wtorek, 30 kwietnia 2013

11. Co?!

Dzień przerwy i czekały ich kolejne koncerty, a mnie powrót do Australii. Musiałam nauczyć się żyć już bez Johna. Może i nie tworzyliśmy jakiejś cudownej pary ale na pewno byliśmy wspaniałymi przyjaciółmi. Już definitywnie przywłaszczyłam sobie bluzę Nialla i właśnie w niej wracałam do stolicy Wielkiej Brytanii. Do tego wygodne dresy oraz adidasy i pierwsza wtopa co do mojego ubrania się publicznie zaliczona. Co prawda lot w nocy to może mnie nikt nie zauważy. Rano na lotnisku w Londynie szybko zabraliśmy swoje bagaże i czekała mnie jeszcze godzina do odprawy na lot do Australii. Tym razem nie zgodziłam się na to żeby mi zabraniali wracać do domu. Nie mieli wyboru. Musieli się z tym pogodzić. Siedzieli ze mną dzielnie czekając na mój lot. Kochani są. W końcu przyszedł czas pożegnania.
-Masz mi tylko nie płakać przez tego dupka.-powiedział mi na ucho Harry mocno mnie przytulając.
-Postaram się.-uwielbiam jego perfumy. Już wiem czym wyrywa te wszystkie laski.
-Masz bronić koloru blond.-zaśmiał się Nialler rónie mocno mnie przytulając.
-Zawsze i wszędzie.-zaśmiałam się-Zresztą ty to oszukany jesteś bo farbujesz.
-Tylko trochę.-zaczął się tłumaczyć.
-Jasne, jasne.-pokiwałam głową i tym razem wpadłam w uścisk Louisa.
-Tylko jak tym razem się zakochasz to raport masz mi zdać co do minuty. Znaczy lepiej się nie zakochiwuj bo wtedy nam serduszka popękają, a zwłaszcza takiemu jednemu z nas i będzie mieć popękane serduszko, a podobno tobie nie wolno dotykać szkła bo od razu byś sobie zrobiła coś w rękę więc to oznacza, że nie mogłabyś się z nami więcej zadawać bo jeszcze byśmy Cię pokaleczyli.-oh kochany Loui zaczął pierdolić jak opętany.
-Dobrze najpierw się Was zapytam czy mogę się zakochać.-powiedziałam kiwając powoli głową. Jedyne co chyba zakodowałam z jego chaotycznej wypowiedzi, że jednemu z nich najbardziej by pękło. Ciekawe któremu. Moje myśli mnie przerażają. Ja nie chcę żadnego związku. Oj już na pewno nigdy nie zakocham się w przyjacielu takim co jest najpierw przyjacielem bo wtedy będę musiała znowu znosić to, że się rozstaliśmy, a to będzie okropne stracić kolejnego ważnego człowieka mojemu sercu.
-Cokolwiek będziesz robić. Cokolwiek my będziemy robić to wiedz, że możesz zawsze na nas liczyć. Daję Ci pozwolenie na dzwonienie, pisanie lub w inny sposób komunikowanie się z nami w środku nocy. Jeżeli oczywiście będzie to sprawa życia i śmierci. Albo nawet jak nie będzie i będziesz po prostu miała potrzebę porozmawiania z kimś. A i jeszcze Perri kazała mi przekazać, że też już za tobą tęskni i coś gadała też o jakiś zakupach ale wtedy już się wyłączyłem.-powiedział Malik.
-Jak możesz nie słuchać swojej dziewczyny? Okropny jesteś.-zaśmiałam się i przytuliłam się do niego.
-Tylko nie nadużywaj tego przywileju dzwonienia w nocy bo przestaniemy odbierać.-zaśmiał się Liam.
-Spokojnie. Mam nadzieję, że nie będę mieć tylu krytycznych sytuacji żeby Was budzić.-uśmiechnęłam się ciepło i również do niego się przytuliłam. Na koniec był jeszcze jeden wspólny przytulasek i nie odbyło się bez moich łez.
-Miałaś nie płakać.-powiedział Harry.
-Miałam nie płakać przez tego dupka, a nie wiem czy wy też zaliczacie się do stwierdzenia „tego dupka”.
-No dobra dobra. Rycz mała rycz.-zaśmiał się Louis i jeszcze odchodząc pomachałam im i ruszyłam w podróż do Australii. Tam znowu miało mnie spotkać piękne słońce, moja plaża i godzinne nic nie robienie. Chyba znajdę sobie jakąś sensowną pracę bo nie wyrobię jak będę tak siedzieć godzinami na tyłku. Przez cały lot miałam w myślach słowa Harrego. Łatwo mu powiedzieć nie płacz przez tego dupka. Gorzej trochę z wykonaniem. Bo może jeszcze jak byłam razem z nimi to skutecznie odganiali moje myśli od myślenia o Johnie. Teraz będzie tylko gorzej bo będę sama. Lucy w ciągu tygodnia nie ma dla mnie tyle czasu z racji iż studiuje. Praca taka najlepiej całodniowa będzie idealna. Długi i męczący lot z jedną tylko co prawda przesiadką naprawdę może wykończyć. Od razu tylko gdy wróciłam do domu padłam zmęczona na łóżko i zasnęłam. Następnego dnia rano ogarnęłam się oraz cały dom. Generalne porządki zawsze spoko. Musiałam się czymś po prostu zająć. Umyłam okna, odkurzyłam, pomyłam podłogi. Nawet zrobiłam porządek w szafie wyrzucając ubrania, które albo już się nie nadawały albo po prostu i tak nigdy w nich nie chodziłam. Zrobiłam też zakupy bo moja lodówka świeciła pustkami. Wieczorem udałam się na spacer plażą bo musiałam jakoś odpocząć, a zawsze mnie to odprężało. Przechodziłam obok baru, który znajdował się na plaży. Należał do znajomego Lucy. Fajny gość, surfer i na dodatek teraz jak się doczytałam poszukuje drugiego pracownika. Od razu weszłam do środka i dowiedziałam się więcej szczegółów odnośnie tej pracy. Miły kelner poinformował mnie, że Rafael szuka drugiej osoby do pomocy bo sam nie ma tak dużo czasu żeby tam siedzieć, a jedna osoba za razem to za mało. Zwłaszcza, że niedawno rozbudował bar. Czasami obywają się tutaj takie imprezy, że całe Melbourne mówi o nich przez następne miesiące. Byłam na dwóch już i naprawdę dzieje się tutaj. Wszystko zaczyna się pokazami swoich umiejętności na deskach, a potem przenosi się to wszystko pod bar gdzie leje się alkohol, leci dobra muzyka i gorący piasek zamienia się w parkiet. Zazwyczaj trwają do białego rana kiedy to już nikt nie ma siły. Naprawdę niezapomniane są takie imprezy. Barman miał na imię Cody i był chyba nowy. Bo podczas wcześniejszych imprez nie widziałam go. Pewnie dlatego Rafa szuka jeszcze kogoś do pomocy. Kiedy rozmawialiśmy o tym, że podobno szykuje się kolejna impreza bo pogoda jest tak łaskawa i będą najlepsze fale niedługo, wszedł Rafael.
-O cześć Patrycja.-przywitał się ze mną-Co mi zagadujesz pracownika?
-Cześć Rafa. Dopytuję się o posadę, a nie zagaduję.-zaśmiałam się.
-A chciałabyś się zgłosić na barmankę?-zapytał zaciekawiony.
-Chciałabym. Koniec nic nie robienia trzeba się trochę za siebie wziąć i popracować uczciwie.-powiedziałam pełna nadziei, że będzie chciał ze mną współpracować.
-Czemu nie. Cody by Cię podszkolił co do czego i mogę Cię przyjąć.-powiedział surfer.
-Naprawdę?-zapytałam zdziwiona.
-Naprawdę, naprawdę. Przyjdź jutro o dziewiątej tak jak otwieramy i z racji, że rano nie ma dużo klientów to Cody Cię przeszkoli i próbny tydzień, a potem podpiszemy umowę na dłużej. Oczywiście jutro rano też podpiszemy też taką na ten pierwszy tydzień.
-Tak jest szefie.-zasalutowałam i wszyscy wybuchliśmy śmiechem. Panowie już zamykali więc pozwoliłam się odprowadzić pod dom po czym oni udali się w swoje kierunki, a ja włączyłam laptopa i postanowiłam złapać, któregoś z chłopaków na Skype. Szybko jednak przeliczyłam godziny i uznałam, że jednak pewnie śpią to tylko napisałam smsa do Louisa, że jak już wszyscy wstaną to pragnę im coś bardzo ważnego oświadczyć. Chociaż o ósmej to oni mogli by już nie spać. Zwłaszcza, że mam dla nich tak ważnego newsa. Poszłam zrobiłam sobie kąpiel i położyłam się w wannie razem z laptopem na stoliczku zrobionym z deski tak, że komputer znajdował się nad wanną. Trochę to niebezpieczne no ale już tyle razy to robiłam, że na pewno i tym razem się nic nie stanie. Już mam opatentowany sposób. Kiedy tak sobie leżałam i odpisywałam na wiadomości albo usuwałam te zbędne od napalonych hot13 wyskoczyła mi na ekranie ikonka "Louis dzwoni do Ciebie". Zdziwienie moje było olbrzymie gdy zobaczyłam na ekranie pięciu śpiących panów. Znaczy siedzieli i oczy wręcz im się kleiły.
-Ale naprawdę możecie iść spać.
-Nie ma mowy mów co to za sprawa.-powiedział Zayn.
-Czy ty jesteś w wannie czy po prostu jesteś goła?-zapytał zaspany do granic możliwości Niall.
-Jestem w wannie. Spoko mam dużo piany.-zaśmiałam się widząc ich miny. Wyrażały więcej niż tysiąc słów.
-Dobra Patrycja niech to naprawdę będzie takie ważne. Inaczej zabiję Louisa za tą wodę na mojej głowie, którą wylał żeby mnie obudzić.
-Louis! Powiedziałam, że jak już wszyscy wstaniecie, a nie wtedy kiedy ich obudzisz!-opierdoliłam go.
-To wstali przecież.-powiedział najbardziej żywy brunet-Napisałaś, że musisz nam oświadczyć coś bardzo ważnego.
-Dobra to ja wam powiem, a wy pójdziecie potem spać i ja też bo u mnie to dopiero zaczyna się noc. Więc jak już wracałam sobie do Australii to uznałam, że pora zacząć pracować. No i dzisiaj po generalnych porządkach poszłam na spacer. I pamiętacie ten bar co go mijaliśmy jak byliśmy na spacerze na plaży?-wszyscy grzecznie pokiwali głowami na znak, że pamiętają-No to jestem od dzisiaj barmanką. Dodatkowo zbliża się kolejna impreza stulecia więc już czuję jaką będę mieć frajdę z pracy tam.-powiedziałam to pełna entuzjazmu, a oni zaczęli się cieszyć razem ze mną.
-To co panowie wpadamy do Pati na drinka?-zaśmiał się Zayn.
-Jeszcze nie umiem żadnego zrobić ale of kors zapraszam.-wszyscy zaczęliśmy się śmiać. Porozmawialiśmy jeszcze chwilę. Oni się rozbudzili i chcieli gadać, a ja robiłam się coraz bardziej senna. Teraz to ta różnica czasowa jest wkurzająca. Zdecydowanie. Już nawet zaczęłam się śmiać, że się przeprowadzę do Londynu albo zacznę jeździć z nimi po świecie. Jednak to jest niemożliwe i jak na razie muszę trzymać się tego czego się trzymam. Koszty takich podróży za nimi były zdecydowanie za duże. Kazałam im się ogarnąć, a sama udałam się spać. Miło się gadało ale następnego dnia czekała mnie praca. Nowa praca. Nowe doświadczenie. Mam nadzieję, że będzie to jakieś przyjemne doświadczenie, które czegoś mnie nauczy. Oczywiście oprócz robienia drinków. Pełna nadziei na lepsze jutro zasnęłam. Następnego dnia obudziłam się o ósmej. Szybka poranna toaleta i lekkie śniadanie. Ubrałam się w strój kąpielowy bo tak poprosił mnie Rafa do tego, krótkie spodenki w kwiaty oraz luźna biała bluzka typu nietoperz. Włosy związałam w luźnego kłosa i zrobiłam codzienny makijaż podkreślając oczy. Spakowałam sobie najważniejsze rzeczy do torebki i założyłam japonki na nogi. Wyszłam z domu mając jeszcze pięć minut. Musiałam szybko przebierać nogami żeby przypadkiem pierwszego dnia już się nie spóźnić. Na szczęście udało mi się dotrzeć dwie minuty przed dziewiątą. Akurat Rafael wraz z Codym otwierali bar.
-Witam moją nową pracownicę.-uśmiechnął się promiennie Rafa na mój widok.
-Witam mojego szefa.-właśnie zaczęłam mój pierwszy dzień pracy. Po podpisaniu papierów stanęłam z Codym za barem i zaczął mi pokazywać co i jak. Nie trudne to nawet. Trzeba tylko pamiętać co z czym łączyć, a czego lepiej z czym nie. Było paru klientów, którzy bezczelnie gapili się na mój biust no ale chyba muszę się zacząć przyzwyczajać, a było na tyle ciepło, że sam stanik od kostiumu był idealny. Jak się dowiedziałam jutro mają odbyć się urodziny jakiejś dziewczyny. Osiemnastka, czyli moja pierwsza poważna impreza w tym miejscu. Ustaliliśmy z Rafą i z Codym, że oni będą zajmować się głównie drinkami, a ja raczej mam się zająć roznoszeniem i obsługiwaniem stolików, które mamy ustawić na plaży na życzenie solenizantki. Parkietu podobno nie potrzebują bo wykorzystają sobie piasek. Dzisiaj była ta dziewczyna i ustalała z Codym co i jak ma być poustawiane i oczywiście przekazała mu playlistę, która jutro będzie uświetniać jej wieczór. Z racji, że po rozbudowie nie dość, że bar jest dłuższy i zaplecze większe to została dobudowana scena, na której można występować oraz może swój sprzęt wnieść tam didżej. Czyli wszystko zostało dopasowane pod wszelakiego rodzaju imprezy. Nawet ma być tutaj zorganizowany jakiś konkurs młodych talentów. Ale to podobno w maju. Oczywiście już trzeba zacząć to reklamować bo inaczej to nikt się nie zgłosi. Podczas gdy Cody zajmował się osiemnastką ja zostałam sama za barem i wtedy właśnie przyszło mi się zmierzyć pierwszy raz samej z klientami. Panowie przyszli prosto z wody. Trochę bezczelni ale jak już wspominałam muszę się nauczyć z tym żyć. Gadka z nimi była naprawdę na bardzo niskim poziomie. Ale czego można się spodziewać gdy piątka facetów przychodzi się napić jakiś procentów, a za barem stoi młoda, ładna dziewczyna. Bo już się dowiedziałam, że jestem ładna. Jednak tak źle nie było. Zrobiłam to o co poprosili potem jeszcze trochę z nimi pogadałam wrócił Cody i okazało się, że to jego „ziomki”. Można i tak. Zaprosili mnie na imprezę jednak grzecznie podziękowałam, a oni się zmyli po chwili. Bar mieliśmy zamykać w dni kiedy nie było wieczorem klientów o dwudziestej pierwszej, gdy byli mieliśmy siedzieć aż ostatni odejdzie. Podczas imprez to oczywiście do białego rana. Otwierać mieliśmy w zależności od tego, do której pracowaliśmy. Kiedy kończyliśmy o dwudziestej pierwszej zaczynaliśmy o dziewiątej, kiedy ostatni klient wyszedł po dwudziestej drugiej wtedy zaczynaliśmy o dziesiątej, a kiedy była impreza to albo bar był nieczynny albo mieliśmy przyjść o dwunastej. Zły system to nie był. Nawet mi pasowało. Dzisiejszy dzień zaliczał się do tych kiedy kończyliśmy o dwudziestej pierwszej. Zadowolona poczynaniami pierwszego dnia pracy wróciłam szczęśliwa do domu. Szybko ogarnęłam sobie coś do jedzenia i pochłonęłam momentalnie. Potem jeszcze tylko kąpiel i do łóżka. Następnego dnia miałam na dziesiątą z racji, że miała odbyć się ta osiemnastka. Razem z Codym i Rafą mieliśmy wszystko przygotować, poustawiać, a mi zlecona znaleźć jakiś zespół czy też wokalistkę bądź wokalistkę co by dała mały koncert. Pierwsze co zrobiłam to przeszłam się po mieście, a potem uruchomiłam moje kontakty. Zadzwoniłam do chłopaków żeby mi znaleźli jakiś zespół co zagra na osiemnastce tej dziewczyny. Oni uruchomili swoich ludzi mimo iż u nich był środek nocy i miałam załatwiony jakiś zespół co z wielką przyjemnością podobno wystąpi. Dostałam do ich menadżera telefon i już wszystko z nimi ustaliłam. Rafa był bardzo zadowolony, że znalazłam coś co spodoba się Carol. Wróciłam do baru i zaczęłam pomagać im ustawiać wszystko tak żeby było jak najlepiej. O godzinie dziewiętnastej zaczęli schodzić się pierwsi goście. Impreza zaczęła się rozkręcać. Naprawdę było bardzo przyjemnie. Solenizantce bardzo spodobał się zespół z czego byłam bardzo zadowolona bo tylko umacniałam swoją pozycję w oczach jako mojego szefa. Podczas trwania imprezy pojawili się miotacze ognia i zaczęli popisywać się przed wszystkimi. Zdecydowanie niesamowite widowisko. Wszyscy byli oczarowani. Ja pomagałam też za barem robić drinki bo alkohol to lał się strumieniami. Nawet parę razy wyrwano mnie zza baru abym zatańczyła. No tak ale ja tam nie byłam żeby się bawić tylko to po to żeby pracować. Impreza skończyła się około czwartej nad ranem. I Rafa powiedział nam żebyśmy od razu posprzątali to będzie zamknięte cały ten dzień i da nam odpocząć bo nieźle się napracowaliśmy. Ja wolę nie myśleć co się tutaj dzieje podczas tych słynnych imprez surferskich jeżeli tak się napracowaliśmy podczas osiemnastki. Szybko zaczęliśmy sprzątać z Codym wszystkie butelki i inne śmieci. Następnie posprzątaliśmy stoły na zaplecze i zajęliśmy się szklankami i ogólnie całym sprzętem znajdującym się za barem. Na sam koniec spisaliśmy ile poszło jakiego alkoholu żeby było wiadomo co trzeba uzupełnić i jeszcze do innych statystyk. Już ledwo co udawało mi się utrzymać powieki tak aby nie zasnąć zmywając kolejną szklankę. Na szczęście tylko niektóre trzeba było zmyć bo reszta szła do zmywarek. Około siódmej udało nam się wreszcie skończyć pracę i każde z nas myśląc tylko o łóżku udało się do swojego domu. Cody mieszkał w drugą stronę co ja od baru więc rozeszliśmy się. Szłam sobie wolnym krokiem w kierunku mojej rezydencji kiedy nagle usłyszałam jak ktoś woła moje imię. Na początku myślałam, że mam jakieś schizy ale jednak ktoś naprawdę mnie wołał. Zobaczyłam biegnącego mężczyznę w moją stronę. Podbiegł do mnie, a ja dostrzegłam dopiero wtedy, że to John. Od razu ruszyłam bo nie miałam najmniejszej ochoty na spotkanie z nim. Na pewno nie w najbliższym czasie. Może za miesiąc, może za dwa jeżeli będzie mnie jeszcze wtedy pamiętał, a ja jego. Złapał mnie za przedramię przy tym gwałtownie mnie zatrzymując.
-Czego?-zapytałam wyrywając rękę z jego uścisku.
-Proszę Cię wybacz mi.-powiedział błagalnym głosem.
-Nie Johny. Nie teraz. Na pewno nie dzisiaj.-powiedziałam stanowczym głosem. Moje serce już prawie zmiękło gdy znowu zobaczyło te zielone tęczówki. Już tak zaczynało się cieszyć. Już chciało żebym rzuciła mu się na szyję i przebaczyła. Nie ma mowy teraz jest czas kiedy Partycja słucha się rozumu. Serce kiedy indziej pogadamy i rozważymy twoje pomysły.
-Ale pamiętaj, że ja zawsze będę czekał, i że nigdy nie zapomnę.-powiedział, a ja ostatni raz spojrzałam się w jego pełne smutku, zielone tęczówki po czym szybkim krokiem odeszłam w stronę domu. Kiedy tylko wpadłam do środka od razu weszłam pod prysznic. Nie zmył on na tyle jednak zmęczenia abym mogła zrezygnować z dogodności jakie proponowało łóżko dlatego też po chwili leżałam sobie pod cieniutką kołdrą. Otworzyłam pozytywkę, którą dostałam od chłopaków i wsłuchiwałam się w tekst mojej ulubionej od niedawna piosenki. Uwielbiałam ten moment kiedy śpiewał Louis, a potem wchodził Harry. Miałam ogromną ochotę porozmawiać sobie z kimś tak od serca. Miałam pod ręką Lucy ale jakoś nie potrzebowałam akurat jej. Wybrałam numer Harrego i czekałam aż odbierze. Po chwili usłyszałam jego lekko zachrypnięty i zaspany głos.
-Pati? Co się stało?-zapytał ziewając.
-Spotkałam Johna wracając z pracy.-powiedziałam cicho. Po moich policzkach poleciały pojedyncze łzy.
-Co?!-zdziwił się i chyba od razu przestał być senny-Nic Ci nie zrobił?! Jak tylko Cię tknął to obiecuję, że zabiję go własnymi rękami!-mówił jak jakiś opętany.
-Harry uspokój się.-powiedziałam spokojnie-Nic mi nie zrobił. No może oprócz tego, że teraz siedzę i płaczę i i obudziłam Cię i i i Harry te jego pieprzone oczy były pełne smutku! Takiego pieprzonego smutku! Szczerego smutku! Ale ja nie umiem mu wybaczyć! Chociaż najchętniej rzuciłabym się mu na szyję i przytuliła! Poczuła to pieprzone ciepło jego ciała!-łkałam do słuchawki wyrzucając z siebie kolejne zdania i zanosząc się płaczem. Po żadnym chłopaku tak nie płakałam, a jego znałam zaledwie dwa miesiące może nawet mniej. Ale on nie był zwykłym kolejnym chłopakiem, po którym przyjdzie następny. On był moim przyjacielem. Brakowało mi tutaj ludzi, z którymi mogłabym pogadać od serca, a z Johnym potrafiliśmy przesiedzieć na plaży całą noc i nie było żadnych niezbędnych namawiań do mówienia. Mówiliśmy wszystko co przyszło na myśl.
-Patrycja.-powiedział ledwo słyszalnie Styles dziwnie poprawnie wymawiając moje imię-Patrycja ja tak bardzo chciałbym być tam obok Ciebie móc Cię przytulić.-wyszeptał-Ale co ja mogę przez telefon. Matko.-był chyba bardziej zdenerwowany niż przed jakimś bardzo ważnym występem, głos mu się łamał i trząsł, ja ciągle miałam przed oczyma te pieprzone zielone tęczówki.
-Po prostu Harry powiedz mi, że wy nigdy mi czegoś takiego nie zrobicie. Stracić przyjaciela to jak nie wiem jakby wycieli Ci kawałek serca, a przecież bez niego nie da się normalnie funkcjonować.
-Nigdy! Patrycja nie zamierzamy Cię zostawić tak samej tam! Za chwilę coś wymyślimy. Jakiś nasz człowiek po Ciebie przyleci i dopóki będziemy w Europie to będziesz z nami jeździć na koncerty.
-Harold chyba Cię pojebało.-jedyne co przychodziło mi na myśl jak usłyszałam jego genialny pomysł. Ale przynajmniej opanowałam łzy i pomyślałam o czymś innym niż oczy Johna.-Przecież ja mam pracę i dom. Nie mogę tego tak zostawić.
-Ale przynajmniej polepszyłem Ci humor.-chyba był z siebie zadowolony.
-Harruś słonko. Nadal płaczę i nadal chcę się do kogoś przytulić.
-Oj no nie płacz!-zajęczał płaczliwie-Bo za chwilę ja się popłaczę. Nie płacz błagam.-powiedział najdelikatniej chyba jak tylko mógł-Lou wypierdalaj z tego pokoju!
-Daj Louisa.-powiedziałam cicho.
-Louis wracaj!-wydarł się kręcony. Po chwili z powrotem słyszałam jak otwierają się drzwi i ktoś się wierci.
-Patrycja co się stało?-zapytał lekko zdezorientowany brunet.
-Widziała się z Johnem.-powiedział Harry zanim zdążyłam otworzyć usta.
-Zrobił Ci coś?!-jego reakcja była wręcz identyczna jak kręconego.
-Nie nic mi nie zrobił Lou.-powiedziałam spokojnie pozwalając aby łzy leciały po moich policzkach.
-Nie płacz robaczku.-powiedział spokojnie Tommo.
-Łatwo wam mówić.-burknęłam pod nosem-Daj kręconego.
-Już się robi.-oddał telefon Harremu, który upuścił go czego skutkiem był huk w po mojej stronie.
-Sytuacja opanowana.-powiedział gdy już przyłożył go z powrotem do ucha.
-Nie wyjeżdżam nigdzie. Zostaję tutaj aż w końcu umrę tutaj z samotności i tęsknoty. Może skróci mi moją mękę jakaś choroba, plaga, epidemia i umrę. Dziękuję, że jesteście. Bądźcie dalej, a mój świat będzie nadal kolorowy.-powiedziałam po czym rozłączyłam się. Moja głowa bolała mnie niemiłosiernie od braku snu oraz od wszystkich przeżyć. Nie wiem dlaczego pierwszym numerem jaki wybrałam był numer Harrego. Jednak wiem, że będę go zdecydowanie częściej wybierać bo mimo iż z naszej rozmowy wiele nie wyniosłam to jakoś mi się lepiej zrobiło gdy usłyszałam tylko jego zachrypnięty lekko głos. Moje powieki bezwładnie opadły w dół i momentalnie zasnęłam.


A ten jaki długi wyszedł...

Macie jakieś pytania? http://ask.fm/JestemHarolda 
Jakby ktoś chciał wiedzieć jak wygląda bar, w którym pracuje Patrycja to macie tutaj zdjęcie :)








Pozdrawiam i zachęcam do komentowania Harolda :* 

piątek, 19 kwietnia 2013

10. Słyszałem, że z nami wystepujesz.

-Budzisz ją czy nie?-usłyszałam ściszone głosy.
-Nie wiem właśnie. Pewne nie będzie chciała nigdzie wychodzić to po co ją budzić niech śpi.
-Ja bym jednak obudził.
-To budź.
-Pati.-ktoś dotknął mojego ramienia, a ja powoli otworzyłam oczy po czym wyciągnęłam ramiona do góry i przeciągnęłam się.
-Która godzina?-zapytałam.
-Wpół do dziesiątej.-powiedział Louis.
-Matko ja mam przecież samolot za dwie godziny.-powiedziałam przerażona i usiadłam na łóżku.
-Jaki samolot?-zapytał zdziwiony Liam siadając obok mnie.
-Jak to jaki? Do Polski co mnie z powrotem zabierze.
-Jak się czujesz Mała?-zapytał Harry siadając z drugiej mojej strony. Z jego włosów kapały kropelki wody mocząc przy okazji moją rękę. Co wywołało u mnie gęsią skórkę.
-Lepiej.-od razu zmarkotniałam na wspomnienie wczorajszego wieczoru.
-To dobrze.-uśmiechnął się po swojemu, a ja znowu zaczęłam płakać-Ej no podobno lepiej to nie ma co płakać.
-Teraz to ja płaczę bo mam takich cudownych przyjaciół. Dziękuję Wam!-wykrztusiłam przez łzy i wszystkich przytuliłam.
-Dobra koniec tych przytulanek.-zaśmiała się Eleanor-W łazience masz przyszykowane świeże ubrania i ręcznik, a my już zamawiamy śniadanko.
-To jeszcze tylko powiedzcie mi gdzie jest łazienka.-Zayn zaprowadził mnie do białego pomieszczenia po czym zostawił samą. Wzięłam szybki prysznic zmywając z siebie całą tą męczącą noc. Wytarłam ciało ręcznikiem i zawiązałam mokre włosy w turban. Ubrała się w naszykowane przez El dżinsy i zwykłą białą podkoszulkę. Rozczesałam włosy i zrobiłam nowy makijaż aby zatuszować wszystko co mogło przerazić między innymi worki pod oczami. Wyszłam już odświeżona do granic możliwości po czym zapakowałam wszystkie moje rzeczy do walizki i zaczęłam suszyć włosy bo same nie wyschną, a ja muszę przecież za chwilę wyjść. Może to i głupi pomysł ale inaczej to oni mnie stąd nie wypuszczą. Założyłam bordowe Conversy i płaszcz po czym zabierając walizkę zaczęłam kierować się w stronę wyjścia. Nie wiem jak mi się to udało ale nikt mnie nie zauważył jak wychodziłam. Szybkim krokiem zmierzałam do wyjścia z hotelu. Przeszłam przez próg i szybko założyłam okulary bo tłumek dziewczynek robiących zdjęcia już czyhał. Wsiadłam do pierwszej stojącej taksówki i poprosiłam o zawiezienie mnie na lotnisko. Po półgodzinie siedziałam w poczekalni na lotnisku. Kupiłam sobie coś do jedzenia i zajęta konsumpcją nie zauważyłam jak szybko minął mi czas do odprawy. Od kiedy to tak dużo ludzi leci do Polski. Kolejka nie chciała się skończyć, a ja tkwiłam na samym jej końcu.
-Tam jest!-usłyszałam głos Liama.
-Fuck.-powiedziałam pod nosem. Nie chciałam im siedzieć na głowie. Oni teraz nie mają czasu na zabawianie się w leczenie Patrycji z jakiegoś Australijczyka. Chodź bym nie wiem co robiła oni i tak mnie znaleźli i kazali natychmiast wracać z nimi do hotelu, a właściwie to prosto na arenę, w której odbywały się koncerty. Już grał ich pierwszy support bo przecież dzisiaj są dwa koncerty. Dostałam kazanie od wszystkich i dodatkowo Kevina, który miał mnie pilnować. Kolejnym głupstwem jakie dzisiaj zrobiłam było wejście na portale społecznościowe i portale plotkarskie. Nie wiem co ja takiego zrobiłam, że nagle cała Anglia żyje moimi perypetiami. Siedziałam sobie w garderobie chłopaków i przeglądałam kolejną stertę informacji kiedy mój telefon zaczął wibrować. Zdziwiło mnie to bo przecież ja nigdy nie mam włączonych wibracji. Co może oznaczać tylko tyle, że ktoś majstrował mi przy telefonie. Kiedy na ekranie zobaczyłam zdjęcie Johna zaczęłam się zastanawiać czy może przypadkiem nie odebrać. Kevin akurat wyszedł do toalety więc była doskonała okazja. Odebrałam. To był trzeci i chyba najpoważniejszy błąd tego dnia.
-Patrycja.-zaczął-Ja chciałem Cię przeprosić. Proszę Cię wybacz mi.-zaczął jęczeć.
-Chyba Cię pojebało! Nie chcę Cię znać! Nie dzwoń do mnie nigdy więcej!-powiedziałam podnosząc głos.
-Proszę Cię! Nie wiedziałem co robię! To oni powiedzieli, że będzie fajnie jak sobie wciągniemy!
-Czyli jednak byłeś naćpany.-powiedziałam ironicznie-Dziękuję nic więcej nie chcę wiedzieć! Zniknij!-po czym się rozłączyłam. Po chwili pojawił się też Kevin. Ja siedziałam na kanapie z pokulonymi kolanami i walczyłam z moimi oczami żeby przypadkiem nie zacząć płakać. Włączyłam opcję w mózgu nie myśl o tym co się wydarzyło minutę temu. Kevin wrócił do czytania swojej gazety, a ja tak sobie siedziałam i myślałam co jeszcze mogę dzisiaj głupiego zrobić. Chyba zostało mi już tylko pocięcie się albo skok ze spadochronem. Ewentualnie bandżi. Dwie ostatnie opcje odpadały bo miałam okropny lęk wysokości więc może trzeba się pociąć. Do garderoby wpadli panowie. Zmęczeni ale szczęśliwi bo zakończył się kolejny koncert. Jeszcze tylko jeden dzisiaj wieczorem i prosto z areny na lotnisko skąd do Londynu. Oni się ogarniali, a ja nadal siedziałam i myślałam. Miałam dość dobre miejsce bo nie kręciłam im się pod nogami tylko siedziałam w jednym miejscu.
-Patka idziesz z nami zagrać koncert?-zapytał Niall siadając obok mnie.
-Dobrze się czujesz na pewno?-zapytałam patrząc się na niego jak na jakiegoś ufoludka.
-Nie no umiesz przecież grać na gitarze to możesz z nami zagrać „Little Things”. Dam Ci za chwilę akordy i gitarę. No i możesz z nami wystąpić.-powiedział bardzo zadowolony blondyn.
-Akordy i gitarę możesz mi dać. Ale ja nigdzie nie zamierzam występować.
-No nie daj się prosić.-powiedział robiąc oczy kota ze Shreka.
-Nie. Jeszcze tylko tego mi brakowało. Już wystarczająco świat interesuje się moim życiem.-powiedziałam dokładnie wymawiając każdy wyraz po czym wstałam z kanapy i poszłam do toalety. Jednak Niall wpadł na jeszcze lepszy pomysł niż pocięcie się. Ale jednak wyczerpałam limit głupot na dzień dzisiejszy. Coś może jeszcze wyjdzie w praniu ale na pewno nie wystąpię z nimi na scenie. Wróciłam do garderoby, a tam Niall z Liamem siedzieli na kanapie. Niall brzdąkał coś na gitarze, a Liam przeglądał nuty. Oni chyba naprawdę myślą, że z nimi wystąpię.
-O już jesteś. Bardzo dobrze.-powiedział Louis-Niall oddaj jej gitarę.
-Już, już oddaję.-podał mi gitarę, a ja usiadłam sobie między chłopakami.
-Pokaż mi te akordy.-powiedziałam zabierając Liamowi nuty. Szybko przeczytałam to co mnie interesowało i zaczęłam wolno łącząc wszystko w jeden dźwięk.
-Paaaaati!
-Haaaazza!
-Słyszałem, że z nami występujesz.-powiedział radosny.
-Źle słyszałeś. To, że gram nie znaczy, że muszę z Wami występować.
-Oj no jeszcze zmienisz zdanie.-powiedział.
-Dobra idziemy jeść. Idziesz z nami?-zapytał Zayn.
-Idę.-wzięłam leżącą z boku bluzę Nialla i ubrałam się w nią bo trochę zimno mi było. Restauracja zamknięta dla wszystkich tylko cała obsługa i zespół miał prawo wstępu. Fajnie urządzona. Ściany ze szkła ukazywały tłum dziewczyn patrzących i robiących zdjęcia jak ich idole jedzą obiad w obecności jakiejś ofiary losu. To denerwujące jak ktoś cały czas się na ciebie gapi. Nie wiem jak oni to wytrzymują. Naprawdę szacun. Ledwo co tknęłam to co miałam na talerzu bo i tak nie mogłam nic jeść przez sytuację z Johnem, a już na pewno nie będę mogła jeść jak wszyscy będą mi się przyglądać. Już widzę jakie jutro ciekawe artykuły byłyby w internecie czy gazetach o tym, że jestem gruba, że jem za dużo, że się obżeram. Chłopcy to jednak nie mają tylu problemów co dziewczyny. My musimy na każdym kroku uważać na to co powiemy bo za chwilę będzie, że dziewczynie to nie wypada. Chłopcy pochłonęli swoje porcje i czekali jeszcze aż ja coś zjem. Bo uznali, że inaczej się nigdzie nie ruszają i wtedy dopadną mnie rozwścieczone fanki.
-Czy do Was nie dociera, że nic nie przejdzie mi przez przełyk?-zapytałam podpierając głowę na rękach przy okazji przytrzymując włosy.
-No dobra chyba nic nie da się zrobić.-powiedział Zayn.
-Kocham Cię Zayn!-powiedziałam zadowolona.
-No wiesz. Ja mam dziewczynę no ale co tam chyba mnie nie zabije. Kocham Cię Patt!-powiedział z równie dużym entuzjazmem co ja.
-Ej! Nie zdradzaj mnie!-powiedział Niall.
-Ciebie nie kocham bo chcesz żebym z Wami wystąpiła plus kazałeś mi jeść.-powiedziałam pokazując mu język i przytulając się do Malika. Wyszliśmy z restauracji i z powrotem wróciliśmy do garderoby gdzie panowie już zaczęli szykować się do występu.
-Ale to chociaż chodź jest dla Ciebie specjalne miejsce na widowni.-powiedział Liam.
-No dobra.-przewróciłam oczami widząc jak wszyscy zaczęli się cieszyć. Ich stylistka przyniosła mi po chwili jakieś ubrania.
-A nie mogę przepraszam iść w tym w czym jestem czy muszę się jakoś specjalnie przebierać bo idę na widownię?-zapytałam patrząc na zestaw, który mi przyszykowała.
-Powiedzieli, że mam Ci coś znaleźć. Nie pytaj co kombinują bo żadnej więcej informacji mi nie chcieli udzielić. Możesz się spodziewać, że wyciągną Cię na scenę albo coś w tym stylu.-powiedziała podając mi jeszcze szpilki.
-Muszą być obcasy?-popatrzyłam się na nie zrozpaczona.
-No w sumie to nie muszą ale tak będzie to lepiej wyglądać. Mogą być jeszcze baleriny no ale nogi są dłuższe jak jest się na obcasach, a jak robią Ci zdjęcia to lepiej mieć długie nogi.-powiedziała. Przynajmniej szczera była. Westchnęłam zabierając cały zestaw i poszłam się przebrać. Czarne rurki, a do tego miętowa koszula ze złotymi guzikami to zdecydowanie fajne połączenie. Na razie będę biegać w Conversach bo moje nogi tego nie zniosą. Mimo iż ubóstwiam wszelkiego rodzaju szpilki to akurat nie mam na nie najmniejszej ochoty. Ustaliłyśmy, że włosy mają zostać tak jak są. Tak samo makijaż. Tylko drobne poprawki wprowadziłam bo od rana mógł się trochę zniszczyć. Za minutę zaczyna się koncert już leci filmik, który zawsze jest puszczany na początku, a ja pędzę na bosaka na swoje specjalne miejsce. W ręku trzymam szpilki bieganie w nich mogłoby się źle skończyć bo do najniższych to one nie należą. Kevin zaprowadził mnie po prostu do strefy VIP. Tam na rozsiedliśmy się na kanapach, które były specjalnie przygotowane dla specjalnych gości.
-Kevin wiesz po jaką cholerę oni kazali mi tutaj przyjść?-zapytałam mojego ulubionego ochroniarza.
-Nie mam zielonego pojęcia.-wzruszył ramionami. Dziwne było to, że nikogo oprócz nas tam nie było. Zazwyczaj jacyś dziani rodzice kupują swoim dziewczynkom te najdroższe bilety. Jednocześnie mają potem okazję porozmawiania z chłopakami i zrobienia sobie zdjęcia. Koncert zaczął się. Chłopcy szaleli na scenie. Podczas kolejnej już piosenki wszedł menadżer chłopaków Ted.
-Cześć!-powiedział.
-Witam.-odpowiedziałam, a Kevin tylko mu pomachał i dalej przeglądał coś w swoim telefonie.
-Chodź Patrycja ze mną.-powiedział szybko Ted.
-Dokąd przepraszam bardzo?-zapytałam zdziwiona.
-No chodź nie pytaj.-powiedział otwierając drzwi, a ja uprzednio zdjęłam buty i dopiero wtedy wyszłam.
-Załóż lepiej.-wujek dobra rada się znalazł. Niech sam sobie w takich połazi.
-O matko.-westchnęłam i założyłam z powrotem. Ruszyliśmy w stronę sceny. Musieliśmy zejść z samej góry potem przejść korytarzami porobionymi przez ochroniarzy. W tym samym czasie panowie lecieli nad sceną. Dobrnęliśmy pod scenę B.
-Ted o co chodzi?-zapytałam krzycząc bo inaczej to by mnie nie usłyszał.
-Kazali mnie tutaj przyprowadzić. Nic więcej nie wiem.-powiedział wzruszając ramionami.
-Wszyscy w jednej komitywie.-powiedziałam pod nosem wkurzona, że mnie chcą wciągnąć na scenę bo co innego mogli sobie wymyślić. Dotarli na scenę B. Pora na pytania z Twittera. Szybko wyjęłam telefon i napisałam o następującej treści: „Po co mnie tutaj ściągnęliście?”. Podpisałam się po protu Patrycja i podałam moje miejsce oczywiście z małą pomocą Teda bo dokładnie to ja nie wiedziałam gdzie jestem. Zaczęli odpowiadać. Kiedy zobaczyłam pierwsze pytanie wybuchałam śmiechem. Już nie mogli wziąć jakiegoś innego. Tylko moje musieli. Właśnie zrobiłam głupotę numer trzy, a może już cztery, że zgodziłam się tutaj przyjść ta była trzecia. Przeczytali i cała piątka zaczęła się śmiać. Tak jak to mają w zwyczaju zaczęli szukać osoby, która zadała pytanie. Długo nie szukali bo od razu mnie zauważyli. No i mogłam się tego spodziewać wciągnęli mnie na scenę.
-Przedstaw się nam.-Louis podstawił mi pod usta mikrofon.
-Patrycja miło mi.-ledwo co powstrzymywałam się od śmiechu-Odpowiecie na moje pytanie czy nie?
-No więc droga Patrycjo. Pytanie jest bardzo interesujące, a za razem trudne.-zaczął Liam-Harry ty dokończ.
-Po co mnie tutaj ściągnęliście?-przeczytał Styles-Ściągnęliśmy Cię tutaj bo jesteś najlepszą przyjaciółkom na świecie i niech całe Glasgow zrobi hałas dla Paaaaaaaaaatrycji!-mówiąc to objął mnie ramieniem. Podeszli wszyscy i zaczęli ściskać.
-Dzięki panowie. Nie musieliście.-powiedziałam im tkwiąc w tym uścisku.
-To teraz Patrycja podpowiada z nami na pytania.-zapowiedział Niall. Pojawiło się kolejne. Oczywiście dotyczyło nie tylko chłopaków ale też i mnie.
-„Jak to się stało, że Patrycja wywarła na Was takie wrażenie? Bo nie wiem co muszę zrobić xd Pozdrawiam xxx”-przeczytał Zayn.
-Jak to jak? To proste.-zaczął Liam. Wcześniej stałam sobie obok Nialla, który cieszył się niemiłosiernie. Teraz stanęli wszyscy dookoła mnie i lustrowali mnie od góry do dołu.
-Możecie już skończyć?-zapytałam lekko speszona.
-No dobra jak to się stało. Popatrzcie sobie na tą dziewczynę. Proszę bardzo Pati uśmiechnij się ładnie.-powiedział Louis podchodząc do mnie okręcił mnie dookoła mojej osi-Smukłe uda, ładna pupa, płaski brzuch, blondynka i do tego białe zęby.
-Tommo nie pieprz głupot.-powiedział Harry.
-Ale chodzi Ci o to, że Patrycja tego wszystkiego nie ma czy może o to, że nie o to chodziło?-zapytał przy okazji próbował być poważny.
-Chodzi mi o to, że Patrycja jest po prostu mega pozytywną osobą i nie ma takiej drugiej na świecie bo każdy jest wyjątkowy na swój sposób.-spuentował Harry.
-Ohh Haroldzie. Bardzo mądrze powiedziane. Nawdychałeś się czegoś, że tak mądrze prawisz?-zapytał Zayn klepiąc go po ramieniu.
-A nie zgodzicie się ze mną?-zapytał Hazza już teraz powoli śmiejąc się.
-Oczywiście, że się zgodzimy.-przytaknął Liam.
-No to o co chodzi? Dawajcie następne pytanie.-zarządził Harry. Odpowiedzieli jeszcze na dwa pytania z czego jedno dotyczyło mojej osoby, a dokładniej czy wierzymy w czystą przyjaźń między chłopakiem, a dziewczyną czy musi się to przerodzić w coś innego. Louis, Liam i Zayn od razu powiedzieli, że oni mają dziewczyny i ich ten problem nie dotyczy. Tutaj znowu popisali się Harry z Niallem i jeszcze mi kazali odpowiadać. Podczas gdy odpowiadałam jakieś dziewczyny darły się, że mnie kochają. Fajnie wiedzieć. Teraz to już byłam speszona do granic możliwości. Chciałam się zapaść pod ziemię. Dosłownie. Czułam jak wielkie mam rumieńce na policzkach. Jednak czekała mnie kolejna niespodzianka otóż miałam z nimi wracać na scenę A. No ciekawe jak. Okazało się, że zamontowano jeszcze jedną linkę mającą zapobiec mojemu spadnięciu. Ciekawe jak oni sobie to wyobrażają jeżeli ja mam lęk wysokości. Przecież ja umrę lecąc tam z nimi. Moja linka była jeszcze dodatkowo na brzegu. Tak, że musiałam się jeszcze zmieścić obok Nialla.
-Przecież ja tutaj umrę ze strachu powiedziałam jak już byłam podpięta, a tamci coś gadali.
-Nie spadniesz. Ja Cię uratuję.-powiedział Niall wypinając dumnie pierś do przodu.
-O matko.-przytuliłam się do niego. Dodatkowo miałam te cholerne szpilki. Oni nie dość, że śpiewali to jeszcze kręcili się jakby mieli jakieś owsiki. Lecieliśmy bardzo wolno co dodatkowo sprawiało w mojej głowie wrażenie, że spadnę. Całą drogę mocno trzymałam się Nialla. Kiedy dotarliśmy kamień spadł mi z serca bo przeżyłam. Jeszcze tylko czekała mnie droga na dół sceny prowadząca pod jakiś śliskich schodach. Zayn podstawił mi ramię i jakoś powoli zeszłam. Śmiali się ze mnie, że i tak jestem od nich niższa mimo takich obcasów.
-Policzymy się za kulisami.-zagroziłam im i zeszłam ze sceny. Wpadłam na Teda.
-Podobało się?-zapytał zadowolony.
-Ja nie wiem co oni planują.-powiedziałam udając głos Teda-Bardzo tylko, że mało co nie umarłam ze strachu jak lecieliśmy nad widownią.-powiedziałam.
-Masz lęk wysokości?-zapytał zdziwiony.
-To aż coś takiego nieludzkiego?
-Nie no ale Nialler Cię trzymał. To czego tutaj się bać.
-Może tego, że Niall ma czasami jakieś takie dwie lewe ręce?-zapytałam z ironią.
-No to chyba lepiej w końcu jest leworęczny.-zaśmiał się Ted.
-To nie jest śmieszne.-powiedziałam i udałam się do pomieszczenia zwanego garderobą. Usiadłam sobie tam z powrotem na moim miejscu i weszłam na Facebooka i Twittera. Miliony wiadomości, które mnie zalewały były czymś już normalnym. To dziwne ale przyzwyczaiłam się. Nawet nie zwróciłam uwagi na to, że mam na nogach te śliczne, a za razem jak niebezpieczne buty. Zaczęłam odpisywać na wiadomości. Tak minął mi czas do końca koncertu. Po wszystkim panowie wpadli prze szczęśliwi do pomieszczenia. Zaczęli się przebierać i zabierać wszystkie swoje rzeczy. Ja też spakowałam do torby laptopa i udałam się z nimi do ich wielkiego tour busa. To właśnie nim mieliśmy prosto udać się na lotnisko żeby wrócić do Londynu.


Nie wiem czy przypadkiem nie jest za długi no ale może mi to wybaczycie :)
Przepraszam ale trochę mi się wszystko pochrzaniło i myślałam, że dodałam ostatnio dziesiąty, a nie dziewiąty i trochę w odpowiedziach na Asku mi się wszystko pomieszało. Tak więc przepraszam jeszcze raz. 

Jak chcecie to pytajcie http://ask.fm/JestemHarolda..
Obiecuję, że tym razem mi się nie pochrzani nic :)

Pozdrawiam i zachęcam do komentowania Harolda :* 

piątek, 12 kwietnia 2013

9. Mówiłem już, że jesteś moja?

Nie odzywaliśmy się całą drogę do hotelu. Ja wkurzona. On wkurzony. Żyć nie umierać. Kiedy wchodziliśmy do pokoju, w którym zatrzymał się John dostałam smsa od Nialla: „Jeżeli coś Ci zrobi to będzie miał z nami do czynienia!”. Nie mogłam się powstrzymać i zaczęłam cieszyć twarz do ekranu mojego telefonu. Janek od razu to zauważył.
-Co masz tam takiego śmiesznego? Pokaż pośmiejemy się razem!-powiedział ironicznie.
-Nie twoja sprawa.-odwarknęłam mu zdejmując płaszcz. Ku mojemu zdziwieniu moja walizka znalazła się w jego pokoju.
-Może trochę więcej szacunku! Pokaż mi to natychmiast!-teraz to już wiedziałam, że źle zrobiłam. To był największy błąd mojego życia pozwalając mu na to wszystko. Wkurzona do granic możliwości założyłam z powrotem płaszcz i chwyciłam walizkę. Jednak ten gbur stanął przede mną i zagrodził jedyną drogę ucieczki. Wtedy wybuchałam. Nie wytrzymałam dłużej. Te wszystkie emocje, które wcześniej się kumulowały gdzieś w środku.
-Czy ty siebie słyszysz?! Jakiego szacunku?! To ty zachowujesz się jakbyś był jakiś naćpany albo pijany! A może jesteś! W każdym bądź razie zejdź mi z drogi i nigdy więcej się na niej nie pojawiaj! Zapomnij o tym co było! Najzwyczajniej świecie zniknij!-wszystko co przychodziło mi na język teraz trafiało prosto w twarz Johna, który stał naprzeciw mnie. Jego twarz nie wyrażała żadnych emocji. Wtedy stało się to czego spodziewałam się najmniej. Objął mnie ramieniem w pasie i mocno do siebie przyciągnął. Cała zdrętwiałam. Spazmatyczny dreszcz przeszył mnie od czubka głowy aż po mały palec u lewej stopy. Nasze usta utkwiły w pocałunku. Bardzo dziwnym pocałunku. On coraz bardziej na mnie napierał, a ja mimo że w głębi walczyłam z nim to na zewnątrz byłam cała jego. Na chwilę oderwał swoje usta od moich.
-Mówiłem już, że jesteś moja?-zapytał szepcząc do mojego ucha. Te słowa były jak zimny prysznic. Nawet nie zimny, a wręcz lodowaty. Odepchnęłam go od siebie mocnym uderzeniem w brzuch po czym szybko minęłam i wypadłam na korytarz. Wtedy już poleciały łzy z moich oczu. W środku mojego serca była jedna wielka próżnia. Nic nie czułam. Jednak łzy płynęły. Ciało cierpiało, a ja tak szybko na ile pozwalały mi moje szpilki i walizka biegłam do pokoju, który wcześniej zajmowałam z El. Zdziwiło mnie to, że nie wybiegł za mną. Nie przeszkadzało mi to jednak. Kiedy dopadłam drzwi z numerem 234 zaczęłam jak głupia walić w nie i błagać żeby ktoś mi otworzył. Nikogo pewnie w środku nie było bo nie było żadnej reakcji. Coraz więcej łez coraz większa rozpacz i coraz większy ból. Usiadłam na podłodze opierając się plecami o drzwi. Ściągnęłam szpilki i zalałam się kolejną porcją łez. Po paru minutach usłyszałam jakieś śmiechy rozlegające się z końca korytarza. Skierowałam wzrok w tamtą stronę i zobaczyłam Eleanor i Louisa. Śmiejących się i przytulających się. Uznałam, że nie będę im przeszkadzać. Wstałam chwyciłam w jedną rękę buty, a drugą rączkę od walizki i szybkim krokiem zaczęłam odchodzić od pokoju 234. Traf chciał, że otworzyły się kolejne drzwi. Tym razem dostałam nimi w głowę. Na szczęście na tyle lekko, że tylko trochę zabolała mnie głowa.
-Matko przepraszam!-usłyszałam głos Harrego.
-Nie nic się nie stało.-schyliłam jak najniżej głowę żeby przypadkiem mnie nie rozpoznał. Jeszcze tylko im będę się zwalać na głowę. Wracam do Polski, a potem z powrotem do Australii i tam będę się próbowała z tego wszystkiego wyleczyć. Już podjęłam decyzję i jej nie zmienię. Minęłam go szybkim krokiem kiedy już myślałam, że mi się udało ponownie usłyszałam głos Stylesa.
-Ej zaczekaj, zaczekaj!-powiedział Hazza. Zatrzymałam się. Podszedł do mnie i chwytając za podbródek podniósł moją głowę powoli do góry.
-Patrycja.-wyszeptał. Z moich oczu poleciała kolejna porcja łez. Natychmiast mnie przytulił. Teraz to już miałam ogromną ochotę ukryć się przed całym światem. Ramiona Harrego wydawały mi się odpowiednie. Bił od niego taki spokój przeplatany z troską. Staliśmy tak, a ja wylewałam z siebie kolejne niepotrzebne łzy. Lou z Eleanor jeszcze przed chwilą śmiali się niebo głosy, a teraz ucichli i nie wiem kiedy pojawili się obok nas.
-Pati chodź pójdziemy do pokoju.-powiedział szeptem Harry tak jakby zbyt głośne dźwięki mogły ranić. Powoli przeszliśmy do apartamentu wynajmowanego przez całą piątkę. Louis zabrał moja walizkę, a El buty. Wpuścili mnie do pomieszczenia skąd dochodziły dźwięki gitary. To pewnie Niall sobie gra do snu. Kazali mi usiąść na wielkiej, kawowej kanapie znajdującej się w salonie. Nie miałam im się co opierać bo nie miałam siły na nic. Podkuliłam kolana pod brodę i położyłam głowę na poduszce. Wewnątrz mojego serca nadal odbywała się walka. Jedna strona chciała do niego wrócić i znowu poczuć smak jego ust, a druga kazała zapomnieć i znienawidzić. Ciało słuchało tych mądrzejszych. Teraz tylko została mi ciężka droga do pokonania, czyli ta do zapomnienia bo nienawiść przychodzi sama nie trzeba jej było nigdzie szukać. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam.

Biegłam przed siebie po plaży. Moje włosy były rozwiane, a na twarzy gościł uśmiech. Uciekałam przed czymś, a raczej przed kimś. Obróciłam się i zobaczyłam twarze chłopaków z One Direction goniących mnie. Zaczęłam się śmiać i wtedy moje ciało wpadło na coś twardego. Mimo dużej siły uderzenia nie przewróciłam się bo ten ktoś mnie przytrzymał. Przerażona podniosłam głowę do góry i zobaczyłam Johna, który miał przylepiony do twarzy ten swój chytry uśmieszek. I wtedy wypowiedział te okropne słowa: Mówiłem już, że jesteś moja?

Obudziłam się przerażona. Usiadłam gwałtownie na kanapie, na której zasnęłam. Dłonie mi drżały wraz z całym ciałem. Spazmatyczne dreszcze nie pozwalające na jakikolwiek ruch. Czy to możliwe, że można cierpieć tak po stracie chłopka-dupka? Zadawałam sobie to pytanie od wczorajszego wieczoru, kiedy siedziałam pod drzwiami numer 234. Coraz lepiej to rozumiałam. Ja nie cierpiałam z powodu straty chłopaka. Ja cierpiałam z powodu straty przyjaciela. On niewątpliwie nim był. Poczułam, że ktoś obejmuje mnie ramieniem. Odskoczyłam przerażona. Dookoła panowały ciemności więc trudno było zidentyfikować tego ktosia.
-Nie bój się. Tutaj jesteś bezpieczna.-usłyszałam irlandzki akcent Nialla. Oparłam głowę o jego ramię, a on ponowił próbę objęcia mnie. Tym razem już nie odskoczyłam.
-Niall.-zaczęłam.
-Słucham?-lekko głaskał mnie po ramieniu.
-Straciłeś kiedyś przyjaciela?-zapytałam.
-Tak. Miała na imię Kate. Od zawsze byliśmy nierozłączni bo mieszkaliśmy naprzeciwko siebie. Potem zgłosiłem się do X-factor. Cały czas mnie bardzo mocno wspierała. Miliony smsów i te sprawy. Potem jak już zaczął się na całego program to nasz kontakt zaczął się kurczyć. W końcu skończyło się jednym smsem na tydzień potem po jednym co jakiś czas aż w końcu kiedy przyjechałem do domu na święta spotkałem ją na zakupach. Była z paroma jeszcze osobami z naszej okolicy. Wszyscy się zatrzymali gdy mnie zobaczyli. Niepohamowana radość z ich strony była czymś co mogłem sobie wymarzyć. Tak dobrze było ich wszystkich znowu widzieć. Kiedy tak się z nimi wszystkimi cieszyłem ona zaczęła odchodzić. Pobiegłem za nią. Wyszła ze sklepu i właśnie tam na parkingu ją dogniłem. Zapytałem co się stało. Popatrzyła się na mnie wzrokiem pełnym nienawiści. Takiej czystej nienawiści. Odpowiedź mnie po prostu rozwaliła. Powiedziała, że to nie ja miałem być gwiazdą tylko ona. Zaczęła krzyczeć, że mnie nienawidzi i że nie miałem prawa iść do tego pieprzonego X-factora bo to było jej marzenie. Wkurzyłem się wtedy i może trochę za ostro jej powiedziałem, że mogła się zgłosić, a nie teraz na mnie najeżdża. To była nasza ostatnia rozmowa. Pewnie zapytasz się czy żałuję. No cóż jakoś specjalnie nie. Może gdzieś tam w głębi serca jest mi szkoda tej przyjaźni. No ale najwidoczniej tak miało być.
-Przykro mi Niall.-powiedziałam po wysłuchaniu jego historii-Co ty tak właściwie tutaj robisz?
-Siedzę.
-No to tyle to zauważyłam.
-Moja zmiana w pilnowaniu Cię żebyś nigdzie nie zwiała ani nie zrobiła niczego głupiego.
-Idź spać i się nie wygłupiaj. Nie zamierzam nigdzie się ruszać bo nie mam siły.-powiedziałam odrywając się od niego i okrywając się mocnej kocem, który nie wiem kiedy znalazł się na moich ciele.
-No już już.-powiedział przesiadając się na drugi brzeg narożnika i układając się pod kołdrą.
-Do łóżka Niall, a nie na kanapę.-powiedziałam widząc co wyprawia.
-Nie ma mowy. Śpij.-powiedział i sam zamknął oczy. Moje powieki były coraz cięższe, a jednak musiałam sobie przemyśleć wszystko to co powiedział. Przynajmniej wiedziałam, że nie jestem sama. To było takie miłe z ich strony, że tak się mną opiekowali. Przecież oni mają dzisiaj wieczorem kolejny koncert i pewnie przeze mnie będą niewyspani i nie będą mieli siły zrobić takiego szoł jak wczoraj. Około trzeciej przyszedł Zayn. Zmienił się z Niallem, a ja w końcu zasnęłam. 



To smutne, że pod poprzednim rozdziałem zastałam tylko 11 komentarzy :/ No ale z drugiej strony dobrze, że jest i te 11 :D
Właśnie jestem przy pisaniu scen co mogą się Wam spodobać :D
Co do tego drugiego bloga to bohaterem będzie pewna dziewczyna i jeden z członków 1D więcej nie podpowiem :D 

Ktoś chce być informowany niech zostawi swojego Twittera czy to tam chce ;) 
Można pytać! http://ask.fm/JestemHarolda

Pozdrawiam i zachęcam do komentowania Harolda :* 

sobota, 6 kwietnia 2013

8. Niespodziewanka

Obudziłam się w moim łóżku. Sama. W ubraniu, w którym byłam na imprezie, czyli ten punkt strachu można odhaczyć. Moja głowa ważyła chyba milion ton, a jej uniesienie z poduszki graniczyło z cudem. W końcu udało mi się spionować tułów. Musiałam okropnie wyglądać. Po paru kolejnych minutach dotarłam do łazienki gdzie weszłam pod prysznic i zmyłam z siebie całe wczorajsze zmęczenie. No może przesadziłam bo głową nadal ruszać nie mogłam. Jednak woda działała kojąco. Umyta i szczęśliwa, że udało mi się chociaż tyle zrobić ubrałam się w dres składający się z szarych spodni, zwykłej białej bluzki oraz czarnej za dużej bluzy z wielkim kangurem na środku. To moja ulubiona bluza. Dostałam ją od mojej przyjaciółki kiedy przeprowadzałam się do Australii. Mokre włosy związałam w wysokiego koka i pozbyłam się resztek wczorajszego makijażu. Powoli dotarłam do kuchni gdzie siedziała moja mama i czytała gazetę.
-Już wstałaś?-zdziwiła się śmiejąc się jednocześnie.
-No i co Cię tak bawi mamusiu?-zapytałam się i podeszłam do niej po czym się wyściskałyśmy.
-Ja przecież nic nie mówię. Dobrze, że sobie zaszaleliście młodzi jesteście to możecie.-powiedziała odsuwając się ode mnie-Co tam u Johna? Mogę już mówić mój zięć?
-Mamo.-skarciłam ją i napiłam się prosto z butelki wody stojącej na stole.
-No co? Mogę czy nie?
-Możesz mówić chłopak mojej córki. Żaden zięć. Młoda jestem muszę się wyszaleć.-moim głównym celem było łóżko. Ułożyłam się z powrotem pod kołdrą i po prostu leżałam wpatrując się w sufit, na którym było mnóstwo gwiazdek. Kiedyś jak byłam jeszcze w liceum na każdej gwiazdce pisałam jakiś mój cel, jakieś moje życzenie po czym przyklejałam na sufit. Już parę z tych co się tam znalazło spełniło się. Między innymi zdać maturę oraz wyjechać do Australii. Ale to żeby poznać jakąś gwiazdę muzyki. To nigdy bym nie pomyślała tak serio serio, że się spełni. Teraz to mogłam powiedzieć nawet, że mój chłopak jest gwiazdą muzyki. Moi przyjaciele są najbardziej rozpoznawalnymi chłopakami na świecie. Coś tutaj było nie tak. Za dobrze wszystko mi w życiu szło. Kiedyś w końcu będzie musiało się coś spierdzielić. Moja mama długo nie wytrzymała i przyszła do mnie i położyła się obok mnie. Uwielbiam moją mamę za to, że nie zachowuje się jak nadopiekuńcza mamuśka tylko przychodzi do mnie do łóżka jak już jestem w domu i tak sobie rozmawiamy o wszystkim i o niczym. Czasami nic nie mówimy tylko leżymy, a czasami ja śpię ona patrzy na mnie. Właśnie za to ją kocham. Za to, że jest. Tata pewnie musiał jechać do pracy. Może i lepiej bo kac mi trochę przejdzie. Leżałyśmy sobie i rozmawiałyśmy o moim życiu w Australii, o mojej przyszłości, o Johnie. No i żeby tak dobrze nie było to tematu książki mojej mamy nie mogłyśmy ominąć. Dowiedziałam się, że wydawca kupił i zaczyna się ta praca co zwykle, czyli druk, promocja, premiery i nabijanie na licznik ilość sprzedanych egzemplarzy. Około dziewiętnastej mój telefon zaczął wibrować jak szalony ale mi nie chciało się go odbierać dlatego też przykryłam się kołdrą na głowę i usnęłam. Obudziłam się o piątej rano. Ciemno wszędzie jak nie powiem gdzie. Zapaliłam nocną lampkę i od razu poraziło mnie światło. Po chwili moje oczy przyzwyczaiły się. Stan mojej głowy zdecydowanie się polepszył i teraz to już tylko był normalny ból głowy. Oj jak mnie weźmie kac to już na całego. Trzy dni ciągłego bólu głowy. Masakra. Poszłam pod prysznic i z powrotem ubrałam szare spodnie i bluzę z kangurem. Zmieniłam tylko koszulkę na czarną i oczywiście bieliznę. Włosy związałam w luźnego warkocza. Podreptałam do kuchni gdzie zjadłam śniadanie i naszykowałam je również dla moich rodziców. Samolot miałam o dziewiątej co oznaczało wyjście z domu o siódmej trzydzieści. Obudziłam rodziców i zaprosiłam ich na śniadanie. Nie odbyło się bez śmiania się ze mnie i twierdzenia, że powinnam częściej wpadać to zaczęliby nawet jeść śniadania. Według planu opuściłam mieszkanie moich rodziców o siódmej trzydzieści. Stosunkowo krótka droga, a trwała w nieskończoność. W końcu wylądowałam na lotnisku Chopina i grzecznie czekałam na mój lot. Postanowiłam w końcu sprawdzić mój telefon. Może i trochę głupim pomysłem było go nie używać przez te dwa dni no ale od tego też trzeba odpocząć. Zdziwiona to mało powiedziane byłam gdy zobaczyłam 50 nieodebranych od Johna. Masa wiadomości od Janka, El, Harrego, Louisa, Nialla, Liama i Zayna. Nie można zapomnieć o górze wiadomości na Facebooku i Twitterze. Cała poczta zawalona jakimś spamem. No istna masakra. Postanowiłam, że najpierw poczta, potem TT i FB, a następnie odczytam wszystkie wiadomości. Dzwonienie zostawiłam sobie na deser. Niestety w połowie odpisywana na wiadomości na portalach społecznościowych musiałam udać się do samolotu, który prosto miał mnie zabrać do Londynu gdzie na lotnisku miała czekać El. To była jedyna osoba, do której zadzwoniłam żeby ją poinformować jak, kiedy i gdzie będę. W sumie od razu mogłam lecieć do Glasgow ale już umówiłam się z El na zakupy przed koncertowe w Londynie. Po krótkim locie, któremu wcale nie sprzyjał mój ból głowy wysiadłam na słynnym Heathrow. Odebrałam mój bagaż i zaczęłam szukać Eleanor. Długo tego nie robiłam bo brunetka dosłownie wskoczyła mi na plecy.
-Szaleńcze!-wydarłam się.
-Też się cieszę, że Cię widzę!-wyściskałyśmy się po czym czym prędzej popędziłyśmy na zakupy bo jeszcze dziś wieczorem musimy być w Glasgow bo chłopcy dają show o 20.30. Podczas tych dość krótkich zakupów kupiłyśmy sobie wystrzałowe kiecki odpowiednie do wydarzenia. Ona wybrała granatową z baskinką, bez ramiączek, a ja czerwoną ze złotymi wstawkami na ramionach. Buty postanowiłam wykorzystać te z poprzedniej imprezy natomiast El uznała, że ma już taką ilość szpilek, że niedługo nie będą jej się mieścić w szafie. Z całym ekwipunkiem wybrałyśmy się z powrotem na lotnisko stamtąd prosto do Glasgow. Podczas zakupów narobiłyśmy sobie zdjęć w różnych sukienkach jednak zabroniłam El wstawiać gdziekolwiek bo wtedy moja niespodziewanka mogłaby nie wypalić. Około godziny osiemnastej trzydzieści byłyśmy na miejscu. To dziwne ale tutaj wcale nie było tak zimno jak w Polsce. Pewnie dlatego nie było mi przeraźliwie zimno w samej bluzie. Dotarłyśmy do hotelu, w którym miałyśmy zarezerwowany pokój, i w którym również była ekipa wraz z Johnem. Nie mógł przecież opuścić koncertu swoich idoli. Miałyśmy szczęście, że nikt nas nie widział i spokojnie mogłyśmy szykować się do wyjścia. Ja przede wszystkim marzyłam o prysznicu. Tak też zrobiłam umyłam się dokładnie zmywając z siebie cały trud podróży. Następnie szybko ubrałam się w bieliznę i za dużą koszulkę Johna, którą mu ukradłam. Mokre włosy rozczesałam i pozostawiłam do wyschnięcia. Po mnie do łazienki weszła dziewczyna Louisa, a ja zrobiłam trochę porządku w mojej walizce, której od paru dni w ogóle nie rozpakowuje. Kiedy brunetka wyszła z toalety obydwie zaczęłyśmy zakładać sukienki, robić makijaż i czesać sobie nawzajem włosy w przeróżne fryzury. W końcu stanęło na tym, że obydwie idziemy w rozpuszczonych. W naszym tajnym planie uczestniczył też Kevin tylko dzięki niemu możemy dostać się na nasze miejsca pod sceną niezauważone. Co prawda te miejsca pod sceną to nie takie żeby od razu wszystkie fanki nas rozpoznały i rozszarpały tylko takie żebyśmy my mogły się dobrze bawić i żeby panowie nas zauważyli. Trzeba dodać, że o tym, że Eleonor tutaj jest też nikt nie wie. John razem ze swoją kapelą mają miejsca w specjalnej strefie VIP. Z całego tego zamieszania zapomniałam do niego zadzwonić. Kiedy już byłyśmy w drodze na arenę, na której miał się odbyć koncert uznałam, że nie ma sensu jeżeli i tak za chwilę się z nim spotkam. Pewnie będzie trochę zły no ale bez przesady. Powinien zrozumieć. Wszystko szło według naszego planu. Udało nam się przemknąć niepostrzeżenie na nasze miejsca. Po paru minutach zaczęło się show. Dziwnie musiałyśmy wyglądać gdy jako jedyne nie piszczałyśmy jak głupie na ich widok. W końcu nam się to znudziło i zaczęłyśmy je przedrzeźniać. Kiedy wybiegli na scenę wstałyśmy i zaczęłyśmy się bawić. Dosłownie przetańczyłyśmy i prześpiewałyśmy z nimi wszystkie piosenki. Przed „Rock me” Harry powiedział, że dedykują ją mi. Nawet nie wiecie jak mi się miło na sercu zrobiło. Zaczęłam się drzeć, że dziękuję. Ale możliwe, że nie usłyszał bo cała hala krzyczała razem ze mną. Stali przy statywach i śpiewali kiedy w pewnym momencie mój wzrok ze wzrokiem Zayna się zetknęły. Od razu walnął Harrego w ramię i kazał mu się popatrzeć na mnie. Temu to chyba oczy wręcz wystrzeliły ze zdziwienia. Dzielnie śpiewali dalej. Mimo to teraz już cały czas się gapili w naszą stronę. No cóż chyba niespodzianka się udała. Po całym widowisku udałyśmy się za kulisy. Napad głupawki, który towarzyszył nam od rana nie ustawał.
-Tomo!-Eleanor rzuciła się Louisowi na szyję jak tylko go zobaczyła.
-Patt!-krzyknęła cała piątka i po chwili tonęłam w ich uścisku.
-Co ty tutaj robisz?-zapytał zdziwiony Niall.
-Jak to co? Jestem!-zaśmiałam się.
-Ale jak to możliwe przecież jeszcze niedawno byłaś w Australii?-blondyn chyba jeszcze nie wie co to samoloty.
-Więc Niall kochanie to było tak. Chociaż może zacznijmy od tego, że jesteście jacyś dziwni. Jak mogliście nie dowiedzieć się tego, że jestem w Europie?
-Yyy jakoś nie mieliśmy pewnie na to czasu. Próby, próby i jeszcze raz próby.-powiedział Zayn.
-No dobra wybaczam. Więc kiedy wyjechaliście zacieśniłam moją znajomość z Johnem, który powinien się pewnie tutaj gdzieś za chwilę pojawić. No i zabrał mnie ze sobą na swoją trasę po Europie. Byłam w domu, a teraz przyjechałam oglądać jak szalejecie na scenie. No i oczywiście ta wariatka mi we wszystkim pomagała.
-Mówisz, że jesteś tutaj z Johnem?-zainteresował się Liam.
-Tak. Właściwie to mój chłopak.-teraz też byli zdziwieni. No już nawet chłopaka mieć nie można?
-Nic mi nie powiedziałaś?! Foch stulecia! Jak mogłaś!-zaczął krzyczeć Louis.
-On żartuje czy naprawdę się obraża?-zapytałam reszty. Co prawda oni też się obrazili, a El tylko wzruszyła ramionami.
-Pati?-usłyszałam za sobą głos Janka.
-O cześć Johny.-powiedziałam odwracając się i uśmiechając się do niego.
-Czyś ty do końca oszalała?-zapytał. Wkurzony to on był i to porządnie. Takiego to jeszcze go nie widziałam. Bałam się go.
-Nie. Dlaczego tak uważasz?-wiedziałam ale jednak wolałam zapytać-Po za tym możesz łaskawie możesz na mnie nie krzyczeć przy ludziach jeżeli w ogóle musisz to robić?
-Nie, nie mogę! Ty naprawdę jesteś jakaś nienormalna! Dlaczego nie odbierałaś tego pieprzonego telefonu?!
-Może dlatego, że chciałam od wszystkiego i od wszystkich odpocząć w domu moich rodziców! Z nikim się nie kontaktowałam tylko z El bo jakoś musiałam dotrzeć tutaj gdzie jestem!-1D wraz Eleanor już dawno odeszli tak samo jak wszyscy ludzie, którzy znajdowali się w okolicy. Myślał, że jedno jego skinięcie palcem i ja już jak ten piesek jestem obok niego. Znacznie się mylił. Teraz właśnie pokazał swoje prawdziwe „Ja”. Ale coś jednak mnie podkusiło żeby dać mu szansę. Naprawdę mogłam jednego głupiego smsa napisać. No ale tak łatwo to mu nie odpuszczę.
-Idziemy do hotelu.-powiedział chwytając mnie za nadgarstek.
-Słucham?-zdziwiłam się i zaczęłam się wyrywać.
-Powiedziałem. Idziemy do hotelu.-uznałam, żeby nie robić jeszcze większego cyrku chociaż i tak wiem, że przez to przedstawienie zarobił dużego minusa u mnie pójdę bez większego protestowania, a dopiero w hotelu powiem mu co o tym myślę. Trafił na mój dość mocny charakter i nie zamierzam odpuścić. Jeżeli chłopak ma mnie tak traktować to ja dziękuję bardzo.


Dzień dobry :) Wita was chora Harolda :) Co oznacza, że wreszcie będę mieć czas by pisać dalej :D Tylko żeby nie było ja piszę sobie rozdziały do przodu i już mam pewnie jakieś 13 :D No ale wy na razie musicie zadowolić się 8 ;) 

To teraz mały apel od mojego Aniołka :)
"Kochane czytelniczki. Cieszę się, że jesteście z moją kochaną Zuzieńką i czytacie Jej cudeńko.  Ze swojej strony mogę tylko powiedzieć, że jestem dumna z Niej i z tego, że mogę być Aniołkiem 'Rock me!'. Ostatnio zaszedł mały incydent z podszywaniem się pode mnie. Nie spodziewałam się tego. Zła nie jestem, ale proszę tą osóbkę, by tego więcej nie robiła. :)"

Można skomentować? Można. To nie boli jak widać i można dodać aż 26 komentarzy ;) Teraz to tylko utrzymać, a moje serduszko będzie się radować, a nowe rozdziały będą się jeszcze szybciej pisać :) Moje nowe opowiadanie ujrzy pewnie światło dzienne w okolicach maja/czerwca bo dopiero wtedy będę mieć więcej czasu ;) Nadal możecie zgadywać kto będzie głównym bohaterem :P I nie będą to Harry i Patrycja :P Nawet słoneczka nie wiecie czy ona będzie z Harrym, a Wy już ich tutaj wyswatałyście :P 
Oczywiście można pytać! ask.fm/JestemHarolda 

Pozdrawiam i zachęcam do komentowania Harolda :*