wtorek, 30 kwietnia 2013

11. Co?!

Dzień przerwy i czekały ich kolejne koncerty, a mnie powrót do Australii. Musiałam nauczyć się żyć już bez Johna. Może i nie tworzyliśmy jakiejś cudownej pary ale na pewno byliśmy wspaniałymi przyjaciółmi. Już definitywnie przywłaszczyłam sobie bluzę Nialla i właśnie w niej wracałam do stolicy Wielkiej Brytanii. Do tego wygodne dresy oraz adidasy i pierwsza wtopa co do mojego ubrania się publicznie zaliczona. Co prawda lot w nocy to może mnie nikt nie zauważy. Rano na lotnisku w Londynie szybko zabraliśmy swoje bagaże i czekała mnie jeszcze godzina do odprawy na lot do Australii. Tym razem nie zgodziłam się na to żeby mi zabraniali wracać do domu. Nie mieli wyboru. Musieli się z tym pogodzić. Siedzieli ze mną dzielnie czekając na mój lot. Kochani są. W końcu przyszedł czas pożegnania.
-Masz mi tylko nie płakać przez tego dupka.-powiedział mi na ucho Harry mocno mnie przytulając.
-Postaram się.-uwielbiam jego perfumy. Już wiem czym wyrywa te wszystkie laski.
-Masz bronić koloru blond.-zaśmiał się Nialler rónie mocno mnie przytulając.
-Zawsze i wszędzie.-zaśmiałam się-Zresztą ty to oszukany jesteś bo farbujesz.
-Tylko trochę.-zaczął się tłumaczyć.
-Jasne, jasne.-pokiwałam głową i tym razem wpadłam w uścisk Louisa.
-Tylko jak tym razem się zakochasz to raport masz mi zdać co do minuty. Znaczy lepiej się nie zakochiwuj bo wtedy nam serduszka popękają, a zwłaszcza takiemu jednemu z nas i będzie mieć popękane serduszko, a podobno tobie nie wolno dotykać szkła bo od razu byś sobie zrobiła coś w rękę więc to oznacza, że nie mogłabyś się z nami więcej zadawać bo jeszcze byśmy Cię pokaleczyli.-oh kochany Loui zaczął pierdolić jak opętany.
-Dobrze najpierw się Was zapytam czy mogę się zakochać.-powiedziałam kiwając powoli głową. Jedyne co chyba zakodowałam z jego chaotycznej wypowiedzi, że jednemu z nich najbardziej by pękło. Ciekawe któremu. Moje myśli mnie przerażają. Ja nie chcę żadnego związku. Oj już na pewno nigdy nie zakocham się w przyjacielu takim co jest najpierw przyjacielem bo wtedy będę musiała znowu znosić to, że się rozstaliśmy, a to będzie okropne stracić kolejnego ważnego człowieka mojemu sercu.
-Cokolwiek będziesz robić. Cokolwiek my będziemy robić to wiedz, że możesz zawsze na nas liczyć. Daję Ci pozwolenie na dzwonienie, pisanie lub w inny sposób komunikowanie się z nami w środku nocy. Jeżeli oczywiście będzie to sprawa życia i śmierci. Albo nawet jak nie będzie i będziesz po prostu miała potrzebę porozmawiania z kimś. A i jeszcze Perri kazała mi przekazać, że też już za tobą tęskni i coś gadała też o jakiś zakupach ale wtedy już się wyłączyłem.-powiedział Malik.
-Jak możesz nie słuchać swojej dziewczyny? Okropny jesteś.-zaśmiałam się i przytuliłam się do niego.
-Tylko nie nadużywaj tego przywileju dzwonienia w nocy bo przestaniemy odbierać.-zaśmiał się Liam.
-Spokojnie. Mam nadzieję, że nie będę mieć tylu krytycznych sytuacji żeby Was budzić.-uśmiechnęłam się ciepło i również do niego się przytuliłam. Na koniec był jeszcze jeden wspólny przytulasek i nie odbyło się bez moich łez.
-Miałaś nie płakać.-powiedział Harry.
-Miałam nie płakać przez tego dupka, a nie wiem czy wy też zaliczacie się do stwierdzenia „tego dupka”.
-No dobra dobra. Rycz mała rycz.-zaśmiał się Louis i jeszcze odchodząc pomachałam im i ruszyłam w podróż do Australii. Tam znowu miało mnie spotkać piękne słońce, moja plaża i godzinne nic nie robienie. Chyba znajdę sobie jakąś sensowną pracę bo nie wyrobię jak będę tak siedzieć godzinami na tyłku. Przez cały lot miałam w myślach słowa Harrego. Łatwo mu powiedzieć nie płacz przez tego dupka. Gorzej trochę z wykonaniem. Bo może jeszcze jak byłam razem z nimi to skutecznie odganiali moje myśli od myślenia o Johnie. Teraz będzie tylko gorzej bo będę sama. Lucy w ciągu tygodnia nie ma dla mnie tyle czasu z racji iż studiuje. Praca taka najlepiej całodniowa będzie idealna. Długi i męczący lot z jedną tylko co prawda przesiadką naprawdę może wykończyć. Od razu tylko gdy wróciłam do domu padłam zmęczona na łóżko i zasnęłam. Następnego dnia rano ogarnęłam się oraz cały dom. Generalne porządki zawsze spoko. Musiałam się czymś po prostu zająć. Umyłam okna, odkurzyłam, pomyłam podłogi. Nawet zrobiłam porządek w szafie wyrzucając ubrania, które albo już się nie nadawały albo po prostu i tak nigdy w nich nie chodziłam. Zrobiłam też zakupy bo moja lodówka świeciła pustkami. Wieczorem udałam się na spacer plażą bo musiałam jakoś odpocząć, a zawsze mnie to odprężało. Przechodziłam obok baru, który znajdował się na plaży. Należał do znajomego Lucy. Fajny gość, surfer i na dodatek teraz jak się doczytałam poszukuje drugiego pracownika. Od razu weszłam do środka i dowiedziałam się więcej szczegółów odnośnie tej pracy. Miły kelner poinformował mnie, że Rafael szuka drugiej osoby do pomocy bo sam nie ma tak dużo czasu żeby tam siedzieć, a jedna osoba za razem to za mało. Zwłaszcza, że niedawno rozbudował bar. Czasami obywają się tutaj takie imprezy, że całe Melbourne mówi o nich przez następne miesiące. Byłam na dwóch już i naprawdę dzieje się tutaj. Wszystko zaczyna się pokazami swoich umiejętności na deskach, a potem przenosi się to wszystko pod bar gdzie leje się alkohol, leci dobra muzyka i gorący piasek zamienia się w parkiet. Zazwyczaj trwają do białego rana kiedy to już nikt nie ma siły. Naprawdę niezapomniane są takie imprezy. Barman miał na imię Cody i był chyba nowy. Bo podczas wcześniejszych imprez nie widziałam go. Pewnie dlatego Rafa szuka jeszcze kogoś do pomocy. Kiedy rozmawialiśmy o tym, że podobno szykuje się kolejna impreza bo pogoda jest tak łaskawa i będą najlepsze fale niedługo, wszedł Rafael.
-O cześć Patrycja.-przywitał się ze mną-Co mi zagadujesz pracownika?
-Cześć Rafa. Dopytuję się o posadę, a nie zagaduję.-zaśmiałam się.
-A chciałabyś się zgłosić na barmankę?-zapytał zaciekawiony.
-Chciałabym. Koniec nic nie robienia trzeba się trochę za siebie wziąć i popracować uczciwie.-powiedziałam pełna nadziei, że będzie chciał ze mną współpracować.
-Czemu nie. Cody by Cię podszkolił co do czego i mogę Cię przyjąć.-powiedział surfer.
-Naprawdę?-zapytałam zdziwiona.
-Naprawdę, naprawdę. Przyjdź jutro o dziewiątej tak jak otwieramy i z racji, że rano nie ma dużo klientów to Cody Cię przeszkoli i próbny tydzień, a potem podpiszemy umowę na dłużej. Oczywiście jutro rano też podpiszemy też taką na ten pierwszy tydzień.
-Tak jest szefie.-zasalutowałam i wszyscy wybuchliśmy śmiechem. Panowie już zamykali więc pozwoliłam się odprowadzić pod dom po czym oni udali się w swoje kierunki, a ja włączyłam laptopa i postanowiłam złapać, któregoś z chłopaków na Skype. Szybko jednak przeliczyłam godziny i uznałam, że jednak pewnie śpią to tylko napisałam smsa do Louisa, że jak już wszyscy wstaną to pragnę im coś bardzo ważnego oświadczyć. Chociaż o ósmej to oni mogli by już nie spać. Zwłaszcza, że mam dla nich tak ważnego newsa. Poszłam zrobiłam sobie kąpiel i położyłam się w wannie razem z laptopem na stoliczku zrobionym z deski tak, że komputer znajdował się nad wanną. Trochę to niebezpieczne no ale już tyle razy to robiłam, że na pewno i tym razem się nic nie stanie. Już mam opatentowany sposób. Kiedy tak sobie leżałam i odpisywałam na wiadomości albo usuwałam te zbędne od napalonych hot13 wyskoczyła mi na ekranie ikonka "Louis dzwoni do Ciebie". Zdziwienie moje było olbrzymie gdy zobaczyłam na ekranie pięciu śpiących panów. Znaczy siedzieli i oczy wręcz im się kleiły.
-Ale naprawdę możecie iść spać.
-Nie ma mowy mów co to za sprawa.-powiedział Zayn.
-Czy ty jesteś w wannie czy po prostu jesteś goła?-zapytał zaspany do granic możliwości Niall.
-Jestem w wannie. Spoko mam dużo piany.-zaśmiałam się widząc ich miny. Wyrażały więcej niż tysiąc słów.
-Dobra Patrycja niech to naprawdę będzie takie ważne. Inaczej zabiję Louisa za tą wodę na mojej głowie, którą wylał żeby mnie obudzić.
-Louis! Powiedziałam, że jak już wszyscy wstaniecie, a nie wtedy kiedy ich obudzisz!-opierdoliłam go.
-To wstali przecież.-powiedział najbardziej żywy brunet-Napisałaś, że musisz nam oświadczyć coś bardzo ważnego.
-Dobra to ja wam powiem, a wy pójdziecie potem spać i ja też bo u mnie to dopiero zaczyna się noc. Więc jak już wracałam sobie do Australii to uznałam, że pora zacząć pracować. No i dzisiaj po generalnych porządkach poszłam na spacer. I pamiętacie ten bar co go mijaliśmy jak byliśmy na spacerze na plaży?-wszyscy grzecznie pokiwali głowami na znak, że pamiętają-No to jestem od dzisiaj barmanką. Dodatkowo zbliża się kolejna impreza stulecia więc już czuję jaką będę mieć frajdę z pracy tam.-powiedziałam to pełna entuzjazmu, a oni zaczęli się cieszyć razem ze mną.
-To co panowie wpadamy do Pati na drinka?-zaśmiał się Zayn.
-Jeszcze nie umiem żadnego zrobić ale of kors zapraszam.-wszyscy zaczęliśmy się śmiać. Porozmawialiśmy jeszcze chwilę. Oni się rozbudzili i chcieli gadać, a ja robiłam się coraz bardziej senna. Teraz to ta różnica czasowa jest wkurzająca. Zdecydowanie. Już nawet zaczęłam się śmiać, że się przeprowadzę do Londynu albo zacznę jeździć z nimi po świecie. Jednak to jest niemożliwe i jak na razie muszę trzymać się tego czego się trzymam. Koszty takich podróży za nimi były zdecydowanie za duże. Kazałam im się ogarnąć, a sama udałam się spać. Miło się gadało ale następnego dnia czekała mnie praca. Nowa praca. Nowe doświadczenie. Mam nadzieję, że będzie to jakieś przyjemne doświadczenie, które czegoś mnie nauczy. Oczywiście oprócz robienia drinków. Pełna nadziei na lepsze jutro zasnęłam. Następnego dnia obudziłam się o ósmej. Szybka poranna toaleta i lekkie śniadanie. Ubrałam się w strój kąpielowy bo tak poprosił mnie Rafa do tego, krótkie spodenki w kwiaty oraz luźna biała bluzka typu nietoperz. Włosy związałam w luźnego kłosa i zrobiłam codzienny makijaż podkreślając oczy. Spakowałam sobie najważniejsze rzeczy do torebki i założyłam japonki na nogi. Wyszłam z domu mając jeszcze pięć minut. Musiałam szybko przebierać nogami żeby przypadkiem pierwszego dnia już się nie spóźnić. Na szczęście udało mi się dotrzeć dwie minuty przed dziewiątą. Akurat Rafael wraz z Codym otwierali bar.
-Witam moją nową pracownicę.-uśmiechnął się promiennie Rafa na mój widok.
-Witam mojego szefa.-właśnie zaczęłam mój pierwszy dzień pracy. Po podpisaniu papierów stanęłam z Codym za barem i zaczął mi pokazywać co i jak. Nie trudne to nawet. Trzeba tylko pamiętać co z czym łączyć, a czego lepiej z czym nie. Było paru klientów, którzy bezczelnie gapili się na mój biust no ale chyba muszę się zacząć przyzwyczajać, a było na tyle ciepło, że sam stanik od kostiumu był idealny. Jak się dowiedziałam jutro mają odbyć się urodziny jakiejś dziewczyny. Osiemnastka, czyli moja pierwsza poważna impreza w tym miejscu. Ustaliliśmy z Rafą i z Codym, że oni będą zajmować się głównie drinkami, a ja raczej mam się zająć roznoszeniem i obsługiwaniem stolików, które mamy ustawić na plaży na życzenie solenizantki. Parkietu podobno nie potrzebują bo wykorzystają sobie piasek. Dzisiaj była ta dziewczyna i ustalała z Codym co i jak ma być poustawiane i oczywiście przekazała mu playlistę, która jutro będzie uświetniać jej wieczór. Z racji, że po rozbudowie nie dość, że bar jest dłuższy i zaplecze większe to została dobudowana scena, na której można występować oraz może swój sprzęt wnieść tam didżej. Czyli wszystko zostało dopasowane pod wszelakiego rodzaju imprezy. Nawet ma być tutaj zorganizowany jakiś konkurs młodych talentów. Ale to podobno w maju. Oczywiście już trzeba zacząć to reklamować bo inaczej to nikt się nie zgłosi. Podczas gdy Cody zajmował się osiemnastką ja zostałam sama za barem i wtedy właśnie przyszło mi się zmierzyć pierwszy raz samej z klientami. Panowie przyszli prosto z wody. Trochę bezczelni ale jak już wspominałam muszę się nauczyć z tym żyć. Gadka z nimi była naprawdę na bardzo niskim poziomie. Ale czego można się spodziewać gdy piątka facetów przychodzi się napić jakiś procentów, a za barem stoi młoda, ładna dziewczyna. Bo już się dowiedziałam, że jestem ładna. Jednak tak źle nie było. Zrobiłam to o co poprosili potem jeszcze trochę z nimi pogadałam wrócił Cody i okazało się, że to jego „ziomki”. Można i tak. Zaprosili mnie na imprezę jednak grzecznie podziękowałam, a oni się zmyli po chwili. Bar mieliśmy zamykać w dni kiedy nie było wieczorem klientów o dwudziestej pierwszej, gdy byli mieliśmy siedzieć aż ostatni odejdzie. Podczas imprez to oczywiście do białego rana. Otwierać mieliśmy w zależności od tego, do której pracowaliśmy. Kiedy kończyliśmy o dwudziestej pierwszej zaczynaliśmy o dziewiątej, kiedy ostatni klient wyszedł po dwudziestej drugiej wtedy zaczynaliśmy o dziesiątej, a kiedy była impreza to albo bar był nieczynny albo mieliśmy przyjść o dwunastej. Zły system to nie był. Nawet mi pasowało. Dzisiejszy dzień zaliczał się do tych kiedy kończyliśmy o dwudziestej pierwszej. Zadowolona poczynaniami pierwszego dnia pracy wróciłam szczęśliwa do domu. Szybko ogarnęłam sobie coś do jedzenia i pochłonęłam momentalnie. Potem jeszcze tylko kąpiel i do łóżka. Następnego dnia miałam na dziesiątą z racji, że miała odbyć się ta osiemnastka. Razem z Codym i Rafą mieliśmy wszystko przygotować, poustawiać, a mi zlecona znaleźć jakiś zespół czy też wokalistkę bądź wokalistkę co by dała mały koncert. Pierwsze co zrobiłam to przeszłam się po mieście, a potem uruchomiłam moje kontakty. Zadzwoniłam do chłopaków żeby mi znaleźli jakiś zespół co zagra na osiemnastce tej dziewczyny. Oni uruchomili swoich ludzi mimo iż u nich był środek nocy i miałam załatwiony jakiś zespół co z wielką przyjemnością podobno wystąpi. Dostałam do ich menadżera telefon i już wszystko z nimi ustaliłam. Rafa był bardzo zadowolony, że znalazłam coś co spodoba się Carol. Wróciłam do baru i zaczęłam pomagać im ustawiać wszystko tak żeby było jak najlepiej. O godzinie dziewiętnastej zaczęli schodzić się pierwsi goście. Impreza zaczęła się rozkręcać. Naprawdę było bardzo przyjemnie. Solenizantce bardzo spodobał się zespół z czego byłam bardzo zadowolona bo tylko umacniałam swoją pozycję w oczach jako mojego szefa. Podczas trwania imprezy pojawili się miotacze ognia i zaczęli popisywać się przed wszystkimi. Zdecydowanie niesamowite widowisko. Wszyscy byli oczarowani. Ja pomagałam też za barem robić drinki bo alkohol to lał się strumieniami. Nawet parę razy wyrwano mnie zza baru abym zatańczyła. No tak ale ja tam nie byłam żeby się bawić tylko to po to żeby pracować. Impreza skończyła się około czwartej nad ranem. I Rafa powiedział nam żebyśmy od razu posprzątali to będzie zamknięte cały ten dzień i da nam odpocząć bo nieźle się napracowaliśmy. Ja wolę nie myśleć co się tutaj dzieje podczas tych słynnych imprez surferskich jeżeli tak się napracowaliśmy podczas osiemnastki. Szybko zaczęliśmy sprzątać z Codym wszystkie butelki i inne śmieci. Następnie posprzątaliśmy stoły na zaplecze i zajęliśmy się szklankami i ogólnie całym sprzętem znajdującym się za barem. Na sam koniec spisaliśmy ile poszło jakiego alkoholu żeby było wiadomo co trzeba uzupełnić i jeszcze do innych statystyk. Już ledwo co udawało mi się utrzymać powieki tak aby nie zasnąć zmywając kolejną szklankę. Na szczęście tylko niektóre trzeba było zmyć bo reszta szła do zmywarek. Około siódmej udało nam się wreszcie skończyć pracę i każde z nas myśląc tylko o łóżku udało się do swojego domu. Cody mieszkał w drugą stronę co ja od baru więc rozeszliśmy się. Szłam sobie wolnym krokiem w kierunku mojej rezydencji kiedy nagle usłyszałam jak ktoś woła moje imię. Na początku myślałam, że mam jakieś schizy ale jednak ktoś naprawdę mnie wołał. Zobaczyłam biegnącego mężczyznę w moją stronę. Podbiegł do mnie, a ja dostrzegłam dopiero wtedy, że to John. Od razu ruszyłam bo nie miałam najmniejszej ochoty na spotkanie z nim. Na pewno nie w najbliższym czasie. Może za miesiąc, może za dwa jeżeli będzie mnie jeszcze wtedy pamiętał, a ja jego. Złapał mnie za przedramię przy tym gwałtownie mnie zatrzymując.
-Czego?-zapytałam wyrywając rękę z jego uścisku.
-Proszę Cię wybacz mi.-powiedział błagalnym głosem.
-Nie Johny. Nie teraz. Na pewno nie dzisiaj.-powiedziałam stanowczym głosem. Moje serce już prawie zmiękło gdy znowu zobaczyło te zielone tęczówki. Już tak zaczynało się cieszyć. Już chciało żebym rzuciła mu się na szyję i przebaczyła. Nie ma mowy teraz jest czas kiedy Partycja słucha się rozumu. Serce kiedy indziej pogadamy i rozważymy twoje pomysły.
-Ale pamiętaj, że ja zawsze będę czekał, i że nigdy nie zapomnę.-powiedział, a ja ostatni raz spojrzałam się w jego pełne smutku, zielone tęczówki po czym szybkim krokiem odeszłam w stronę domu. Kiedy tylko wpadłam do środka od razu weszłam pod prysznic. Nie zmył on na tyle jednak zmęczenia abym mogła zrezygnować z dogodności jakie proponowało łóżko dlatego też po chwili leżałam sobie pod cieniutką kołdrą. Otworzyłam pozytywkę, którą dostałam od chłopaków i wsłuchiwałam się w tekst mojej ulubionej od niedawna piosenki. Uwielbiałam ten moment kiedy śpiewał Louis, a potem wchodził Harry. Miałam ogromną ochotę porozmawiać sobie z kimś tak od serca. Miałam pod ręką Lucy ale jakoś nie potrzebowałam akurat jej. Wybrałam numer Harrego i czekałam aż odbierze. Po chwili usłyszałam jego lekko zachrypnięty i zaspany głos.
-Pati? Co się stało?-zapytał ziewając.
-Spotkałam Johna wracając z pracy.-powiedziałam cicho. Po moich policzkach poleciały pojedyncze łzy.
-Co?!-zdziwił się i chyba od razu przestał być senny-Nic Ci nie zrobił?! Jak tylko Cię tknął to obiecuję, że zabiję go własnymi rękami!-mówił jak jakiś opętany.
-Harry uspokój się.-powiedziałam spokojnie-Nic mi nie zrobił. No może oprócz tego, że teraz siedzę i płaczę i i obudziłam Cię i i i Harry te jego pieprzone oczy były pełne smutku! Takiego pieprzonego smutku! Szczerego smutku! Ale ja nie umiem mu wybaczyć! Chociaż najchętniej rzuciłabym się mu na szyję i przytuliła! Poczuła to pieprzone ciepło jego ciała!-łkałam do słuchawki wyrzucając z siebie kolejne zdania i zanosząc się płaczem. Po żadnym chłopaku tak nie płakałam, a jego znałam zaledwie dwa miesiące może nawet mniej. Ale on nie był zwykłym kolejnym chłopakiem, po którym przyjdzie następny. On był moim przyjacielem. Brakowało mi tutaj ludzi, z którymi mogłabym pogadać od serca, a z Johnym potrafiliśmy przesiedzieć na plaży całą noc i nie było żadnych niezbędnych namawiań do mówienia. Mówiliśmy wszystko co przyszło na myśl.
-Patrycja.-powiedział ledwo słyszalnie Styles dziwnie poprawnie wymawiając moje imię-Patrycja ja tak bardzo chciałbym być tam obok Ciebie móc Cię przytulić.-wyszeptał-Ale co ja mogę przez telefon. Matko.-był chyba bardziej zdenerwowany niż przed jakimś bardzo ważnym występem, głos mu się łamał i trząsł, ja ciągle miałam przed oczyma te pieprzone zielone tęczówki.
-Po prostu Harry powiedz mi, że wy nigdy mi czegoś takiego nie zrobicie. Stracić przyjaciela to jak nie wiem jakby wycieli Ci kawałek serca, a przecież bez niego nie da się normalnie funkcjonować.
-Nigdy! Patrycja nie zamierzamy Cię zostawić tak samej tam! Za chwilę coś wymyślimy. Jakiś nasz człowiek po Ciebie przyleci i dopóki będziemy w Europie to będziesz z nami jeździć na koncerty.
-Harold chyba Cię pojebało.-jedyne co przychodziło mi na myśl jak usłyszałam jego genialny pomysł. Ale przynajmniej opanowałam łzy i pomyślałam o czymś innym niż oczy Johna.-Przecież ja mam pracę i dom. Nie mogę tego tak zostawić.
-Ale przynajmniej polepszyłem Ci humor.-chyba był z siebie zadowolony.
-Harruś słonko. Nadal płaczę i nadal chcę się do kogoś przytulić.
-Oj no nie płacz!-zajęczał płaczliwie-Bo za chwilę ja się popłaczę. Nie płacz błagam.-powiedział najdelikatniej chyba jak tylko mógł-Lou wypierdalaj z tego pokoju!
-Daj Louisa.-powiedziałam cicho.
-Louis wracaj!-wydarł się kręcony. Po chwili z powrotem słyszałam jak otwierają się drzwi i ktoś się wierci.
-Patrycja co się stało?-zapytał lekko zdezorientowany brunet.
-Widziała się z Johnem.-powiedział Harry zanim zdążyłam otworzyć usta.
-Zrobił Ci coś?!-jego reakcja była wręcz identyczna jak kręconego.
-Nie nic mi nie zrobił Lou.-powiedziałam spokojnie pozwalając aby łzy leciały po moich policzkach.
-Nie płacz robaczku.-powiedział spokojnie Tommo.
-Łatwo wam mówić.-burknęłam pod nosem-Daj kręconego.
-Już się robi.-oddał telefon Harremu, który upuścił go czego skutkiem był huk w po mojej stronie.
-Sytuacja opanowana.-powiedział gdy już przyłożył go z powrotem do ucha.
-Nie wyjeżdżam nigdzie. Zostaję tutaj aż w końcu umrę tutaj z samotności i tęsknoty. Może skróci mi moją mękę jakaś choroba, plaga, epidemia i umrę. Dziękuję, że jesteście. Bądźcie dalej, a mój świat będzie nadal kolorowy.-powiedziałam po czym rozłączyłam się. Moja głowa bolała mnie niemiłosiernie od braku snu oraz od wszystkich przeżyć. Nie wiem dlaczego pierwszym numerem jaki wybrałam był numer Harrego. Jednak wiem, że będę go zdecydowanie częściej wybierać bo mimo iż z naszej rozmowy wiele nie wyniosłam to jakoś mi się lepiej zrobiło gdy usłyszałam tylko jego zachrypnięty lekko głos. Moje powieki bezwładnie opadły w dół i momentalnie zasnęłam.


A ten jaki długi wyszedł...

Macie jakieś pytania? http://ask.fm/JestemHarolda 
Jakby ktoś chciał wiedzieć jak wygląda bar, w którym pracuje Patrycja to macie tutaj zdjęcie :)








Pozdrawiam i zachęcam do komentowania Harolda :* 

18 komentarzy:

  1. Jaki dłuuugi I jaki fajny :)
    Wszystko w tym rozdziale jest boskie, cudowne i wspaniałe !
    No po prostu jestem pod wrażeniem.
    Jonh to nadal debil i nadal go nie lubię ;D
    Czekam na NN ;)
    Weny :*

    OdpowiedzUsuń
  2. dodasz zdjecie Joha ?

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetne bardzo lubię długie rozdziały bo one równają się dłuższej przyjemności Oby tak dalej :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Super te rozdzialy, mam nadzieje ze nie predko zrezygnujesz z pisania <3

    OdpowiedzUsuń
  5. *-* jaram się :o zapraszam do mnie ---> http://lovehatefriendshipfame.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Super piszesz, pisz dalej. Czekam na nastepny rozdział.

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetny, magiczny po prostu nie da się tego opisać jaki ten rozdział jest dobry a nawet lepszy niż dobry! Chyba wiem o jakie szczególne serduszko chodziło czyżby Harry'ego? Pisz dalej to opowiadanie bo jest świetne!

    OdpowiedzUsuń
  8. ahh w końcu! Tyle czekałam, ale się opłacało :)
    SUPER ROZDZIAŁ !
    Zapraszam do mnie na roxfiction.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. Fenomenalny rozdział :) Z resztą tak jak zawsze :) Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  10. Jestem nowa...XD. Tekst "Harold chyba cię pojebało "mnie normalnie powalił.XD.Zaczęłam się głośno śmiać,a jest środek nocy.XD.Mam nadzieję ,że nikogo nie obudziłam.XD. Twój błogosławi wprawił mnie w dobry humor i ci za to dziękuje.*-*.Hehe XD Dobranoc.:-P.

    OdpowiedzUsuń
  11. Pisz kolejny rozdział i też taki długi, a nawet dłuższy plis!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  12. supper <33
    Chłopcy są coraz bardziej uroczy i coraz bardziej słodcyyyy :)
    John to dupek
    dobrze że mu Pati nie wybaczyła
    Jestem z Ciebie dumnaaa i z twoich uroczych opowiadań także
    Po prostu GENIALNIE !!!!!


    Aguśśka ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Zostałaś nominowana do LIbester Albwards. (NIe wiem jak to się piszę.xd.)
    Więcej u mnie na : http://forever-love-and-one-direction.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  14. [SPAM!] Zapraszam na http://horan-carter-1d.blogspot.com/ i http://heart-attack-one-d.blogspot.com/! Świetny blog. <:

    OdpowiedzUsuń
  15. świetny rozdział!!!
    kiedyy dodasz następnyy???
    pozdrawiam i duużoo weny! ;*

    OdpowiedzUsuń
  16. zajebisty :)
    Zapraszam do mnie ----> http://lovehatefriendshipfame.blogspot.com/

    @ania95_official
    xoxo

    OdpowiedzUsuń
  17. rewelacyjny!:):)
    jestem tu krótko ale zamierzam tu zostac na dłużej. pozdrawiam;)

    OdpowiedzUsuń
  18. Zostałaś nominowana do Liebster Awards więcej info. http://dreamscomeintime.blogspot.com/ :D

    OdpowiedzUsuń