piątek, 22 lutego 2013

1. Pięć minut...

„Na prawdziwą miłość pierwszą drugą siódmą na to by się wybić lub tylko się urżnąć na to aby zostać raz człowiekiem czynu i wstać trochę wcześniej masz tylko pięć minut” tak głosiły słowa mojej ulubionej od pewnego czasu piosenki. Idąc za jej fragmentem wstałam te pięć minut wcześniej, a może trochę więcej niż pięć minut i zakładając czarne szorty, zwykłą białą bokserkę i naciągając stare już i wysłużone granatowe Conversy wybiegłam z domu związując moje blond włosy w wysokiego kucyka. Szybko osiodłałam konia mojej sąsiadki, która pozwalała mi na nim jeździć zawsze kiedy miałam tylko na to ochotę. No właśnie i teraz ją miałam. Z racji, że w Australii w grudniu nawet o godzinie czwartej rano jest ciepło ni­e miałam zamiaru zmarznąć w moim dość skąpym stroju. Wyjechałam na plażę, która znajdowała się tuż przy moim domu. W sumie to mój dom znajdował się na plaży. Jak zresztą reszta domów przy tej ulicy. Wschód słońca na plaży w Australii oglądany z niecałych dwóch metrów przy wolnym galopie to coś co naprawdę potrafi człowieka odciąć od rzeczywistości. Kiedy już byłam prawie pod moim domem zdziwiła mnie jedna rzecz, a raczej osoby, które coś oglądały i chyba mierzyły tak naprawdę po moim kawałku plaży bo go wykupiłam. Podjechałam stępem do tych ludzi. Najpierw się przyjaźnie uśmiechnęłam po czym zapytałam co tutaj się dzieje. Panowie odpowiedzieli mi, a było ich trzech, że szukają miejsca na nakręcenie teledysku. Mój mózg nie zakodował nazwy zespołu bo był bardziej zajęty wyjaśnianiem, że ten fragment plaży prawnie należy do mnie i gdyby chcieli cokolwiek tutaj organizować to muszą mieć na to moją zgodę pisemną bo inaczej mogę ich podać do sądu. Tak, tak dziwnie to musiało wyglądać. Dziewczyna, która zaledwie pół roku temu skończyła osiemnaście lat, siedząca na koniu tłumaczy jakimś obcym facetom z typowym angielskim akcentem, że może ich pozwać do sądu bo chcą nakręcić teledysk na jej plaży. Każdy normalny zacząłby się śmiać. Jednak Ci panowie co było dla mnie dużym zaskoczeniem, a za razem miło mi się na sercu zrobiło, że jednak ktoś bierze moją drobną i chudziutką osóbkę na poważnie, nie mieli najmniejszego zamiaru się ze mnie śmiać. Zsiadłam z Aragorna (tak Lucy ma fioła na punkcie Tolkiena, jej kot nazywa się Bilbo, a pies Frodo) i przysłuchiwałam się ich rozmowie. Po chwili jeden z nich podał mi swoją wizytówkę i poinformował, że będzie do mnie dzwonił w sprawie spotkania dotyczącego wynajmu mojej plaży. W sumie to dziwne, że chce im się w to bawić jeżeli mają tysiące kilometrów plaży, a oni akurat wybrali mój malutki fragmencik piasku. Wzięłam od niego tą wizytówkę, a oni uścisnęli mi dłoń i oddalili się. Jestem w Australii od pół roku i miałam parę mniej czy więcej ciekawych przygód ale pojawienie się tych gości z Londynu, bo taki adres znajdował się na wizytówce, było czymś co mnie naprawdę zaintrygowało. Odprowadziłam i rozsiodłałam Aragorna po czym pobiegłam do mojego domku i wzięłam szybki, zimny tym samym orzeźwiający prysznic. Kiedy stałam owinięta turkusowym ręcznikiem i z turbanem na głowie w mojej garderobie, dostałam wiadomość. Od razu szybko ją odczytałam. Po raz kolejny upewniłam, że moja sąsiadka jest największym leniwcem jakiego spotkałam w moim dość krótkim ale za to jak intrygującym i interesującym życiu. Zaprosiła mnie na śniadanie. Co z tego, że okno jej kuchni jest prawie okno w okno z moją sypialnią przez co lubi bezczelnie czasami sprawdzać czy już wstałam. Wygodniej przecież napisać smsa. Pewnie nawet z łóżka nie wstała. Szybko jej odpisałam, że będę za pół godziny z dopiskiem, że doskonale wiem, że jeszcze leży w łóżku. Odpowiedziała mi tylko roześmianym emotikonem. Naciągnęłam na moją zgrabną pupcię majtki i bordowe szorty, a na stanik założyłam luźną koszulę z odwiniętym rękawami trzy-czwarte, którą wkasałam w spodenki. Następnie zabrałam się za moje włosy. Nie za długie nie za krótkie, falowane oraz blond idealnie pasowały do delikatnych rysów mojej twarzy. Rozczesałam i zaczęłam suszyć. Pozostawiłam je na wpół mokre żeby uniknąć niechcianego puchu bądź jakiegokolwiek innego zniekształcenia, które działałoby mi na nerwy. Delikatny makijaż zwany codziennym bo składał się tylko z lekkiego po tuszowania rzęs i użycia eyelinera oraz bardzo niewielkiej ilości pudru na policzkach. Tak jak obiecałam Lucy byłam po półgodzinie u niej w kuchni i przyrządzałyśmy razem tosty. Opowiedziałam jej o tych gościach, których spotkałam rano na plaży i ona również była zszokowana jak ja. Z racji, że jest sobota to Lucy ma wolne od studiów i zazwyczaj takie dni spędza ze mną bądź swoim zwierzyńcem. Ma dwadzieścia trzy lata i jakoś nie śpieszono jej szukać chłopaka. Mimo że jest wysoką, długonogą brunetką o ślicznych, ciemnoniebieskich oczach to ona wmawia sobie i reszcie świata, że ona nie nadaje się do takich spraw jak mężczyźni. Dziwię się jej bo tylu się za nią ogląda. Co pójdziemy na zakupy czy do jakiegoś miejsca publicznego gdzie znajduje się dużo osobników płci przeciwnej to każdy bezkarnie się na nią gapi, a ona tego nie zauważa. Jednak mimo, że dzieli nas pięć lat różnicy w wieku to mogę spokojnie stwierdzić, że Lucy zalicza się do moich bratnich dusz. To ona pomogła mi znaleźć to mieszkanie, a właściwie przekupić swoim urokiem poprzednich właścicieli, że muszą mi koniecznie je sprzedać. W niecałe pół roku zyskałam cudowną przyjaciółkę, której reszta świata może mi zazdrościć. Jak zwykle czas na śniadaniu minął nam bardzo przyjemnie po czym rozłożyłyśmy się na kanapie panny John's i obmyślałyśmy dalszy plan działania. Padło na to, że najpierw pójdziemy damy jeść Aragornowi, a potem położymy się na plaży i będziemy patrzeć jak nieudolnie surferzy próbują się popisać przed resztą ludzi znajdujących się na plaży. Z racji, że dzisiaj jest sobota to będzie ich naprawdę dużo, tak samo jak reszty ludzi. Zadziałałyśmy według naszego planu. Lucy poszła nakarmić swojego konia, a ja przebrać się w kostium i przygotować do długiego leżenia i nic nie robienia. Kiedy weszłam do swojej garderoby pierwsze co zobaczyłam to mój telefon, a na nim wizytówka od kolesia z plaży. Wzięłam jedno i drugie do ręki po czym zapisałam sobie jego numer tak na wszelki wypadek. Przyszykowałam się i już po paru minutach wygrzewałyśmy się w cudownym słońcu Australii. Żyć nie umierać. Około szesnastej do Lucy zadzwoniła mama mieszkająca po drugiej stronie naszego miasteczka znajdującego się na obrzeżach wielomilionowego Melbourne, że ma do niej dzisiaj przyjechać bo w końcu zapomnij jak jej matka wygląda. Ja nie miałam tego problemu jakim jest nadopiekuńcza mamusia bo z tego co mi wiadomo Lucy była u swojej mamy jakieś pięć dni temu. No ale moi rodzice są naprawdę zajebiści bo kto by pomyślał, że pozwolą mi wyjechać do Australii na rok, z możliwością przedłużenia, tuż po skończeniu matur. Tak nawet na wyniki nie kazali mi czekać tylko powiedzieli, że odbiorą je za mnie. Co miesiąc przysyłali mi dawkę gotówki co bym sobie jakoś specjalnie nie musiała głowy zaprzątać zarabianiem pieniędzy. Mój tata nawet powiedział, że będzie mi rachunki płacił bo w końcu czego się nie robi dla ukochanej córeczki. Ja miałam odpoczywać po wyczerpujących trzech latach niezłego zapieprzania w jednym z najlepszych liceów w Warszawie oraz w Polsce. Dzięki tej tyrańskiej pracy opanowałam perfekcyjnie angielski, włoski, niemiecki i hiszpański. Teraz pod moim ostrzałem znalazł się japoński bo jest to bardzo popularny język w Australii, a ja jako nieugięta uczennica języków obcych zamierzam się i z nim zmierzyć. Jednak zamierzam to sobie pozostawić na kolejne lata mieszkania tutaj. Lucy pojechała do swojej rodzicielki, a mnie dopadła wena. Zaczęłam pisać kolejne teksty piosenek, które pojawiały się u mnie w głowie pod bliżej nie określoną mi melodię. Nie wiem dlaczego ale zawsze najpierw siadałam i zapisywałam tekst po czym brałam moją ukochaną gitarę akustyczną i powstawała melodia. Czasami tekst pozostawał bez swoich nut tylko jak się go czytało to melodia sama się nasuwała. Mój stary wysłużony notes w czerwonej okładce miał już po dziurki w nosie pewnie tych wszystkich moich wypocin czy przypływów weny no ale cóż poradzić kiedy mi się rodzi tyle pomysłów na piosenki czy czasami wiersze albo krótkie opowiadania. Ale nie powinien narzekać bo teraz to i tak może trochę się wprawiłam pierwszy notes w żółtej okładce powinien mnie nienawidzić z racji, że w nim zaczynałam i naprawdę jest to jakiś koszmar co ja tam pisałam. Około godziny osiemnastej zaczął wibrować mój telefon przy okazji wydając z siebie dźwięk pierwszych taktów piosenki Coldplaya „Lost+”. Spojrzałam na wyświetlacz po czym odebrałam. Dzwonił ten koleś co kręcił się po mojej plaży razem ze swoimi kolegami. Przedstawił się mi jeszcze raz bo jakoś rano specjalnie nie miałam ochoty zapamiętywać ich imion, nazwisk, czy stanowisk. Bardziej mnie obchodziło co chcą od mojego piasku. Tym razem zakodowałam. Ted Smith był menadżerem jakiegoś zespołu z Wielkiej Brytanii o nazwie One Direction. Na dodatek zespół będzie niedługo nagrywał nowy teledysk i ma mu posłużyć „mój kawałek podłogi”. Jednak najpierw ja muszę się na to zgodzić. Zapisałam sobie na marginesie w moim czerwonym notesie nazwę zespołu żeby ich sprawdzić w internecie i powiedziałam Tedowi, że za jakąś godzinkę do niego zadzwonię i ewentualnie ustalimy termin spotkania. Chyba się ucieszył, że dałam chociaż taki cień nadziei. Niech ma chłop chociaż tyle. Jak tylko skończyłam z nim rozmawiać szybko pobiegłam do domu i włączyłam laptopa. Wpisałam w wyszukiwarkę nazwę zespołu po czym zaczęłam przeglądać wszystkie fora plotkarskie oraz filmiki na YouToube. Dowiedziałam się, że ich zespół powstał i zaistniał dzięki programowi X-factors. Nawet przyjemnie się ich słuchało. Buźki też mieli nie takie złe. W mojej głowie zrodził się genialny plan. Po godzinie tak jak obiecałam Tedowi zadzwoniłam i wszystko omówiliśmy. Za dwa dni miałam się spotkać z menadżerem, ludźmi od teledysku i jakimś ich prawnikiem. Wszystko tylko po to, że oni chcą akurat mój piasek na swoje potrzeby. Jak tylko skończyłam rozmawiać napisałam wiadomość do Lucy, że jak tylko wróci to ma do mnie przyjść. Musiałam z nią omówić parę spraw dotyczących tego spotkania. W końcu studiuje prawo to może mi towarzyszyć jeżeli tamci będą mieć prawnika pod ręką to i ja mogę mieć. Co prawda jeszcze bez dyplomu ale nikt nie musi o tym wiedzieć, a Lucy nie dość, że będzie wiedziała co mówi to jeszcze jest doskonałą aktorką więc w razie potrzeby trochę przyaktorzy i wszystko będzie idealnie. Zanim jednak ona wróciła do domu to ja zdążyłam napisać piosenkę, która idealnie pasowałaby do boys bandu, który przed chwilą dotarł i do mojego świata. Tekst może i banalny ale zapewne porwałby tłumy szalejących za nimi nastolatek bo w końcu o miłości. Do tego chwytliwa, dość szybka melodia i hicior jakby nie patrzeć. Ale najpierw trzeba go jakoś sprzedać menadżerowi tych chłopaków. Jak już Lucy wróciła to zgodnie z umową wylądowała u mnie w domu. Ona chyba bardziej się tym jarała niż ja. Jej entuzjastyczny okrzyk chyba słyszała cała Australia. Z racji, że było dość późno to stwierdziłyśmy, że niedziela będzie dniem, w którym wszystko omówimy ona posłucha milion razy mojej piosenki i powie mi czy mogę ją puścić w świat. Jeszcze nikt oprócz moich rodziców oraz Lucy nie słyszał żadnego utworu napisanego przeze mnie. Zresztą kogo by to obchodziło. Miałam cichą nadzieję, że menadżera tych chłopaków chociaż troszeczkę zainteresuje. Z pozytywnym nastawieniem zasnęłam myśląc cały czas o tej piosence. Całą niedzielę spędziłyśmy na dopracowywaniu naszego, a raczej mojego pomysłu. Jednak uznałam, że prędzej skoczę na bandżi niż pokarzę komuś to co napisałam, a trzeba dodać, że mam okropny lęk wysokości i nigdy nie skoczę na bandżi. Lucy była niepocieszona no ale niestety musiała pogodzić się z moją decyzją. Naszykowałyśmy sobie nawet ubrania co by nie mieć tego problemu tuż przed wyjściem na jutrzejsze spotkanie z ludźmi od One Direction. Ja wybrałam białą koszulę, spódnicę do kolana w duże kwiaty oraz baletki w kolorze jasnego beżu. Dla Lucy wybrałyśmy bordową koszulę oraz beżowe spodnie. Na nogi miała założyć cieliste szpilki co by poważniej wyglądała.


Oddaję pierwszy rozdział :) Mam nadzieję, że Wam się spodoba :) Liczę na chociaż najmniejszy komentarz oraz na chociaż najmniejszą reklamę wśród Waszych znajomych bądź na Waszych blogach, które z chęcią poczytam :) 
Jeżeli ktoś chce być informowany odsyłam do zakładki "Kontakt" po numer mojego GG :)

Pozdrawiam Harolda :)

16 komentarzy:

  1. Moja Zuzieńka dodała rozdział! :D No akurat trafiłaś na moje wyczerpanie, co do pisania, a miałam ambitny plan napisać rzeczowy i długaśny komentarz na zachętę. Postaram się, choć nic nie obiecuję! ;* Tak się rozmarzyłam, plaża, słoneczko, woda dla ochłody ... i jakieś napoje z parasolkami xd Idealnie wprost ;p Cieszę się, że Patrycja nie da sobie w kaszę dmuchać i nie bała się obcych ludków. W sumie to czego się bać, nie? Patki się niczego nie boją, przykład masz! ;D Z tą Lucy to dobry pomysł, w końcu dobre przyaktorzenie nie jest złe ;) Nie no dziewczyna piosenki piszę i na gitarze gra? Już mnie kupiłaś tym! :D Coś czuję, że ten tekst jednak dostanie się w odpowiednie ręce, ale wszystko w swoim czasie :D Życzę powiększającej się liczby czytelników! Zobaczymy, co tam dalej wyniknie ;) Informuj, of kors. Namiarki masz ^^
    Czekam na kolejny! Całuję, Happiness ;*

    OdpowiedzUsuń
  2. Wow. Całkiem ciekawy pomysł na opowiadanie :) Czekam z niecierpliwością na kolejny.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ciekawy i to bardzo :)
    Fajnie się czyta!

    OdpowiedzUsuń
  4. bardzo mi sie podoba czekam na nastepny. powodznie w pisaniu a jak mozna wiedziec to jak czesto bedziesz dodawac rozdziały?

    OdpowiedzUsuń
  5. Dobrze się zaczyna, ciekawy, czekam na kolejne równie dobre rozdiały:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Podoba mi się :)) czekam na następne :))

    OdpowiedzUsuń
  7. ciekawy się wydaje :3 tylko jakbyś mogła dodawaj większą czcionkę bo źle się czyta (;

    OdpowiedzUsuń
  8. Cześć ;)
    Przyznam się szczerze, że pierwszy raz w życiu przeczytałam cały rozdział jakiegokolwiek opowiadania, o 1D.
    Przejdę teraz do oceny, bo pewnie na to najbardziej czekasz ;)
    A więc, masz lekki, bardzo fajny styl pisania. Bardzo dobrze mi się czytało ten rozdział i mam nadzieję, że nie przerwiesz pisania, bo robisz to na prawdę dobrze ;) Dziewczyna przedstawiona w opowiadaniu przypomina mi bardzo Miley Cyrus z "Hannah Montana The Movie". Na prawdę ;) Nie mam pojęcia czemu :D
    Wybrałaś sobie fajne miejsce na opisanie tej historii.Ciekawi mnie bardzo jak potoczą się dalsze losy Patrycji ;)
    Będę tu zaglądać częściej :)
    Pozdrawiam, M.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ejjj, fajnie się to zaczyna i przyznam, że ostatnio nie chcę mi się czytać żadnych blogów, ale Twoje przeczytałam. Podziękuj Kaji, bo to dzięki jej reklamie tutaj jestem. Ogólnie to mi się podoba i jeszcze weszłam w zakładkę ''natchnienie'' i piosenka 1D jest naprawdę boska. Aaa, właśnie ją ściągam na kompa. Czekam na nexta. Pozdrawiam <3

    OdpowiedzUsuń
  10. Na prawdę świetny !
    Jeszcze nigdy nie znalazłam bloga o podobnym temacie.. Co jest genialne ! <3
    Nie wiem jak to zrobiłaś ale twoje opowiadanie jest pierwszym z dotychczas przeze mnie przeczytanych które zaineresowało mnie już po pierwszym rozdziale ! ;*
    Czekam na nn !! :D

    OdpowiedzUsuń
  11. ŚWIETNY *____________*
    Historia zapowiada się ciekawie :D
    Czekam na kolejny rozdział

    OdpowiedzUsuń
  12. Harooldoo :D
    Wspaniały, cudowniaśny blog :D
    of kors ten blog jest najelpsiejszy o Łan dajrekszyn jaki widziałam :D <3
    Jestem szalona, bo caluutkiego przeczytałam słuchając przy okazji jak Maja śpiewa "my little banana" <3 ale przeczytałam do końca :D
    Fajny wymyśliłaś pomysł na tego bloga :D
    W ogóle to pierwszy blog jaki o nich przeczytałam o.O No więc informuj :D
    Pozdrawiam Martens ; D

    OdpowiedzUsuń
  13. Heej ;3
    Super rozdział, napewno będę tu wpadać ;] Masz świetny styl pisania i świetny pomysł na bloga. Bardzo mi się podoba ;>
    No i trafiłaś w mój czuły punkt :D Bohaterka ma na imię Patrycja, czyli tak jak ja i jeździ konno jak ja *-* :D
    Czekam na rozdział i zapraszam do mnie ;*
    can-we-stop-this-for-a-minute.blogspot.com (w zakładce jest zwiastun, który możesz sobie obejrzeć :))

    OdpowiedzUsuń
  14. Cholera. Ją nie chce nic mówić ale już czytałam takiego boga o identycznej treści. Mówię serio wejdź. http://mojaksiazka-one-direction.blogspot.com !!!!! Zwrócić na to uwagę!

    OdpowiedzUsuń
  15. Jest świetny!! Lecę czytać kolejne :)
    Weronkaaa

    OdpowiedzUsuń
  16. Bardzo mi się podobają twoje rozdziały nie żałuję że ty zajrzałam :D

    OdpowiedzUsuń