.
-Jedzenie.-odpowiedziałam i usiadłam na blacie.
-Mam nadzieję, że powalisz mnie na kolana bo jestem potwornie głodny.-poruszył brwiami, a ja prychnęłam pod nosem.
-A czy ja kiedyś Cię nie powaliłam na kolana?-zapytałam unosząc jedną brew do góry.
-No tak zawsze mnie powalasz jakby mogło by być i tym razem.-położył dłonie po obydwóch moich stronach i potarł swoim nosem o mój. Zachichotałam i objęłam jego policzki dłońmi. Patrzyliśmy się tak sobie w oczy i było by idealnie gdyby nasz obiad nie postanowił zacząć wydawać dziwnych dźwięków. Zeskoczyłam z blatu i zamieszałam w garnku. Po piętnastu minutach siedzieliśmy i jedliśmy pyszny posiłek.
-Harry jak ty to sobie teraz wyobrażasz?-zapytałam opierając głowę na dłoni, uprzednio opierając się łokciami o stół.
-Co?-zapytał nakładając sobie dokładkę.
-No ty wyjedziesz kontynuować trasę. Ja będę tutaj. Poza tym komuś powiemy? Czy bierzemy to w ogóle na poważnie? Czy to tylko chwilowe na czas twojego pobytu tutaj?-Patrycja zaczęła się zastanawiać co będzie dalej. Pozdrawiam Patrycję.
-Ohh Pati.-wstał obszedł stół, wziął moją dłoń tym samym kazał mi wstać. Sam usiadł na moim miejscu i posadził mnie sobie na kolanach.-100% powagi. To po pierwsze. Po drugie. Nie zamierzam z tobą zrywać tylko dlatego, że będę na innym kontynencie. Dla mnie nie ma różnicy ilość kilometrów dzielących nas. Będę o tobie myślał tak samo jak będę w Paryżu, Londynie, Sydney czy Miami. Nikt nie musi o tym wiedzieć. Chociaż już się całowaliśmy przy tamtych dziewczynach. Ale przecież nie musimy nic potwierdzać. Możemy powiedzieć naszym najbliższym. Jak będziemy gotowi to potwierdzimy i w mediach.-mówił i mówił, a ja wtuliłam twarz w jego obojczyk. Było mi tak dobrze przy nim. Czuję, że to się nie skończy na tym tygodniu. Dopóki nas nic nie rozdzieli będziemy razem. Jego słowa utwierdziły mnie w tym myśleniu. Jak je wypowiadał to słychać było, że są prosto z jego haroldzikowatego serduszka. Delikatnie pogłaskał mnie po plecach, na co ja podniosłam głowę i po prostu go pocałowałam.
-Powiemy naszym najbliższym.-zadecydowałam. Tym razem to on mnie pocałował. Dokończyliśmy obiad, po czym Harry po wszystkim posprzątał. Ja w tym czasie pobiegłam szybko do Lucy. Jak zwykle drzwi otwarte. Jak zwykle można wejść bez pukania.
-Lucy!-krzyknęłam.
-U konia!-odkrzyknęła, a ja pobiegłam do niej-Co się stało?
-Rozmawiasz z dziewczyną Harrego Stylesa.-uśmiechnęłam się niewinnie, na co ta rzuciła mi się na szyję i tak mocno zaczęła mnie przytulać, że mało co mnie nie udusiła.
-Gratuluję.
-Ahhh dziękuję.-zaśmiałam się-Jak byliśmy na spacerze na plaży jakieś dziewczyny nas wyczaiły i już jesteśmy na TT. Więc paparazzi powinni zacząć się tutaj kręcić niedługo.
-Już zaczęli to robić. Paru pogoniłam jak Was nie było. Pytali się mnie czy tutaj mieszkasz to ich zbywałam ale przecież już znają to miejsce to pewnie dużo nie da. Poinformuj Harrego żeby jakiegoś ochroniarza tutaj postawił na straży.
-Dobra. Idziesz dzisiaj na tą imprezę u Rafy?-zapytałam chwytając kopystkę i czyszcząc kopyta Aragorna.
-Taaa lecę. Jutro mam ważny egzamin. Więc niestety nie tym razem.-westchnęła.
-Tak to jest jak się studiuje.-zaśmiałam się i odłożyłam kopystkę do kuferka ze sprzętem do czyszczenia.
-Dobra leć bo twój książę będzie się niecierpliwił.
-Jak kocha to poczeka.-zaśmiałam się i ruszyłyśmy w stronę drzwi.
-A kocha?-zapytała kiedy się zatrzymałyśmy.
-Nie wiem. Nie powiedział.-uśmiechnęłam się i wyszłam. Między moimi, a jej drzwi jest dosłownie pięć kroków no może siedem. Przebywałam je w piętnaście sekund. Teraz też by tak było gdyby nie jakiś paparazzi.
-Czy jesteś dziewczyną Harrego?-zapytał kręcąc swoją kamerą.
-Nie jesteśmy tylko przyjaciółmi.-odpowiedziałam, nie patrząc się w jego stronę.
-Widziano Was dzisiaj na plaży jak trzymaliście się za ręce.
-No i co z tego? Myśli pan, że jak idzie się trzymając drugą osobę za rękę to trzeba być parą? Dziwny pogląd na życie.-weszłam do mojego domu po czym zamknęłam drzwi na zasuwkę. Harry siedział na kanapie i rozmawiał przez telefon. Szybko przebiegłam się po całym domu i pozamykałam okna i pozasuwałam zasłony. Po czym usiadłam obok Hazzy.
-Poczekaj Ted.-powiedział do telefonu.
-Co się stało?-czy aż tak po mnie było widać zdenerwowanie?
-Za chwilę Ci powiem. Dokończ spokojnie rozmawiać.-powiedziałam podnosząc się z kanapy. Poszłam do mojej sypialni gdzie rzuciłam się na łóżko. Wybrałam numer mojej mamy. Odebrała po paru sygnałach. Opowiedziałam jej wszystko no może bez niektórych szczegółów, a na pytanie jak całuje Harry wydałam z siebie przeciągły jęk i ją opieprzyłam. Kocham ją no ale bez przesady nie będę własnej matce mówić jak całuje mój chłopak. Kiedy skończyłam z nią rozmawiać weszłam na wszystkie portale społecznościowe na jakich byłam zarejestrowana. Twitter aż huczał od naszych zdjęć z plaży. Na szczęście nie było żadnego jak się całujemy. Miałam chyba z milion wiadomości z pytaniem czy jesteśmy parą. Na Facebooku to samo. Ja pierdole. O portalach plotkarskich to już nie wspomnę. Byliśmy oczywiście wiadomością dnia. Może lepiej im powiedzieć. Bo tak to będzie ciężko ukryć to, że ze sobą jesteśmy. Położyłam telefon na szafce nocnej, a sama położyłam się na plecach z szeroko rozpostartymi ramionami. Usłyszałam jak otwierają się drzwi. Harry położył się obok mnie na brzuchu, podpierając się na skrzyżowanych rękach. Czułam, że jego zielone oczy intensywnie mi się przypatrują.
-Poszłam do Lucy pochwalić się jej tym, że jesteśmy razem. Ucieszyła się niezmiernie. Powiedziała mi też, że już zaczęli się kręcić. Wyszłam od niej i dopadł mnie jeden z nich. Zapytał czy jesteśmy parą to zaprzeczyłam po czym szybko uciekłam do domu. Harry może jednak powiedzmy wszystkim. Przecież i tak pojutrze wyjeżdżasz to sprawa ucichnie. A no i weszłam na portale społecznościowe i strony plotkarskie. Jesteśmy sensacją dnia i ogólnie tylko o nas piszą.-powiedziałam wszystko na jednym wdechu wpatrując się w sufit. Poczułam jak się porusza. Nagle jego twarz znalazła się tuż nad moją. Przestraszyłam się aż podskoczyłam tak, że zderzyliśmy się czołami.
-Wiem już też wszystko odwiedziłem. Preston ma tutaj być za jakieś piętnaście minut. Ustalamy tak. Jak będą się o coś ciebie pytać to nie odpowiadasz. Ignorujesz ich i zasłaniasz najlepiej twarz.-pokiwałam głową na znak, że rozumiem o co mu chodzi-Zobaczymy jak będzie przez te cztery dni. W razie czego załatwimy Ci ochroniarza co będzie Cię pilnował 24 na dobę i tyle. Wolałbym żeby to na razie była nasza tajemnica. Niech mówią co chcą oficjalnego ogłoszenia nie dostaną na razie. Dopóki się nie przeprowadzisz do Europy.-powiedział po czym lekko mnie pocałował w usta.
-Czekaj. Jak to dopóki się nie przeprowadzę do Europy?-odepchnęłam go patrząc się na niego wymownie.
-Nie myślałaś kiedyś żeby zacząć studia kompozytorskie?-zapytał, a ja cała skamieniałam. Czyżby znalazł mój czerwony zeszyt. O ja pierdole. To po mnie. Zażenowana przekręciłam się na brzuch ukrywając twarz w poduszce i dłoniach.
-Czytałeś moje teksty?-zapytałam nadal leżąc z twarzą w poduszce. Oparł brodę na moim ramieniu zaczął jeździć nosem po mojej szyi.
-Tak. Niezła jesteś. Ed ma konkurencję.-zaśmiał się składając pocałunki na moich kręgach szyjnych.
-O Boże.-wydałam z siebie jęk zażenowania, rozpaczy i przerażenia w jednym.
-Co się stało? To chyba dobrze, że twierdzę, że jesteś dobra.
-Tak tylko, że to miało nie ujrzeć światła dziennego.-powiedziałam.
-Oj Pati nie przesadzaj przecież nie możesz ukrywać takiego talentu.-powiedział i jednym ruchem przekręcił mnie z powrotem na plecy, tym samym leżałam pod nim. Jednak nadal zakrywałam swoją twarz dłońmi.
-Talent? Serio? Za dużo czasu na słońcu Styles.-powiedziałam z kpiną w głosie.
-Serio, serio. Już to wysłałem do naszego tekściarza i do Teda i do reszty chłopaków. Wszyscy są zachwyceni.-teraz to już w ogóle miałam ochotę zapaść się pod ziemię.
-Nigdy więcej nie wyjdę z tego domu.-powiedziałam i z powrotem chciałam przekręcić się na brzuch ale Harry mi nie pozwolił.
-Patrycja. Uspokój się. Jeżeli profesjonaliści mówią Ci, że to co robisz jest genialne, boskie i zajebiste, tutaj cytaty, to chyba coś w tym musi być. Zastanów się nad tymi studiami. Jedno słowo, a Ted załatwi Ci studia na najlepszej uczelni muzycznej w Londynie. Chociaż myślę, że i bez interwencji Teda by Cię przyjęli. Jakby zobaczyli twoje piosenki i wyniki z matur.
-Myślisz, że to takie proste. Tak od niczego przeprowadzić się do Londynu. A co z tym domem co tutaj mam? Kto niby zapłaci za moją kolejną przeprowadzkę? Moi rodzice nie mają aż tyle kasy żeby mi jeszcze mieszkanie załatwić w Londynie i co może jeszcze opłacać studia.
-Patrycja. Nie szukaj specjalnych wymówek. Zastanów się nad tym czy nie warto poszukać zajęcia na całe życie, które kochasz. Bo w tych tekstach widać ile miłości w to wkładasz. Mogłabyś przecież mieszkać u mnie, a ten dom wynajmować komuś.-powiedział nadal mocno mnie trzymając bym się nie przekręciła.
-Ale ty będziesz teraz w trasie to co ja bym tam sama robiła?
-Uczyła się? Ted wspominał coś o tym że mogłabyś napisać parę piosenek na nasz nowy album.
-I co może jeszcze zapłaci mi za to nie wiadomo jak wielkie pieniądze?-zakpiłam zdejmując dłonie z twarzy.
-Kochanie to jest show biznes tutaj wszystko się robi za duże pieniądze.-zaśmiał się i pocałował mnie delikatnie.
-Oj Harry, Harry.-pokręciłam z niedowierzaniem głową bo jego pomysł coraz bardziej mi się podobał. Jego usta zaczęły zjeżdżać na linię mojej szczęki. Kiedy dotarł do ucha delikatnie przygryzł jego płatek po czym wyszeptał.
-Co?-stado motyli poderwało się w dzikim tańcu rozsadzając mój żołądek od środka. Wplotłam palce w jego włosy i zmusiłam go by oderwał się od mojej szyi i popatrzył mi się w oczy.
-Nie nic.-odpowiedziałam udając niewiniątko, nadal go tak trzymając.
-No co?-powtórzył tym razem patrząc mi się w oczy. Na mojej twarzy pojawił się niewinny uśmiech i czułam jak na policzki wkrada mi się rumieniec-Uwielbiam jak się uśmiechasz, uwielbiam jak się rumienisz, uwielbiam Cię całą taką jaka jesteś.
-Ooooo Harry.-powiedziałam, a on połączył nasze usta w namiętnym pocałunku. Moje dłonie powędrowały pod jego koszulkę by móc po chwili pomóc mu pozbyć się jej. Jego usta całowały każdy milimetr mojej twarzy i szyi przyprawiając mnie tym samym o utratę możliwości oddychania. Pewnie byśmy się nie powstrzymali gdyby nie dźwięk dzwonka oznajmiającego przybycie Prestona.




No cóż... 












Nie wiem jak wy ale ja przez ostanie dwa tygodnie kompletnie zwątpiłam w ludzi...
Dziękuję Wam bardzo za to, że tak licznie postanowiłyście zareagować ale jak widać kretynka kretynką na zawsze pozostanie i nie wiem jak Wy ale ja nie mam siły walczyć z takimi jak ona. Jak chcecie to możecie pisać do Danna i do San niech jej oficjalne oświadczenie wyślą bo inaczej to kretynka nie zrozumie. 
Więc jeszcze raz.

 BARDZO WAM DZIĘKUJĘ <3 
KOCHAM WAS WSZYSTKIE NAJMOCNIEJ NA ŚWIECIE!!!

Pozdrawiam i zachęcam do komentowania Harolda :* 

niedziela, 23 czerwca 2013

15. Absolutnie muszę nią być.

-Co ja tutaj robię?-zapytałam zaspanym głosem.
-Budzisz się.-zaśmiał się Harry. Rozejrzałam się dookoła zdezorientowana. Co ja robię w łóżku?
-Harry. Ja bardzo Cię przepraszam za to, że twoja niespodzianka się nie udała.-powiedziałam siadając i opierając się plecami o zagłówek łóżka.
-Jaka niespodzianka?-teraz to on był zdezorientowany.
-No ta cała wyprawa na Tasmanię.-powiedziałam zakładając za ucho pasmo niesfornych włosów opadających mi na twarz.
-Jaka wyprawa na Tasmanię?-usiadł obok mnie.
-Harry nie żartuj. Ja naprawdę nie chciałam Ci zepsuć tej niespodzianki.
-Pati do cholery jasnej jakiej niespodzianki?!
-Kiedy zasnęłam?-zapytałam. Boże moja wyobraźnia mnie kiedyś zabije.
-Po tym jak sobie pograliśmy na gitarze. Przeniosłem Cię tutaj jak się przebudziłem, a była wtedy szósta.
-O matko.-strzeliłam sobie face palma i schowałam twarz w dłonie.
-Patrycja możesz mi powiedzieć o co chodzi?-zapytał, a ja uśmiechnęłam się na to jak kaleczy moje imię.
-No cóż.-zaczęłam-Tak jak tam sobie wczoraj zasnęliśmy, a przynajmniej ja zasnęłam nie wiem jak ty. Przyśnił mi się sen. Bardzo realistyczny sen. No i w nim naszykowałeś niespodziankę. Dla mnie. Mieliśmy płynąć na Tasmanię. W sumie to już popłynęliśmy tylko, że w połowie drogi zabrakło nam paliwa. No i ty miałeś to w dupie znaczy nie przejąłeś się tym zbytnio. Ja się przejęłam i to bardzo bo miałam w tym śnie chorobę morską. No kurde co ja miałam za beznadziejny sen.-opadłam znowu plecami na materac i ukryłam twarz w dłoniach. Skąd mi to w ogóle przyszło do głowy. Serio zaczynam się sama siebie bać. Przecież ja nie mam choroby morskiej. Po chwili ciszy usłyszałam śmiech Harrego.
-A byłem nagi?-zaśmiewał się w niebo głosy, a ja przekręciłam się na brzuch i jeszcze bardziej chciałam się zapaś pod ziemię.
-Nie. Byłeś w spodenkach.-powiedziałam w poduszkę, a on próbował opanować śmiech.
-Powiedzmy, że Ci wierzę.
-Co Cię tak śmieszy?-zapytałam ciągle leżąc twarzą w poduszce.
-No bo mi śniło się to samo tylko, że u mnie to ty byłaś mną ze swojego snu, a ja byłem tobą. Znaczy, że ja odgrywałem twoją rolę, a ty moją.-powiedział ledwo co powstrzymując śmiech. Podniosłam się i usiadłam po turecku uważnie mu się przyglądając po czym wybuchłam śmiechem. O matko tylko do psychiatry się nadajemy.
-Żartujesz sobie ze mnie?-zapytałam tym razem to ja ledwo powstrzymując kolejne napady śmiechu.
-Nie żartuję.-przycisnął moje ciało do swojego.
-To co może się jutro jednak wybierzemy na tą Tasmanię?-zapytał gdy już obydwoje uspokoiliśmy się na tyle by móc coś powiedzieć.
-A może Wielka Rafa Koralowa?-zaproponowałam rysując wskazującym palcem obwódkę motyla na brzuchu Harrego co wywołało u niego gęsią skórkę.
-No w sumie to pewnie ciekawsze.-przytaknął.
-Dobra to może nie jutro, a pojutrze bo nie zdążymy wszystkiego zorganizować.
-Może być i pojutrze.-znowu się ze mną zgodził. Chwilę jeszcze poleżeliśmy w ciszy aż nagle Harry chwycił mój nadgarstek. Chyba już mu przestało się podobać moje rysowanie wszystkich tatuaży w zasięgu mojego palca. Sprawnym ruchem ułożył nas tak, że to teraz ja leżałam pod nim, a on oparty na swoich umięśnionych ramionach podpierał się po obydwóch stronach mojej głowy. Jego zielone tęczówki przybrały jakby intensywniejszy kolor.
-Życzy pan sobie czegoś?-zapytałam splatając dłonie na jego karku.
-Hmmmm.-udał myśliciela po czym powoli pochylił się tak, że jego czoło opierało się na moim czole-Ciebie. Ciebie chcę.-wyszeptał, po czym złączył nasze usta w pocałunku. W moim brzuchu zaczęło szaleć istne tornado motyli. Jego wargi idealnie pasowały do moich. Były takie miękkie i delikatne w tym namiętnym pocałunku. Napierał na mnie coraz bardziej. Brakowało mi już tchu więc lekko go odepchnęłam. Zrobiłam jeden głębszy wdech i tym razem to ja wpiłam się w jego idealne usta. Całowalibyśmy się tak pewnie jeszcze długo gdyby nie potrzeba oddychania. Po kolejnym pocałunku leżałam opierając głowę na jego klatce piersiowej, a on obejmował mnie ramieniem.
-Harry?
-Słucham?
-Jak to teraz będzie?-zapytałam już martwiąc się przyszłością.
-Nie wiem. Nie martw się tym co będzie jutro. Ciesz się tym co jest teraz.-pocałował mnie w czubek głowy, a ja ułożyłam się tak, że leżałam cała na jego brzuchu i podpierając brodę na jego brodzie wpatrywałam się w tą piękną zieleń.
-Dobrze. Postaram się nie martwić.-uśmiechnęłam się.
-Powinnaś to robić częściej.
-Co? Uśmiechać się czy nie martwić się wszystkim?
-I to i to.-zaśmiał się.
-Teraz mam powód by robić to pierwsze, a żeby robić to drugie to też mam teraz powód.-mądrze wywnioskowałam po czym widząc minę Harrego zaczęłam się śmiać.
-Dobra nie będziemy gnić cały dzień w łóżku. Idziemy na spacer.-zarządził Hazza, a ja popatrzyłam się na niego jak na jakiegoś przybysza z innej planety.
-Serio? Dobrze się czujesz? To chyba ta zmiana czasowa tak źle na Ciebie działa.
-Aż za dobrze się czuję.-pokazał mi język, a ja niechętnie z niego zeszłam i położyłam się na brzuchu z głową pod poduszą w ramach protestu. Chyba się mną zbytnio nie przejął bo wstał i poszedł do łazienki. Po chwili słyszałam jego śpiew. Wykonanie „Call me maybe” w wersji prysznicowej Harrego jest zdecydowanie lepsze od oryginału. Kiedy wyszedł nadal leżałam w mojej pozycji protestującej. Po dwóch minutach poczułam, że podnosi mnie do góry trzymając za brzuch. Zwinnie przerzucił mnie przez ramię i zaniósł do łazienki. Uznałam, że nie będę się sprzeciwiać bo to będzie tylko marnowanie cennej energii. Później się zemszczę. Posadził mnie pod prysznicem i puścił wodę. Wtedy to już nie wytrzymałam. Szybko się podniosłam i zaczęłam z nim walczyć tym sposobem staliśmy obydwoje w kabinie cali mokrzy. Wspięłam się na palce i zarzucając mu ręce na kark zmusiłam żeby się pochylił. Przygryzłam dolną wargę specjalnie by trochę się z nim podrażnić. Objął mnie w pasie przyciskając do siebie.
-Zemszczę się.-wyszeptałam prosto w jego usta.
-Okej. A teraz nie dręcz mnie i pozwól się pocałować.-powiedział i już chciał połączyć nasze usta w pocałunku kiedy sprytnie wywinęłam mu się. Kolejne nieudolne próby pocałowania mnie sprawiły tylko mój wybuch śmiechu.
-Paaaaati!-usłyszałam krzyk z salonu.
-Kurna.-szybko wyplątałam się z ramion Harrego i wyszłam spod prysznica. Cała mokra wypadłam z łazienki.
-O no jesteś. Ale dlaczego cała mokra?-zdziwiła się Lucy.
-No tak jakoś wyszło.-zaśmiałam się na widok jej miny kiedy po chwili wyszedł Harry-równie mokry.
-Cześć.-pomachał jej.
-Cześć.-odmachała-Dobrze to może ja nie będę Wam przeszkadzać.
-No co ty Lucy przyszłaś do mnie to mów o co chodzi.-Harry posłusznie udał się do kuchni, a ja poszłam do łazienki po ręcznik co by nie zmoczyć całkowicie kanapy.
-Media szaleją na Wasz temat. Znaczy na temat, że Harry jest w Australii u dziewczyny, z którą kręcili teledysk.-powiedziała poprawiając opadające włosy.
-Czyli już go wywąszyli.-skrzywiłam się na myśl, że będę mieć pod domem stado reporterów, paparazzich i szalonych fanek nie wiedzących co to prywatność.
-Jak widać. Ale spoko jeszcze nikogo nie ma pod twoim domem.-uśmiechnęła się pociesznie.
-Dobrze wiedzieć.
-Dobra ja nie przeszkadzam. Możecie tutaj grzeszyć dalej.-puściła mi oczko, a ja sprzedałam jej walnięcie z łokcia-Tylko mi powiedz jak już będziecie parą.
-Grabisz sobie.-zagroziłam jej-Ale spoko dowiesz się pierwsza.
-Wiedziałam!-wyrzuciła w górę ręce w geście radości.
-Nic oficjalnego.-wyszeptałam, a ona tym razem uniosła dwa kciuki do góry.
-Więc jutro pewnie już będzie oficjalnie?-zapytała również szeptem.
-Ja nie zamierzam nic przyśpieszać. Zresztą pomyśl sobie. On wyjedzie. Ja zostanę tutaj, a on będzie jeździł po Wielkiej Brytanii i potem po Europie i potem po Ameryce, a potem dopiero przyjadą do Australii. To szmat czasu więc się tak nie napalaj bo jeszcze nie wiadomo czy coś z tego wyjdzie.-powiedziałam, a ona patrzyła się na mnie z politowaniem.
-Dobra, dobra. Macie moje błogosławieństwo. Nie bądźcie tylko zbyt głośno w nocy bo ja bym chciała spać.-poklepała mnie po ramieniu i szybko wybiegła bo zaczęłam ją gonić.
-Co za wredna małpa.-powiedziałam zamykając za nią drzwi, po czym podreptałam do sypialni żeby znaleźć jakieś suche ubranie. Biała koszula plus dżinsowe spodenki to zdecydowane dobry wybór na ciepły australijski dzień. Chociaż trzeba przyznać, że jest końcówka marca więc astronomiczna zima tuż tuż. Zabrałam ubrania i poszłam z powrotem do łazienki gdzie tym razem normalnie się umyłam, umalowałam i ubrałam. Rozczesałam mokre włosy i zaczęłam je suszyć. Kiedy tak sobie stałam i udawałam gwiazdę na scenie śpiewając do suszarki, która rozwiewała mi włosy do łazienki wszedł Harry przebrany w suche ubranie.
-Ruszaj się, a nie śpiewasz do suszarki.-powiedział zabierając mi mój mikrofon z ręki.
-Ja Ci nie przeszkadzałam jak dawałeś koncert pod prysznicem.-wyrwałam mu suszarkę i wyłączyłam ją, po czym schowałam do szafki. Po pięciu minutach wyszłam i uśmiechnęłam się do Harrego siedzącego na kanapie.
-Już?-zapytał upewniając się czy na pewno już wszystko zrobiłam co chciałam.
-Już.-pokazałam mu język i założyłam japonki na nogi-Właściwie to dokąd się wybieramy?
-Na spacer.-powiedział otwierając przede mną drzwi.
-Ale jest jakiś konkretny cel naszego spaceru?-dopytałam się i przekręciłam klucz w zamku.
-W sumie to nie. Nie znam tej okolicy więc po prostu przejdziemy się po plaży.
-Dobrze. Jeżeli dobrze pamiętam to dzisiaj impreza u Rafy więc możemy wieczorem pójść poszaleć. Zobaczysz jak bawią się surferzy.-powiedziałam, założyłam okulary przeciwsłoneczne na nos i zdjęłam japonki, które wsadziłam do tylnej kieszeni moich spodenek.
-Nie wypada odmówić.-zaśmiał się. Doszliśmy do brzegu i ruszyliśmy wzdłuż niego. Harry złapał moją dłoń, a ja uniosłam zaskoczone spojrzenie na co on tylko wyszczerzył się i pocałował mnie w policzek. Czułam jak rumieniec wkrada się na moje policzki. No do cholery jasnej od kiedy ja się rumienię przez to, że ktoś pocałuje mnie w policzek?! Pytanie to jak na razie pozostawało zdecydowanie bez odpowiedzi. Plaża była dziwnie pusta. Może to dlatego, że jest dziesiąta więc wszyscy są w szkołach i w pracy. Jednak na plażę wbiegły nagle jakieś dziewczyny wiek tak coś około szesnastu lat. Chciałam wyplątać nasze dłonie z uścisku jednak spotkało się do z pytającym spojrzeniem Harrego.
-Co się stało?-zapytał.
-Oszalałeś? Za chwilę przecież będzie cały świat o nas mówił!-powiedziałam spanikowanym głosem nadal próbując się od niego uwolnić.
-Uspokój się. Może nawet nie wiedzą kim jestem.-powiedział stając tak, że całkowicie zasłonił mnie przed ciekawskimi spojrzeniami dziewczyn.
-Ja naprawdę nie marzę o tłumie paparazzich pod domem.-powiedziałam przygryzając dolną wargę.
-A skąd wiesz, że będą tam stać?-zapytał.
-Bo brałam udział w waszym teledysku i byłam z wami na koncercie. Jak wróciłam to przez następny tydzień z domu wyjść spokojnie nie mogłam. Jak byłam z Johnem to było to samo.
-No tak zapomniałem.-uśmiechnął się ukazując swoje dołeczki. Nie mogłam się powstrzymać przed wetknięciem w jednego z nich mojego wskazującego palca (jakkolwiek to brzmi xd).
-Eeee przepraszam.-podeszła do nas blondynka, która razem z koleżankami wbiegła na plażę. Choć w sumie teraz się im przyjrzałam to wszystkie miały blond włosy.
-Tak?-spytał Harry serwując jej firmowy uśmiech.
-Mogłybyśmy prosić o zdjęcie i autograf?-zapytała rumieniąc się.
-Jasne.-zgodził się, a ja już chciałam się odsunąć kiedy podbiegła reszta dziewczyn w liczbie trzy ale Harry mi nie pozwolił. Znowu splótł nasze dłonie. No dobra to żegnaj spokoju. Uśmiechnęłam się kiedy dziewczyny powiedziały „seeer”. Cztery zdjęcia po czym cztery autografy w zeszytach od matematyki. Pożegnaliśmy się z nimi i ruszyliśmy dalej brzegiem.
-Boże Madison nigdy nam nie uwierzy! Mówiłam jej żeby razem z nami się zerwała bo Harry na pewno będzie tutaj na plaży z Pati!-powiedziała podekscytowana blondynka. Ta, która do nas podeszła.
-Mamy dowody na to, że nich spotkałyśmy. Wrzucaj na TT.
-Niewiarygodne. Ile szczęścia może przynieść zdjęcie i imię namazane w zeszycie od matematyki.-powiedziałam do Harrego, który śmiał się z ich rozmowy.
-Też mnie to zadziwia.
-Chyba będzie padać.-popatrzyłam się niebo i oceniłam stan chmur.
-No to co?-zapytał.
-Nic. Znowu zmokniemy.-zaśmiałam się, a on złapał mnie pasie i pocałował w usta.
-Już nie mogłem się powstrzymać.-powiedział kiedy zakończył nasz pocałunek.
-Harry tak właściwie powiedz mi co jest między nami?-zapytałam wprost w jego usta.
-Pewnie jak się teraz spytam czy będziesz moją dziewczyną to nie odmówisz. Więc pytam się Patrycjo Łucjo Rej, będziesz moją dziewczyną?-zapytał patrzą mi się głęboko w oczy.
-Absolutnie.-zaprzeczyłam kręcąc głową. Jego mina była bezcenna.
-Doooobra.-przeciągnął samogłoskę i wziął głęboki wdech.
-Absolutnie muszę nią być.-zaśmiałam się, po czym złożyłam na jego ustach pocałunek wplatając w jego włosy dłonie.
-Ta wersja już bardziej mi się podoba.-wymruczał i zaczął składać pocałunki na linii mojej szczęki.
-Mi też się ta opcja podoba.-odepchnęłam go od siebie zaśmiałam się na widok jego niezadowolonego wzroku.
-Okrutna jesteś.-powiedział głosem obrażonego pięciolatka, stając tyłem i krzyżując ręce na piersi.
-Ale za to twoja.-wspięłam się na palce i opierając dłonie na jego ramieniu, tym samym zmuszając go to tego żeby się schylił, wyszeptałam te słowa wprost do jego ucha.
-Kurczę. Muszę się z tym zgodzić. Absolutnie masz rację.-powiedział ponownie obejmując mnie w tali.
-Zapamiętaj sobie Styles. Ja zawsze mam rację.-zastrzegłam go.
-Dobrze Rej. Zapamiętam.-splótł nasze dłonie i ponownie ruszyliśmy brzegiem.



Taaaaaadaaaaaaaam! Kto lubi podnosi rękę i nadusza przycisk!


Teraz mniej przyjemna część. Tylko proszę przeczytajcie bo jest to bardzo ważne. Wiem, że długie ale ważne!
Otóż pod ostatnim rozdziałem dostałam wiadomość, że ktoś prowadzi bloga o bliźniaczo podobnej treści. Weszłam na niego i co się okazało. Cóż pierwsze sześć rozdziałów jest po prostu skopiowane. Łącznie z imionami i nazwiskiem głównej bohaterki. Najwidoczniej autorka tego opowiadania nie wie co to plagiat. Więc dziewczyny, które czytacie mojego bloga proszę Was o dodanie komentarza na jej blogu z informacją o tym, że najzwyczajniej w świecie kradnie czyjąś pracę.
Proszę bardzo tutaj macie link http://mojaksiazka-one-direction.blogspot.com/
Dziewczyna ośmieliła się nawet napisać tutaj cytat:
"ale będzie miał fajną treść :D
Albowiem będę tu zamieszczać historię, którą sama ułożyłam.
Proszę o nie kopiowanie zawartości :)"
A po tym jak dodałam długi i wyczerpujący komentarz informując ją, że kradnie moją pracę dostałam odpowiedź od jakiegoś anonima: 
"hahah pozdro :*
ty to skopiowalas od OFICJALNY POLSKI BLOG O ONE DIRECTION, a ta dziewczyna, ma talent . odwal sie od niej :)
ona pieknie pisze, a to ze autorki tego bloga pozwolili jej wziasc tresc i przerobic na swojego bloga nic nie znaczy. skad wiesz ze jej nie pozwolili? znasz ich? pytalas sie ? wlasnie, wiec nie osadzaj jej.
piek ie pisze lepiej od cb.
lol, sama zgapiasz, rozdzial po rozdziale!!! zal mi cb , jesli myslisz ze jetes fajna , a sama kopiujesz.. a ona przy najmniej sama wymysla zakonczenie"
Tak więc dowiedziałam się, że kopiuję własnego bloga <ok>
Proszę Was bardzo o pomoc będę Wam bardzo wdzięczna i jeżeli w dużo Was pomoże następny rozdział dodam nawet jutro!

Pozdrawiam i zachęcam do komentowania Harolda :*  

niedziela, 9 czerwca 2013

14. Harry zostawił mózg w Wielkiej Brytanii

Wyszliśmy i wsiedliśmy do taksówki, która zabrała nas do portu. Od zawsze mam uprzedzenie do jakiegokolwiek środku transportu morskiego. Jeszcze duży statek to przeżyję bo może tak nie buja ale jakiś mały jacht czy inna łódka to kaplica od razu. Ruszyliśmy w stronę motorówek. Ciekawe czy on będzie nią kierował czy kogoś od tego ma. W porcie nie było żywej duszy. W sumie trudno żeby była jak jest szósta rano. Podeszliśmy do nie za dużej motorówki. Harry wskoczył na nią i wyciągnął dłoń by pomóc mi wejść. Wskakując tam popełniłam chyba największy błąd mojego życia. Czułam jak robię się zielona.
-O kurka! Masz chorobę morską?-zapytał przerażony Harry. Co było jednoznaczne z tym, że jestem zielona.
-No może taką malutką.-pokazałam mu małą odległość między wskazującymi palcami.
-Ej no trzeba było mówić wcześniej.-powiedział opierając się plecami o szybę motorówki.
-Trzeba było pytać.-powiedziałam i pokazałam mu język.
-No to co teraz zrobimy?-zapytał przyglądając mi się dokładnie.
-Płyniemy. Jak to co zrobimy? Ewentualnie zwrócę trochę naszej wczorajszej kolacji albo nie zwrócę.-wzruszyłam ramionami siadając na fotelu przygotowanym dla drugiej osoby. Harry w tym czasie przygotował wszystko co było potrzebne do naszej podróży. Siedziałam z zamkniętymi oczami i z głową opartą na dłoniach. Łokciami opierałam się o kolana. Naprawdę musiałam być zielona jeżeli to zauważył. No trudno. Nie zniszczę jego planów. Nie codziennie przyjeżdża się do Australii.
-Na pewno chcesz płynąć?-zapytał z troską w głosie kucając przy mnie.
-Tak. Startuj kapitanie.-uniosłam głowę i uśmiechnęłam się do niego promiennie, a przynajmniej miałam nadzieję, że nie wyszedł z tego żaden grymas. Wstał i stanął za sterami. Po chwili usłyszałam cichy warkot silnika. Ciekawa jestem kiedy wyrobił patent bo na motorówkę też go chyba trzeba mieć. A no i komu ukradł motorówkę. Sprawnie wypłynęliśmy z portu i ruszyliśmy w stronę Tasmanii. W sumie to ciekawe skąd mu się wzięło, że chce płynąć na tą wyspę. Pogrążyłam się we własnych myślach i nawet nie zwracałam zbytniej uwagi na to, że płyniemy. Słońce już dawało o sobie znać i przyjemnie grzało. Z zamyślenia wyrwało mnie przekleństwo, które wydostało się z ust Harrego.
-Co się stało?-zapytałam zdezorientowana dlaczego stajemy.
-No cóż.-zaczął trochę niepewnie-Chyba nie mamy więcej paliwa.
-Że co?!-zapytałam zszokowana, a moje oczy pewnie w tym momencie miały ochotę wyskoczyć ze zdziwienia-Żartujesz prawda?-zapytałam żeby się upewnić.
-Chciałbym.-powiedział ze stuprocentową powagą.
-O kurwa.-usiadłam z powrotem i pokręciłam z niedowierzaniem głową-Styles gdzieś ty mnie wywiózł?-zapytałam tym razem z rozpaczą w głosie.
-Ej spokojnie.-ukucnął przedemną i położył swoje duże dłonie na moich kolanach.
-Spokojnie?-zapytałam z ironią-Jak ja mam być spokojna jak jakiś palant wywiózł mnie gdzieś nie wiadomo gdzie i na dodatek nie sprawdził czy mamy paliwo. Gratuluje inteligencji.
-Dobra nie krzycz na mnie.-powiedział marszcząc czoło ze zdenerwowania. Dokładnie tak samo jak dzisiaj rano kiedy szukał kubków w mojej kuchni.
-Lepiej coś wymyśl.-powiedziałam krzyżując ręce na piersiach.
-To ty tutaj na co dzień mieszkasz dzwoń do swoich znajomych niech ktoś po nas przypłynie z zapasem paliwa.-powiedział podając mi swój telefon. Wyjęłam czarnego Iphona z jego wielkiej dłoni i znalazłam mój biały z plecaka, w którym miałam wszystkie najbardziej potrzebne rzeczy. Chwilę pomyślałam i najpierw wybrałam numer Lucy.
-Siema Lucy! Sorry, że tak wcześnie ale jest sprawa. Znasz kogoś kto ma motorówkę i zapas paliwa?-zapytałam.
-Po co ci paliwo do motorówki?-zapytała zdezorientowana.
-No tak wyszło, że Harry zostawił mózg w Wielkiej Brytanii i wypłynął bez paliwa. Jesteśmy gdzieś między Melbourne, a Tasmanią.-powiedziałam po czym nabrałam głęboki wdech.
-No to wybacz słonko ale ja Ci nie pomogę. Skąd mam Ci wyczarować motorówkę i paliwo do niej?-powiedziała z rezygnacją w głosie.
-Żartujesz?!-krzyknęłam i gwałtownie wstałam. Tym samym z mojej ręki wyleciał telefon Harrego i wpadł do wody.
-O kurwa!-krzyknęliśmy jednocześnie.
-Nie! Nie! Nie!-krzyczał Harry, który zaczął zdejmować buty i koszulkę. Po chwili skoczył za swoim Iphonem.
-Ja pierdole.-usiadłam z powrotem na moim fotelu i oparłam głowę na kolanach. Poczułam, że coś na mnie kapnęło. Podniosłam głowę i zobaczyłam, że stoi nade mną mokrzuteńki Harry i trzyma w dłoni swój telefon.
-Nie pierdol bo rodzinę powiększysz.-uśmiechnął się ledwo i przeczesał palcami włosy, z których kapała woda.
-Przepraszam.-powiedziałam cicho-Zapłacę za naprawę.
-Dobra nie przepraszaj. Dawaj swój telefon dzwonię do Teda. On nas stąd wyciągnie.-powiedział i zabrał mój telefon. Po chwili rozmawiał z menadżerem. Chyba ta rozmowa przyniosła lepszy skutek bo oświadczył mi, że pomoc powinna nadejść w niedalekiej przyszłości i musimy poczekać tak gdzieś z godzinę do dwóch aż ktoś nas stąd wyciągnie. Harry rozłożył się na dziobie żeby słońce go wysuszyło. Ja nie mogłam się ruszyć, a raczej wolałam się nie ruszać żeby niczego nie zepsuć i żeby nic nie wylądowało w wodzie. Siedziałam tak pewnie z pół godziny. Z transu wyrwał mnie głos Harrego.
-Chodź tutaj do mnie. Przecież nie będziesz tam cały czas siedzieć.
-Wolę się nie ruszać.-powiedziałam przygryzając dolną wargę. Zawsze tak robię jak się denerwuję. Muszę przyznać, że to sztuka zdenerwować mnie tak żebym naprawdę bała się ruszyć.
-No nie żartuj sobie. Chodź tutaj.-powiedział stanowczym głosem.
-Nie.-szybko odpowiedziałam i mocniej zacisnęłam dłonie na skórzanym fotelu przeznaczonym dla pasażera, na którym siedziałam odkąd wyruszyliśmy.
-Chodź ty mi tutaj.-powiedział podnosząc się i podchodząc do mnie. Wyciągnął dłoń zachęcając mnie żebym wstała.
-Harry nie kołysz tym tak.-powiedziałam i czułam jak na samą myśl mój żołądek zaczyna fikać koziołki.
-Źle się czujesz?-zapytał szybko kucając przede mną tak, że nasze głowy były prawie na tym samym poziomie.
-Tak mniej więcej odkąd weszłam na pokład.-powiedziałam uśmiechając się ironicznie.
-Przecież mówiłem, że możemy nie płynąć.-powiedział łagodnie.
-Ale zapomniałeś wspomnieć, że będziemy gdzieś stać na środku cieśniny i i i że będzie tak kołysać i o matko Harry boję się.-ostatnie słowa powiedziałam łamiącym się głosem i objęłam jego szyję moimi ramionami tym samym wciskając twarz w jego obojczyk. Chyba na początku nie za bardzo wiedział co się dzieje ale po chwili objął mnie swoimi zdecydowanie silniejszymi ramionami.
-Nie płacz mała. Nic nam nie będzie. Za chwilę przypłynął z pomocą i zabiorą nas z powrotem do twojego domu. Nic Ci się nie stanie dopóki ja tutaj jestem.-szeptał, delikatnie głaszcząc mnie po plecach-No nie płacz już. Jestem przecież tutaj.-jeszcze mocniej wtuliłam twarz w jego ciało i powoli przetwarzałam słowa, które wychodziły z jego ust. Nie wiem ile czasu tak siedzieliśmy ale wiem, że w końcu musiał zdrętwieć bo usiadł wygodniej na podłodze i pozwolił mi usiąść na jego kolanach tak abym cały czas mogła się przytulać. On cały czas mocno trzymał mnie przy swoim ciele i kreślił co jakiś czas nieznane mi wzory po moich plecach. Czułam się bezpieczna. To jego ramiona dawały mi poczucie bezpieczeństwa. Po upływie kolejnych minut kiedy już całkowicie udało mi się uspokoić usłyszeliśmy napływającą pomoc. Od razu podbiegli do nas ratownicy.
-Jest ktoś ranny?-zapytał jeden z ratowników.
-Nie.-odpowiedział szybko Harry-Koleżanka ma mały problem z chorobą morską i trochę się bała. Ale już sytuacja chyba opanowana.-powiedział patrząc na mnie.
-Dobrze i tak Was opatrzymy. Jednak najpierw musicie przejść na naszą motorówkę.
-Tylko wracamy do Melbourne.-odezwał się drugi ratownik.
-Dobrze. Właśnie miałem to powiedzieć.-znowu odezwał się Harry. Powoli obydwoje wstaliśmy. Harry cały czas mocno mnie do siebie przytulał. Moje nogi były jakby z waty. Ledwo co mogłam iść. Najwidoczniej wszyscy to zauważyli bo poczułam jak zostaję podniesiona do góry. Po chwili siedzieliśmy już na drugiej łodzi. Po serii różnych badań, zmęczona przeżyciami ostatnich godzin, zasnęłam opierając się o ramię mojego towarzysza.


Następny rozdział pojawi się dopiero po 20 czerwca : )

 Pozdrawiam i zachęcam do komentowania Harolda :*