czwartek, 28 lutego 2013

2. Taki tam Harold...

W poniedziałek rano padał deszcz. Mimo to wstałam pełna energii. Wzięłam szybki prysznic, zjadłam śniadanie i zaczęłam się szykować do spotkania. Umówiłam się z tymi gośćmi o jedenastej w jednej z kawiarni w naszym miasteczku w centrum miasta. Specjalnie ją wybrałam bo bardzo ją lubię. Gotowa z przewieszoną torbą na ramieniu, w której miałam wszystkie potrzebne mi papiery zapukałam do drzwi Lucy. Moja przyjaciółka już zakładała buty więc po chwili byłyśmy w drodze w umówione miejsce. Weszłyśmy do kawiarni minutę przed jedenastą. Panowie już siedzieli przy jednym ze stolików i o czymś zawzięcie dyskutowali. Podeszłyśmy do nich i przywitałyśmy się. Najpierw trochę o pogodzie potem zamówiliśmy po kawie i w końcu przeszliśmy do konkretów. Mało co nie wyplułam całej zawartości mojej buzi kiedy menadżer chłopaków zaproponował mi sumę za jaką miałabym im użyczyć ten kawałek ziemi. Lucy jako(prawie)profesjonalistka nawet zaczęła się z nim targować ale przerwałam jej i uznałam, że to i tak cholernie dużo kasy jak za trochę piasku. Lucy studiowała umowę, którą przygotował mi ich prawnik, a ja zmuszona przez kolesia, pewnie reżysera czy coś w tym stylu opowiadałam o sobie. Byli w ogromnym szoku jak im powiedziałam, że jestem Polką i przyjechałam tutaj tylko na wakacje. Byli mile zaskoczeni, że umiem grać na gitarze i piszę piosenki. Jak się okazało umowa obejmowała również to, że będę musiała wystąpić w tym teledysku. Na początku nie zgadzałam się na to i uznałam, że jak już to wolę pójść na jakiś casting i uczciwą drogą dostać tą rolę. Jednak panowie uznali, że jeżeli chłopcy się zgodzą to i nie będzie żadnego castingu. Jedyne co musiałam zrobić to zdjęcie mojej osóbki. No dobra raz się żyje. Podpisałam. Teraz to tym bardziej nie pokażę im tej piosenki. To teraz będę siedzieć i czekać aż skończy się grudzień bo to właśnie na początku stycznia panowie mają nagrywać ten teledysk. Dostałam scenariusz. Dostałam piosenkę, do której będzie nagrywany klip. Będę teraz siedzieć i studiować te kartki i uczyć się tej piosenki bo w końcu pewnie by mnie wylali gdybym nie wiedziała co i jak. Wróciłyśmy z Lucy do naszych domów, a ta po drodze co najmniej z dziesięć razy odtańczyła taniec radości, że będę występować w tym teledysku. Co prawda menadżer Ted ma do mnie jeszcze zadzwonić z informacją czy chłopcy się zgodzili. No tak zapewne coś nie będzie im pasować w moim wyglądzie więc ja bym się jeszcze nie cieszyła. Pojechałam na przejażdżkę wieczorem żeby trochę odreagować. Podczas gdy tak sobie krążyłam zaczął dzwonić mój telefon. Nawet nie zatrzymując się i nie patrząc na ekran kto dzwoni odebrałam. Kiedy usłyszałam pięciu przekrzykujących się chłopaków już chciałam się rozłączać bo to pewnie pomyłka kiedy umilkli i tylko jeden powiedział kim są. Pierwsze wrażenie jest podobno najważniejsze. Muszę z bólem serca powiedzieć, że nie powalili mnie na kolana. Od razu wyglądało mi to ich zachowanie na coś w stylu „Cześć! Jesteśmy sławni! Mamy niezliczone rzesze fanek więc ty też na pewno nas kochasz! Więc będziemy zachowywać się jakbyśmy zobaczyli talerz pełen mięsa po dwóch dniach głodówki!” Czyli nie najlepsze. Oj panowie się nie popisali. Wracając do naszej rozmowy to grzeczne się z nimi przywitałam i podziękowałam za to, że mnie wybrali jako „rozpędzającą ich dziewczynę” bo taka była moja rola, w końcu piosenka nazywa się „Rock me”. Chwilę jeszcze coś pogadali i na tym się skończyło. Tak właśnie wyglądała moja pierwsza rozmowa z One Direction. Schowałam telefon do kieszeni i pojechałam dalej popędzając konia do galopu. Podczas przejażdżki myślałam sobie ile to dziewczyn pewnie dałoby się pokroić tylko po to żeby zamienić się ze mną, a ja wcale tego nie chciałam. W sumie to tylko przez Lucy będę w tym czymś brać udział. Dni mijały jak szalone. Ja uczyłam się scenariusza, który już po tygodniu doskonale znałam oraz słuchałam piosenki 1D. Na święta przyjechali do mnie rodzice robiąc mi przy tym ogromną niespodziankę. Już myślałam, że w tym roku spędzę je sama bo nie przyjęłam zaproszenia Lucy. Już trzeciego dnia stycznia mieliśmy mieć pierwszy dzień zdjęć. Dlatego scenarzyści wraz ze swoim teamem byli tutaj już pierwszego i wszystko szykowali. Ja siedząc w salonie i wyglądając przez okno zastanawiałam się jak to wszystko jest możliwe. Drugiego stycznia mieli zjawić się panowie przez, których tak naprawdę całe to zamieszanie, czyli Harry, Louis, Liam, Zayn oraz Niall. Tak nauczyłam się ich imion i nawet mniej więcej rozróżniam. Mam problem z tymi na „L”. Ale jakoś może uniknę zwracania się do nich po imieniu to wtedy ich nie pomylę. Zresztą to tylko dwa dni. W końcu nadszedł trzeci dzień stycznia i już o siódmej kazali mi się stawić w namiocie, w którym mieli mnie umalować, uczesać i dać ubrania, w których będę występować. Krótkie, dżinsowe spodenki i bluzka z wielkimi czerwonymi ustami na środku, a do tego okulary przeciwsłoneczne i byłam gotowa. Na wieczorne czy tam nocne sceny miałam siedzieć w bluzie jednego z chłopaków. Tak żeby było „romantycznie”. Jak zwykle dość mocno podkreślone oczy, a reszta twarzy jak najdelikatniej. Moje długie włosy zostały jeszcze dodatkowo trochę podkręcone i usztywnione dość sporą ilością lakieru. Kiedy się ubierałam nagle wpadli panowie. Pięciu rozwydrzonych dzieciaków. Moja pierwsza sugestia. Jednak po chwili jak zobaczyli, że tam jestem panowie stanęli grzecznie w rządku i się przedstawili.
-Harold Harry Styles.-kręcony ucałował moją dłoń.
-Liam Payne.-ten co go mylę również wykonał ten sam gest co jego poprzednik.
-Niall Horan.-blondyn poszedł w ślady poprzedników.
-Zayn Malik.-mulat to samo.
-Louis Tomilson.-no i drugi co go mylę nie mógł być gorszy.
-Patrycja Łucja Rej.-przedstawiłam się. Ku mojemu zdziwieniu panowie nagle wszyscy mnie otoczyli i zrobili jak to oni nazwali „grupowego przytulaska”. Co z tego, że trochę mnie przydusili. Ważne, że wyszedł przytulasek. Teraz to oni siedzieli i się pięknili żeby dobrze wyglądać. Jednak według mnie niektórym nic nie pomoże. Nawet góra makijażu. Jak mają być brzydcy to i tak będą. Z tą właśnie myślą opuściłam namiot i poszłam szukać reżysera aby dopytać się go o to czy koniecznie będę musiała wylądować w wodzie. Po dość długich poszukiwaniach i dopytywaniu się każdego gdzie go znajdę w końcu znalazłam. Po krótkiej dyskusji okazało się, że nie mam co jęczeć i tak wyląduję w wodzie. Byłam tym faktem bardzo niepocieszona no ale jak mus to mus. Kiedy panowie już się wymalowali i uczesali mogliśmy nareszcie zacząć kręcić . Jak się okazało najpierw właśnie miały być nakręcone te sceny „mokre” więc po wszystkich ustaleniach już w pierwszych minutach wylądowałam w wodzie. Jeżeli ktoś sobie pomyśli, że to spełnienie moich najskrytszych marzeń żeby Harry przerzucił mnie przez swój bark i z rozpędem wpadł do wody, a potem w niej podtapiał to jest w błędzie. W efekcie jak już naprawdę zaczął mnie topić we własnej obronie zawaliłam mu w jaja krótko mówiąc. Dzielny chłopak tylko zacisnął wargi i pomógł mi wstać. To jeden uświadomiony, że łapki mają trzymać przy sobie. Jak tylko wyszliśmy z wody od razu dostaliśmy ręczniki. Kazali nam iść się wysuszyć, a tymczasem pozostali nagrywali swoje jakieś solowe fragmenty. Kiedy siedzieliśmy i suszyli nam włosy zawzięcie próbowałam znaleźć zasięg co niestety było nie tylko utrudnione przez to, że suszono mi włosy ale też przez to, że znajdowaliśmy się w jakiejś dziurze zasięgowej. Tak się wierciłam, że w końcu wylądowałam na podłodze obijając sobie przy tym porządnie tyłek. Na co siedzący obok Harry zaczął się niemiłosiernie śmiać.
-Harold według mnie wystarczająco sobie nagrabiłeś.-powiedziałam po czym zrobiłam zdjęcie jego twarzyczce, którą okalał jeden wielki puch czy jak kto woli szopa. Od razu wrzuciłam na Twittera. „Taki tam Harold” oraz adnotacja do jego Twittera.
-Sprawdź Twittera.-powiedziałam siadając ponownie na fotelu i tym razem już się nie wierciłam.
-Osz ty!-wydarł się-Przecież to zdjęcie będzie jutro we wszystkich gazetach w całym internecie!
-A filmik, który nakręciłeś jak spieprzam się z tego fotela to niby gdzie będzie?-zapytałam.
-No na pewno nie w gazecie.-powiedział.
-Ależ ty bystry.-pokręciłam z niedowierzaniem głową-Masz go usunąć i to natychmiast!
-No dobra, dobra.-powiedział i usunął pokazując mi ekran kiedy usuwał. Po chwili dołączyliśmy do reszty i kręciliśmy dalsze sceny. Jeżeli nie umrę przez te dwa dni śmiercią tragiczną to będzie dobrze. Na każdym kroku robili wszystko żebym się nie wiem wywaliła czy jak. Ale to, że kiedy siedziałam na kocyku i wyszarpnęli mi go spod tyłka było chamskie. Ale jeżeli chcą wojnę to proszę bardzo. Kiedy kręcili wszyscy razem przypadkowo jeden się potknął i przewrócił na drugiego, drugi na trzeciego, trzeci na czwartego, a czwarty na piątego. Jednak jak zaczęli mnie gonić po plaży to miałam problem z tym żeby im zwiać z racji, że to faceci i mają dłuższe nogi. Tym sposobem Lou razem z Niallem mnie dogonili i jeden wziął za ręce drugi za nogi i już kolejny raz miałam być mokra gdy reżyser zaczął się na nich drzeć, że nie mogę być mokra bo to będzie kolejna strata czasu na moje schnięcie. Wszystko było by fajne gdyby nie to, że jak tylko reżyser ich opierdolił oni tak jak stali to upuścili mnie na ziemię i tyłek bolał mnie już drugi raz w tym dniu. Wieczorem kręciliśmy sceny przy ognisku. Mimo dość wysokiej temperatury na dworze ja musiałam siedzieć jeszcze dodatkowo w bluzie, która była za duża bo miało wyglądać jakby należała do mojego chłopaka. Nawet miło było gdy tak siedzieliśmy ale seria żartów o blondynce i już nie było tak miło.


Dodaję dwójeczkę :D  Za wszelkie błędy przepraszam!
Po pierwsze chciałabym baaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaardzo podziękować Kai M. za rozreklamowanie mojego bloga <3
Dziękuję za wszystkie komentarze! Nigdy bym nie przypuszczała, że już pod pierwszym rozdziałem  będę mieć 13 komentarzy! Kocham Was <3 Mam nadzieję, że zostaniecie tutaj ze mną na dłużej i będziecie dzielnie czytać i komentować moje wypociny :) W miarę możliwości będę czytać Wasze blogi i komentować :) Jednak nic nie obiecuję bo zbytnio na to czasu teraz nie mam :/
Padło pytanie jak często będę dodawać rozdziały. Tak więc odpowiadam kiedy dodam wtedy dodam. Nie mam jakiegoś specjalnego systemu. To w dużej mierze zależy od mojej dostępności do komputera czy też już później od tego czy będę mieć napisany rozdział :) Mogę powiedzieć, że w ciągu dwóch tygodni na pewno będzie się coś pojawiać. Pytania o to kiedy dodam następny rozdział będę ignorować z racji, że jest to uciążliwe. Wiem co mówię bo to nie pierwsze opowiadanie, które piszę. 
Ktoś prosił też o większą czcionkę proszę bardzo :) Frontem do klienta :D

W zakładce kontakt dodałam mojego Twittera zapraszam tam będę odpowiadać na pytania i udzielać wszelakich informacji bądź na GG jeżeli ktoś nie ma TT :) 
Trochę długie te ogłoszenia ale tak musi być jak się ma wiele do przekazania :D
Co do komentowania to mam jeszcze jedną prośbę ;) Jeżeli komentujecie jako Anonimowy to proszę abyście podpisywali się pod treścią swojego komentarza :) 

Pozdrawiam i zachęcam do komentowania Harolda :*

piątek, 22 lutego 2013

1. Pięć minut...

„Na prawdziwą miłość pierwszą drugą siódmą na to by się wybić lub tylko się urżnąć na to aby zostać raz człowiekiem czynu i wstać trochę wcześniej masz tylko pięć minut” tak głosiły słowa mojej ulubionej od pewnego czasu piosenki. Idąc za jej fragmentem wstałam te pięć minut wcześniej, a może trochę więcej niż pięć minut i zakładając czarne szorty, zwykłą białą bokserkę i naciągając stare już i wysłużone granatowe Conversy wybiegłam z domu związując moje blond włosy w wysokiego kucyka. Szybko osiodłałam konia mojej sąsiadki, która pozwalała mi na nim jeździć zawsze kiedy miałam tylko na to ochotę. No właśnie i teraz ją miałam. Z racji, że w Australii w grudniu nawet o godzinie czwartej rano jest ciepło ni­e miałam zamiaru zmarznąć w moim dość skąpym stroju. Wyjechałam na plażę, która znajdowała się tuż przy moim domu. W sumie to mój dom znajdował się na plaży. Jak zresztą reszta domów przy tej ulicy. Wschód słońca na plaży w Australii oglądany z niecałych dwóch metrów przy wolnym galopie to coś co naprawdę potrafi człowieka odciąć od rzeczywistości. Kiedy już byłam prawie pod moim domem zdziwiła mnie jedna rzecz, a raczej osoby, które coś oglądały i chyba mierzyły tak naprawdę po moim kawałku plaży bo go wykupiłam. Podjechałam stępem do tych ludzi. Najpierw się przyjaźnie uśmiechnęłam po czym zapytałam co tutaj się dzieje. Panowie odpowiedzieli mi, a było ich trzech, że szukają miejsca na nakręcenie teledysku. Mój mózg nie zakodował nazwy zespołu bo był bardziej zajęty wyjaśnianiem, że ten fragment plaży prawnie należy do mnie i gdyby chcieli cokolwiek tutaj organizować to muszą mieć na to moją zgodę pisemną bo inaczej mogę ich podać do sądu. Tak, tak dziwnie to musiało wyglądać. Dziewczyna, która zaledwie pół roku temu skończyła osiemnaście lat, siedząca na koniu tłumaczy jakimś obcym facetom z typowym angielskim akcentem, że może ich pozwać do sądu bo chcą nakręcić teledysk na jej plaży. Każdy normalny zacząłby się śmiać. Jednak Ci panowie co było dla mnie dużym zaskoczeniem, a za razem miło mi się na sercu zrobiło, że jednak ktoś bierze moją drobną i chudziutką osóbkę na poważnie, nie mieli najmniejszego zamiaru się ze mnie śmiać. Zsiadłam z Aragorna (tak Lucy ma fioła na punkcie Tolkiena, jej kot nazywa się Bilbo, a pies Frodo) i przysłuchiwałam się ich rozmowie. Po chwili jeden z nich podał mi swoją wizytówkę i poinformował, że będzie do mnie dzwonił w sprawie spotkania dotyczącego wynajmu mojej plaży. W sumie to dziwne, że chce im się w to bawić jeżeli mają tysiące kilometrów plaży, a oni akurat wybrali mój malutki fragmencik piasku. Wzięłam od niego tą wizytówkę, a oni uścisnęli mi dłoń i oddalili się. Jestem w Australii od pół roku i miałam parę mniej czy więcej ciekawych przygód ale pojawienie się tych gości z Londynu, bo taki adres znajdował się na wizytówce, było czymś co mnie naprawdę zaintrygowało. Odprowadziłam i rozsiodłałam Aragorna po czym pobiegłam do mojego domku i wzięłam szybki, zimny tym samym orzeźwiający prysznic. Kiedy stałam owinięta turkusowym ręcznikiem i z turbanem na głowie w mojej garderobie, dostałam wiadomość. Od razu szybko ją odczytałam. Po raz kolejny upewniłam, że moja sąsiadka jest największym leniwcem jakiego spotkałam w moim dość krótkim ale za to jak intrygującym i interesującym życiu. Zaprosiła mnie na śniadanie. Co z tego, że okno jej kuchni jest prawie okno w okno z moją sypialnią przez co lubi bezczelnie czasami sprawdzać czy już wstałam. Wygodniej przecież napisać smsa. Pewnie nawet z łóżka nie wstała. Szybko jej odpisałam, że będę za pół godziny z dopiskiem, że doskonale wiem, że jeszcze leży w łóżku. Odpowiedziała mi tylko roześmianym emotikonem. Naciągnęłam na moją zgrabną pupcię majtki i bordowe szorty, a na stanik założyłam luźną koszulę z odwiniętym rękawami trzy-czwarte, którą wkasałam w spodenki. Następnie zabrałam się za moje włosy. Nie za długie nie za krótkie, falowane oraz blond idealnie pasowały do delikatnych rysów mojej twarzy. Rozczesałam i zaczęłam suszyć. Pozostawiłam je na wpół mokre żeby uniknąć niechcianego puchu bądź jakiegokolwiek innego zniekształcenia, które działałoby mi na nerwy. Delikatny makijaż zwany codziennym bo składał się tylko z lekkiego po tuszowania rzęs i użycia eyelinera oraz bardzo niewielkiej ilości pudru na policzkach. Tak jak obiecałam Lucy byłam po półgodzinie u niej w kuchni i przyrządzałyśmy razem tosty. Opowiedziałam jej o tych gościach, których spotkałam rano na plaży i ona również była zszokowana jak ja. Z racji, że jest sobota to Lucy ma wolne od studiów i zazwyczaj takie dni spędza ze mną bądź swoim zwierzyńcem. Ma dwadzieścia trzy lata i jakoś nie śpieszono jej szukać chłopaka. Mimo że jest wysoką, długonogą brunetką o ślicznych, ciemnoniebieskich oczach to ona wmawia sobie i reszcie świata, że ona nie nadaje się do takich spraw jak mężczyźni. Dziwię się jej bo tylu się za nią ogląda. Co pójdziemy na zakupy czy do jakiegoś miejsca publicznego gdzie znajduje się dużo osobników płci przeciwnej to każdy bezkarnie się na nią gapi, a ona tego nie zauważa. Jednak mimo, że dzieli nas pięć lat różnicy w wieku to mogę spokojnie stwierdzić, że Lucy zalicza się do moich bratnich dusz. To ona pomogła mi znaleźć to mieszkanie, a właściwie przekupić swoim urokiem poprzednich właścicieli, że muszą mi koniecznie je sprzedać. W niecałe pół roku zyskałam cudowną przyjaciółkę, której reszta świata może mi zazdrościć. Jak zwykle czas na śniadaniu minął nam bardzo przyjemnie po czym rozłożyłyśmy się na kanapie panny John's i obmyślałyśmy dalszy plan działania. Padło na to, że najpierw pójdziemy damy jeść Aragornowi, a potem położymy się na plaży i będziemy patrzeć jak nieudolnie surferzy próbują się popisać przed resztą ludzi znajdujących się na plaży. Z racji, że dzisiaj jest sobota to będzie ich naprawdę dużo, tak samo jak reszty ludzi. Zadziałałyśmy według naszego planu. Lucy poszła nakarmić swojego konia, a ja przebrać się w kostium i przygotować do długiego leżenia i nic nie robienia. Kiedy weszłam do swojej garderoby pierwsze co zobaczyłam to mój telefon, a na nim wizytówka od kolesia z plaży. Wzięłam jedno i drugie do ręki po czym zapisałam sobie jego numer tak na wszelki wypadek. Przyszykowałam się i już po paru minutach wygrzewałyśmy się w cudownym słońcu Australii. Żyć nie umierać. Około szesnastej do Lucy zadzwoniła mama mieszkająca po drugiej stronie naszego miasteczka znajdującego się na obrzeżach wielomilionowego Melbourne, że ma do niej dzisiaj przyjechać bo w końcu zapomnij jak jej matka wygląda. Ja nie miałam tego problemu jakim jest nadopiekuńcza mamusia bo z tego co mi wiadomo Lucy była u swojej mamy jakieś pięć dni temu. No ale moi rodzice są naprawdę zajebiści bo kto by pomyślał, że pozwolą mi wyjechać do Australii na rok, z możliwością przedłużenia, tuż po skończeniu matur. Tak nawet na wyniki nie kazali mi czekać tylko powiedzieli, że odbiorą je za mnie. Co miesiąc przysyłali mi dawkę gotówki co bym sobie jakoś specjalnie nie musiała głowy zaprzątać zarabianiem pieniędzy. Mój tata nawet powiedział, że będzie mi rachunki płacił bo w końcu czego się nie robi dla ukochanej córeczki. Ja miałam odpoczywać po wyczerpujących trzech latach niezłego zapieprzania w jednym z najlepszych liceów w Warszawie oraz w Polsce. Dzięki tej tyrańskiej pracy opanowałam perfekcyjnie angielski, włoski, niemiecki i hiszpański. Teraz pod moim ostrzałem znalazł się japoński bo jest to bardzo popularny język w Australii, a ja jako nieugięta uczennica języków obcych zamierzam się i z nim zmierzyć. Jednak zamierzam to sobie pozostawić na kolejne lata mieszkania tutaj. Lucy pojechała do swojej rodzicielki, a mnie dopadła wena. Zaczęłam pisać kolejne teksty piosenek, które pojawiały się u mnie w głowie pod bliżej nie określoną mi melodię. Nie wiem dlaczego ale zawsze najpierw siadałam i zapisywałam tekst po czym brałam moją ukochaną gitarę akustyczną i powstawała melodia. Czasami tekst pozostawał bez swoich nut tylko jak się go czytało to melodia sama się nasuwała. Mój stary wysłużony notes w czerwonej okładce miał już po dziurki w nosie pewnie tych wszystkich moich wypocin czy przypływów weny no ale cóż poradzić kiedy mi się rodzi tyle pomysłów na piosenki czy czasami wiersze albo krótkie opowiadania. Ale nie powinien narzekać bo teraz to i tak może trochę się wprawiłam pierwszy notes w żółtej okładce powinien mnie nienawidzić z racji, że w nim zaczynałam i naprawdę jest to jakiś koszmar co ja tam pisałam. Około godziny osiemnastej zaczął wibrować mój telefon przy okazji wydając z siebie dźwięk pierwszych taktów piosenki Coldplaya „Lost+”. Spojrzałam na wyświetlacz po czym odebrałam. Dzwonił ten koleś co kręcił się po mojej plaży razem ze swoimi kolegami. Przedstawił się mi jeszcze raz bo jakoś rano specjalnie nie miałam ochoty zapamiętywać ich imion, nazwisk, czy stanowisk. Bardziej mnie obchodziło co chcą od mojego piasku. Tym razem zakodowałam. Ted Smith był menadżerem jakiegoś zespołu z Wielkiej Brytanii o nazwie One Direction. Na dodatek zespół będzie niedługo nagrywał nowy teledysk i ma mu posłużyć „mój kawałek podłogi”. Jednak najpierw ja muszę się na to zgodzić. Zapisałam sobie na marginesie w moim czerwonym notesie nazwę zespołu żeby ich sprawdzić w internecie i powiedziałam Tedowi, że za jakąś godzinkę do niego zadzwonię i ewentualnie ustalimy termin spotkania. Chyba się ucieszył, że dałam chociaż taki cień nadziei. Niech ma chłop chociaż tyle. Jak tylko skończyłam z nim rozmawiać szybko pobiegłam do domu i włączyłam laptopa. Wpisałam w wyszukiwarkę nazwę zespołu po czym zaczęłam przeglądać wszystkie fora plotkarskie oraz filmiki na YouToube. Dowiedziałam się, że ich zespół powstał i zaistniał dzięki programowi X-factors. Nawet przyjemnie się ich słuchało. Buźki też mieli nie takie złe. W mojej głowie zrodził się genialny plan. Po godzinie tak jak obiecałam Tedowi zadzwoniłam i wszystko omówiliśmy. Za dwa dni miałam się spotkać z menadżerem, ludźmi od teledysku i jakimś ich prawnikiem. Wszystko tylko po to, że oni chcą akurat mój piasek na swoje potrzeby. Jak tylko skończyłam rozmawiać napisałam wiadomość do Lucy, że jak tylko wróci to ma do mnie przyjść. Musiałam z nią omówić parę spraw dotyczących tego spotkania. W końcu studiuje prawo to może mi towarzyszyć jeżeli tamci będą mieć prawnika pod ręką to i ja mogę mieć. Co prawda jeszcze bez dyplomu ale nikt nie musi o tym wiedzieć, a Lucy nie dość, że będzie wiedziała co mówi to jeszcze jest doskonałą aktorką więc w razie potrzeby trochę przyaktorzy i wszystko będzie idealnie. Zanim jednak ona wróciła do domu to ja zdążyłam napisać piosenkę, która idealnie pasowałaby do boys bandu, który przed chwilą dotarł i do mojego świata. Tekst może i banalny ale zapewne porwałby tłumy szalejących za nimi nastolatek bo w końcu o miłości. Do tego chwytliwa, dość szybka melodia i hicior jakby nie patrzeć. Ale najpierw trzeba go jakoś sprzedać menadżerowi tych chłopaków. Jak już Lucy wróciła to zgodnie z umową wylądowała u mnie w domu. Ona chyba bardziej się tym jarała niż ja. Jej entuzjastyczny okrzyk chyba słyszała cała Australia. Z racji, że było dość późno to stwierdziłyśmy, że niedziela będzie dniem, w którym wszystko omówimy ona posłucha milion razy mojej piosenki i powie mi czy mogę ją puścić w świat. Jeszcze nikt oprócz moich rodziców oraz Lucy nie słyszał żadnego utworu napisanego przeze mnie. Zresztą kogo by to obchodziło. Miałam cichą nadzieję, że menadżera tych chłopaków chociaż troszeczkę zainteresuje. Z pozytywnym nastawieniem zasnęłam myśląc cały czas o tej piosence. Całą niedzielę spędziłyśmy na dopracowywaniu naszego, a raczej mojego pomysłu. Jednak uznałam, że prędzej skoczę na bandżi niż pokarzę komuś to co napisałam, a trzeba dodać, że mam okropny lęk wysokości i nigdy nie skoczę na bandżi. Lucy była niepocieszona no ale niestety musiała pogodzić się z moją decyzją. Naszykowałyśmy sobie nawet ubrania co by nie mieć tego problemu tuż przed wyjściem na jutrzejsze spotkanie z ludźmi od One Direction. Ja wybrałam białą koszulę, spódnicę do kolana w duże kwiaty oraz baletki w kolorze jasnego beżu. Dla Lucy wybrałyśmy bordową koszulę oraz beżowe spodnie. Na nogi miała założyć cieliste szpilki co by poważniej wyglądała.


Oddaję pierwszy rozdział :) Mam nadzieję, że Wam się spodoba :) Liczę na chociaż najmniejszy komentarz oraz na chociaż najmniejszą reklamę wśród Waszych znajomych bądź na Waszych blogach, które z chęcią poczytam :) 
Jeżeli ktoś chce być informowany odsyłam do zakładki "Kontakt" po numer mojego GG :)

Pozdrawiam Harolda :)

Witam!

Witam! 
Moje imię to Zuzanna jednak piszę pod jakże dużo mówiącym pseudonimem Harolda :) Moja przygoda z pisaniem zaczęła się już dawno (odsyłam do zakładki "Poprzednie wcielenie"). Postanowiłam napisać historię z One Direction zupełnie przez zwykły przypadek :) Otóż trafiłam na początku lutego na bloga niejakiej Kai M. i mimo dość dużej liczby rozdziałów przeczytałam go w jeden dzień :) Już w trakcie czytania w mojej głowie zaczęła układać się ta historia :) Następnie dość duża ilość przesłuchanych piosenek czy występów chłopaków no i zaczęłam pisać :) Po tym jak napisałam 20 stron w Wordzie założyłam bloga i teraz mam zamiar zacząć publikować :) Mam nadzieję, że przyjmiecie mnie ciepło i będziecie z chęcią czytać i komentować :)

W zakładce "Bohaterowie" przybliżyłam postać głównej bohaterki bo panów to nie muszę chyba nikomu tutaj przedstawiać :)
Zachęcam również do odwiedzenia zakładki "Happ Iness" ;)

Informuję o nowych rozdziałach przez GG znajdziecie je w zakładce "Kontakt" :)

Pozdrawiam Harolda :*