piątek, 29 marca 2013

7. Wścibskie małpy

Dwudziesty trzeci luty. Mój telefon chyba za chwilę nie wytrzyma od natłoku wiadomości. Co chwilę dostaję nowego smsa z informacją, że któraś z tych sierot umrze ze zdenerwowania. Panowie nie pozwolili aby nasz kontakt się urwał i każdego dnia wymieniałam z każdym z nich milion wiadomości czy to na TT czy na FB czy też podczas rozmowy na Skype. Przez prawie dwa miesiące nawiązałam genialny kontakt z Johnem. Już prasa okrzyknęła nas parą roku co z tego, że ze sobą nie chodzimy. Chociaż ostatnio nasze relacje się zagęściły i chyba przestał być dla mnie tylko przyjacielem.
-Lou. Jeżeli jeszcze raz wyślesz mi smsa o tej samej treści to obiecuję, że jak tylko Cię zobaczę to Cię powieszę.-powiedziałam wkurzona.
-Oj tam ja najpierw umrę ze zdenerwowania.-zajęczał.
-Jest tam El?-zapytałam jakoś niespecjalnie przejmując się jęczącym chłopakiem.
-Jest.-bez jakiś większych ceremonii podał jej telefon.
-Cześć Pati!-powiedziała uradowana dziewczyna.
-Błagam powiedz, że ty tak nie panikujesz.
-Nie panikuję tylko załamuję się ich podejściem.-powiedziała śmiejąc się.
-Jedna normalna!-tym razem to ja zaczęłam się śmiać.
-Ja to chce się już ich pozbyć niech idą na tą scenę i niech śpiewają bo szlak mnie trafi z jęczącym Louisem i Liamem i Niallem i Harrym i Zaynem. Znaczy Daniell też tutaj z siebie wychodzi i Perri i ich rodziny, a oni i tak nadal swoje, że umrą.
-Mają szczęście, że mnie tam nie ma bo już dawno by się pożegnali z życiem. Dobra uściskaj ich wszystkich ode mnie i sprzedaj każdemu kopa na szczęście. Muszę kończyć bo za chwilę jadę na występ Johna.
-No dobra dobra. Oczywiście napisz mi jak już będziesz w związku.-zaśmiała się.
-Tak jasne jasne.-dołączyłam do niej. Tak jak miałam w zamiarze ubrałam się w czarne rurki idealnie podkreślające moje chude nogi oraz białą koszulę ze złotymi wstawkami i rękawem trzy-czwarte, którą wsadziłam do spodni. Włosy po prostu zostawiłam rozpuszczone, a oczy pomalowałam tak jak zwykle. John nie mógł po mnie przyjechać więc transport musiałam sobie sama jakoś załatwić. Zadzwoniłam po taksówkę i gotowa do wyjścia czekałam na jej przyjazd. Kiedy usłyszałam podjeżdżający samochód chwyciłam torebkę ubrałam się w płaszcz, szalik i rękawiczki i wyszłam z domu. Taksówkarz chyba mnie rozpoznał bo zaczął gadać coś o tym, że nie powinnam być z tym Johnym bo on to jeszcze mnie skrzywdzi i powinnam poszukać sobie kogoś lepszego. Grzecznie tylko kiwałam głową i modliłam się o to żeby jak najszybciej wysiąść z tego pojazdu. Na miejscu oczywiście ochrona miała problem z tym żeby mnie wpuścić i musieli wszystko mi sprawdzić. Co z tego, że pokazałam przepustkę. Kiedy wreszcie udało mi się dotrzeć do garderoby Johna to nie pozwolono mi tam wejść bo jak to określił jego menadżer: John musi skupić się na występie i nikt nie może mu przeszkadzać. Nie powiem wkurzyłam się. Od razu udałam się na widownie nie czekając na tą gwiazdkę z nieba wysokiego. Zajęłam zarezerwowane dla mnie miejsce i czekałam na rozpoczęcie koncertu. W międzyczasie kiedy schodziła się publiczność i z każdą minutą było coraz bliżej występu Johna dostawałam to coraz nowsze informacje o tym co się dzieje w Londynie. Warto dodać, że nie jesteśmy teraz w Australii tylko w Niemczech bo John uznał, że zabierze mnie na swoje tourne po Europie. Myślałam, że najpierw będzie tourne po Australii no ale jak widać myliłam się. Byłam prze szczęśliwa, że zaproponował mi tą wycieczkę. Bo dla mnie była to po prostu wycieczka, a jednocześnie po koncercie w Berlinie jadę do Warszawy gdzie spędzę dwa dni u rodziców, a potem wrócę razem z Johnem do Australii. Zahaczając o Londyn bo to właśnie tam ma odbyć się ostatni koncert tej mini trasy koncertowej. Wracając do dzisiejszego koncertu to siedziałam sobie i wymieniałam smsy z El, która co chwila mi pisała, że koncert jest genialny. Panowie żyli w przeświadczeniu, że ja siedzę w Australii i nic nie wiedzieli na temat mojego przyjazdu. Trochę to dziwne bo przecież robili mi zdjęcia z Johnem, a oni jak te ostatnie sieroty nie domyśliły się niczego. W każdym bądź razie już miałam zarezerwowane przez El miejsce na koncercie kiedy tylko pojawię się w Londynie. Po paru minutach na scenie pojawił się John. Nie ma co chłopak ma talent. Piosenki, które śpiewał wszystkie były o miłości i co jakiś czas patrzył się na mnie, a ja uśmiechałam się do niego i puszczałam oczko. W pewnym momencie kiedy skończyła się jedna piosenka i mówił monolog poprosił mnie na scenę. Byłam naprawdę nieźle zszokowana. John pierdzielił coś o tym jak się poznaliśmy, a ja kręciłam z niedowierzaniem głową. W końcu zapytał się mnie czy będę jego dziewczyną. Moja odpowiedź mogła być tylko jedna. Uwiesiłam mu się na szyi, a on mnie pocałował. Teraz to już w ogóle będziemy tematem numer jeden na świecie. Po całej scenie wróciłam na swoje miejsce, a John zadedykował mi kolejne piosenki. Byłam szczęśliwa. Czułam, że wreszcie znalazłam takiego, który jest idealny, a przynajmniej jest mu blisko do tego ideału. Po koncercie szczęśliwa dopadłam go za kulisami, a ten znowu mnie pocałował i poszedł się wykąpać i przebrać. Jego czekała droga do hotelu, a mnie do Warszawy. Co prawda lot samolotem z Berlina do stolicy Polski trwa krótko w porównaniu z lotem do Australii ale i tak jakoś mi się odechciało lecieć. Janek pojechał ze mną na lotnisko gdzie dość długo się żegnaliśmy aż w końcu wsiadłam i odleciałam w kierunku mojej ojczyzny. Środek nocy się zbliżał, a ja próbowałam dostać się do mieszkania moich rodziców, którzy oczywiście nie mogli odebrać kiedy do nich dzwoniłam. W końcu mama odebrała i okazało się, że są na jakiejś imprezie we Wrocławiu i jako, że są dorosłymi ludźmi i myślenie ciężko im czasami wychodzi to zostawili mi klucz pod wycieraczką. Stary sprawdzony sposób. Zdecydowanie odzwyczaiłam się od takich temperatur na dworze dlatego od razu wypiłam gorącą herbatę i położyłam się do łóżka, a że byłam zmęczona całym tym dniem to dużo czasu nie potrzebowałam żeby zasnąć. Następnego dnia rano obudził mnie dzwoniący telefon.
-Kto nie ma litości?-zapytałam sama siebie. Zwlokłam się z łóżka i zaczęłam szukać dzwoniącego sprzętu. Kiedy go odnalazłam na wpół przytomna nie patrząc kto dzwoni.
-Patiiiiiiiiiiiiiiiii!-wydarła się El.
-Co?-zapytałam walcząc z moimi powiekami.
-No miałaś mi powiedzieć!
-Po pierwsze nie krzycz bo ja tutaj śpię! A tak w ogóle to kiedy to miałam niby zrobić?-zapytałam.
-Pewnie od razu po tym jak się zgodziłaś.-zaśmiała się. Nie wiem jak to się stało, że nawiązałam z nią taki dobry kontakt no ale nie narzekam. Lou ma naprawdę dobry gust bo El jest genialna.
-Myślisz, że to takie proste jest?-zaśmiałam się-Ty mi lepiej powiedz czy do chłopaków dotarła ta informacja czy nadal są głusi i ślepi?
-Śpią.-zaśmiała się.
-Pewnie już teraz nie śpią bo przecież się tak wydarłaś, że pół Londynu Cię usłyszało.-napad śmiechu nie odstępował.
-Istnieje duże prawdopodobieństwo, że nawet cały Londyn mógł usłyszeć bo siedzę na balkonie.
-Czy Ciebie powaliło przecież jest zima?!
-Spokojnie jestem bardzo ciepło ubrana.-już sobie wyobrażałam jej wyszczerz na twarzy.
-Oj co ja się z tobą mam, a teraz wybacz ale jak już mnie obudziłaś to muszę się jakoś ogarnąć i idę się spotkać z moimi znajomymi, a wieczorem wracają moi rodzice i następny dzień spędzę sobie słuchając mojej mamy żeby rano wsiąść do samolotu i ruszyć dalej w stronę nieznanego.
-No dobra dobra. Ale masz się odezwać jak będziesz się kierować w stronę Londynu bo przecież muszę Cię odebrać z lotniska i wtedy zrobimy tym sierotom niespodziewankę!
-Of kors! To do usłyszenia. Ciao.
-Papatki.-ah ta zakręcona El. Jak mi ją kiedyś Lou pokazał na zdjęciach to nigdy w życiu bym nie powiedziała, że jest takim wulkanem energii. Drobniutka i nieśmiała to była pierwsza myśl jaka nasunęła mi się do głowy kiedy Louis chwalił mi się swoją dziewczyną. Potem przedstawił mi ją na Skype no i jakoś tak wyszło, że złapałyśmy ze sobą świetny kontakt. Po porannym prysznicu i szybkim śniadaniu ubrałam się w zwykłe dżinsy i beżowy sweter zakładany przez głowę over size. Związałam włosy w koka i zrobiłam makijaż. Umówiona byłam na dwunastą z moimi znajomymi z liceum w naszej ulubionej kawiarni w centrum. Szybko założyłam płaszcz, kochane Emu i oplątałam się szalikiem. Torebka przewieszona przez ramię i wybiegłam z apartamentowca, w którym było mieszkanie moich rodziców. Szybkim krokiem zmierzałam w stronę przystanku tramwajowego, który miał mnie dowieźć do centrum. Potem jeszcze tylko kawałek o własnych nogach i jestem na miejscu. Byłam strasznie szczęśliwa, że w końcu się z nimi spotkam bo przecież nie widzieliśmy się już prawie rok oprócz oczywiście rozmów na Skype czy przez inne komunikatory. Weszłam do przytulnego wnętrza i zobaczyłam grupkę ludzi siedzących przy „naszym” stoliku. Zdjęłam płaszcz i odwiesiłam go na specjalnym wieszaku i od razu do nich podeszłam. Nie sądziłam, że aż tak bardzo można się za kimś stęsknić. Przez dobre cztery godziny siedzieliśmy i rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym. Oczywiście nie obyło się bez tematu One Direction i Johna. Chyba wyciągnęli ze mnie wszystko co mogłam im powiedzieć. Wścibskie, kochane małpy. Około szesnastej panowie z naszego towarzystwa musieli już iść ale umówiliśmy się na imprezę dzisiaj wieczorem co było jedno znaczne z tym, że płeć piękna potrzebowała zakupów. Wyleciałyśmy z kawiarni i poszłyśmy kupić jakieś ekstra kiecki. Buty przy okazji też i resztę dodatków. Kupiłam sobie „małą czarną” idealnie opinającą moje ciało. Grube ramiączka i delikatne wycięcie na plecach. Do tego czarne czółenka i jestem ubrana. Razem z dziewczynami poszłyśmy do mojego domu i tam szykowałyśmy się do imprezy. Kiedy wszystkie byłyśmy gotowe, a nasi panowie podjechali wynajętą limuzyną zaczęła się prawdziwa impreza. W klubie mieliśmy wynajętą lożę więc na początek wszyscy w niej zasiedliśmy i każdy zamówił po czymś mocniejszym do picia. Po paru kolejkach zaczęliśmy szaleć na parkiecie. Gorąca atmosfera, rozgrzane ciała i hektolitry alkoholu. Jakoś tak wyszło, że niezbyt wiele pamiętam z tego wieczora.


Witam :) Rozdział dodaję dość późno bo niestety nie miałam wcześniej czasu bo nie pozwalały mi na to świąteczne obowiązki. Ale już jest xd
Wiem, że jest trochę nudno no ale i takie rozdziały muszą być :)

Nie wiem czy wiecie ale jakoś niedawno zaczęłam pisać nowe opowiadanie :) Mam już dwa rozdziały :) Może Was to zainteresuje może nie ale tutaj dla Was zadanie! Jeżeli chcecie żebym je opublikowała to pod tym postem musi pojawić się co najmniej 25 komentarzy :) Osoba, która zgadnie kto będzie głównym bohaterem będzie miała zadedykowane całe to opowiadanie (MARTA TY SIĘ NIE LICZYSZ BO JUŻ CI POWIEDZIAŁAM WCZEŚNIEJ!!!) :D Mam nadzieję, że Was to zainteresowało :) 

Następny jakoś w następnym tygodniu i raczej w jego drugiej części :) 
Tradycyjnie możecie zadawać mi i bohaterom pytania na asku :) http://ask.fm/JestemHarolda

Pozdrawiam i zachęcam do komentowania Harolda :*

niedziela, 24 marca 2013

6. Stali tyłem...

Kiedy wróciliśmy do hotelu mieliśmy czas tylko na szybki prysznic i w drogę. Zajechaliśmy na lotnisko i wsiedliśmy do helikoptera. Pierwszy raz w życiu leciałam helikopterem. Nie powiem. Bardzo się bałam. Panowie najzwyczajniej w świecie spali. Dlatego ja oddałam się muzyce, z moich słuchawek. Dość dobrze zniosłam ten lot. Kiedy wylądowaliśmy od razu przejechaliśmy do studia X-factor. Stylistka chłopaków miała już wszystko naszykowane. Oni mieli garnitury, ja dostałam komplet[LINK] (bez fryzury, kolczyków i torebki). Genialne buty, które jak się okazało mogę zatrzymać i jestem ubrana. Mocy makijaż i rozpuszczone włosy lekko podkręcone idealnie pasowały do mojej stylizacji.
-Łaaaał! Pati ale wyglądasz!-jak tylko weszłam do garderoby chłopaków usłyszałam gwizdy.
-Darujcie sobie.-ucięłam im. Kiedy ja siedziałam i się im przyglądałam oni na rozmaite sposoby rozgrzewali swoje gardła. Mieli zaśpiewać jedną piosenkę to co dopiero robią przed ponad godzinnym koncertem. Kiedy już zaczął się program usiadłam na wyznaczonym miejscu dla mnie, obok są miejsca dla chłopaków, którzy po występie mają obok mnie usiąść. Wszystko leciało zgodnie z planem. W końcu przyszedł czas na występ tak długo wyczekiwanego One Direction. Wszystkie dziewczynki zaczęły piszczeć. Jednak po chwili ucichły. Tego raczej wymagała piosenka. „Little things” raczej nie należy do najszybszych. Zaczęli śpiewać. Zayn zaczął swój kawałek chyba trochę niepewnie ale tylko moje dokładne oko mogło to dostrzec. Kiedy śpiewał Liam dało się słyszeć ten jego charakterystyczny akcent, który jest taki fajny. Potem Lou, który ma taki słodki głos i tak genialnie zaśpiewał swój fragment, że chciałam wstać i piszczeć jak te dziewczyny. Następnie Harry tym swoim zachrypniętym lekko głosem zaśpiewał tak, że aż ciarki przeszły mi po plecach no i na koniec Niall swoim irlandzkim akcentem. Po występie zeszli żeby po rozłączać się z mikrofonów i innych odsłuchów i w końcu po kryjomu przyszli zająć swoje miejsca na widowni obok mnie.
-I jak Ci się podobało?-zapytał Lou siadając obok mnie.
-No ujdzie.-powiedziałam lekko się uśmiechając.
-Pogadamy po programie.-pogroził mi palcem i zajął się oglądaniem. Ja również skupiłam się na występach uczestników. Po tym jak już wszystko się skończyło poszliśmy za kulisy. Tak pogratulowaliśmy zwycięzcy, czyli młodemu dwudziestoletniemu Johnowi. Bardzo sympatyczny z genialnym głosem. Kiedy z nim rozmawiałam dostrzegłam jego boskie zielone oczy. Nie ma co kolejna gwiazda się szykuje. Ten to będzie łamał dziewczynom serca. Brunet i zielone oczy to coś co lubię nie ma co.
-No to ja czekam na bilet na twój koncert.-zaśmiałam się i pożegnałam się z nim. Poszłam do szatni chłopaków.
-Patrycja poczekaj.-zawołał za mną. Zatrzymałam się.
-Słucham?-odwróciłam się.
-Chyba jakoś muszę się z tobą porozumieć w sprawie tego biletu to może daj mi swój numer.-uśmiech też ma rozbrajający.
-Jasne już dyktuję.-podyktowałam mu ciąg cyferek po czym on podyktował swój numer. Teraz mogłam spokojnie wejść do miejsca gdzie piątka chłopaków się przebierała w jakieś normalne stroje, w których mogą wrócić do Melbourne. Po chwili i ja byłam w czymś znacznie wygodniejszym, czyli zwykła bluzka i spodenki. Założyłam też luźny sweter bo w helikopterze najcieplej nie jest. Zabraliśmy wszystkie nasze rzeczy i ruszyliśmy w stronę lotniska.
-Moja panno proszę mi teraz powiedzieć co miało znaczyć to zdanie: „No ujdzie”?-zapytał Lou siadając obok mnie w busie.
-Pewnie to, że w miarę wam wyszło.-zaśmiałam się i dźgnęłam go w żebra. Oczywiście ten nie mógł być mi dłużny. Po chwili leżałam przygnieciona przez niego i darłam się żeby mnie zostawił. Nic nie pomogło więc powiedziałam, że mnie dłoń boli. Od razu puścił. Kiedy zaczęłam się śmiać od razu się obraził.
-No Lou. Louis. Tomo.-przytuliłam się do niego i zaczęłam jęczeć.
-Lou słoneczko dasz mi swój telefon?-zapytał Zayn.
-Oczywiście kwiatuszku.-powiedział rozradowany Louis i od razu dał mu telefon.
-Dobra nie to nie.-powiedziałam i odsunęłam się od niego. Wygodnie oparłam się o szybę i zaczęłam wymieniać smsy z Johnem bo do mnie napisał. Podróż powrotna helikopterem minęła nam w ciszy. Kiedy dotarliśmy do celu było już po drugiej i każdy z nas ledwo co stał na nogach. Jak najszybciej udaliśmy się do hotelu i wszyscy tak jak staliśmy zasnęliśmy w łóżku Liama bo jego sypialnia była najbliżej wejścia. Kiedy się obudziłam nie mogłam się poruszyć. Powoli otworzyłam oczy i zobaczyłam, że na dworze jeszcze jest ciemno, a ja śpię w stalowym uścisku Harrego i Zayna. To oni uniemożliwiali mi jakikolwiek ruch. Spróbowałam się choć trochę wygodniej położyć ale to nic nie dało. Jedyne co zrobiłam to przekręciłam się na bok tak, że leżałam twarzą w stronę Zayna bo na tym boku było mi po prostu wygodniej. Po chwili z powrotem odpłynęłam.
-Patt pora wstać.-wyszeptał Harry, który nadal mnie obejmował.
-Jeszcze chwileczkę.-odpowiedziałam zaspana.
-Nie ma chwileczkę. Masz wstać teraz, a jak nie to obudzę Cię brutalniej.-zagroził, a ja znając ich umiejętności posłusznie wstałam. Usiadłam i zaczęłam przecierać oczy. Rozejrzałam się dookoła, a tam Zayn z Niallem jeszcze w najlepsze chrapali.
-A ich już budziliście?-zapytałam.
-Nie. Oni nie przygniatali mi ręki.-zaśmiał się Harry. Uśmiechnęłam się do niego przepraszająco po czym zeszłam z łóżka i poszłam do toalety. Szybki prysznic, krótka, zwiewna, czerwona sukienka we wzorek i spięte włosy w luźnego warkocza, makijaż i byłam gotowa do dnia dzisiejszego. Zjedliśmy śniadanie i panowie zaczęli się pakować. Ja również zabrałam wszystkie moje rzeczy. Plan był taki najpierw mnie odstawiają do mojego domku, a potem lecą do Japonii. Dalej to pewnie mieli mieć jakieś niezliczone ilości prób przed trasą koncertową i dopiero następnym razem zobaczymy się w październiku. Może. Jeżeli nadal będziemy utrzymywać kontakt, a ja będę mieszkać w Australii. Dzisiaj kończyła się moja przygoda z One Direction. Smutno trochę bez nich będzie no ale jakoś wcześniej żyłam to i teraz będę. Muszę. Poza tym poznałam Johna i szykuje się fajna znajomość to może jakoś to będzie. Miejmy nadzieję, że nie zapomną o mnie z momentem opuszczenia Australii bo ja na pewno nie zapomnę bo były to niezapomniane chwile. Mam pamiątkę nawet po tej przygodzie w postaci mojej rany na dłoni. Opatrunek i szwy mają mi zdjąć dopiero za tydzień. Więc jeszcze muszę chwilę pożyć z tym czymś. Gotowi do drogi wsiedliśmy do busa chłopaków. Oczywiście pożegnał ich tłum piszczałek. Nie wspomnę o tym, że moje zdjęcia są wszędzie no ale jeszcze jakoś tego nie odczuwam więc może jakoś to będzie. Podjechaliśmy pod mój dom. Zaprosiłam ich do środka mimo iż wiem, że śpieszą się na samolot. Najpierw pożegnałam się z Liamem potem z Zaynem, Niallem, Harrym, który coś wspomniał, że nigdy nie zapomni naszej rozmowy w wannie, a na sam koniec z Louisem, który się odbraził i bardzo mocno mnie wyściskał. Na koniec był grupowy uścisk oraz wymienienie się numerami telefonów. Zresztą Twitter i Facebook działa i inne portale. Oczywiście się popłakałam, a oni się ze mnie śmiali. Kulturalnie kazałam się im zamknąć. Jeszcze tylko uścisk z Kevinem i wsiedli do busa i odjechali. Naprawdę łzy nie chciały przestać mi lecieć. Jak się z rodzicami żegnałam przed wylotem to jakoś ani jedna łza mi nie poleciała z oka, a tutaj wiadrami. Jakaś cząstka mnie z nimi odjechała i zawsze gdziekolwiek się pojawią ona będzie z nimi. Wróciłam do domu i zaczęłam rozpakowywać moją torbę. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to czarne pudełko. Otworzyłam je i okazało się, że to pozytywka. Piątka chłopaków śpiewała „Little things”, a na wieczku był napis „Forever”. Teraz to przesadzili. Z moich oczu poleciał ocean łez bo wiadra to za mało. Było też drugie zdecydowanie mniejsze. W nim znalazłam nakładkę na telefon z czarno-białym zdjęciem chłopaków. Dokładniej to ich postacie były czarne, a cała reszta była biała. Stali tyłem obejmując się na ramionach. Pewnie jakieś zdjęcie z koncertu bo mikrofony też było widać. Od razu założyłam na mojego Iphona. Napisałam do każdego smsa z podziękowaniami. Było to okropnie urocze z ich strony. Najchętniej wsiadłabym z nimi do tego samolotu jednak dobrze wiem, że oni są zajęci i po powrocie na Wyspy będą mieli całą masę prób przygotowujących ich do trasy koncertowej. Już nawet dostałam zaproszenie na koncert w Melbourne. Jeżeli do października jeszcze będę tutaj mieszkać to z wielką przyjemnością się przejdę. Jak na razie pozostaje mi wypatrywać wszelakich informacji na ich temat w internecie bądź z samego źródła, czyli prosto od panów. Po niedługiej chwili miałam smsy zwrotne od każdego, że to drobiazg. Z Harrym nawet rozpisałam się, że zrobili mu za małe włosy na tej lalce no ale to jest najmniej ważne. Najważniejsze jest to, że mam po nich tak cudowną pamiątkę. Kiedy siedziałam sobie na plaży i wpatrywałam się w popisujących się surferów kiedy zaczął śpiewać Martin.
-Bitte?-odebrałam.
-Cześć tutaj John z X factor. Nie wiem czy mnie pamiętasz no ale musisz bo masz mój numer.-zaczął nawijać. 
-Nawet nie spojrzałam na wyświetlacz kto dzwoni. Cześć miło Cię słyszeć.-odpowiedziałam trochę niezadowolona, że przerywa moje zamyślenie.
-Jesteś bardzo zajęta?-zapytał.
-Jeżeli siedzenie i patrzenie się na surferów według Ciebie jest nic nie robieniem to właśnie to robię.-zaśmiałam się.
-No to będę za piętnaście minut. Ubierz się w coś w czym będziesz mogła się pokazać w mieście i w miarę wygodnego.-powiedział i się rozłączył.
-Fajnie wiedzieć, że chcę gdzieś z nim iść.-powiedziałam już sama do siebie.
-Z kim?-zapytała Lucy pojawiając się obok mnie.
-Z tym gościem co wygrał X factor w tym roku.-powiedziałam uśmiechając się na jej widok.
-Łaaał! Pati ale ty masz branie!-zaśmiała się.
-Proszę Cię.-popatrzyłam się na nią z mordem w oczach.
-No co? Mówię jak jest! Najpierw Harry teraz ten gościu! Dziewczyno ty to niedługo nie będziesz mogła się od nich odpędzić.-wyszczerzyła się.
-Słucham? Co Harry ma do tego?-zdziwiłam się.
-Jak to co? Oj wystarczy popatrzeć na wszystkie zdjęcia, które Wam razem zrobili i jeszcze podczas kręcenia tego teledysku cały czas pożerał Cię wzrokiem.-powiedziała.
-Musiało Ci się wydawać.-powiedziałam jeszcze bardziej zszokowana tym co powiedziała.
-Ja nie żartuję, a teraz leć się szykuj na tą randkę.-popędziła mnie, a ja trochę niechętnie wstałam i poszłam się przyszykować. Asymetryczna, lekka i zwiewna spódnica w kolorze pudrowego różu do tego biała bluzka na ramiączka, sandałki i jestem gotowa. Włosy związałam w koka na czubku głowy, pomalowałam oczy i spryskałam się moimi ulubionymi perfumami. Kiedy usłyszałam dzwonek chwyciłam torebkę i okulary przeciwsłoneczne.
-Cześć.-powiedziałam otwierając. 
-Witam, witam! Ślicznie wyglądasz.-przywitał mnie uradowany John. 
-Oj nie słódź tak. Gdzie idziemy?-zapytałam kiedy ruszyliśmy w stronę jego kabrioletu.
-Jedziemy na miasto. Może zahaczymy o jakieś kino i kawiarnię.-powiedział otwierając mi drzwi.
-No dobra.-odpowiedziałam i ruszyliśmy w stronę Melbourne. Kolejne minuty mijały, a ja coraz lepiej czułam się w towarzystwie Johna. Uznałam, że będę mówić do niego Janek. Wymęczył mnie z tym żebym powiedziała coś po polsku to uznałam, że jego imię będzie idealne. Podczas naszego wypadu na miasto oczywiście śledzili nas paparazzi bo przecież teraz Janek jest dość dobrze rozpoznawalną twarzą w Australii. W sumie mogłabym się i może do tego przyzwyczaić. John jak na kulturalnego mężczyznę przystało odprowadził mnie pod same drzwi. Jednak pewnie liczył na to, że wpuszczę go środka, a mi śpieszno do tego nie było. Pożegnałam go zwykłym "Dobranoc" i delikatnym uśmiechem. 



Macie szósteczkę :) 
Jak macie jakieś pytania co do opowiadania, co do mnie, co do bohaterów to pytamy na asku :) http://ask.fm/JestemHarolda
Dziękuję za wszystkie komentarze mam nadzieję, że będzie ich tylko więcej, a nie mniej! Naprawdę dają porządnego kopa do pisania kolejnych stron w wordzie :)


Pozdrawiam i zachęcam do komentowania Harolda :*

poniedziałek, 18 marca 2013

5. Papuga

-Nie chce być nie miły ale spadaj z mojej kanapy.-powiedział Harry podchodząc do mnie w samych spodenkach od piżamy.
-Nie wygłupiaj się. Przecież już ostatnio razem spaliśmy.-powiedziałam.
-No tak dobra to chodź idziemy spać.-powiedział radośnie.
-Czy ja wyglądam na śpiącą? Czy ja wyglądam na gotową do snu?
-Nie i nie.-odpowiedział-To idź się ogarnij, a ja będę na Ciebie czekał.
-Hahaha.-zaczęłam się śmiać bo mówiąc to zrobił taką minę jakby myślał, że na nic innego nie czekam-Dobrze.
-Nie śmiej się!
-Nie śmieję się!-i jeszcze bardziej zaniosłam się śmiechem.
-Właśnie widzę! Oj pożałujesz!-wziął mnie na ręce po czym zaniósł do łazienki gdzie włożył mnie do wanny i włączył wodę. Mimo moich błagań i prób ucieczki nie udało mi się uchronić przed kąpielą Harrego. Tylko prawą rękę pozwolił mi trzymać poza wanną bo tam był opatrunek.
-Co tutaj się dzieje?-wpadł Lou przerażony.
-Nic idź spać ja tylko każę Patrycję.-powiedział spokojnie Harry. Z takim fajnym akcentem wypowiadali moje pełne imię i na dodatek trochę przekręcali. Urocze to było.
-A no spoko. To idę.-wzruszył ramionami już zaczął wychodzić.
-Louis! Ratuj mnie, a nie sobie idziesz!-zaczęłam znowu krzyczeć.
-Jeżeli wylądowałaś w wannie, a Harry właśnie dolewa cały płyn do kąpieli to musiałaś sobie zasłużyć więc musisz go ładnie przeprosić i może Cię puści.-powiedział ledwo żywy i wyszedł zostawiając mnie z Harrym samych w tej łazience. Teraz to leżałam w pełnej piany wannie, a Harry tylko się śmiał.
-Dzięki ja umiem sama sobie zrobić kąpiel nie musiałeś naprawdę.-powiedziałam z ironią i już chciałam wstawać kiedy mnie powstrzymał przytrzymując za barki.
-Ale kto powiedział, że to dla Ciebie kąpiel.-poruszył zabawnie brwiami po czym wpakował się do wanny. Teraz leżeliśmy w niej obydwoje.
-To ja już mogę iść?-zapytałam.
-Skądże. Siedzisz. Pobawimy się w pięć pytań. Ja zadam pięć ty pięć i potem może Cię puszczę.-powiedział wpatrując się w moją twarz.
-No dobra ale bez bezczelnych, wścibskich i chamskich pytań.-zastrzegłam i wygodniej wyciągnęłam nogi tak, że opierałam stopy na jego klatce piersiowej. Wziął moje stopy w ręce i zanurzając w wodzie zaczął masować.
-Ok. To damy mają pierwszeństwo. Proszę bardzo.-powiedział.
-Więc. Wy tak naprawdę się lubicie czy tylko udajecie?-zapytałam. Mało oryginalne i pewnie myślał, że zapytam się o to dlaczego mnie ukradli. Ale to miało być następne.
-Naprawdę się lubimy. Jesteśmy jak bracia. W rodzeństwie też tak jest, że nie zawsze się zgadzamy no ale jakoś w końcu się godzimy i znowu razem się wygłupiamy. Czasami musimy od siebie odpocząć dlatego wtedy każdy z nas może pojechać do swojej rodziny czy gdzie tylko chce. Byleby nie za daleko bo wtedy nasz menadżer mógłby się wkurzyć.-odpowiedział. Dość obszernie tym samym każąc mi tak samo odpowiedzieć.-Dlaczego Australia?
-No cóż od zawsze fascynował mnie ten kraj. Moi rodzice popierali moją fascynację i wysłali mnie tutaj po napisaniu matur na rok z możliwością przedłużenia i zamieszkania na zawsze.-odpowiedziałam i uśmiechnęłam się na samo wspomnienie kiedy dostałam bilet-Dlaczego mnie wybraliście do swojego teledysku?
-Ładna twarz, fajne ciało, zadziorny charakterek i jesteś nasza. Od razu wiedzieliśmy, że na teledysku się nie skończy jak reszta dziewczyn, które występowały w naszych teledyskach.
-Może dlatego, że ich nie kradliście.
-Wszystkie kradniemy. Tak sprawdzamy je przy okazji. Wszystkie pchały się w aparaty i się do nas kleiły. Dobra teraz ja pytam. Jaki chłopak najbardziej by się spodobał?
-Każdy, który będzie miał to coś.-odpowiedziałam, a on zaczął się śmiać-Chciałeś to masz odpowiedź. Jaka dziewczyna najbardziej by ci się spodobała?
-Papuga.
-Oj cicho odpowiadaj.
-Na pewno nie każda. Musi być stanowcza i być blondynką zresztą wszystko jedno jeżeli ja ją będę kochać, a ona będzie mnie kochać to może być nawet łysa.
-Mądre.-zamyśliłam się na chwilę.
-Ilu miałaś chłopaków?-zapytał wyrywając mnie z zamyślenia.
-Oj dużo bardzo dużo.-zaśmiałam się na jego minę-Nie no było ich może pięciu. Jakiś jeden jak miałam pięć lat Paweł się nazywał. Potem „zakochałam się” mając lat dziesięć. Nasz związek trwał tydzień ale nadal z Filipem mam doskonały kontakt. Potem w wieku jedenastu lat był Hubert miał brązowe kręcone włosy i niebieskie oczy. Wszystkie dziewczyny za nim szalały ale on wybrał mnie i to ja byłam jego dziewczyną przez całe pół roku. Z nim też mam kontakt. Nadal ma brązowe kręcone włosy i niebieskie oczy ale już mnie nie kręci. Potem jak miałam szesnaście lat to wprost moje serce wylatywało mi klatki piersiowej kiedy tylko widziałam Bartka. Z nim byłam przez trzy miesiące. Również utrzymuję z nim kontakt. Mając siedemnaście prawie już osiemnaście to było przed maturami miałam chłopaka Aleksa, który był chyba ideałem wszystkich dziewczyn z liceum ale jakoś po dość poważnej kłótni puściły mu nerwy i mnie uderzył. Długo przepraszał. W końcu wybaczyłam bo naprawdę go lubiłam. Znaczy nadal lubię bo z nim też mam kontakt. No i aktualnie nie posiadam chłopaka i czekam aż się jakiś przyplącze.-zakończyłam mój wywód nam moimi byłymi.
-To fajnie, że utrzymujesz z nimi kontakt.-uśmiechnął się przyjaźnie.
-Pewnie jak zapytam o twoje dziewczyny to będziemy tutaj do rana siedzieć.-zaśmiałam się, a on razem ze mną.
-No taaak może być.-podrapał się po głowie.
-Ja nie mam już pytań.-powiedziałam.
-Ja mam jeszcze jedno. To jak idziesz z nami jutro do X-factor?
-Idę.-odpowiedziałam, a ten zaczął się cieszyć. Wstał i wyszedł z wanny. Po czym i mi pomógł wstać. Przytuliliśmy się, a potem spłukaliśmy z nadmiernej ilości piany Harry poszedł się przebrać, a ja ogarnęłam się do końca i poszłam położyć się w tym wielkim łóżku, które dzieliliśmy między siebie. Po plamie mojej krwi nie było ani śladu. Jednak co hotel pięciogwiazdkowy to hotel pięciogwiazdkowy. Leżałam jeszcze chwilę, ale już oczy same mi się zamykały. Harry już chyba spał bo leżał na brzuchu z głową odwróconą w moją stronę i miarowo oddychał. Sama sobie nie wierzę ale zaczęłam ich lubić. No cóż ale oni jutro po występie wracają do Anglii, a ja tutaj zostaję i pewnie więcej się nie zobaczymy. Pozostaje mi tylko wierzyć, że nasz kontakt się nie urwie i może jeszcze kiedyś przylecą do Australii. Na jakiś koncert bądź kręcić teledysk albo nie wiadomo co jeszcze robić. Liam z Louisem bardzo mi zaimponowali tym jak kochają swoje dziewczyny. Na takie coś dziewczyna czeka całe życie. Niall i Zayn są przezabawni i prze kochani. Nie da się ich nie lubić. Nie wiem jak mogłam ich nie lubić na początku. Harry. No cóż Harry to ten, którego najlepiej znam. To z nim mam jak na razie najwięcej wspomnień. Zaczynając od naszego pierwszego spotkania na planie kończąc na naszej wspólnej kąpieli (oczywiście w ubraniach) i pytaniach jakie sobie zadawaliśmy. Każdy jest na swój sposób wyjątkowy i każdy na swój sposób zasługuje na miano bycia moim przyjacielem. To takie niesamowite, że w ciągu dwóch dni można tak bardzo kogoś znienawidzić aż w końcu nazywać swoim przyjacielem. Dawno nie czułam się tak fajnie. Ostatnio tak było jak byłam w liceum i chodziłam ze wspomnianym wcześniej Aleksem. Oczywiście była też Lucy ale jednak ona jest na swój sposób przyjaciółką może nie do końca taką jakiej mi tutaj brakowało. Teraz wiem, że dzięki tym chłopakom na nowo zrozumiałam słowo przyjaźń i choćby miałyby nas dzielić tysiące kilometrów oni będą cząstką mojego życia. Po chwili i ja odpłynęłam w krainę Morfeusza.
-Pora wstać już jest dzień i nie śpi nikt.-usłyszałam jakiś śpiew z marnie dobranymi słowami.
-Piosenek to wy pisać nie umiecie.-powiedziałam z zamkniętymi oczami i się przeciągnęłam wyciągając mocno ręce do góry. Po chwili i oczy udało mi się otworzyć. Pierwsze co zobaczyłam to pięć cieszących się mordek.
-Pani pozwoli, że zaprosimy panią na śniadanie na balkonie przy delikatnym szumie oceanu.-zaczął Liam podając mi swoją rękę bym mogła się podeprzeć.
-Z wielką przyjemnością przyjmę wasze zaproszenie jednak pozwólcie mi najpierw udać się do toalety.-powiedziałam udając damę ze dworu.
-Oczywiście.-odpowiedzieli wszyscy. Liam poprowadził mnie do łazienki, a reszta udała się na balkon. Kiedy skończyłam myć zęby, załatwiać potrzebę fizjologiczną i ogarniać moje włosy tak mniej więcej przynajmniej wyszłam i skierowałam swoje kroki na balkon gdzie byli panowie.
-Jestem. Kto dziś szefem kuchni?-zapytałam siadając na wyznaczonym miejscu przez Louisa.
-Jam jest.-powiedział Niall.
-Cóż przyszykowałeś mistrzu?-zapytałam. Jak chcą się bawić w zamek królewski to proszę bardzo.
-Naleśniki oraz zimne kakao.-odpowiedział blondyn.
-Wyborne. Zaynie czy byłbyś tak miły i przyniósł mi moje okulary przeciwsłoneczne leżą na blacie kuchennym i mój telefon tak przy okazji też tam jest. Proooszę.
-Sie robi.-zasalutował i poszedł. Po chwili siedziałam w moich ukochanych okularach i z Iphonem w ręce. Jak tylko weszłam na Twittera szlak mnie trafił.
-Dobra stop zabawa. Czy naprawdę było konieczne wrzucać zdjęcie jak śpię?-zapytałam.
-Tak bo tak uroczo wyglądałaś. Nawet coś mówiłaś ale nic nie zrozumieliśmy bo chyba po polsku to było.-powiedział Liam.
-No tak.-jak tylko powiedział po polsku to od razu się przerzuciłam. Moja mama ma wyczucie chwili i właśnie mi się wyświetliło, że dzwoni. Co z tego, że w Polsce jest środek nocy. Pewnie znowu miała natchnienie i pisała. Tak moja mama jest pisarką. Jej książki może nie są znane na całym świecie ale w Europie owszem. Moja rodzicielka pisze kryminały i czasami mnie przeraża pewnie dlatego no ale i tak bardzo ją kocham.
-Wybaczcie mama dzwoni.-powiedziałam do chłopaków i wstałam od stołu. Z racji, że balkon był dość duży to poszłam w stronę leżaków, które stały po drugiej stronie. Wcale tak daleko nie odeszłam no ale po co jak i tak nic nie zrozumieją.
-Cześć mamuś. Znowu spać nie możesz?-odebrałam.
-No tak bywa jak już mnie natchnie, a dzwonię bo właśnie skończyłam kolejną książkę.
-Łaaał! No to gratuluję! Naprawdę jestem dumna. Kiedy dostanę mój egzemplarz?-byłam naprawdę szczęśliwa bo męczyła się z tym by skończyć tą książkę już dość długo więc to naprawdę sukces.
-Myślę, że niedługo. Wiesz jak już skończy się noc to pójdę do agencji i pójdzie w druk. Jednak najpierw z moim agentem muszę porozmawiać. Więc za miesiąc się spodziewaj w porywach do dwóch. Tym razem to nie kryminał.-jak jej się coś uda to gada jak katarynka.
-Nie kryminał to co niby innego?-zdziwiłam się bo mama nigdy nie pisała nic innego. Zawsze to były kryminały jakieś inne horrory.
-No cóż to jest książka, którą zaczęłam pisać jakiś tydzień temu. Równe dwieście stron. Historia nastolatki, która wyjeżdża do Australii widziana oczami matki. Ale to nie jest absolutnie książka o nas kochanie. Co prawda opieram ją trochę na naszych rozmowach ale tam matka jest chora na raka. Zresztą przeczytasz to się dowiesz.-zaśmiała się.
-Oj mamo jeżeli uśmierciłaś kogoś to jednak może to być jakiś kryminał.-zaśmiałam się razem z nią.
-Nikogo nie uśmierciłam! Obiecuję! A ty sprawdź pocztę lepiej i powiedz mi jak już skończysz czytać.
-Ojej mamo przesłałaś mi całą książkę?-zdziwiłam się bo nigdy wcześniej tego nie robiła.
-Tak, a teraz wybacz ale padam na twarz więc miłej zabawy Ci życzę, a z tego co widzę po zdjęciach w internecie to jest fajnie.
-Oj jest. Dobra buziaki. Ciao.
-Kocham Cię.
-Ja Ciebie też.-powiedziałam po czym usłyszałam dźwięk oznaczający przerwanie połączenia. Wróciłam do stołu gdzie skończyliśmy śniadanie. Potem ustaliliśmy, że dzisiaj będziemy zwiedzać. Do szesnastej mamy czas wolny i możemy robić co tylko chcemy. O dwudziestej jest X-factor, a my musimy tam być już o dziewiętnastej, a jeszcze trzeba się ubrać, uczesać i umalować. No i przede wszystkim dojechać. Co prawda będziemy lecieć z Melbourne do Sydney bo to właśnie tam jest siedziba, w której wszystko się odbywa, helikopterem no ale jednak to też trochę zajmuje. Ubrałam się w krótkie spodenki w kwiecisty wzorek oraz białą bokserkę bo na dworze jest bardzo ciepło. Do tego moje rzymianki, okulary przeciwsłoneczne oraz kapelusz z dużym rondem na głowę i jestem gotowa. Wyruszyliśmy spod hotelu w stronę centrum naszego miasteczka. Pokrążyliśmy po mieście, panowie robili sobie zdjęcia z ludźmi, którzy o to prosili porozdawali autografy i ruszyliśmy na plażę. Zdjęłam od razu buty i wzięłam je w rękę. Zafundowałam im taki spacer brzegiem morza, że chyba już mnie nie lubią.



Dodaję wyjątkowo dzisiaj :) Bo mam dobry humor :D 
Tradycyjnie zapraszam do komentowania :) Pytania na asku http://ask.fm/JestemHarolda i na twitterze https://twitter.com/JestemHarolda :)Następny rozdział pod koniec tygodnia :) 

Pozdrawiam i zachęcam do komentowania Harolda :*

piątek, 15 marca 2013

4. I tak ją kocham!

Kiedy następny raz otworzyłam oczy leżałam na samej krawędzi prawie spadając. Lekko się przekręciłam żeby sprawdzić czy Harry już wstał. Tak jak myślałam nie było go już w końcu oni o ósmej zaczynali jakieś sceny w studiu kręcić. Moja praca skończyła się dnia wczorajszego. Kiedy spojrzałam na telefon żeby zobaczyć, która godzina lekko się przeraziłam bo dochodziła jedenasta. Chciałam jak najszybciej wstać ale moim oczom ukazała się plama krwi. Teraz to mało co nie zemdlałam. Bo to zapewne moja krew, a że spałam z tą skaleczoną ręką cały czas wyciągniętą poza łóżko to wszystko wylądowało na podłodze. Jakoś wygramoliłam się z łóżka i wyszłam z pokoju w celu zadzwonienia do kogoś, że jadę do szpitala bo inaczej to się tutaj wykrwawię na śmierć. Kiedy weszłam do salonu zobaczyłam siedzącego na kanapie ich ochroniarza.
-Co Ci się stało w rękę?-zapytał przerażony wstając.
-No skaleczyłam się..-nie skończyłam mówić bo świat zaczął mi się rozmazywać i wszystko zaczęło wirować.
-Patrycja?-zapytał przerażony chyba jeszcze bardziej niż przed chwilą jak mnie zobaczył. Jednak to nie było ważne. Szybko wziął mnie na ręce, a ja najzwyczajniej w świecie zemdlałam. Kiedy otworzyłam oczy siedziałam w samochodzie w stalowym uścisku dużych gabarytów Kevina ochroniarza chłopaków.
-O wybudziłaś się. Za chwilę będziemy w szpitalu zrobią Ci porządek z tą ręką.-powiedział, a ja nadal ledwo co łączyłam dlatego nic nie odpowiedziałam tylko lekko przytaknęłam. Po chwili byliśmy w szpitalu w Melbourne. Od razu mnie przyjęli i zabrali na zaszycie mojej ranny. Znieczulili mi tylko kawałek ręki ale jako, że tak bardzo lubię pracę lekarzy cały czas siedziałam z zamkniętymi oczami i wyobrażałam sobie słoneczną plażę i mnie leżącą na niej, czyli mój mały raj. Po dwudziestu minutach miałam zaszytą prawą dłoń oraz zabezpieczoną opatrunkiem żeby nie wdało się tam zakażenie oraz żebym sobie tego nie rozwaliła czy coś w tym stylu. Dość sporo krwi mi uciekło dlatego chcieli mnie zatrzymać na jeden dzień obserwacji. Ja jednak się nie zgodziłam. Ale jakieś badania to sam Kevin kazał mi zrobić. Nie znam gościa, a on każe mi się leczyć. No ale miły to jest mógł mnie zawsze zostawić, a on dzielnie ze mną siedział. Obiecał mi, że nie napisze nic do chłopaków, którzy to kazali mu ze mną zostać żebym przypadkiem chyba z balkonu nie skoczyła albo nie uciekła gdzieś daleko. Po wszystkich badaniach wreszcie mogliśmy wrócić do hotelu. Może najlepiej to ja się nie czułam ale Kevin obiecał mi porządny obiad bo zrobiła się już czternasta. Byłam z tego powodu bardzo zadowolona. Zamówiliśmy do apartamentu i kiedy jedzonko już do nas przyjechało wszystko zjedliśmy.
-Chcesz odwiedzić chłopaków na planie?-zapytał się kiedy skończyliśmy.
-Możemy jechać.-powiedziałam lekko się uśmiechając-Ale pod warunkiem, że zajedziemy do mojego domu, a ja wezmę sobie jakieś lepsze ubrania bo te co mi wzięli jak mnie kradli to się nie nadają.
-Ok.-powiedział i zaczął się śmiać pewnie z tego, że mnie ukradli.
-Okropnie się czuję. Nigdy bym nie pomyślała, że będę więźniem idoli wszystkich nastolatek na świecie.-powiedziałam wchodząc do windy.
-Większość dałaby się pokroić za coś takiego, a ty jęczysz.-nadal się śmiał.
-Dziwisz mi się?-już zdążyliśmy przejść na ty.
-Wiesz współpracuję z chłopakami od samego początku ich kariery. To są naprawdę genialni faceci, którzy wiedzą czego chcą i nie możesz ich od razu na samym początku skreślać. Daj im szansę po prostu.-teraz już się nie śmiał.
-Kazali Ci to powiedzieć czy sam z siebie to mówisz?-zapytałam bardzo zdziwiona.
-Sam z siebie. Ja jestem osobą, która obserwuje to wszystko z boku. Wczoraj cały dzień oni próbowali Cię w jakikolwiek sposób rozbawić, rozluźnić, a ty tylko się na nich wkurzałaś.
-Oni chcieli mnie utopić wszyscy!-ruszyliśmy w stronę mojego domu.
-Potem wieczorem kiedy Cię już ukradli i te dziewczyny zrobiły Ci zdjęcia uwierz oni też się nieźle przejęli. Ale ich też to zabolało. Oni dwa lata temu kiedy zgodzili się na to żeby powstał zespół One Direction i po tym jak podpisali umowę z Simonem zgodzili się również na brak jakiejkolwiek prywatności na tłumy szalejących za nimi dziewczyn i na całe to szaleństwo. Ciągłe zdjęcia gdzie tylko pójdą. Lou czasami nam jęczy, że nie mógł spokojnie posiedzieć z dziewczyną w kawiarni bo ustawił się tłum dziewczyn do zdjęć i autografów. Jednak on to najlepiej chyba znosi. W każdym bądź razie pomyśl o nich co oni przeżywają, a to że tobie zrobili jedno czy tam dziesięć zdjęć to naprawdę świat się jeszcze nie zapadł. Daj im szansę i nie marudź tylko idź z nimi jutro wieczorem do tego X-factora. Ich stylistka Cię jakoś ubierze, uczeszą Cię, a ty będziesz się dobrze bawić i ładnie uśmiechać.-skończył, a ja się do niego przytuliłam.
-Dziękuję.-wyszeptałam mocno stając na palcach.
-Proszę bardzo.-uśmiechnął się-A teraz zabieraj wszystko co Ci potrzebne i jedziemy.-weszliśmy do mojego domu. Szybko spakowałam wszystkie potrzebne mi rzeczy oraz przebrałam się w czyste ubrania i ruszyliśmy do studia gdzie panowie nagrywali teledysk. Po paru minutach weszliśmy do wielkiej hali gdzie rozlegał się głos krzyczącego reżysera, a po chwili fragment piosenki chłopaków. Kevin pokazał swoją przepustkę i powiedział, że ja jestem z nim i że mają mnie wpuścić. Kiedy panowie i reżyser tylko mnie zobaczyli ogłosili przerwę. Najpierw podeszłam do reżysera, który poinformował mnie, że świetny materiał nagraliśmy wczoraj w scenach, w których występuję, a potem podbiegli chłopcy.
-Co Ci się stało w rękę?-zapytał zdziwiony Niall widząc mój opatrunek.
-Mały wypadek miałam dzisiaj rano.-powiedziałam krzywiąc się na samą myśl tego bólu, a Harry zaczął się cieszyć-Ty się nie ciesz bo to bolało.
-Przecież jestem poważny.-powiedział i pokazał mi język.
-Zajebałaś mu bo do Ciebie przyszedł w nocy do łóżka?-zapytał Zayn.
-Nie.-teraz to ja i Harry się śmialiśmy-Rozcięłam sobie dłoń szkłem.
-Hę?-zdziwili się wszyscy czworo.
-No nie hę tylko to co powiedziała.-powiedział Harry i złapał mnie za nadgarstek po czym podniósł do góry pokazując mój opatrunek tym mało kumatym panom-Tam pod spodem miała rozciętą skórę szkłem roztłuczonej szklanki, którą stłukła dzisiaj rano ale na szczęście lekarz Harry był na miejscu i uratował Patrycję.
-Nie pochlebiaj sobie tak Harold.-powiedziałam wyrywając rękę kręconemu.
-No, a niby dzięki komu żyjesz?-zapytał.
-Dzięki Kevinowi na pewno nie dzięki wam bo was nie było w apartamencie jak wykrwawiałam się na śmierć.-pokazałam im język, a oni popatrzyli na siebie wzrokiem „zapłaci nam za to”, a po chwili wszyscy mocno mnie ściskali.
-Już zrozumiałam tak to na pewno dzięki wam w ogóle oddycham!-krzyknęłam ledwo co biorąc jeszcze oddech bo tak mocno mnie przytulili-Panowie już nie mogę złapać oddechu.
-No dobra.-powiedział Liam i lekko poluzowali uścisk.
-Koniec przerwy! Wszyscy na swoje miejsca!-krzyknął jeden z asystentów reżysera i panowie niechętnie musieli mnie puścić, a ja podreptałam na krzesło gdzieś z boku gdzie mogłam spokojnie patrzeć na to co robią. Porozmawiałam sobie z Kevinem oraz z paroma jeszcze innymi osobami co nic akurat nie robiły. Po dwudziestej ogłoszono koniec zdjęć. Wszyscy wszystkim gratulowali i dziękowali. Reżyser przez megafon i chłopaki. Gromkie brawa, które załatwili mi panowie od całej ekipy. Nie wiem za co no ale grzecznie dygnęłam i sama również lekko klaskałam bo mój opatrunek uniemożliwiał mocniejsze. Harry, Liam, Zayn, Niall i Louis poszli się ogarnąć, a po chwili pojechaliśmy do apartamentu. Mimo cało dniowej, ciężkiej pracy jakoś na specjalnie zmęczonych nie wyglądali. Oni mają chyba jakieś nie zliczone pokłady energii. Co prawda potem jak zasną to nie da się ich dobudzić. Kiedy siedzieliśmy i czekaliśmy na kolację zamówioną do apartamentu chłopaków oni dzielnie sypali żartami. Ja nawet idąc za namową Kevina zaczynałam się z nich śmiać. Tylko jak zaczęły iść te o blondynkach to się nie śmiałam tylko patrzyłam na nich z żałością we wzroku.
-Dobra mała z racji, że jutro mamy wolne to może pokażesz nam swoją Australię?-zaproponował Zayn.
-Oj nie wiem czy wasze gwiazdorskie nóżki by wytrzymały przejście całej Australii dookoła oraz wzdłuż i wszerz.-odpowiedziałam z miną myśliciela.
-To co panowie podnosimy rękawicę?-zapytał Liam.
-Oczywiście! Potem zobaczymy jak będzie miała dość jak ją przeciągniemy przez cały Londyn i Wyspy.-zaśmiał się Niall-Oczywiście zachaczając o Irlandię.
-Kto i kiedy wam powiedział, że ja jadę kiedykolwiek do Londynu i na dodatek zamierzam się tam z wami spotkać?-zapytałam zdziwiona.
-No jak to?-zdziwił się Lou, który wcześniej był zajęty wymienianiem smsów ze swoją dziewczyną. Już pogłębiłam moją wiedzę do tego stopnia, że wiem, że Lou, Liam i Zayn są zajęci. To bardzo cenna wiedza, której udzielił mi Kevin, który jest kolejny na liście moich swatek. Myślałam, że tylko Lucy i moja mama nie mogą zrozumieć, że jeżeli się zakocham to się zakocham, a nie kurde będę na siłę szukać miłości. Po chwili pojawiło się jedzenie. Chłopaki wchłonęli jakieś ogromne porcje czegoś. Ja z racji, że już było późno to też trochę zgłodniałam więc zjadłam tylko sałatkę i potem przyglądałam się im jak zawzięcie jedzą i jeszcze podkradają sobie z talerzy. No tak chyba wszyscy w ich wieku tak mają. Moi znajomi z Polski też tak zawsze robili. Potrafili się pobić o głupią frytkę albo kawałek mięsa. Chyba nigdy tego nie zrozumiem. Nawet nie mam zamiaru zagłębiać się w ich rozumowanie. Po posiłku wszyscy położyliśmy się na kanapie.
-Patt idziesz zapalić?-zapytał Zayn.
-Nie dzięki.-odpowiedziałam, a wszyscy się na mnie pytająco popatrzyli-No co?
-No wiesz wczoraj mało co nie wypaliłaś całej paczki, a teraz odmawiasz.-odpowiedział Harry.
-Ja palę tylko wtedy jak się zdenerwuję.-wyjaśniłam-A teraz nie mam najmniejszego chociażby powodu by się denerwować.
-No dobra to i ja nie idę.-uznał Zayn i położył się na podłodze i włączył telewizję. Akurat trafił na reklamę X-factors.
-Patrzcie jesteśmy w telewizji!-zaczął się cieszyć Niall.
-To przecież zapowiedź trudno żeby nas nie pokazywali jak mamy jutro wystąpić.-odpowiedział załamując się Liam.
-Już nawet pocieszyć mi się chwili nie dacie.-powiedział Niall i zrobił minę obrażonego dziecka krzyżując ręce na klatce piersiowej. Siedziałam obok niego więc się do niego przytuliłam.
-Ja Ci pozwalam.-wyszczerzyłam się, a on objął mnie ramieniem-My blondyni musimy trzymać się razem.
-No właśnie siostro!-jeszcze mocniej mnie do siebie przytulił.
-Szczerzyć się!-oznajmił Harry robiąc nam zdjęcie.
-Właśnie wszystkim wielbicielkom Nialla pęknie serce.-zaśmiał się Zayn.
-Patt ty to jednak okropna jesteś.-wszyscy zaczęli się śmiać. Po chwili na Twitterze był wpis Harrego z moim i Nialla zdjęciem „Dwa dni, a co tutaj się wyprawia!”. Weszłam na Facebooka i zobaczyłam wszystkie te zrozpaczone wpisy i wiadomości. Myślałam, że to tylko żarty z tym, że im serce pękną ale chyba naprawdę im popękały.
-Harold coś ty narobił!-krzyknęłam.-Teraz wszystkie będą chciały mnie zabić i już nie mogę się jutro z wami pokazać.
-A miałaś zamiar się pokazać? Ostatnio słyszałem wersję, że nie idziesz.-powiedział zdziwiony Lou.
-No widzisz ale zmieniłam zdanie i miałam iść ale podziękujcie Haroldowi.-powiedziałam dzielnie się z nimi drażniąc.
-Haaaarrry!-wszyscy czworo krzyknęli. Nic nie odpowiedział tylko dodał kolejnego tt „Patt mnie chce zabić ale ja i tak ją kocham!”.
-Myślisz, że jesteś nowoczesny i jak wyznasz mi miłość na Twitterze to mnie to ruszy?-zapytałam.
-Nie.-odpowiedział szczerząc się-Jakbym chciał Ci wyznać miłość to pewnie musiałbym Cię znać dłużej niż dwa dni i pewnie zabrałbym Cię na jakiś spacer albo w jakieś magiczne miejsce i wyszeptałbym Ci to prosto do ucha, a potem pocałował.
-Harry romantyk! Rzygam tęczą!-zaczęli wszyscy się zwijać ze śmiechu.
-Proszę bardzo Lou opowiedz jak powiedziałeś swojej dziewczynie te dwa magiczne słowa?-zaczęłam temat. Jak tacy mądrzy to niech się pochwalą.
-No cóż. Było to z jakieś parę miesięcy temu. Podczas tego jak się pokłóciliśmy. Zatrzasnęła mi drzwi przed nosem, a ja uznałem, że za to ją również kocham i zacząłem się drzeć, że ją kocham. Po paru minutach mojego darcia się otworzyła i od razu ją pocałowałem.
-Ooooo.. I ty się śmiejesz z Harrego? Wstydź się! Twoje było chyba jeszcze lepsze niż romantyczny spacer!-popatrzył się na mnie i zaczął się uśmiechać.
-Dawaj teraz ty Liam.-powiedział Lou.
-O to było dawno jak pierwszy raz jej powiedziałem, że ją kocham. Chodzimy ze sobą dwa lata jednak dopiero po roku związku wyznaliśmy sobie miłość. Lecieliśmy z chłopakami do USA.
-O pamiętam to!-wydarł się Harry leżący na mnie bo ja nadal leżałam przytulona do Nialla.
-Nie przerywaj!-krzyknęłam na niego.
-Lecieliśmy do Stanów. Daniel się bała, że jakaś inna zawróci mi tam w głowie i tuż przed wyjazdem na lotnisko jak się żegnaliśmy powiedziałem jej, że tylko ją kocham, a ona się popłakała.
-Tak, a my staliśmy niedaleko nich i zaczęliśmy im bić brawo.-zaczął cieszyć się Zayn.
-Mam nadzieję, że kiedy już się zakocham to chłopak w jakiś romantyczny na swój sposób wyzna mi miłość, a nie będzie tak od niechcenia rzucał to co jakiś czas bez jakiegokolwiek uczucia.-powiedziałam, a oni popatrzyli się na mnie jak na kosmitkę-No co zielona chyba nie jestem?
-Nie po prostu dziwne, że nie masz chłopaka.-powiedział Niall.
-Co w tym dziwnego? Już nie można nie mieć chłopaka?-zapytałam-Nie odpowiadajcie.-od razu dodałam bo po ich minach widziałam, że chcą odpowiedzieć twierdząco na moje drugie pytanie. Tutaj po raz kolejny ujawniła się ich męska natura. Według nich jeżeli dziewczyna ma fajne ciało i ładną buźkę to na sto procent jest zajęta. Wszyscy, których znam, a są mniej więcej w naszym wieku tak twierdzą. To smutne no ale nic na to się nie poradzi.
-Chodźmy spać.-zajęczał Zayn z podłogi.
-Idziemy!-Lou pobiegł pierwszy, a po chwili zostałam sama.  



Witam, witam :) 
Po pierwsze to opowiadanie jest tworem mojej wyobraźni! Tylko i wyłącznie! Większość faktów się przecież nie zgadza. Dziewczyny trochę logicznego myślenia! Chciałabym mieszkać w Australii ale jak na dzisiaj to tylko Polska wchodzi w grę ;)  Może kiedyś Australia, może Londyn może Włochy. Nie znam chłopaków z One Direction. Nigdy w życiu nie miałam z nimi do czynienia, nie byłam na żadnym koncercie ani na żadnym zlocie. Nigdzie! Jak na razie nigdzie się nie wybieram. Mam nadzieję, że teraz zrozumiemy się lepiej ;) A i nie mam na imię Patrycja :) 
Na resztę nurtujących Was pytań odpowiem na asku :) http://ask.fm/JestemHarolda Bądź na Twitterze twitter.com/JestemHarolda jeżeli ktoś woli może być i na GG 7589078 :) Jestem do Waszej dyspozycji :) 
Nie pytajcie się kiedy będzie nowy rozdział bo to bez sensu i tak nie odpowiem :) Kiedy będzie wtedy będzie :) 
Chciałabym baaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaardzo serdecznie podziękować za wszystkie komentarze pozostawione pod poprzednimi rozdziałam :) Mam nadzieję, że będzie Was coraz więcej! Dlatego też zapraszajcie znajomych, polecajcie! Pozwólcie poznać innym też historię Patrycji! 

Przycisk skomentuj nie gryzie :*

Pozdrawiam i całuję Harolda :* 

środa, 6 marca 2013

3. To co miało trwać wieczność...

Po skończeniu zdjęć dnia pierwszego padłam w wannie i już mi było tak dobrze i cicho i mogłam sobie odpocząć kiedy to ktoś zadzwonił do moich drzwi. To na pewno nie Lucy bo ona wchodzi bez pukania. Jak nie ona to uznałam, że mi to zwisa kto to ja teraz leżę w wannie. Po chwili usłyszałam śpiew Chrisa Martina. Odebrałam zamykając oczy i opierając się wygodniej o moją podstawkę pod głowę.
-Bitte.-tak, zawsze tak odbieram.
-Ej to chyba pomyłka ale ostatnio też dzwoniliśmy na ten numer.-odezwał się jeden.
-Na dobry się dodzwoniliście.-załamując się ich głupotą.
-O to dobrze.-ucieszyli się wszyscy.
-Jesteś w domu?
-Jestem.
-A dlaczego nie chcesz nas wpuścić do środka?-to oni zawzięcie próbują zepsuć dzwonek.
-Bo leżę w wannie.-jakoś nie chciało mi się tworzyć dłuższych zdań.
-No ale my stoimy pod twoimi drzwiami!-któryś z nich myśli, że ja jakaś nienormalna jestem i nie zrozumiałam chyba.
-Ja głucha nie jestem nie musicie się drzeć.-powiedziałam.
-I want you to rock me, rock me, rock me, yeah
I want you to rock me, rock me, rock me, yeah
I want you to hit the pedal, heavy metal, show me you care
I want you to rock me, rock me, rock me, yeah-zaczęli ni z tego ni z owego śpiewać.
-Dobra jak już nie mogę dłużej sobie odpoczywać to już idę Wam otworzyć.-powiedziałam z niesmakiem bo tak brutalnie przerwano mój błogi stan nic nie robienia. Spłukałam się z piany po czym owinęłam ręcznikiem i wyszłam otworzyć. Moje mokre włosy związałam w wysokiego koka po drodze. Otworzyłam, a oni nadal śpiewali. Popatrzyli się na mnie i wszyscy zamilkli.
-Zrozumiałam. Słucham?-zapytałam nie wpuszczając ich do środka tylko stojąc w tych drzwiach.
-Przyszliśmy się zapytać czy nie chciałabyś pojutrze iść z nami do X-factor żeby zobaczyć nasz występ na żywo w finale tego programu?-wyszczerzył się blondyn Niall.
-Aha.
-Zawsze tak trzymasz gości na progu?-zdziwił się Zayn.
-Nie.
-Fajna jesteś już czuję, że tym razem będziemy kręcić teledysk dwa tygodnie, a nie dwa dni. W sumie to dzisiaj już mieliśmy małe problemy. Ale to bardzo dobrze bo wszyscy lubimy Australię.-powiedział ten kręcony Harry.
-No dobra widzę, że nie odpuścicie. Wejdźcie proszę.-zeszłam ze środka, a oni weszli wszyscy do środka-Ale jak nie przestaniecie się gapić na moje cycki czy tam dupę to was wykopię gwiazdki.
-Tak jest!-zasalutował Liam albo Louis.
-Nic nie ruszać nic nie dotykać nic nie zepsuć idę się ubrać bo za chwilę mi tutaj pomdlejecie.-powiedziałam i poszłam do mojego pokoju. Założyłam pierwszą rzecz, którą miałam pod ręką, czyli czarne, krótkie spodenki oraz białą bluzkę z napisem „I <3 Australia”. Wróciłam do moich gości rozczesując włosy.
-To czego chcecie? Mam was zdecydowanie dosyć po całym dniu, a jeszcze tylko jutro i spokój.-powiedziałam siadając na fotelu. Trzech z nich siedziało na kanapie, a dwóch chodziło i oglądało mój zacnie urządzony salon.
-No chcemy Cię poinformować, że idziesz z nami pojutrze na występ.-powiedział Lou.
-Ale ja nigdzie nie idę.-powiedziałam stanowczo krzyżując ręce na piersiach.
-Ej no! Ale dlaczego?-posmutniał, of kors, że na pokaz, Harry.
-Bo nie zamierzam się z wami nigdzie pokazywać bo jeszcze narobią nam zdjęć zeswatają, z którymś i będę mieć zniszczoną prywatność.
-Obiecuję, że nikt Cię nie zobaczy!-krzyknął Liam.
-Zresztą po co ja mam tam z wami iść?-zapytałam bo to dość ciekawe zjawisko.
-Hmm..Bo chcemy żebyś z nami poszła? Pokarzemy Ci wszystko od tyłu no i wiesz zobaczysz nas na żywo.-zaczął wyliczać Zayn.
-O niczym innym nie marzę naprawdę.-zaczęłam udawać hot13-Ludzie nie idę! Zrozumcie!
-A zobaczysz, że pójdziesz bo Cię porywamy!-krzyknął Harry, a wtedy wstał podniósł mnie z fotela i na nic się zdały moje wierzgania nogami i rękoma. Nie wiem co robiła reszta bo bardziej zajęta byłam obroną. Znaczy jeden na pewno otworzył drzwi przez, które wybiegł kręcony i pognał wprost do ich busa. Wsadził mnie tam i potem sam wskoczył trzymając mnie żebym nie uciekła przypadkiem. Liam, Louis i Zayn zjawili się po chwili.
-Spakowaliśmy Ci jakieś najpotrzebniejsze rzeczy.-powiedział Liam-Bieliznę, jakieś podstawowe kosmetyki co były w łazience. Telefon i ładowarkę no i jeszcze jakieś ubrania.
-Zajebiście!-wydarłam się wkurzona-Oskarżę was o porwanie i kradzież i i i nie wiem gwałt na niewinnym człowieku!
-Niall pośpiesz się bo zaczyna nam grozić!-krzyknął Zayn.
-Już jestem, jestem.- wbiegł do busa i zamknął za sobą drzwi-Znalazłem jakiś zeszyt z piosenkami i gitarę pograsz nam już hotelu.
-Ja pierdolę.-powiedziałam przerażona. Wszyscy popatrzyli się na mnie, a ja zdałam sobie sprawę, że mówię po polsku.
-Co powiedziałaś?-zapytał Harry nadal trzymając mnie w szczelnym uścisku i tak już nie miałam gdzie uciec.
-Że masz mnie puścić natychmiast. Ty Liam dać mi tą torbę, a ty Niall oddać zeszyt.-powiedziałam. Pierwszy się nie posłuchał, drugi i trzeci już tak. Sprawdziłam co mi tam spakowali i na samo dno zapchałam zeszyt.
-Harold!-wydarłam się po raz kolejny.
-Słucham?-zapytał, a reszta ryła ze śmiechu.
-Chcesz znowu wyrwać w jaja?-zapytałam.
-Nie.
-To mnie puść.-powiedziałam łagodnie, a on poluzował uścisk.
-No więc teraz panowie inteligentni wytłumaczcie mi jakim cudem ukryjecie mnie przez stadem hot13, które będą pod waszym hotelem?-zapytałam.
-Hmm to interesujące.-zaczął Lou-I tak podjeżdżamy tyłem i jest to genialny pomysł bo tam jeszcze żadna nie dotarła.-wyszczerzył się.
-No naprawdę genialne.-powiedziałam głosem przesyconym ironią.
-A nie?-zapytał Liam.
-Jeżeli tylko jutro trafią gdzieś moje zdjęcia to naprawdę nie ręczę za siebie i żaden ochroniarz wam nie pomoże.-powiedziałam całkiem poważnie i napisałam do Lucy smsa, że mnie ukradli i żeby zamknęła mój dom i go pilnowała, a najlepiej żeby mnie uratowała. Po chwili podjechaliśmy pod ich hotel. Rzeczywiście nikogo nie było. Jednak ja im tak do końca nie wierzę bo jakiś wścibski paparazzi mógł się gdzieś ukryć i zrobić nam zdjęcia. Jednak ciekawiej się zrobiło w samym hotelu bo jak tylko weszliśmy i zaczęliśmy kierować się w stronę apartamentu chłopaków usłyszeliśmy dzikie piski. Popatrzyłam się na nich z mordem w oczach.
-Dobra chodź Zayn odciągniemy ich uwagę, a wy przejdźcie jakoś tak bokiem żeby was nie zauważyli.-powiedział Lou.
-Ok.-pozostała trójka ustawiła się od zewnętrznej tak, że mnie zasłaniali. Jeszcze dodatkowo ich ochroniarz nas okrywał. Jednak chyba niestety nie udało nam się przemknąć niezauważonymi bo inaczej się nie dało tylko koło tych dziewczyn. Naprawdę już widziałam te nagłówki w na wszystkich portalach i innych shitach. Kiedy weszliśmy do środka popatrzyłam się na nich, a z moich oczu dosłownie leciały pioruny.
-Ma ktoś fajki?-zapytałam.
-Zayn.-odpowiedzieli wszyscy trzej przerażeni chyba dość mocno.
-Wiecie gdzie je ma?
-Tak. Już Ci daję.-powiedział Liam. Po chwili pojawił się z paczką i zapalniczką. Od razu wyszłam na balkon uiadłąm na ziemi opierając się o barierkę plecami tym samym ukryłam się przed tłumem ludzi. Wyjęłam jednego papierosa i zapaliłam mocno na początek się zaciągając. Do moich oczu zaczęły napływać łzy. Właśnie przez jedno zdjęcie moje życie zmieni się o 180 stopni. Na cholerę ja zgadzałam się na to wszystko. Najzwyczajniej w świecie skończyło się moje normalne życie. Mogę się założyć, że wszystkie zrobiły mi zdjęcia i od jutra, a nawet jeszcze od dzisiaj będę związana z One Direction. Chłopaki są tak popularni, że ciężko będzie cokolwiek teraz robić bo natrętne fanki bądź wredni paparazzi wszystkiego dowiedzą się na mój temat. Napisałam tylko do Lucy jednego smsa, że może wyczekiwać na moje zdjęcia w gazetach i w internecie bo zrobili mi zdjęcia jak próbowaliśmy się przemknąć. Kiedy kończyłam wypalać papierosa przyszli do mnie wszyscy panowie co wywołało dość gromkie brawa na dole.
-Patt chodź do środka.-powiedział Lou.
-Pale nie widać.-odpowiedziałam bez żadnych emocji w głosie.
-Ale jak skończysz to chodź.-powiedział Zayn-Ja lepiej może zabiorę tą paczkę bo za chwilę wypalisz wszystko.
-Dobrze.-w moim głosie było tyle obojętności, a zarazem bezradności. Pomachali jeszcze tylko do tych krzyczących dziewczyn po czym z powrotem przeszli przez szklane drzwi prowadzące na balkon, który miał dość pokaźne rozmiary. Nie zamknęli drzwi tylko zostawili otwarte na oścież. Usiedli na kanapie patrząc się na mnie czy przypadkiem nie skończyłam. Po chwili mój papieros się skończył, a ja zaciągnęłam się po raz ostatni po czym wypuściłam powietrze. Posiedziałam jeszcze chwilę i zamykając oczy tak żeby łzy nie uciekły spod powiek weszłam do środka zamykając za sobą drzwi. Usiadłam na kanapie bo tylko tam było wolne i podkuliłam kolana pod brodę.
-Patt.-zaczął Liam.
-Nic nie mów.-przerwałam-Chcę tylko żebyście wiedzieli, że dzisiaj moje normalne życie się skończyło, a to tylko dzięki wam. Chciałam wam podziękować bardzo serdecznie, że zniszczyliście coś co miało trwać wieczność, a trwało zaledwie osiemnaście lat.-powiedziałam, a z moich oczu zaczęły lecieć łzy-Jutro proszę mnie odwieźć do domu.-położyłam głowę na oparciu nadal trzymając kolana podkurczone. Teraz to z moich oczu leciał potok. Miałam taki piękny plan na życie ale on nie może być teraz zrealizowany bo wszyscy będą mnie kojarzyć jako tą od One Direction. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam. Kiedy się przebudziłam nie leżałam na kanapie, a z tego co pamiętam to tam się ostatnio znajdowałam. Teraz leżałam w wielkim łóżku. Dziwne. Bardzo dziwne. Wszystkie wspomnienia dnia wczorajszego wróciły. Spojrzałam na wyświetlacz mojego Iphona i się przeraziłam ilością wiadomości. Większość od ludzi, z którymi może raz w życiu rozmawiałam. Tych to od razu usuwałam. Przeczytałam tylko wiadomości od Lucy, która była tą osobą, która przesłała mi pierwszy artykuł o mnie. Tytuł dość ciekawy. „Piękna blondynka w apartamencie 1D!”. Kiedy go przeczytałam dowiedziałam się, że jestem na pewno dziewczyną, któregoś z chłopaków i na pewno z nim spałam, czyli to i jeszcze inna sterta kłamstw na mój temat. Dostałam też wiadomości od rodziców. Oni mnie pocieszali i pytali się jak do tego doszło. Może to był dość głupi pomysł, że nie sprawdziłam najpierw godziny w Polsce ale wybrałam numer mojej mamy. Jak to na dobrą matkę przystało odebrała i wszystko jej wytłumaczyłam i opowiedziałam z dokładnymi szczegółami. Ona nawet zaczęła się z tego powodu cieszyć co było dla mnie ogromnym szokiem. Uznała, że teraz dzięki nim będę mogła pokazać światu moje piosenki, a poza tym jak to ona określiła „Są uroczy, a ty już dawno nie miałaś chłopka.”. Tutaj już przestała być porządną matką i uznała, że koniecznie muszę, z którymś chodzić. Co z tego, że ich nie lubię bo mi życie zniszczyli. Powiedziała mi też, że to tylko pewnie parę dni, a potem wszystko przycichnie bo przecież oni wrócą do Londynu, a ja zostanę w Australii. Tutaj mogła mieć rację. Po rozmowie z mamą zadzwoniłam do Lucy, która opieprzyła mnie, że dzwonię o piątej rano. Jakoś nie zwróciłam uwagi na godzinę. Z nią też sobie porozmawiałam o plusach i minusach tego zamieszania. Powiedziała mi to samo co moja mama, że powinnam się za któregoś brać. Teraz to ja ją opieprzyłam. Padł ten sam argument, że oni wyjadą, a ja zostanę tutaj. Chociaż ona stwierdziła, że powinnam się nimi teraz trzymać i pokazywać żeby moje piosenki stały się popularne i żeby artyści zamawiali u mnie utwory. Jeszcze jedna osoba poda te same argumenty i zacznę w to wierzyć. Jednak twardo trzymam przy tym, że to durny pomysł i jak już coś to chcę żeby ludzie kojarzyli mnie z moich piosenek, a nie z tego, że pokazywałam się z 1D. Z racji, że nie mogłam już zasnąć wstałam z tego ogromnego łóżka i wyszłam do salonu. Tam na kanapie spał Harry, czyli to on odstąpił mi łóżka. Co prawda prawie spadał z tej kanapy ale pewnie nic mu się nie stanie jak spadnie. Poszłam do kuchni, która też była w tym ogromnym apartamencie i znalazłam jakiś sok. Sprawdziłam datę ważności po czym nalałam sobie do szklanki i napiłam się. Niestety mój talent do upuszczana wszystkiego właśnie się ujawnił. Wyślizgnęła mi się szklanka z dłoni rozbijając się na większe i mniejsze kawałeczki. Trochę soku wylądowało na mnie trochę na podłodze w rezultacie czego narobiłam okropnego hałasu. Harry od razu zerwał się na równe nogi, wcześniej spadając z tej kanapy.
-Matko przepraszam!-powiedziałam i zaczęłam zbierać rozbite szkło.
-Nic się nie stało.-podbiegł do mnie i zaczął mi pomagać. Po chwili podniósł się i poszedł po jakieś ręczniki i zaczął wycierać rozlany sok.
-Przepraszam, przepraszam, przepraszam.-szeptałam jak najszybciej wszystko zbierając.
-Spokojnie Patt. Nie denerwuj się to tylko głupia szklanka. Zdarza się-powiedział spokojnie uśmiechając się.
-No ale ja jeszcze przy okazji cię obudziłam i w ogóle przepraszam.-zaczęłam nerwowo mówić. Słowa zaczęły mi się plątać. Zebrałam jeszcze ostatni duży kawałek i oczywiście musiałam sobie rozciąć przy tym dłoń bo mi się wymsknął.
-O kurwa.-przeklęłam.
-Zostaw to szkło chodź to szybko spłukać zimną wodą.-powiedział lekko przerażony Harry łapiąc mnie za nadgarstek po czym odkręcił kran i powoli wsadził moją dłoń pod strumień. Syknęłam z bólu, a on jak to usłyszał objął mnie drugim ramieniem i przytulił. Nie pomogło ale się chłopak stara. Tego mu nie można zarzucić.
-Dobra trzymaj jeszcze chwilę, a ja już szukam apteczki czy czegoś w tym stylu.-powiedział po czym zaczął grzebać we wszystkich szafkach aż w końcu poszedł do łazienki skąd wrócił z apteczką. Wyjął wodę utlenioną i jakieś specjalne waciki. Nadal trzymając nad zlewem dłoń już nie pod strumieniem oblał mi ranę niewielką ilością wody utlenionej. Teraz to aż jęknęłam bo aż tak szczypało.
-Kurwa.-przeklęłam pod nosem zaciskając zęby.
-Spokojnie.-powiedział i przetarł wacikiem po czym przykleił dość pokaźnych rozmiarów plaster bo i rana nie była wcale taka mała-Już koniec.-znowu się uśmiechnął i zaczął sprzątać.
-Daj ja to posprzątam.-już chciałam zacząć wyrzucać kiedy mnie odsunął.
-Ty idziesz usiąść na kanapę bo tam będziesz bezpieczniejsza.-powiedział, a mi nawet nie chciało się protestować więc grzecznie poszłam na kanapę i przyglądałam się temu co robił. Po chwili wszystko było posprzątane.
-Dziękuję za pomoc i jeszcze raz przepraszam, że cię obudziłam.-powiedziałam kiedy usiadł obok mnie.
-Nie masz za co przepraszać ani dziękować. To my chyba musimy Cię przepraszać. W końcu zniszczyliśmy Ci życie.-powiedział lekko się krzywiąc tak jakby go to bolało.
-Proszę Cię nie mówmy o tym.-powiedziałam odwracając wzrok-Idę się przebrać, a ty idź spać lepiej.
-Poczekam na ciebie.-powiedział, a ja wyjęłam z torby świeże ubranie po czym wzięłam szybki prysznic uważając żeby nie zmoczyć mojego opatrunku, który dość poważnie przesiąkł już krwią. Ubrałam się w czyste ubranie i znajdując apteczkę zmieniłam opatrunek. Wróciłam na kanapę gdzie siedział Harry.
-Mówię Ci idź jak cywilizowany człowiek połóż się do łóżka. W ogóle to nie musiałeś odstępować mi swojego łóżka ta kanapa wcale nie jest niewygodna.
-Właśnie dlatego nic mi się nie stało jak się na niej przespałem.-powiedział-Po za tym nie chce mi się już spać.
-Dochodzi szósta. Wybacz ale nie uwierzę, że nie chce ci się spać. Poza tym dzisiaj macie kolejny ciężki dzień na planie.
-Kobiety.-westchnął i wstał-Ale pójdziesz ze mną.
-Po co?-zapytałam zdziwiona.
-Jak to po co? Spać.-odpowiedział jakby to było oczywiste-Nie martw się nie wykorzystam Cię ja z jednej strony ty z drugiej. Łóżko jest duże. Jak nie pójdziesz to Cię tam zaniosę.
-Ale jak tylko mnie dotkniesz..-zaczęłam.
-Już nie gadaj tylko chodź.-przerwał mi i ruszyliśmy w stronę jego sypialni. Po chwili obydwoje leżeliśmy na tym ogromnym łóżku i spaliśmy.


Oddaję trójeczkę :) Mam nadzieję, że Wam się podoba :) 
Szkoda, że pod drugim rozdziałem już nie zobaczyłam większości komentarzy ludzi, którzy skomentowali pierwszy :/ No ale i tak Wam baaaaaaaaaaaaaaaaaaardzo mocno dziękuję za wszystkie komentarze mam nadzieję, że dotrwacie do końca :) 
Następny rozdział w następny piątek :) 
Założyłam aska na potrzeby tego opowiadania :) Jeżeli macie pytanie nie tylko dotyczące opowiadania to pytajcie! Śmiało! Ja nie gryzę, a chętnie sobie podpowiadam :) http://ask.fm/JestemHarolda
Mój Twitter też działa możecie również na nim zadawać pytania :) https://twitter.com/JestemHarolda
Gadu również jest do Waszej dyspozycji :) 7589078 :)

Pozdrawiam i liczę na Wasze szczere komentarze Harolda :*