sobota, 25 maja 2013

13. Uśmiechnij się

Po chwili leżeliśmy sobie na leżakach na mojej plaży i grzaliśmy tyłki. Było tak przyjemnie. Szum wody rozbijającej się o brzeg nie wiem czemu wywoływał u mnie poczucie takiego totalnego rozluźnienia. U Harrego chyba też bo spał w najlepsze. Oczywiście kazał mi się posmarować i sam mi nie odmówił posmarowania moich plecków. Kiedy dotykał mojego ciała miałam gęsią skórkę i śmiał się ze mnie jak to na mnie działa jego dotyk. Sam też miał, a ze mnie się śmiał. Po godzinie zaczęło mi się nudzić. Stwierdziłam, że godzina snu mu wystarczy i pora go obudzić. Ukucnęłam przy jego głowie.
-Harry.-powiedziałam przy jego uchu szeptem. Żadnej reakcji.-Harold wstawaj!-tym razem krzyknęłam i szturchnęłam go podnosząc się i stając nad nim.
-Nie krzycz tak. Już nie śpię.-powiedział-Obudziłaś już mnie tym swoim delikatnym "Harry". Myślałem, że powtórzysz bo moje imię tak ładnie brzmi w twoich ustach.-usiadł i posadził mnie sobie na kolanach-Co się stało niewiasto, że mnie ze snu błogiego wyrywasz?
-Nudzi mi się.-położyłam ręce na jego barkach i objęłam szyję.
-No to idziemy pływać!-wydał z siebie okrzyk radości i trzymając mnie na rękach wbiegł do wody.
-Ona jest zimna!-wydarłam się przytulając się jeszcze bardziej do niego.
-Nie przesadzaj maleńka.-powiedział ale nadal trzymał mnie na rękach. Woda sięgała mu tak gdzieś do połowy pasa. Powoli postawił mnie na dnie. Jeszcze miałam je pod nogami. Stałam i przyzwyczajałam ciało do chłodnej wodny, a tu nagle poczułam jak cała jestem pod wodą. Kiedy tylko wynurzyłam się z powrotem na powierzchnię zaczęłam gonić Harrego, który dzielnie mi uciekał. Jak już udało mi się go dopaść wskoczyłam mu na plecy. Rękoma objęłam go za szyję tak żeby mógł jeszcze oddychać, a nogami objęłam w pasie żeby za daleko nie uciekł.
-No i co teraz panie Styels?-zapytałam szeptem wypuszczając słowa wprost do jego ucha. Chyba mu się to spodobało bo na twarzy zawitał mu ten nikły uśmiech, pod którym kryło się tyle tajemnic.
-A co ma być panno Rej?-zapytał i zaczął kierować się w stronę brzegu, a ja ciągle siedziałam uczepiona jego pleców. Zaniósł mnie aż na leżak.
-Dziękuję za przejażdżkę.-zaśmiałam się.
-Dziękuję za to, że jesteś.-powiedział przytulając się znowu do mnie. Przeszedł mnie dziwny dreszcz. Tyle razy mnie przytulał, a nigdy na moim ciele nie pojawiała się gęsia skórka. Dziwne uczucie ale jakie przyjemne za razem. Posiedzieliśmy jeszcze chwilę na plaży jednak słońce już nie dawało tyle ciepła i postanowiliśmy zabrać się za szykowanie ogniska. Powiedziałam mu gdzie może je rozpalić oraz gdzie znajdzie wszystkie potrzebne mu materiały. Sama poszłam wziąć prysznic aby zmyć z siebie słoną wodę i piasek. Kiedy wyszłam spod prysznica założyłam krótkie dżinsowe spodenki i bluzkę na ramiączka. Włosy uczesałam w luźnego kłosa. Przygotowałam w kuchni to co miało nam się przydać i zaniosłam w umówione miejsce ogniska. Kiedy przyszłam ognień palił się już w najlepsze. Wysłałam Harrego pod prysznic, a ten wrócił po dziesięciu minutach w czarnych spodenkach do kolan i czarnej bokserce.
-Ej laska, a ty masz chyba gitarę?-zapytał po tym jak już się najadł i leżał na kocu wpatrując się w rozgwieżdżone niebo.
-Ej chłopczyku mam gitarę.-powiedziałam po czym wstałam i poszłam po moją ukochaną gitarkę. Usiadłam z nią po turecku opierając się o bok chłopaka.
-Zapodaj coś co znam i co będziemy mogli sobie pośpiewać.-powiedział nadal leżąc tylko teraz położył sobie dłonie pod głową przeciągając się przy tym. Chwilę mi zajęło domyślenie co możemy obydwoje znać. Umiałam grać praktycznie większość piosenek po Polsku. Te po angielsku to tylko takie co naprawdę bardzo mi się podobały. Zaczęłam grać. Harry leżał z zamkniętymi oczami gdy nagle je otworzył i usiadł za moimi plecami obejmując rozchylone kolana rękoma. Jego zgarbione ciało znajdowało się bardzo blisko mojego, które całe drżało pod wpływem ruchów. Zagrałam całą piosenkę. Żadne z nas nie odważyło się zacząć śpiewać. Kiedy skończyłam siedziałam i wpatrywałam się w wesołe tańczące płomienie. Poczułam jak dotyka mojej ręki, która leżała na gryfie. Delikatnie przejechał po jej linii od łokcia aż trafił na moją dłoń, która wciąż ułożona była w akord. Nagle jego nogi ułożyły się wzdłuż moich. Siedziałam teraz otoczona długimi nogami Harrego ułożonymi wzdłuż moich zdecydowanie krótszych. Jego duże dłonie trzymały moje małe dłonie w swoich.
-Zagraj jeszcze raz.-wyszeptał do mojego ucha wywołując tym samym dreszcz na moim ciele. Czułam jak jego loki wtulone w zagłębienie pod moją szyją delikatnie łaskoczą moją skórę. Zaczęłam ponownie grać. Tym razem usłyszałam jak Harry cicho śpiewa wprost do mojego ucha. Cały czas czułam jego oddech na mojej szyi. Nie zauważyłam kiedy przestałam grać tylko delikatnie odchyliłam głowę do tyłu, przymknęłam oczy, a na moich ustach pojawił się delikatny uśmiech. Chyba podobała mu się ta reakcja bo mimo iż przestałam grać cały czas słyszałam i czułam na sobie słowa piosenki. Straciłam rachubę czasu. Trwaliśmy tak jeszcze przez jakiś czas. Dopiero z tego transu wybudził mnie ruch Harrego, który wyjął gitarę z moich rąk i odłożył z dala od ognia i naszego koca. Odwróciłam głowę by móc zobaczyć jego twarz. Jednak on miał inny plan. Oplótł rękoma mój brzuch i szybkim ruchem położył mnie na plecach. Po chwili jego rozgrzane ciało leżało obok mojego. Leżał na boku i przypatrywał mi się. Przekręciłam się tak by móc patrzeć na jego twarz. Ułożyłam się na boku, a on objął mnie swoimi silnymi ramionami. Wpatrywałam się w jego pełne spokoju i ciepła zielone oczy. Cichy trzask drzewa i fal uderzających o brzeg pozwalały mi całkowicie utopić się w tym intensywnym kolorze. Przyłożyłam czoło do jego klatki piersiowej i wolno wciągnęłam zapach jego ciała. Delikatnie pocałował mnie w czubek głowy. Moje powieki opadły, a ja zasnęłam w silnych i bezpiecznych ramionach Harrego.

Stałam sobie na balkonie w domu mojej babci. Oparta o barierkę przyglądałam się szczytom górskim. Zamknęłam oczy i mocno wciągnęłam do płuc porcję świeżego powietrza. Poczułam jak staje obok mnie i delikatnie kładzie swoją zmarszczoną już dłoń. Otworzyłam powili powieki i ujrzałam twarz mojej najukochańszej babuni.
-Patrycja maleństwo moje najukochańsze na świecie.-wyszeptała i potarła ciepłą dłonią o moją zmarzniętą.
-Kocham Cię babciu.-wyszeptałam z oczami pełnymi łez.
-Ja Ciebie też maleńka.-uśmiechnęła się delikatnie i drugą dłonią starła spływającą ciecz po moim policzku-I nie tylko ja.”

Otworzyłam gwałtownie oczy. Stalowy uścisk Harrego nie pozwalał mi na wykonanie żadnego ruchu. Byłam w szoku. Moja babcia zmarła jak miałam szesnaście lat. Od tego momentu zawsze śni mi się jak ma coś ważnego do przekazania mi. Pamiętam jej dom w Tatrach bardzo dokładnie z każdym nawet najmniejszym szczegółem mimo iż nie byłam w nim już od trzech lat. Dom należy do mojej mamy bo to właśnie jej babcia go zapisała w spadku. Jednak ja od jej śmierci ani razu w nim nie byłam. Bałam się. Bałam się , że każdy kąt będzie mi ją przypominał, a ja znowu będę płakać jak trzy lata temu kiedy jej ciało tak spokojnie jakby spała leżało w trumnie. Przeszedł mnie dreszcz na samo wspomnienie tego widoku tym samym chyba obudziłam Harrego, który gwałtownie otworzył oczy i popatrzył się na mnie lekko zdezorientowany.
-Wszystko w porządku?-zapytał.
-W jak najlepszym.-uśmiechnęłam się do niego i szybkim ruchem przekręciłam nas tak, że on leżał na plecach, a ja na jego brzuchu.
-Mmmmm. Takie poranki to ja lubię.-zaśmiał się i pocałował mnie w nos. Na co ja zareagowałam cichym chichotem. Sięgnęłam do tylnej kieszeni spodenek i wyciągnęłam z niej telefon. Na wyświetlaczu pojawiła mi się czwarta trzy. Można było się tego spodziewać bo słońce dopiero co powoli się wznosiło na bezchmurne niebo.
-Która jest?-zapytał Harry.
-Czwarta cztery.-powiedziałam i szybko schowałam telefon po czym schowałam głowę pod jego szyją.
-Co robisz?-zapytał obejmując mnie ramionami.
-Myślę o tobie.-powiedziałam i poczułam jak nasza pozycja się zmieniła i teraz to ja leżałam na plecach, a on żeby mnie nie zgnieść opierał się na dłoniach, które leżały po obydwu stronach mojej głowy.
-A ty co robisz?-zapytałam zadziornie i pstryknęłam go w nos.
-Myślę o tobie.-uśmiechnął się tak, że na jego policzkach pokazały się te jego przeurocze dołeczki. Nie mogłam się oprzeć i mój wskazujący palec powędrował do jednego z nich co wywołało u Harrego śmiech.
-Wybacz ale musiałam sprawdzić czy są prawdziwe.-powiedziałam i poczułam jak moje policzki robią się lekko czerwone.
-Wybaczam.-uśmiechnął się jeszcze szerzej-Słodka jesteś jak się rumienisz.-powiedział i znowu pocałował mój nos. Co wywołało jeszcze większy rumieniec na mojej twarzy, a u Harrego kolejny wybuch śmiechu.
-Nie śmiej się ze mnie.-powiedziałam tonem obrażonego dziecka i zakryłam sobie dłońmi twarz. Poczułam jak kładzie się obok mnie.
-Posuń się grubasie.-powiedział i lekko mnie szturchnął w bok.
-No dzięki wiesz.-powiedziałam oburzona i przekręciłam się tak, że leżałam teraz tyłem do niego nadal zakrywając twarz. Poczułam jak dźga mnie w plecy. Stwierdziłam, że reagowanie na jakiekolwiek zaczepki jest zbędne więc leżałam sobie niewzruszona. Nagle znalazłam się w powietrzu.
-Jak nie reagujesz to za chwilę zobaczymy jak bardzo jesteś na mnie obrażona.-przerzucił mnie sobie przez ramię i zaczął się kierować w stronę wody.
-Harry! No Harold!-zaczęłam krzyczeć-Postaw mnie natychmiast na ziemi!
-Nie ma mowy.-powiedział zupełnie poważnie.
-No weź!-zaczęłam wierzgać nogami i uderzać go po plecach.
-Nie wierć się bo przyśpieszę, a tak to masz przynajmniej czas żeby jakoś mnie ubłagać żebym Cię postawił na ziemi.-powiedział śmiejąc się.
-Harry, Harold, Haroldziku, Harrusiu, Harreczko kosiareczko.-zaczęłam mówić spokojnym i milutkim głosem licząc, że to zadziała-Słoneczko, pączusiu.
-Pączusiu?-zdziwił się stojąc już przy samym brzegu.
-No, a co?-zapytałam wciąż podziwiając jego pośladki-Masz fajne pośladki.-i nagle znowu miałam grunt pod nogami.
-Naprawdę?-zdziwił się-Jak bardzo fajne?
-Fajne, fajne.-zaśmiałam się i dźgnęłam go w brzuch na co on zgiął się w pół i upadł na piasek co wywołało u mnie śmiech.
-Nie śmiej się tylko mnie uratuj.-powiedział błagalnym tonem. Ukucnęłam przy nim i zaczęłam głaskać po tej burzy loków. Rozprostował się i chwycił mnie i znowu leżałam pod nim.
-Co ty masz takiego w sobie, że nie mogę od Ciebie wzroku oderwać?-zapytał wpatrując się w moje oczy.
-Nie wiem.-wzruszyłam ramionami i szybko wyślizgnęłam się spod niego gdy poczułam, że woda oblała moje stopy. Z moich ust wydostał się pisk. Harry został w swojej pozycji niewzruszony.
-I co się drzesz pobudzisz sąsiadów.-powiedział z uśmiechem na ustach.
-Bo śnieg.-pokazałam mu język.
-Dobra mała zbieramy się.-powiedział wstając i podając mi dłoń bym wstała-Mamy dzisiaj ambitny plan zajęć.
-Jakich zajęć?-zdziwiłam się idąc za nim w stronę mojego domu.
-Jak to jakich?-teraz to on był zdziwiony.- Nie zamierzamy przecież spędzić tych dni siedząc w domu na tyłkach. Jedziemy na Tasmanię. Znaczy płyniemy.
-A może najpierw byś się mnie spytał czy chcę tam płynąć?-zapytałam wchodząc za nim do kuchni.
-A nie chcesz?-popatrzył się na mnie jakbym była jakąś totalną idiotką-Ja jestem Harry z One Direction mi się nie odmawia.-powiedział to jakby to było naprawdę jakieś takie totalnie oczywiste.
-Kpisz czy o drogę pytasz?-popatrzyłam na niego nie wierząc w to co powiedział.
-Ani to ani to.-włączył ekspres do kawy-Kawy?
-Jakoś nie mam w zwyczaju pić kawy o czwartej rano no ale jeżeli już proponujesz to z chęcią.-uśmiechnęłam się i usiadłam na blacie kuchennym przyglądając mu się jak otwiera po kolei wszystkie szafki w poszukiwaniu kubków. Na jego twarzy pojawił się grymas niezadowolenia kiedy nie znalazł tego co szukał w kolejnej szafce.
-Będziesz tak siedzieć i się śmiać czy wreszcie mi powiesz gdzie masz te pieprzone kubki.-zapytał wkurzony czym wywołał u mnie tylko jeszcze większy śmiech.
-Szukaj dalej Haroldzie.-uśmiechnęłam się szeroko i dalej przyglądałam się jego poczynaniom. Kiedy wreszcie trafił na dobrą szafkę, a jego twarzy pojawił się uśmiech triumfu. Poczekałam jeszcze jakieś piętnaście minut bo Harry nie mógł sobie zbytnio poradzić z obsługą mojego ekspresu.
-Proszę bardzo.-podał mi kubek z magicznym płynem. Stanął do mnie bokiem i wystawił policzek. Zanurzyłam usta w płynie, a następnie sprzedałam mu kawowego buziaka.
-Dziękuję bardzo.-uśmiechnął się i od razu na jego policzkach pojawiły się te urocze dołeczki. Usiadł obok mnie i wyciągnął telefon z kieszeni. Chwilę coś po majstrował kiedy ja raczyłam się kawą.
-Uśmiechnij się.-powiedział i wyciągnął rękę tak żebyśmy mogli strzelić sobie samojebkę. Po chwili zdjęcie pojawiło się na Twitterze z podpisem „Fajnie jest siedzimy”. Po spożyciu pysznej kawy poszłam pod prysznic. Owinięta ręcznikiem zastanawiałam się w co mam się ubrać na tą wycieczkę co zaplanował Harry. W końcu uznałam, że bluzka flaga Australii i jasne, dżinsowe spodenki będą idealne. Włosy związałam w luźnego kłosa i zrobiłam codzienny makijaż. Niedawno byłam u kosmetyczki i miałam czerwony lakier na paznokciach. Od razu jak się ma pedicure i manicure to czuję się bardziej kobieca. Chyba każda kobieta tak ma. Znalazłam mój ciemno brązowy kapelusz. Jeszcze tylko okulary przeciw słoneczne i jestem gotowa. Kiedy wyszłam z garderoby wpadłam na Harrego, który akurat szedł mnie pospieszyć. Na zegarku była godzina szósta. Myślałam, że on tak wcześnie nie wstaje i w głębi duszy liczyłam, że się wyśpię, a tu dupa. Harry postanowił mnie gdzieś zabierać o szóstej rano!


Macie 13 : ) Mam nadzieję, że nie pechowa! Szkoda, że tak mało komentarzy pod poprzednim rozdziałem... Myślałam, że Wam się spodoba niespodzianka... No ale i tak dziękuję za te 13 : * Jeszcze chwila i skończy mi się zapas rozdziałów no ale trudno przecież zawsze można dopisać : D

Jak się Wam podoba nowy wygląd bloga? Marcie bardzo dziękuję za piękny szablon <3

Błagam popytajcie! http://ask.fm/JestemHarolda

Pozdrawiam i zachęcam do komentowania Harolda :*  

poniedziałek, 13 maja 2013

12. Coś przekazać panie Malik?

Kiedy się obudziłam na zegarku była godzina piętnasta. Przeciągnęłam się leniwie i spojrzałam na wyświetlacz mojego telefonu. Pięć wiadomości. Od razu zaczęłam odczytywać. Co ciekawsze wszystkie pięć było od chłopaków z One Direction. Każdy osobno wysłał mi wiadomość o tej samej treści. Otóż widząc smsy o treści „Jestem” łzy same cisną się na oczy. Każdy dostał w odpowiedzi serduszko. Niech się cieszą. Z trochę większą ilością energii ubrałam się w krótkie spodenki i za dużą bluzkę z wielkim misiem koalą. Szybko ogarnęłam busz na głowie związując go w kucyka. Conversy na nogi i po chwili szykowałam Aragorna do jazdy. Dawno nie jeździłam, a to mnie odrywało od zwykłej codzienności dlatego też wybrałam się na przejażdżkę. Zajechałam sobie do sklepu żeby kupić sobie coś do jedzenia. Miałam w kieszeni jakieś pieniądze więc starczyło mi na paczkę owsianych ciasteczek. Wracając już stępem do domu powoli przeżuwałam śniadanko. Moje myśli były dość daleko bo w Dublinie gdzie chłopcy mieli dzisiaj koncert. Pewnie Niall jest wniebowzięty, że może występować przed swoimi ludźmi. Z głową w Irlandii zajechałam na miejsce. Szybko ogarnęłam konia, a sama wskoczyłam pod prysznic. Zrobiła się dziewiętnasta. No tak w końcu wstałam o piętnastej. Nadal byłam senna. Tym bardziej, że trochę się zmęczyłam na tej przejażdżce. Zaczęłam czytać książkę i z tego wszystkiego zasnęłam z nią w ręku.
Dni mijają powoli. Ja siedzę praktycznie całymi dniami w pracy, którą bardzo polubiłam. Poznałam już bardzo dużo ludzi. Co ciekawsze parę z nich prosiło mnie o autograf. Za każdym razem wyśmiewam takich ludzi. Przecież ja nikim sławnym nie jestem. Po prostu zagrałam w teledysku i zrobiono mi parę zdjęć z One Direction i z Johnem. Nic więcej nie zrobiłam. A propo teledysku. Dowiedziałam się, że jutro będzie premiera. Fajnie, że mnie wcześniej poinformowali. Już miałam spokój nikt nie robił mi zdjęć, a teraz znowu ktoś się na mnie zasadza. Mamy 24 marzec. Siedzę sobie na leżaku i wygrzewam swoje ciało. To mi się chyba nigdy nie znudzi. Nagle ktoś bądź coś stanęło nade mną tak, że całe słońce skutecznie zasłoniło.
-Przepraszam można się dosiąść?-zapytał męski głos z delikatną chrypką. Od razu się poderwałam i rzuciłam się mu na szyję-Weź bo mnie udusisz.-zaśmiał się.
-Co ty tutaj robisz?-zapytałam nadal wisząc na nim.
-Jestem.
-Tyle to zauważyłam. Przecież chyba gracie koncerty w Wielkiej Brytanii. Z tego co mi wiadomo to w Australii będziecie dopiero we wrześniu.-powiedziałam odsuwając się od niego.
-Mamy tydzień przerwy. Dlatego postanowiłem wpaść do Ciebie na parę dni.
-Kto bogatemu zabroni.-powiedziałam pod nosem kręcąc oczami.
-Mam nadzieję, że się nie obrazisz i przyjmiesz pod swój dach.-zrobił oczka ze Shreka.
-Pomyślę.-zaśmiałam się, a on chwycił mnie w pasie i mocno do siebie przytulił.
-Oj stęskniłem się i to bardzo.-wyszeptał mi wprost do ucha.
-Ja za tobą też Harry.-wyszeptałam przykładając dłonie do jego klatki piersiowej i opierając między nimi głowę. Staliśmy tak przez chwilę. Wreszcie miałam się do kogo przytulić. To na dodatek nie był jakiś tam koleżeński uścisk. Taki tam byle jaki. To był uścisk Harrego, w którego ramionach czułam się taka bezpieczna. Cały świat wtedy znikał. Nasz uścisk przerwał bardzo dobrze mi znany głos.
-Widzę, że już sobie pocieszenie znalazłaś.-pogardliwy głos Johna przeszył mnie od stóp do czubka głowy. Zamknęłam jeszcze mocniej oczy i jeszcze mocniej wtuliłam się Hazzę.
-Zazdrosny?-zapytał Styles.
-Ona jest moja chłopczyku.-powiedział i zbliżył się do nas.
-Szkoda, że tylko ty tak uważasz. Po co tutaj przyszedłeś?-oj Harry się wkurzył.
-Już nie mogę odwiedzić mojej dziewczyny?-zapytał zdziwiony. Wtedy oderwałam się od klatki kręconego.
-John idź stąd. Pewnie znowu ćpałeś, albo się spiłeś.-powiedziałam stanowczo, a jednocześnie można było wyczuć pewnego rodzaju bezradność w moim głosie.
-Ty jesteś moja! Jeszcze zobaczysz, że będziemy razem!-powiedział i oddalił się brzegiem plaży. Zamknęłam oczy żeby przypadkiem nie poleciały z nich łzy. To były łzy cholernej bezradności. Bezradności, która zabijała mnie powolutku od środka. Poczułam jak Harry znowu mnie przytula.
-Mała nie płacz.-wyszeptał i znowu delikatnie pocałował w czubek głowy.
-Już wszystko w porządku.-powiedziałam ocierając oczy i uśmiechając się delikatnie.
-Na pewno?-zapytał zatroskany.
-Na pewno.-teraz uśmiechnęłam się trochę szerzej-No dobra to już pomyślałam przyjmuję Cię pod mój dach.
-Jeeeej!-ucieszył się.
-To robimy dzisiaj ognisko?-zapytałam.
-No jasne!-jeszcze bardziej się ucieszył.
-To ja się w coś ubiorę i jeszcze najpierw pójdziemy do mojego miejsca pracy to wezmę sobie tygodniowe zwolnienie z powodu przyjazdu jednej piątej One Direction. A no i pójdziemy do sklepu bo w mojej lodówce chyba nic oprócz światła nie ma.
-Oj Pati nie musisz. Naprawdę.-powiedział poważnie.
-Ale ubierać się czy brać zwolnienia?-zapytałam i już zakładałam turkusową sukienkę bez ramiączek, a Harry zrobił minę jakby chciał mnie zabić-Masz jakieś bagaże?
-Mam. Już wrzuciłem je przez okno.-popatrzyłam się na niego z miną WTF?!. No dobra można i tak.
-No to chodź od razu się przejdziemy.-ruszyliśmy w stronę baru. Nie uszliśmy 10 metrów kiedy przypomniałam sobie o portfelu.-Portfel!-już zawróciłam kiedy Harry chwycił mnie za ramię.
-Nie no spoko ja mam. Zapłacę.-powiedział szczerząc się, a po chwili znowu byłam w jego ramionach-Nawet nie wiesz jak bardzo się za tobą stęskniłem.-wyszeptał w moje włosy.
-Haroldziku mój ty malutki dlaczego jesteś taki dużutki?-zadarłam głowę go góry żeby móc spojrzeć w jego oczy. Oparłam sobie wygodniej brodę na jego mostku i próbowałam wyczytać co tam ma w tych swoich zielonych oczętach.
-Błagam tylko nie Haroldzik.-zajęczał i przytulił mnie tak mocno, że miałam problem z oddychaniem.
-Harry dusisz.-ledwo co powiedziałam, a on momentalnie poluzował uścisk-Jak już mnie wytuliłeś na śmierć to już możemy iść?
-Możemy. Mam jeszcze prawie tydzień żeby tak Cię ściskać.-powiedział zadowolony i ruszyliśmy. Droga do baru zajęła nam niecałe dziesięć minut. To i tak dobry wynik bo myślałam, że zejdzie nam się dłużej. Co prawda ja ją pokonuję w niecałe trzy pewnie no ale nie idę codziennie z TYM Harrym Stylsem, który chyba nigdy nie widział zbiornika wodnego większego niż jego wanna. Cieszył się tym jak małe dziecko.
-Poczekam tutaj na mnie i może lepiej nie uciekaj. Chociaż jak chcesz to możesz wiać.-powiedziałam kiedy dowiedziałam się od Codiego, że Rafa jest na zapleczu.
-Rozważę twoją propozycję.-zaśmiał się Styles i usiadł na wysokim krześle barowym. Szybko weszłam do pokoju szefa.
-Cześć Patrycja. Coś się stało?-zapytał odkładając jakieś papiery na bok.
-Właściwie to nie. Ale ja tutaj z prośbą o tygodniowy urlop natychmiastowy.-powiedziałam i uśmiechnęłam się jak najładniej tylko potrafiłam.
-A z jakiego to powodu?-zapytał przyglądając mi się dokładnie. Po jego minie widziałam, że już się zgodził jednak ciekawość to ciekawość. Dodatkowo to mój szef.
-Mam gości, a właściwie to jednego gościa.-zaśmiałam się-Chcesz go poznać? Czeka na mnie przy barze.
-No jasne,że chcę wiedzieć kto kradnie mi pracownika.-zaśmiał się i razem wszyliśmy z pomieszczenia.
-Rafa to jest Harry mój przyjaciel, który postanowił mnie nagle odwiedzić.-panowie podali sobie dłonie-Harry to jest Rafael mój pracodawca.
-Masz ją po tygodniu oddać.-zagroził mu surfer.
-Pomyślę.-wyszczerzył się w tym swoim uśmiechu Styles.
-Sama wrócę.-posłałam złowieszcze spojrzenie do mojego gościa.
-Nie zatrzymuję, a nie będę kłamał, że sam mam dużo do roboty.-powiedział Rafa i poszedł z powrotem do biura, a my ruszyliśmy w stronę sklepu. Tym razem już deptakiem wzdłuż plaży by potem wejść w miasto.
-Ej, a tak właściwie to ktoś wie o twojej podróży do Australii?-zapytałam wrzucając do koszyka same najpotrzebniejsze produkty. Za to Harry wrzucał wszystko co wpadło mu w ręce. Dobrze, że nie ja będę za to płacić.
-Ja wiem. Ty wiesz. Moja rodzina wie. Ted wie. No i to chyba tyle.-powiedział zamyślając się.
-Ja mam uwierzyć, że paparazzi nie wiedzą, że tutaj jesteś?-zapytałam zdziwiona nie tylko tym co powiedział ale i tym, że wpakował nawet proszek do prania do wózka-Harry słoneczko ja mam proszek, a tobie to nie wiem po co.
-O zamyśliłem się.-powiedział wyjmując go i odstawiając z powrotem na półkę.
-No to odpowiesz na moje pytanie.
-No jak na razie nic do mnie nie dotarło. Żadne zdjęcie ani nic. Dobrze się kamuflowałem na lotnisku. Chociaż dotarło do mnie tylko tyle, że Harry Styles był widziany na lotnisku Heatrow. Ted miał im wcisnąć kit, że lecę do LA.-znowu się wyszczerzył.
-Dlaczego oszukujesz swoich fanów? Myślisz, że Cię tutaj nie znajdą?-zapytałam stając w kolejce do kasy.
-Nie oszukuję tylko zmieniam plany w ostatniej chwili. Wiem, że w końcu mnie tutaj znajdą ale jak na razie tak gdzieś z 48h mamy z głowy. Miałem lecieć do LA nagrywać ale uznałem, że nagram kiedy indziej, a taką przerwę żeby móc Cię odwiedzić to dopiero pod koniec kwietnia. Albo między Portugalią, a Meksykiem będziemy mieć. Więc sama widzisz, że ten czas jest idealny.
-Idealny.-powiedział przedrzeźniając go. Chwyciłam siatki, które po chwili Harry zabrał mi z rąk. Spotkało się to z moim niezadowoleniem i z powrotem chciałam odzyskać torby.
-Kobieta w moim towarzystwie nie będzie dźwigać żadnych ciężkich rzeczy. Więc łaskawie się uspokój i zrozum, że ich nie odzyskasz.-powiedział Harry używając swojego jakże seksownego brytyjskiego akcentu.
-No ale i tak już dużo niesiesz. Ja naprawdę mam trochę siły i nic mi się nie stanie jak coś od Ciebie wezmę.-powiedziałam robiąc minę dziecka, któremu rodzic nie chce kupić nowej zabawki.
-Nie rób takiej miny tylko chodź.-powiedział pokazując mi język.
-To chociaż tak nie biegnij. Mam trochę krótsze nóżki.-powiedziałam ledwo za nim nadarzając.
-Oj nóżki. Nóżeczki.-rozczulił się, a ja popatrzyłam się na niego jak na idiotę. Po krótkim spacerku do mojego domu dotarliśmy na miejsce. Otworzyłam drzwi i znalazłam walizkę Harrego. Precyzyjniej rzecz ujmując prawie się przez nią przewróciłam. Od razu go opieprzyłam co przyjął ze stoickim spokojem i coś tam pod nosem mruknął, że to był zły pomysł. Ciekawe czy ten zły pomysł to było wrzucanie torby przez okno czy przyjeżdżanie do mnie. Wzięłam się za rozpakowywanie zakupów. Styles rozsiadł się na szafce kuchennej, a po chwili z niej zszedł bo zmroziłam go wzrokiem i zabrał się za pomaganie mi. Co chwilę się pytał co gdzie leży. Ja nie wiem na jaką cholerę on kupił tyle rzeczy. Większość do niczego nie była nam potrzeba. Po paru minutach wszystko było na swoim miejscu, a my leżeliśmy na kanapie i piliśmy chłodny sok pomarańczowy. Błogą ciszę przerwał dzwoniący telefon Harrego.
-Prywatna sekretarka Harolda Stylesa.-odebrał zmieniając głos na kobiecy, a ja prychnęłam śmiechem.
-Mój pan i władca aktualnie jest nieosiągalny. Coś przekazać panie Malik?-nadal grał swoją sekretarkę. Na 100% Zayn mu uwierzył. Na samą myśl załamującego się chłopaka zaczęłam się śmiać jak głupia.
-No musiałaś się tak głośno zaśmiać?-zapytał z wyrzutem Harry już swoim normalnym głosem.
-Pozdrów go i powiedz, że mu współczuję.-powiedziałam wracając powoli do normalności.
-Sama mu powiedz.-powiedział obrażony i włączył na głośnik.
-Sieeeeeeeeeeeema!-powiedziałam radośnie, a Harry na mój widok tylko się delikatnie uśmiechnął.
-Paaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaati!-usłyszałam okrzyk radości z drugiej strony-Harry cioto zabiję Cię jak tylko wrócisz! Dlaczego nie powiedziałeś, że jedziesz do Patrycji?!
-No tak jakoś wyszło. A pytałeś?-zaśmiał się.
-Co tam u Ciebie słychać Zayn?-zapytałam siadając bliżej Harrego, który trzymał swój telefon na udzie.
-Wszystko dobrze.-w tle było słychać kobiecy głos, który zawzięcie domagał się czegoś od Zayna-No już spokojnie. Perrii Cię pozdrawia. Jeszcze chwila i by mi tutaj zabrała telefon.
-Wcale nie!-usłyszeliśmy oburzony głos dziewczyny i tylko się zaśmialiśmy.
-Dziękuję i też pozdrawiam.
-Dobra to my Wam nie przeszkadzamy. Dobrej zabawy. Do zobaczenia!
-Paa!-powiedzieliśmy jednocześnie i znowu zaczęliśmy się śmiać. Zayn już dawno się rozłączył, a my próbowaliśmy opanować głupawkę. Do tego wszystkiego Harry postanowił zacząć mnie łaskotać. Czym wywołał u mnie jeszcze większy śmiech.
-Haarold! Przestań bo nie mogę już oddychać.-powiedziałam przez śmiech i próbowałam otrzeć łzy z policzków jednocześnie odpychając go ode mnie. Jednak nie miałam najmniejszych szans bo jest zdecydowanie większy i silniejszy.
-No dobra dobra.-powiedział i usiadł grzecznie kawałek dalej. Ja też spionowałam ciało, ogarnęłam moje włosy i sukienkę.
-To co robimy?-zapytałam uśmiechając się promiennie.
-Mi tam się podobało poprzednie zajęcie.-zaśmiał się i objął mnie ramieniem.
-Mi trochę mniej.-dołączyłam do niego-Chodź pójdziemy się może trochę po smażymy na słoneczku.
-Ok. Tylko najpierw zaliczę toaletę.-powiedział wstając, a ja pokazałam mu gdzie ma się kierować. Sama odniosłam nasze szklanki do kuchni i wsadziłam do zmywarki.

 
Dobra wiem, że dawno nie dodawałam ale mam teraz trochę spraw na głowie. W zamian za to macie kolejny długi rozdział bo chyba znowu przesadziłam z długością... A no i macie Hazzę : D Kto się cieszy proszę podnieść rękę i nadusić przycisk : D 
Rozdziały będą się pojawiać pewnie w porywach do dwóch tygodni : ) Jak miną dwa tygodnie to możecie zacząć mnie ścigać bo to wtedy będę mieć większą motywację żeby tutaj dodać rozdziała : ) 
No i w ogóle to pykło tutaj nam 15000 : D Dziękuję za to, że jesteście <3
Of kors możecie pytać http://ask.fm/JestemHarolda : )
Padła prośba o zdjęcie Johna : ) No to proszę bardzo macie możecie hejtować! Mimo, że to tylko jego zdjęcie : D 


Pozdrawiam i zachęcam do komentowania Harolda :*