wtorek, 31 grudnia 2013

26. Ej bo będę zazdrosna.

Usiadłam przy pięknym fortepianie, który stał w salonie w domu Eleonor i Louisa. Zaczęłam delikatnie naciskać kolejne klawisze.
-Lubię gdy Loui czasami gra wieczorami. Oczywiście tymi wieczorami kiedy nie jest na drugim końcu kraju albo świata.-powiedziała brunetka opierając się o instrument.
-Nie wiedziałam, że Louis umie grać.-zdziwiłam się.
-Dla mnie to też był szok.-zaśmiała się-A teraz przeżyjesz jeszcze większy szok. On sam nawet próbuje coś komponować.-otworzyłam szeroko oczy i uśmiechnęłam się przyjaźnie.
-To już mam pierwszego pomocnika do pisania piosenek.-ucieszyłam się.

Siedziałyśmy z Eleonor na podłodze przy kanapie, zajadałyśmy się pizzą i popijałyśmy ją winem. Wieczór mijał nam raczej w wesołej atmosferze. Cały czas zaśmiewałyśmy się z różnych historii jakie sobie opowiadałyśmy. Kiedy na zegarku pojawiła się czwarta przetarłyśmy obydwie oczy ze zdziwienia. Louis wrócił jakieś dwie czy trzy godziny temu i prosto poszedł do łóżka.
-Chyba pora żeby wróciła do domu.-westchnęłam.
-Odprowadzę Cię.-razem ruszyłyśmy. Na szczęście już za niecały tydzień pozbędę się gipsu. Kiedy dotarłyśmy do celu pożegnałyśmy się i Eleonor ruszyła z powrotem do swojego domu. Weszłam do środka i zastałam Harrego śpiącego na kanapie w salonie. Podeszłam do niego po cichu i przyjrzałam mu się z czułością. Dotknęłam delikatnie dłonią jego policzka na co on poruszył się niespokojnie. Szybko zabrałam dłoń i ruszyłam w stronę schodów. Kiedy już przebrałam się w piżamę od razu położyłam się do łóżka sen przyszedł niemal natychmiast.

Zobaczyłam jak przysuwa swoje usta do moich. Zdziwiona lekko rozchyliłam je i odsunęłam się do tyłu. W klubie było pełno ludzi więc nie miałam zbytnio gdzie uciekać.
-Widzę, że fajnie się tutaj bawisz!-usłyszałam za sobą tak dobrze znany mi głos. Gorzej być nie mogło. Odwróciłam się i zobaczyłam jego zielone tęczówki, z których wręcz kipiała złość. Nick przysunął się bliżej do mnie z chytrym uśmieszkiem na ustach. Automatycznie się od niego odsunęłam z przerażeniem na twarzy. Chciałam zrobić krok w stronę Harrego ale dłoń na moim nadgarstku mi nie pozwoliła.
-Nie dotykaj mnie!-zaczęłam się szarpać.
-Nie przesadzaj maleńka jeszcze przed chwilą tego chciałaś. A teraz nagle zgrywasz nieprzystępną jak pojawił się twój chłoptaś?-prychnął i przewrócił oczami. Po jego słowach moja dłoń spotkała się z jego policzkiem. Syknęłam z bólu i wyrwałam się temu kretynowi. Spojrzałam w stronę gdzie wcześniej stał Harry ale jego już tam nie było. Jego postać kierowała się do wyjścia z tłocznego i dusznego klubu. Od razu ruszyłam biegiem za nim. W moich oczach zaczęły zbierać się łzy. Skręcił w stronę parku więc pobiegłam za nim. Te cholerne szpilki strasznie mi przeszkadzały więc po prostu je zdjęłam i ruszyłam biegiem za Harrym.
-Harry! Zaczekaj!-krzyknęłam, a on się odwrócił. Na jego twarzy wymalowana była złość.
-Po co mam czekać?! Leć sobie do tego twojego chłoptasia!-matko co ja narobiłam.
-Sam się do mnie przystawiał!-krzyknęłam, a z moich oczu zaczęły płynąć łzy.
-Jasne. Zawsze tak mówią. Ja wracam z tego pieprzonego Meksyku żeby się z tobą zobaczyć żeby naprawić swoje błędy, a ty tutaj jak widać w najlepsze się bawisz.-jego słowa jak małe szpileczki wbijały mi się w serce, a z oczu łzy płynęły strumieniami rozmazując mi wszystko przed oczami.
-Miałam tego wszystkiego dość. Poszłam z El na imprezę żeby odreagować. Zaczął się do mnie przystawiać! Nie chciałam tego!-pokręcił tylko głową.
-To w takim razie gdzie zgubiłaś El?!-zapytał wyrzucając ręce w powietrze.
-Nie wiem gdzie ona jest.-załkałam. Powiedziała, że idzie do toalety, a ja zostałam na parkiecie.
-Może jej tam w ogóle nie ma? Może jest z Louisem, który przyleciał razem ze mną?-warknął, a ja nie wiedziałam co miałam odpowiedzieć. Nic mi nie powiedziała.
-Nie wiem.-powiedziałam cicho i nie wiedziałam co mam robić.
-Jak się dowiesz to możesz przyjść po swoje rzeczy i może to mieszkanie nie byłoby głupim rozwiązaniem.-warknął po czym odkręcił się i odszedł zostawiając mnie tak samą na środku tego pustego parku. Cała się trzęsłam z zimna i ze strachu. Łzy nie chciały przestać lecieć. Usiadłam na ławce i podkulając kolana schowałam w nie twarz płacząc nad swoim życiem.

-Pati obudź się. Obudź się!-ktoś delikatnie dotykał mojego policzka. Po chwili poczułam jak jego usta dotykają mojego czoła. Otworzyłam szybko oczy i usiadłam gwałtownie. Miałam mokre policzki od łez i cała byłam roztrzęsiona. Harry szybko przyciągnął moje ciało do swojego, a z moich oczu poleciała kolejna porcja łez.
-Już wszystko jest w porządku. Spokojnie. To był tylko zły sen. Już jesteś bezpieczna.-szeptał mocno trzymając mnie przy sobie i delikatnie gładząc po plecach.
-Harry błagam nie pozwól mu się do mnie zbliżać.-wyszeptałam kiedy już się uspokoiłam.
-Kimkolwiek on jest nie pozwolę mu na to.-powiedział patrząc mi się w oczy. Położył się, a ja od razu wtuliłam się w jego ciało.
-Dziękuję.-pocałowałam jego klatkę piersiową.
-Może mi opowiesz kto to był? Podobno zawsze lepiej się człowiekowi robi kiedy już wyrzuci z siebie te wszystkie złe emocje.-wyszeptał nadal gładząc mnie po plecach. Po chwili milczenia opowiedziałam mu cały sen.
-To wszystko było takie realistyczne.-powiedziałam na sam koniec. Harry podał mi chusteczki, a ja w dość mało kulturalny sposób wydmuchałam nos.
-Mogłem Cię nie zabierać na ten mecz. Nie miałabyś teraz żadnych koszmarów.-powiedział.
-No tak jeszcze zacznij się za to obwiniać. Czasem już się tak dzieje, że musi się przyśnić jakiś koszmar. Nic na to nie poradzę.-objęłam jego twarz dłońmi-A ty masz mi się tutaj za to nie obwiniać.
-Tak jest.-zasalutował, a mi od razu lepiej się zrobiło kiedy usłyszałam jego śmiech.
-Zgłodniałam.-wymamrotałam-Która jest godzina?
-Jest Słonko dwadzieścia minut po drugiej.-powiedział Harry sprawdzając na swoim zegarku.
-Po drugiej?-zapytałam zdziwiona. Dopiero teraz zauważyłam, że jest ubrany w krótkie spodenki i koszulkę.
-Tak po drugiej. Co byś zjadła?-zapytał podnosząc się.
-A co szef kuchni poleca?-zapytałam wstając. Wzięłam kule i ruszyłam w stronę garderoby.
-Coś na pewno wyczaruje.-powiedział i wyszedł z sypialni. Wybrałam sobie ubranie na dzisiejszy dzień. Piękne słońce na bezchmurnym niebie mogło oznaczać tylko jedno. Cały dzień na słońcu i opalanie się. Poszłam pod prysznic. Umyłam szybko całe ciało i włosy. Doszłam już do wprawy z tym gipsem i nie spędzam godziny na myciu się. W sumie to niedługo mają mi go zdjąć. Całe szczęście. Zawinęłam mokre włosy w turban i ubrałam się w wybrane przez siebie wcześniej ubranie. Umyłam zęby, po czym rozczesałam włosy i umalowałam się. Nie będę męczyć włosów suszarką, same niech wyschną. Kiedy zeszłam na dół zobaczyłam Harrego krzątającego się na tarasie. Od razu do niego dołączyłam.
-Śniadanio-obiad dla pięknej pani raz.-powiedział stawiając przede mną talerz z pięknie wyglądającymi kanapkami-Specjalność szefa Stylesa.
-Merci szefunciu.-zaśmiałam się i zabrałam się za jedzenie. Po konsumpcji tego jakże wykwintnego dania położyłam się na leżaku i zaczęłam delektować się słońcem, którego ostatnio tak bardzo mi brakowało. Harry przyniósł mi jeszcze wodę z hawajską parasolką i sam położył się na drugim leżaku.
-O której wczoraj wróciłaś?-zapytał się.
-Około czwartej nad ranem. Dlaczego spałeś na kanapie?
-Bo czekałem na Ciebie.-po chwili milczenia dodał-Co powiesz na parodniowy wypad do mojej rodzinnej miejscowości?-zapytał.
-Nie mam wyboru. Muszę się zgodzić.-zaśmiałam się-Ty już poznałeś moją mamę.
-No właśnie. Dzisiaj wieczorem wyjazd. Oczekuję Cię spakowanej na co najmniej trzy dni przy samochodzie o godzinie szóstej trzydzieści. Bez żadnych sprzeciwów.
-Tak jest panie kapitanie!-zasalutowałam śmiejąc się przy tym.

Harry zapakował nasze torby do bagażnika, a ja w tym czasie zajęłam miejsce pasażera. Założyłam na nos okulary przeciwsłoneczne. Miałam genialny humor pomimo tego porannego koszmaru. Chyba to słońce tak mnie działa. Nareszcie postanowiło zacząć świecić. W końcu mamy końcówkę kwietnia.
-Gotowa do drogi?-zapał Harry siadając na miejscu dla kierowcy i zapiął pasy. Podałam mu jego Ray Bany, a on je założył.
-Gotowa.-puściłam mu oczko, a on nachylił się w moją stronę i skradł mi słodkiego buziaka.
-To jedziemy.-odpalił swoje wielkie auto i wyjechał na ulicę. Droga upływała nam na rozmowach o niczym albo śpiewaniu piosenek, które leciały w radiu. Moje wykonanie „One way or another” jest milion razy lepsze niż chłopaków. Spokojnie mogłabym być ich wrogiem numer jeden na rynku. The Wanted mogłoby przy mnie podłogę czyścić.
-Wiesz co mnie zawsze zastanawiało?-zapytał Harry kiedy już przestałam się śmiać.
-No dawaj. Na pewno coś bardzo poważnego i ważnego.-powiedziałam sprawdzając w lusterku mój makijaż.
-Żebyś wiedziała, że jestem w stu procentach teraz poważny.-serio był poważny. Popatrzyłam się na niego z zaciekawieniem.
-Słucham Cię.-zachęciłam go żeby w końcu wydusił z siebie tą mega poważną sprawę.
-No więc zastanawiałem się czy byłabyś ze mną gdybym nie był sławny.-powiedział po chwili milczenia. Wpatrywałam się w jego profil. Kurde to naprawdę było poważne.
-Pewnie gdybyś nie był sławny to by nas tutaj nie było bo byśmy się nie poznali. Ale myślę, że jeżeli Ten na górze chciał żebyśmy byli razem to i tak by jakoś skrzyżował nasze drogi i jednak byśmy byli razem.-odpowiedziałam cały czas patrząc się na jego spokojną twarz. Jego usta wykrzywiły się w uśmiechu, a w policzkach pojawiły się dołeczki.
-Gdybym nie kierował to bym Cię pocałował. Więc wyobraź sobie, że Cię całuje.-powiedział śmiejąc się.
-Okej.-zamknęłam oczy i wyobraziłam sobie jak jego usta dotykają moich.
-Dobra już skończyłem Cię całować.-powiedział śmiejąc się.
-A było tak przyjemnie.-otworzyłam oczy i popatrzyłam się na niego z wyrzutem. Moja reakcja doprowadziła tylko do kolejnego wybuchu śmiechu. W takiej właśnie wesołej atmosferze zajechaliśmy na stację benzynową.
-Chcesz coś do jedzenia?-zapytał mnie Harry.
-Nie ale z przyjemnością skoczę do toalety.-powiedziałam wysiadając z jego dużego samochodu.
-Dobra.-powiedział i zaczął tankować. Doszłam do wymierzonego celu i załatwiłam moje potrzeby fizjologiczne. Kiedy wychodziłam wpadłam w jakiegoś mężczyznę.
-Oj przepraszam pana bardzo.-powiedziałam podnosząc moje kule, które upadły mi na podłogę.
-Nic się nie stało.-powiedział uśmiechając się pogodnie. Kiedy wyszłam na sklep zobaczyłam Harrego płacącego przy kasie. Zaczekałam na niego przy drzwiach. Uśmiech pojawił się na mojej twarzy gdy zobaczyłam jak Harry robi sobie zdjęcie z kasjerką po czym odchodzi machając do niej.
-Ej bo będę zazdrosna.-powiedziałam kiedy szliśmy już w stronę samochodu.
-Zazdrosna powiadasz.-powiedział Styles patrząc się na mnie z wysokości.
-Tak. Zazdrosna.-potwierdziłam zatrzymując się przy moich drzwiach.
-A co powiesz na to.-objął dłońmi moją twarz i zaczął mnie namiętnie całować. Kiedy przerwał oparł swoje czoło o moje i uśmiechnął się zadziornie.
-Powiem, że mogę tak zawsze i wszędzie o każdej porze.-wyszeptałam normując oddech.
-Mi pasuje.-zaśmiał się po czym pocałował mnie jeszcze raz tym razem delikatniej-A teraz wskakuj do naszej karocy bo nigdy nie dojedziemy.-otworzył mi drzwi, a ja usadowiłam się na moim miejscu. Ruszyliśmy w dalszą drogę. Tym razem było spokojniej. Słońce zachodziło powoli za horyzont malując na niebie piękną mozaikę kolorów. Nie wiem nawet ile czasu minęło aż w końcu Harry zatrzymał się na podjeździe pod małym domem.
-Jesteśmy w domu.-powiedział patrząc się na budynek. Jego oczy zaświeciły się radośnie, a na twarzy wymalował się ten piękny uśmiech. Wysiedliśmy i od razu podeszliśmy do drzwi. Harry otworzył je kluczami, które wyjął z kieszeni.
-Mamo! Wróciłem!-krzyknął zapraszając mnie gestem dłoni do środka.
-Witaj Harry.-usłyszałam damski głos. Obydwoje spojrzeliśmy na postać, która stanęła przed nami. Ja ze zdziwieniem, a Harry z przerażeniem.
-Julia.-wyszeptał.



Co za Julia? Hyhy :D Ja wiem ale Wam jak na razie nie powiem :D


Z racji, że mamy dzisiaj 31.12.2013 to chciałabym Wam życzyć aby ten nadchodzący 2014 był tylko lepszy żeby wszystkie Wasze postanowienia noworoczne się spełniły i żebyście w nich wytrwały :) Jak również żebyście z chęcią zaglądały na mojego bloga :) Bliskości, ciepła i duuużo, duuuużo miłości <3 Kocham Was <3
Do zobaczenia w nowym roku! 

Pozdrawiam i całuję Harolda :*

niedziela, 8 grudnia 2013

25. To tak ładnie wygląda tylko z boku...

(21 KWIECIEŃ)

Harry ma dzisiaj zagrać jakiś mecz ze swoimi kolegami. Nie znam ludzi no ale to nie moja wina, że on ma tylu znajomych. Pogoda jak zwykle nas nie rozpieszczała, niebo było całe w ciemnych chmurach, a deszcz jakby tylko czekał na wystrzał z pistoletu by móc spaść i zalać ulice Londynu. Okropnie się z tym czuję bo przecież mamy już prawie maj. Mam nadzieję, że w końcu zacznie się robić cieplej. Jednak mimo to wsiadłam do tego samochodu i Harry ruszył na obrzeża miasta gdzie podobno jest ich mały stadion, na którym zawsze sobie grają. Po półtorej godzinie wyjeżdżania z Londynu w końcu dotarliśmy na miejsce. Harry szybko wyskoczył i podbiegł przywitać się z kolegami, którzy już na niego czekali. Wyszłam i stanęłam z boku. Nie wiem czemu się uparł, że mnie nie zostawi samej w domu. Ciekawe czy cały dzień zamierza mnie tak olewać. Mimo wszystko delikatny uśmiech pojawił się na mojej twarzy kiedy widziałam jak cieszy się z tego, że widzi się ze znajomymi, z którymi podobno bardzo długo się nie widział. Po długiej chwili dopiero sobie o mnie przypomniał. Podeszłam do niego kiedy wyciągnął do mnie swoją dłoń. Już się nawet przyzwyczaiłam do chodzenia o kulach.
-Panowie to jest Patrycja. Patrycja to są moi kumple. Zack, John, Erick, Ronald, Louis, Ernest, Marcel, Christian.-przedstawił ich po kolei tak jak stali, a ja z każdym wymieniłam uścisk dłoń i uśmiech.
-Nie martw się jeszcze paru będziesz musiała zapamiętać bo ma się zjawić jeszcze kilku.-zaśmiał się pierwszy z nich, czyli Zack.
-Może jakoś sobie poradzę.-odpowiedziałam. Panowie ponownie wrócili do jakiejś dyskusji na temat piłki nożnej, a Harry wrócił po swoją torbę do samochodu.
-Chodź pokażę Ci gdzie możesz siedzieć i mi kibicować.-radość z niego wręcz kipiała. Widać, że naprawdę się za nimi stęsknił. Zaprowadził mnie na trybuny, a sam udał się do szatni. Cały stadion był w opłakanym stanie można spokojnie stwierdzić. Długie drewniane ławki służące za trybunę były połamane w wielu miejscach. Oświetlenie chyba dawno tutaj wysiadło. Murawą też się nikt nie przejmował bo było to pomieszanie piachu i resztek trawy. Barierki służące za ogrodzenie całe zardzewiałe. Miejsce trochę jak z jakiegoś horroru można powiedzieć. Koledzy Harrego już kopali piłę na boisku i głośno się do tego śmiali. Przyglądałam się im jacy są beztroscy. Wszyscy mniej więcej w tym samym wieku co mój chłopak, który już po chwili do nich dołączył. Siedziałam zamyślona i patrzyłam się tępo przed siebie. Głośne okrzyki chłopaków oznaczały, że któryś z nich strzelił gola albo popełnił jakieś wykroczenie. Piłka nożna nigdy nie była moim ulubionym sportem.
-A ty co tutaj tak sama siedzisz?-zapytał jakiś mężczyzna, a ja podskoczyłam jak oparzona, kładąc dłoń na klatce piersiowej-Przepraszam nie chciałem Cię przestraszyć.-usiadł obok mnie i pokazał swoje białe zęby w uśmiechu. Miał kruczoczarne włosy ułożone w artystycznym nieładzie, do tego w jednym uchu dość spory tunel. Mimo takiej pogody był w krótkich spodenkach oraz bluzce na ramiączkach, która pokazywała jego wyrzeźbione ramiona.
-Zamyśliłam się po prostu.-odwzajemniłam uśmiech.
-No to jak już wróciłaś na ziemię to mogę się spytać co tutaj tak sama siedzisz?-po co się pyta jak i tak się spytał?
-A oglądam sobie mecz.-uśmiechnęłam się-Ale my się chyba nie znamy.
-Oj przepraszam gdzie moje maniery. Nazywam się Nick i jestem tutaj stróżem.-wyciągnął do mnie swoją dłoń, a ja uścisnęłam ją.
-Patrycja i jestem dziewczyną jednego z biegających tam.-wskazałam boisko głową.
-A już myślałem, że sama z siebie tutaj przyszłaś.-zaśmiał się-Chyba nie jesteś Brytyjką.
-No nie jestem.-spojrzałam na boisko żeby ocenić sytuację. Mój chłopak od początku meczu nawet ani razu nie spojrzał w moją stronę to czemu teraz miałoby być inaczej.
-Nie wiesz czy przypadkiem nie kończą?-zapytał patrząc jak tamci zawzięcie walczyli o piłkę.
-Nie mam zielonego pojęcia.-wzruszyłam ramionami w geście znudzenia i skrzyżowałam ręce na piersi.
-Coś mi się wydaje, że to ostatnie miejsce gdzie chciałabyś teraz być.-zaśmiał się.
-Aż tak bardzo to widać?-zapytałam unosząc brwi w geście zdziwienia.
-Obserwuję cię od jakiś trzydziestu minut i cały ten czas siedziałaś patrząc się tylko w jeden punkt to na pewno musisz być największą fanką piłki nożnej.-że jemu nie jest zimo-Może chcesz się przejść? Pewnie już zmarzłaś tak siedząc.
-A wiesz, że z przyjemnością.-wstaliśmy i ruszyliśmy wzdłuż siedzisk do betonowych schodów na środku trybuny-Opowiedz mi coś o tym miejscu.
-Dużo tutaj nie ma do opowiadania. W latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych była tutaj mekka wszystkich piłkarzy z okolicy. Miejscowa drużyna rozgrywała tutaj mecze, przychodziło wtedy całe miasteczko. Mój tata w niej grał więc wiem co nieco na ten temat.-mimo iż Nick wydawał się bardzo sympatyczny coś mówiło mi, że wcale taki sympatyczny to nie jest. Mimo to poszłam na ten spacer. Może zrobiłam to dlatego, że Harry nawet nie zauważył, że zniknęłam. Od rana zachowywał się jak jakiś obcy mi człowiek. Nasza rozmowa od rana ograniczyła się do wymiany dwóch zdań. Kiedy my obeszliśmy cały obiekt oni skończyli grę i weszli do szatni. Nick odprowadził mnie na parking.
-Mam nadzieję, że kiedyś się jeszcze spotkamy.-jego szeroki uśmiech wydawał mi się dziwnie podejrzany. Matko mam chyba już jakieś urojenia, a może to to miejsce tak na mnie działa.
-Może kiedyś.-uśmiechnęłam się do niego przyjaźnie. Nieźle zmarzłam mimo że Nick mnie trochę przeciągnął. Po chwili zjawił się Harry i jego koledzy.
-To może daj mi jakieś namiary albo coś w tym stylu.-czy ja nie wspominałam o tym, że mam chłopaka?
-Dobra Nick ile dzisiaj?-zapytał jeden z kolegów Harrego.
-Tyle co zawsze.-odwarknął. Każdy wyjął portfel i się zrzucili. To oni muszą płacić za wynajem tej rudery?
-Masz.-podał mu ten sam chłopak co wcześniej się go pytał ile płacą.
-I wieczór z dziewczyną.-powiedział cichym i stanowczym głosem Nick. Cała się spięłam i poczułam jak krew odpływa mi z twarzy. Moje oczy musiały być wielkości spodków bo jakoś wierzyć mi się nie chciało w to słyszę.
-Nawet o tym nie myśl Hunter.-warknął Harry, który momentalnie sobie o mnie przypomniał i stanął przede mną.
-Ależ myślę i to poważnie.-znowu pokazał te swoje bielutkie zęby. Tym razem w już w nie takim sympatycznym uśmiechu. Dłoń Harrego odnalazła moją i byłam mu za to bardzo wdzięczna bo jeszcze chwila i bym upadła mimo kul.
-Idź lepiej kup sobie jeszcze trochę dragów za tą kasę. Więcej z tego będziesz miał. Może szybciej umrzesz.-warknął jeden z kolegów Harrego. Nick znowu się uśmiechnął po czym pokręcił głową i oddalił się pokazując nam swoje środkowe palce.
-Jeszcze się policzymy!-krzyknął. A ja nadal stałam jak wmurowana.
-Kretyn.-podsumował chyba Zack.
-Dobra jedziemy coś zjeść?-zapytał niski blondyn.
-Jasne. Tam gdzie zawsze.-zgodzili się i każdy poszedł w kierunku swojego samochodu. Wyswobodziłam się od dłoni Harrego i ruszyłam w stronę jego samochodu po czym usiadłam szybko na siedzeniu pasażera. Nadal byłam na niego zła za to, że tak po prostu traktował mnie jak powietrze. Zdecydowanie miałam już dość tego dnia. Nie dość, że chłopak traktował mnie jak powietrze, to zmarzłam jak cholera i jeszcze jakiś naćpany bałwan się do mnie przystawiał. Po chwili dołączył do mnie Harry, który znowu zapomniał o czymś takim jak rozmowa i nie odezwał się ani słowem. Ruszył za kolegami, a ja poczułam mój wibrujący telefon. Szybko wyciągnęłam go z kieszeni i odebrałam.
-Cześć Pati!-usłyszałam radosny śmiech Eleanor.
-Cześć El.-odpowiedziałam starając się nie brzmieć zbyt smutno.
-Co tam słychać?-zapytała.
-A po staremu.-odpowiedziałam wzdychając ciężko.
-Pokłóciliście się?-zapytała od razu.
-Nie chcę teraz o tym rozmawiać. Wieczorem zadzwonię to pogadamy.
-Albo wpadniesz do mnie na babski wieczór. Louisa wywalimy gdzieś i zamówimy sobie pizzę i znajdziemy jakieś wino. Od razu lepiej się poczujesz.-ciocia Ela w pogotowiu.
-Z wielką przyjemnością. Tylko, że nie wiem, o której będziemy z powrotem w domu.
-No to jak już wrócicie to daj mi znać. Nie pozabijajcie się tam tylko, cokolwiek robicie.-zastrzegła. Prędzej to ja chyba zamarznę.
-Dobrze. Będziemy ostrożni.-uśmiechnęłam się.
-To do zobaczenia.
-Papa.-rozłączyłam się i oparłam głowę o szybę lekko przymykając oczy. Deszcz, który od rana chciał spać w końcu sobie ulżył i zaczął zalewać ten marny świat. W moich oczach również zebrały się łzy. Nie wiem co one tam robiły ale ja ich na pewno nie zapraszałam. Pojedyncza łza spłynęła po moim policzku, a ja szybko ją starłam. Dojechaliśmy pod jakiś miejscowy bar. Harry zaparkował i wysiadł. Podążyłam w ślad za nim. Chociaż może lepiej by było gdybym została w samochodzie albo poszła w przeciwnym kierunku. Potarłam moje ramiona aby trochę je rozgrzać ale nic to specjalnie nie pomogło. Harry przytrzymał mi drzwi. Weszłam do budynku, w którym mieścił się bar. Harry przywitał się z kelnerkami machając im i usiadł przy dużym stole. Przysiadłam obok niego. Czułam się jak jakiś intruz albo inny nieproszony gość. Kiedy panowie już się wszyscy zjawili, podeszła do naszego wielkiego stolika drobna blondynka. Zamówili to co zawsze. Ciekawe cóż to takiego. Siedziałam z brzegu więc wstałam i podeszłam do baru gdzie krzątała się kelnerka, która zbierała od nas zamówienie.
-Przepraszam, czy jest tutaj toaleta, z której mogłabym skorzystać?-zapytałam przyjaźnie się do niej uśmiechając.
-Oczywiście, że jest. Korytarzem prosto, pierwsze drzwi po prawej. Proszę tutaj ma pani kluczyk.-podała mi srebrny kluczyk.
-Dziękuję.-ponownie się uśmiechnęłam i ruszyłam we wskazanym przez nią kierunku. Kiedy wróciłam każdy miał coś do picia. Przy moim miejscu stała filiżanka, a Harry jednocześnie rozmawiając z kolegą siedzącym obok niego wyciskał saszetkę z herbatą, a następnie wsypał dwie łyżeczki cukru, czyli tak jak lubię. Oddałam kluczyk kelnerce, a ona się do mnie promienie uśmiechnęła.
-Chyba bardzo musi panią kochać pański chłopak bo jeszcze nie widziałam, żeby jakiś mężczyzna przychodzący do tego baru z grupą swoich przyjaciół troszczył się o herbatę dla swojej dziewczyny.
-Po pierwsze żadna ze mnie pani. Patrycja, miło mi.-wyciągnęłam do niej dłoń.
-Veronica, mi również miło Cię poznać Patrycjo.-uścisnęła moją dłoń.
-Wracając do twojego spostrzeżenia. To tak ładnie wygląda tylko z boku bo jakoś od rana nie zauważyłam żeby był zainteresowany moją osobą.-uśmiechnęłam się smutno.
-Nie martw się. Wszystko będzie na pewno okej.-uśmiechnęła się pocieszająco.
-Mam cichą nadzieję.-westchnęłam-Dobra, a teraz tak pytanie z innej paczki. Może powiedziałabyś mi co to znaczy „to co zawsze”?-zapytałam. Ona tylko zaśmiała się, po czym wytłumaczyła mi, że jest to jadalne. Usiadłam ponownie obok Harrego i wzięłam w dłonie ciepłą filiżankę. Strasznie zmarzłam siedząc na tych trybunach więc herbata była zbawienna. Po chwili pojawiły się kelnerki z naszym posiłkiem. Rozmowy trochę przycichły na czas pochłaniania frytek z kurczakiem. Napisałam smsa do El, że nawet jeżeli bym miała dopiero o północy do niej dotrzeć to i tak się pojawię bo muszę odreagować przebywanie z taką ilością facetów przez tyle czasu, a ona odpisała, że mogę przyjść nawet później i że będzie na mnie cierpliwie czekać. Po dwóch godzinach dyskutowania i jedzenia panowie uznali, że koniec tego spotkania. Udaliśmy się do samochodu Harrego i od razu odjechaliśmy. Była godzina szósta, czyli nie tak źle jak się spodziewałam. Całą drogę powrotną Harry znowu milczał, a ja nawet nie miałam ochoty zaczynać rozmowy bo jeszcze by mi nie odpowiedział. Kiedy dojechaliśmy do domu Harrego od razu poszłam się przebrać na spotkanie z Eleanor. Szybko się ogarnęłam i zeszłam na dół. Zakładając but postanowiłam do niej zadzwonić.
-No cześć. Ja już się do Ciebie zbieram. Znaczy wychodzę.
-Spoko to wyganiam Louisa. Wysyłać Louisa po Ciebie czy Harry Cię podrzuci?-zapytała.
-To może przyślij Lou.-nie wiem nawet czy Harry zauważy, że wyszłam.
-Dobra. Czekam. Buźka.
-Do zobaczenia.-rozłączyłam się i poszłam do kuchni. Harrego nigdzie nie było, a przynajmniej ja na niego nie trafiłam. Znalazłam karteczkę i szybko napisałam, że wyszłam do El. Zostawiłam ją na wyspie i sprawdzając czy na pewno mam wszystko co potrzebne w torebce wyszłam z jego willi. Po chwili podjechał Louis, który podrzucił mnie pod swój dom, a sam wrócił do domu Harrego.



Rozdział napisałam już jakiś czas temu. Mam nadzieję, że Wam się podoba ;)
Na następny zapraszam jakoś za półtora tygodnia/dwa tygodnie. Oczywiście jeżeli przeżyję następny tydzień bo moje kochane liceum postanowiło zamordować kochaną 1b ilością klasówek, sprawdzianów i kartkówek...

Parę osób pisało, że nie działa link do zdjęcia z nową fryzurą Pati. Już go odświeżyłam :) Powinno być teraz wszystko okej :) Jeżeli nie będzie działać to dajcie znać :)
Pozdrawiam i całuję Harolda :*

niedziela, 24 listopada 2013

24. Zboczuch!

Dni uciekają jak szalone. Głowa już mnie tak bardzo nie boli. Właściwie to już mnie nie boli. Tylko czasami. Dzielnie chodzę o kulach albo raczej poruszam się między łóżkiem, łazienką, a kanapą w salonie. Chłopcy grają obecnie koncert w Birmingham. To ich przedostatni koncert w Wielkiej Brytanii i Irlandii tej trasy. W ten czas mieszka ze mną moja mama. Jest kochana bo gotuje mi te swoje pyszne obiadki. Ciekawa jestem ile przytyję w czasie jej pobytu w Londynie. Moje długie nic nie robienie wypełnia na szczęście przypływ niewiarygodnej weny. W ciągu tygodnia udało mi się napisać linię melodyczną pod trzy piosenki. Teraz tylko wystarczy dopisać słowa. Menadżer chłopaków poinformował mnie, że zatrudni mnie jako tekściarkę i kompozytorkę One Direction. Oczywiście nie tylko moje piosenki pojawią się na ich nowej płycie. Tak samo o napisanie piosenki przewodniej ich filmu będę musiała zawalczyć pisząc jak najlepsze słowa do jak najlepszej muzyki. Harry dzwoni do mnie cały czas i upewnia się czy wszystko w porządku. Już zaczyna mnie tym irytować. Bez przesady mam tylko złamaną nogę, a nie rozkruszoną czaszkę. Jednak mimo iż rozmawiam z nim co chwilę to i tak za nim tęsknię. To chore i sama się siebie zaczynam bać bo przecież nie widziałam go tylko niecałe dziesięć dni. To jak będę się czuła gdy wyjedzie na część trasy po Ameryce albo do Australii.
-Halo?-odebrałam telefon odkładając książkę na bok.
-Jak tam się miewa moja przyjaciółka?-zapytała radośnie Eleonor.
-Jakoś leci.-zaśmiałam się.
-Dobra to jak jakoś to ja znam sposób na polepszenie tego jakoś. Wyciągasz małą walizkę pakujesz ciuchy, buty, kosmetyki, inne pierdoły i czekasz na mnie aż po Ciebie przyjadę i jedziemy do Manchesteru.
-Oszalałaś?-zapytałam zszokowana.
-Może troszeczkę. Pati nie możesz opuścić ich ostatniego koncertu w UK. Albo wiesz co zmiana planów. Ja szybko spakuję swoje rzeczy do końca i jadę do Ciebie. Spakuję Cię i ruszamy w drogę.
-Jesteś szalona.-westchnęłam. Wiem, że jestem na przegranej pozycji i czy chcę czy nie chcę pojadę tam z nią. W sumie to nawet bardzo chcę tylko czy tak od razu mogę to jest gorszy problem.
-Wiem.-zaśmiała się.
-Dobra ty się pakuj, a ja informuję moją mamę co i jak.-podniosłam moje kule z podłogi i zaczęłam wstawać.
-Tak! Wiedziałam, że się zgodzisz.-powiedziała radośnie-To do zobaczenia.
-Pa.-rozłączyłam się po czym schowałam telefon do kieszeni i ruszyłam w stronę schodów. Moja mama siedziała w kuchni i pisała coś na laptopie. W sumie już wcześniej ustaliłyśmy, że wraca do Polski po zakończeniu trasy po UK. Najtrudniejszy czas mam za sobą, a jej pomoc była bardzo przydatna ale nie może też w nieskończoność tutaj siedzieć bo bym oszalała.
-Mamo jadę z Eleonor do Manchesteru na ostatni koncert chłopaków.-powiedziałam siadając na stołku barowym.
-Tak mi się coś wydawało, że będziecie chciały tam pojechać. Dlatego też zarezerwowałam sobie bilet na dzisiejszy wieczór.-uśmiechnęła się szczerze.
-Kocham Cię mamo.
-Ja też Cię kocham córciu.-podeszła do mnie i przytuliła jak małe dziecko.

Obudziłam się nagle i z przerażenia gdzie ja jestem aż podskoczyłam. Dopiero po chwili zorientowałam się, że przecież jedziemy z El na koncert.
-Już jesteśmy prawie na miejscu.-poinformowała mnie moja współtowarzyszka. Przespałam praktycznie całą drogę. Nie mogę się doczekać aż zobaczę zdziwioną minę Harrego. Eleonor podjechała pod arenę, na której mieli grać koncert i pokazała nasze przepustki, które dostałyśmy od chłopaków jeszcze przed moim wypadkiem. Zaparkowała obok jednego z tour busów i od razu wyskoczyła z samochodu. Wygramoliłam się jak najszybciej i ruszyłam za nią do drzwi jednego z autobusów.
-Cześć kotku.-powiedziała słodkim głosem do swojego telefonu-Gdzie jesteś?-w tym samym czasie otworzyły się drzwi i z autobusu wyszedł Louis. Jego mina była genialna. Eleonor rzuciła mu się na szyję i mocno się do niego przytuliła.
-Co wy tutaj robicie?-zapytał zdezorientowany ale jednak szczęśliwy.
-Jesteśmy. Nie mogłyśmy przegapić waszego ostatniego koncertu w UK.-powiedziałam podchodząc i przytulając go.
-Harry!-krzyknął wsadzając głowę do środka tour busa.
-Czego złamasie?-zapytał zaspany Harry. Mogę się założyć, że dopiero co wstał. Wyszedł w samych spodenkach nawet nie pofatygował się żeby założyć buty. Włosy sterczały mu we wszystkie możliwe strony.
-Pati!-rzucił się w moją stronę i mocno przytulił, a potem pocałował-Co wy tutaj robicie?
-Matko no przyjechałyśmy. Czy to naprawdę tak trudno zrozumieć.-westchnęła Eleonor przytulając się do boku Louisa.
-Dlaczego nie powiedziałyście, że przyjeżdżacie?-zapytał Harry.
-Bo to jest niespodzianka.-wyszczerzyłam się i dźgnęłam go palcem w żebra.
-Udała wam się.-powiedział radośnie Louis i pocałował El w czoło.
-Gdzie reszta zespołu?-zapytałam.
-Liam ćwiczy. Niall gdzieś tam polazł, a Zayn śpi. Ja też spałem ale ktoś mnie brutalnie obudził.-wyjaśnił Hazza posyłając groźne spojrzenie Lou.
-No co za piętnaście minut mamy próbę dźwiękową, a wy sobie w najlepsze śpicie. Poza tym to polecenie Paula było. Nie do mnie pretensje.-zaczął tłumaczyć się brunet.
-Idź się ubierz bo zmarzniesz.-powiedziałam popychając go w stronę autobusu.
-Dobrze mamo.-zaśmiał się, a ja walnęłam go kulą w tyłek.
-Chodź Pati idziemy na arenę.-powiedziała El i razem ruszyłyśmy w stronę tylnego wejścia. W środku było parę dziewczyn, które wykupiły cholernie drogie wejściówki za kulisy. Od razu do nas podbiegły i poprosiły o zdjęcia. Razem z Eleonor nie lubiłyśmy tego gdy fanki chłopaków chciały się z nami fotografować. Przecież my nie byłyśmy nikim sławnym. Gdybyśmy nie chodziły z chłopakami z 1D to nawet by nie wiedziały o naszym istnieniu. Jednak z drugiej strony nie można im odmówić bo będzie drama, że jesteśmy zadufane w sobie i nawet nie pozwalamy robić sobie z nami zdjęć. Kiedy tak stałyśmy i dzielnie się uśmiechałyśmy przybiegł Niall, który zaczął się wydurniać na drugim planie. Dziewczyny były wniebowzięte. Dosłownie. Niall zaprosił je na widownię, nas za kulisy, a sam pobiegł na scenę żeby razem zresztą zespołu przeprowadzić próbę dźwiękową.

Siedziałyśmy z Eleonor w garderobie chłopaków, a oni szykowali się do występu. Rozśpiewywali się, czesali i ubierali. Harry siedział na fotelu u Lou, a ja jemu na kolanach.
-Chyba coś Ci się przytyło.-powiedział krzywiąc się.
-No wiesz co!-powiedziałam oburzona.
-Taka prawda. To twoje coś na nodze dużo waży. Ale są też plusy. Chodzisz teraz cały czas w spódniczkach.-powiedział ciągnąc za materiał sukienki, którą miałam na sobie.
-Tak albo w dresie. To takie seksowne. Rozciągnięty dres. Hmm.-powiedziałam, a on zaczął się śmiać.
-Owszem ta opcja też mi się podoba bo wtedy zakładasz bluzkę na ramiączka z dużym dekoltem.-trzepnęłam go w ramię.
-Zboczuch!-Lou zaczęła się z nas śmiać.
-Dobra dzieci już skończyliście się bić to teraz Harry nie ruszaj głową bo skończysz bez tej burzy loków.-zagroziła mu.
-Boże broń! Moje fanki by się załamały!-powiedział przerażony i poprawił się na fotelu jednocześnie ja usiadłam wygodniej i przytuliłam się do niego kładąc głowę na jego ramieniu. Przymknęłam powieki i rozkoszowałam się bliskością mojego chłopaka. Otworzyłam oczy i zobaczyłam nad nami, oprócz Lou, która suszyła włosy Harrego, Liama, który robił nam wszystkim zdjęcie. Kiedy Lou skończyła wstałam z kolan Harrego i usiadłam na fotelu już bez niego.
-A pani co chce mieć dzisiaj na głowie?-zapytała rozczesując mi włosy.
-A co pani proponuje?-zapytałam siadając wygodniej.
-Może inny kolorek? Jaki ty masz naturalny kolor włosów?-zapytała.
-Brązowy.-powiedziałam przygryzając wargę.
-To co może wrócimy do naturalnego?
-W sumie czemu nie.-wzruszyłam ramionami w geście niezdecydowania.
-Zbliżają się wakacje, a ty masz i tak już ślicznie opaloną buźkę to tak mi się wydaje, że lepiej by Ci pasowało jakbyś miała ciemne.-powiedziała sprawdzając stan moich końcówek.
-Ale tylko jeżeli ty to zrobisz. Już kiedyś fryzjerka mnie skrzywdziła. Poprosiłam ją o delikatne cieniowanie, a miałam wtedy włosy do połowy pleców. Kiedy skończyła włosy były do ramion. Miałam wtedy dwanaście lat. To była istna tragedia.-powiedziałam przypominając sobie moją wielką rozpacz.
-Z wielką przyjemnością się nimi zajmę.-powiedziała układając moje już długie włosy.
-Teraz chcesz to robić?-zapytałam zdziwiona gdy zaczęła szukać czegoś w swojej wielkiej torbie ze wszystkimi narzędziami.
-Czemu nie? Oni i tak będą zajęci przez najbliższe godziny to my akurat Cię zmienimy. Mam sporo farb bo z Horanem nigdy nic nie wiadomo więc lepiej być ubezpieczonym.-zaśmiała się. Wstałam z fotela i podeszłam do umywalki, w której miała umyć mi włosy. Po chwili znowu przesiadłam się na fotel przy lustrze.
-Jesteś tego pewna?-zapytała mnie mieszając farbę.
-Przecież zawsze mogę znowu się przefarbować.-wzruszyłam ramionami-Ufam Ci nie spieprz tego.-zaśmiałam się.
-Postaram się.-zabrała się za swoją pracę. Zamknęłam oczy i zrelaksowałam się kiedy palce Lou delikatnie przekładały i układały moje włosy. Po paru minutach dołączyła do nas Eleonor, która zajęła nas rozmową o różnych dobrych i złych fryzurach jakie w życiu widziała. Po godzinie i paru minutach Lou kończyła swoją pracę. Czułam się jakoś tak dziwnie. Układała mi włosy na szczotkę, a ja specjalnie siedziałam z zamkniętymi oczami żeby nie widzieć co mam na głowie dopóki jej praca nie będzie skończona.
-Jak się czujesz?-zapytała podekscytowana El.
-Dobrze.-zaśmiałam się.
-Już za chwilę kończymy.-powiedziała Lou.
-Na milion procent Ci się spodoba.-powiedziała Eleonor-I Hazzie też na pewno się spodoba.
-Jestem ciekawa jak zareaguje. Jak wychodził byłam blondynką, a jak wróci będę brunetką. Zobaczymy czy nadal będę godna być jego dziewczyną.-zaśmiałyśmy się wszystkie trzy.
-Myślę, że nie ma co panikować.-powiedziała Lou-Skończone!-Eleonor zaklaskała w dłonie, a Lou zdjęła mi z ręcznik ochraniający moje ubranie. Otworzyłam powoli oczy.
-Łaaaaaaaaał!-pisnęłam zasłaniając dłonią usta. Z niedowierzaniem dotknęłam moich włosów.
-Chyba jej się podoba.-powiedziała Eleonor do Lou.
-I to jak mi się podoba!-powiedziałam podekscytowana i rzuciłam się w ramiona Lou-Dziękuję!
-Do usług.-zaśmiała się i zabrała się za sprzątanie całego bałaganu, który nas otaczał. Nie tylko przefarbowała mi włosy ale też trochę podcięła. Nie mogę powiedzieć, że efekt mi się nie podoba bo było by to okropnym kłamstwem. Razem z El i Lou poszłyśmy obejrzeć resztę koncertu bądź co bądź po to tutaj przyjechałyśmy z Eleonor. Pod koniec koncertu kiedy panowie już się kłaniali pokuśtykałam do toalety bo mój pęcherz już nie wytrzymywał, a kiedy weszłam do garderoby tam panował istny chaos co mogło oznaczać tylko jedno. Panowie już skończyli koncert. Na mój widok wszyscy zamarli. Intensywnie mi się się przyglądając. Eleonor trzymała na rękach Lux, a obok niej stała Lou. Obydwie prychnęły śmiechem.
-Co nie podoba Wam się?-zapytałam ze smutkiem.
-Emm Pati cóż jest bardzo ładnie.-powiedział Liam.
-Dla mnie i zawsze będziesz pięknie wyglądać!-powiedział Niall przytulając mnie.
-Ej, ej przepraszam bardzo mam rozumieć, że źle wyglądam?-zapytałam odpychając spoconego Horana.
-Skądże znowu! Kociaku wyglądasz prześlicznie!-powiedział Harry i pocałował mnie w czoło.
-Czyli wcześniej nie wyglądałam prześlicznie?-zapytałam patrząc na niego z byka.
-Zawsze wyglądałaś ślicznie i zawsze będziesz jak dla mnie ślicznie wyglądać i nic tego nie zmieni.-powiedział przytulając mnie i całując w czubek głowy.
-Awwww. Jak uroczo.-zaśmiał się Louis.
-Panowie ruszać się.-do garderoby wszedł Paul-O ładny kolor włosów Patrycja.-uśmiechnęłam się do niego przyjaźnie i odepchnęłam Harrego.
-Mogę wracać z Eleonor?-zapytał Louis Paula.
-Ale wracacie do Londynu czy gdzie jedziecie?-zapytał menadżer.
-Do Londynu.-powiedziała El.
-To jedźcie tylko ostrożnie i bez szaleństw.-zastrzegł ich, a oni zaczęli się śmiać.
-A ty wracasz z nami moja droga panno.-powiedział Harry dźgając mnie w brzuch.
-Tak?-zapytałam zdziwiona zmianą planów. No cóż najwidoczniej uznali, że i tak się zgodzę. W sumie to mieli rację. Chłopcy ogarniali się po koncercie zbierając wszystkie swoje rzeczy, a ja siedziałam wyczerpana na kanapie. Byłam tak zmęczona, że jedyne o czym marzyłam to łóżko i poduszka. Moje powieki bezwładnie opadły mi na oczy, a ja odpłynęłam w krainę Morfeusza.


Misiaczki Pysiaczki jak Wam się podoba nowy rozdział? Następnego spodziewajcie się na początku grudnia bo już jest cały napisany i czeka na publikacje ^^  Niestety musicie znieść jeszcze trochę słodyczy ale obiecuję, że już niedługo tak słodko nie będzie!

Odświeżyłam zakładkę "Bohaterowie" zapraszam! 
Jak Wam się podoba nowa fryzura Patrycji?

Już niedługo zaproszę Was na zupełnie nowego bloga ^^ Możecie zgadywać kto będzie tym razem głównym bohaterem ^^

Możecie pytać w komentarzach jak i na moim Asku z przyjemnością sobie podpowiadam na nurtujące Was pytania  : )

Pozdrawiam i całuję Harolda :*

sobota, 9 listopada 2013

23. Coś jeszcze mądrego Horan chcesz powiedzieć?

(4 kwietnia)

-Louis to na pewno legalne mieć takie poczucie humoru?-zapytałam wybuchając ponownie śmiechem. Siedzieliśmy wszyscy razem w garderobie po występie chłopaków i śmialiśmy się jak jacyś opętani. Śmiech Horana chyba słyszał cały Londyn.
-Nie wiem. Ale się dowiem.-zaśmiał się brunet zmieniając koszulkę.
-Dobra lecimy na tą imprezkę czy nie?-zapytał Liam.
-Jasne, że tak!-krzyknął uradowany Louis.
-Muszę iść?-zapytał Zayn.
-Tak musisz.-szybko odpowiedział mu Niall.
-Dzięki.-westchnął Malik i wstał z kanapy, na której razem ze mną pokładał się ze śmiechu jeszcze przed chwilką. Ja również poniosłam moją pupę i podeszłam do lustra sprawdzając mój makijaż czy aby na pewno się nie rozmazał.
-Dobra Eleonor i Daniell dołączą do nas na miejscu. Idziemy.-zarządził Liam. Kto by pomyślał, że jemu tak będzie się śpieszyć na tą imprezę. Chyba tylko dlatego, że będzie tam Dan.
-A Perrie nie będzie?-zapytałam Zayna.
-Mogę po nią zadzwonić tylko, że pewnie pojawi się dopiero jutro rano bo tyle może jej zająć wyszykowanie się.-zaśmiał się, a reszta chłopaków razem z nim.
-No wiecie co?-rzuciłam oburzona, że tak sobie rzewnie naśmiewają się z dziewczyn i ich długiego szykowania się.
-Pati też siedziała pewnie z dwie godziny wybierając sukienkę i buty.-zaśmiał się Harry. Odwróciłam się i zdziwiona popatrzyłam się na mojego chłopaka.
-O stary dzisiaj chyba śpisz na wycieraczce.-zaśmiał się Niall klepiąc go po plecach.
-Popatrz nawet nie musiałam nic mówić. Twój kolega mnie wyręczył.-warknęłam. Ponownie ruszyłam, przyśpieszając kroku. Wyszliśmy przed arenę i wszyscy zapakowaliśmy się do dwóch samochodów. Siedziałam obok Nialla specjalnie żeby nie siedzieć obok Harrego. Niech kurde teraz przeprasza. Ja na pewno nie będę tolerować takiego naśmiewania się ze mnie. Kiedy dotarliśmy do klubu chłopców zaczepiło parę fanów. Więc po pozowali do zdjęć i zamienili z nimi parę zdań po czym weszliśmy do środka. Mieliśmy wynajętą loże, w której czekały na nas już El i Dani. Od razu przywitałam się z dziewczynami. Panowie zamówili procenty i po chwili wznosiliśmy pierwszy toast za nas wszystkich.

(5 kwiecień)

Obudziłam się z okropnym bólem głowy. No tak, moja kochana boląca głowa po zbyt dużej ilości alkoholu. Nawet nie pamiętam jak dostałam się do łóżka. Ale zapewne Harry miał z tym coś wspólnego. Chciałam się przekręcić na brzuch by móc schować twarz w poduszce ale coś było nie tak. Nie mogłam się kompletnie ruszyć. Otworzyłam powoli oczy i zobaczyłam dookoła mnie parę sprzętów szpitalnych. Dlaczego ja mam podłączoną kroplówkę. Co tutaj się do cholery dzieje. Dlaczego ja jestem w szpitalu. Nic kompletnie nie pamiętam. Ruszyłam głową i teraz dopiero poczułam, że mam ją zabandażowaną. Chciałam kogoś zawołać ale miałam tak sucho w buzi, że nawet żaden dźwięk nie chciał się z niej wydostać. Na moje szczęście do środka wszedł Harry, który od razu do mnie podbiegł i nacisnął jakiś przycisk, pewnie wzywający pielęgniarkę.
-Oj Pati ile ty nam strachu napędziłaś.-powiedział biorąc moją dłoń do swojej i delikatnie ją całując-Twoja mama właśnie wyszła coś zjeść. Pamiętasz coś w ogóle z wczorajszego wieczoru?-zapytał delikatnie dotykając mojego policzka.
-Niezbyt.-wychrypiałam-Dlaczego jestem w szpitalu? I co tutaj robi moja mama?
-Jakiś burak popchnął Cię na schodach. Upadłaś, mocno uderzając się w głowę. Masz lekko pękniętą czaszkę i złamaną kość piszczelową. Zadzwoniliśmy do twoich rodziców. Raczej chcieliby pewnie wiedzieć, że ich dziecko jest w szpitalu. Z tego co mi wiadomo to twoja mama rzuciła wszystko i jak najszybciej się dało przyleciała tutaj. Byłaś nieprzytomna przez piętnaście godzin.-słuchając go w mojej głowie zaczęło się wszystko rozjaśniać. No tak miałyśmy z dziewczynami jeszcze potańczyć ale ja najpierw uznałam, że pójdę do toalety. Tylko, że właśnie potem nie pamiętam co było bo jakiś koleś we mnie wpadł. Do sali weszła młoda pielęgniarka.
-Jak się pani czuje?-zapytała miłym głosem sprawdzając kroplówkę.
-Bardzo boli mnie głowa i chce mi się pić.
-Za chwilę przyniosę pani wodę i zawołam lekarza by przeprowadził badania. Jak lekarz pozwoli podamy pani leki przeciwbólowe.-poprawiła mi poduszkę, na co na mojej twarzy pojawił się grymas bólu spowodowany potrzebą ruszenia głową. Pielęgniarka uśmiechnęła się przepraszająco po czym opuściła salę. Harry usiadł na krzesełku tuż obok mojego łóżka i znowu chwycił moją dłoń delikatnie ją gładząc. Uśmiechnęłam się do niego delikatnie.
-Przepraszam.-wychrypiałam.
-Za co?-zapytał zdziwiony.
-Za to, że jestem takim problemem.
-Pati nie jesteś problemem. Skąd Ci w ogóle przyszło do głowy?-drugą dłonią pogłaskał mnie delikatnie po policzku, po czym uniósł się i złożył delikatny pocałunek na moim czole. Do sali weszła z powrotem pielęgniarka z kubkiem wody, a za nią lekarz. Przystojny mężczyzna w sile wieku o miedzianych włosach. Harry natychmiast wstał i odsunął się i krzesło, na którym siedział.
-Witam panno Rej. Jestem pani lekarzem, a nazywam się Roland Hummel.-lekarz przedstawił się. Zapisał coś w mojej karcie i zaczął przeprowadzać rutynowe badanie. Kiedy już dowiedziałam się, że będę żyć, pielęgniarka Katherine pomogła mi się napić zbawiennej wody. Od razu było mi lepiej. Lekarz powiedział również, że przez najbliższy miesiąc będę musiała chodzić o kulach, a najlepiej to jakbym nie chodziła nigdzie oprócz łazienki tylko cały czas leżała w łóżku. W końcu mam złamaną nogę i pękniętą czaszkę. Nie mam na szczęście typowego gipsu tylko specjalne usztywnienia. Jak również na szczęście odbyło się bez operacji. Jutro będę mogła wyjść ze szpitala jeżeli nie będzie żądnych komplikacji z moją czaszką. Głowa będzie mnie boleć pewnie jeszcze przez tydzień i nawet najsilniejsze lekki przeciwbólowe dużo nie zdziałają ale i tak przepisał mi parę lekarstw przeciwbólowych i na wzmocnienie organizmu. Kiedy lekarz i pielęgniarka wyszli, do sali weszła moja mama, która od razu zalała mnie milionem pytań.
-Jak się czujesz? Dlaczego na siebie nie uważasz? Co powiedział lekarz? Dlaczego nic nie mówisz? Bardzo boli Cię głowa?
-Mamo poboli, poboli i przestanie. Tylko proszę Cię nie mów tyle.-wyszeptałam bo głośniejszy dźwięk mógłby mi rozsadzić głowę.
-No już dobrze, dobrze. Dzięki Bogu już się obudziłaś. Może lepiej się zdrzemnij jeszcze bo jesteś osłabiona. Wyjdę zadzwonić do taty.-pocałowała mnie w czoło po czym wyszła z sali.
-Uwielbiam twoją mamę.-zaśmiał się cicho Harry po czym przysiadł w nogach mojego łóżka.
-Też ją uwielbiam.-zmusiłam się do delikatnego uśmiechu-Nie dajesz dzisiaj przypadkiem koncertu?
-Daję. Właściwie to muszę za chwilę wyjść i tak ominąłem próbę dźwiękową.
-Harry.-powiedziałam oburzonym tonem-Co ty tutaj jeszcze robisz?
-Czekałem aż moja dziewczyna się obudzi.-uśmiechnął się delikatnie. Dopiero teraz dostrzegłam jak bardzo ma podkrążone oczy i jaki jest zmęczony.
-Spałeś w ogóle?-zapytałam, a on tylko delikatnie pokręcił głową. Nawet nie musiał wykonywać tego gestu bo wiedziałam jak brzmi odpowiedź. On jest niemożliwy.
-Słonko lepiej się prześpij. Jak tylko skończymy koncert to przyjadę.-wstał i złożył delikatny pocałunek na moich ustach. Westchnęłam i zamknęłam powieki.

(6 kwietnia)

Powoli usiadłam na łóżku przy pomocy Harrego, który następnie pomógł mi wstać. Moja mama popatrzyła się na niego wymownie żeby opuścił salę na czas jak będzie razem z siostrą Kate pomagać mi się ubrać. Uśmiechnęłam się pod nosem, a Harry zrezygnowany przekazał mnie mojej mamie. Po pięciu minutach byłam ubrana w czarne spodnie dresowe, zwykłą białą koszulkę i czerwoną, rozpinaną bluzę. Z powrotem usiadłam, a mama związała mi włosy w koczek na czubku głowy. Pielęgniarka poprawiła mi opatrunek i jednocześnie pokazała mojej mamie jak należy to robić. Do sali z powrotem wszedł Harry śmiejąc się sam do siebie.
-Masz gości. Trochę im zajęło przytoczenie się tutaj ale chyba liczy się, że w ogóle przyszli.-zaśmiał się.
-Niespodzianka.-powiedział radośnie Niall wchodząc do sali z wielkim bukietem herbacianych róż. Za nim weszli Zayn, Perrie, Liam, Dan, Louis i Eleonor. Blondyn podał mi kwiaty i delikatnie uściskał.
-Dziękuję Wam.-uśmiechnęłam się do nich wszystkich.
-Trochę się spóźniliście bo właśnie wychodzimy.-zaśmiał się Harry.
-Mamo to są Perrie, Eleonor, Danniel, Liam, Louis, Zayn i Niall. Moi przyjaciele.-przedstawiłam ich mojej mamie, a oni wymienili uściski dłoni.
-Dobra Harry na pewno poradzicie sobie z przejazdem do twojego domu?-zapytała moja mama zamykając torbę z moimi rzeczami i podała ją Harremu.
-Na pewno pani mamo. Nie ma się pani o co martwić. Oczywiście jest pani mile widzianym gościem.
-Trudno żebym nie była.-zaśmiała się-Wpadnę jutro żeby sprawdzić jak się czujesz i trochę się tobą po opiekować.-pocałowała mnie w czoło i lekko przytuliła.
-Preston już na nas czeka więc idziemy.-Harry oddał moje kwiaty z powrotem Niallowi, a moją torbę przekazał Louisowi. Sam zaś delikatnie pomógł mi wstać i przy jego pomocy udało mi się dojść do drzwi sali.
-Ej może wózek trzeba wziąć będzie zdecydowanie wygodniej.-zaproponowała Danniel.
-Matko będę się czuła jak totalna kaleka. No ale to chyba najlepsze rozwiązanie.-westchnęłam. Dani poszła do pielęgniarek i po dwóch minutach wróciła.
-Za chwilę przyjedzie twoja bryka.-zaśmiała się.
-Dużo jest osób przed szpitalem?-zapytał Harry chłopaków.
-Sporo. Paul chciał nas zabić jak usłyszał, że się tutaj wybieramy.-powiedział Liam.
-Wyjdziemy tylnym wyjściem tam mamy samochody i tam też czeka na Was Preston.-powiedział Louis.
-Jedziecie do nas?-zapytał Harry i w tym samym czasie pielęgniarka przyprowadziła wózek.
-Jadą, jadą nie mają wyboru.-powiedziałam i usiadłam na wózku.
Chwilę później wszyscy siedzieliśmy w salonie domu Harrego.
-Dziewczyny zostajecie z Pati na czas jak my uciekniemy na koncert?-zapytał Louis.
-Ja niestety nie mogę obowiązki zawodowe. Mam dzisiaj jeszcze wywiad do wieczornego programu w radiu. Plus mamy im nagrywać jakieś reklamy.-powiedziała Perrie opadając na kanapę. -Ja mogę zostać.-powiedziała Eleonor.
-Ja też.-dodała Danniel.
-Będą babskie pogaduchy.-powiedziała entuzjastycznie El klaszcząc w dłonie.
-Nie wiem Harry czy uda Ci się je później wygonić z domu w tym wypadku.-zaśmiał się Zayn.
-Ej no dlaczego ja muszę mieć akurat dzisiaj ten wywiad.-zajęczała Perrie przytulając się do swojego chłopaka.
-Spokojnie Pers jeszcze nie jeden taki wieczór przed nami, a może jeszcze lepsze będą.
-Nie wiem czy to taki dobry pomysł żebyście siedziały nie wiadomo jak długo bo Pati na pewno jest zmęczona.-powiedział Harry poprawiając mi poduszkę pod plecami. Z bólem muszę przyznać, że ma rację. Głowa bolała mnie okropnie plus cały czas czułam to dziwne pulsowanie w nodze.
-Bez przesady. Jak już nie będę wytrzymywać to je wygonię.-powiedziałam kładąc dłoń na jego dłoni i delikatnie się uśmiechając.
-Dobra musimy się zbierać.-westchnął Niall-Moje dziewczyny czekają. Teraz kiedy jestem jako jedyny singlem w tym zespole mogę to wreszcie powiedzieć. Bez urazy dziewczyny. Jesteście frajerami chłopcy. Wy macie po jednej dziewczynie, a ja mam ich całe tysiące.-wypiął dumnie pierś po czym parsknął śmiechem na widok min chłopaków.
-Coś jeszcze mądrego Horan chcesz powiedzieć?-zapytał Louis, który też wyglądał jakby za chwilę miał wybuchnąć śmiechem.
-Nie to wszystko. Teraz mogę już zagrać koncert.


Dobra wiem, że miał być na początku tygodnia no ale jakoś nie wyszło. Dałam daty przed poszczególnymi akapitami tak żebyście mogły/mogli się zorientować kiedy toczy się akcja. Ja osobiście pisząc to opowiadanie piszę je z otwartą listą koncertów chłopaków i staram się wszystko łączyć tak żeby było zgodne z prawdą.

Szkoła=siła wyższa.
Szkoła=brak czasu.
Brak komentarzy=brak motywacji.
Brak motywacji=brak rozdziału.
Brak rozdziału=brak Waszej radości i mojej radości.
 
Tak matematycznie to przedstawię. Jeżeli macie jakieś pytania to zadawajcie je w komentarzach chętnie sobie podpowiadam :)

Pozdrawiam i całuję Harolda :*

wtorek, 1 października 2013

22. Grozisz mi?

-Harry po co Ci gitara jak nie umiesz na niej grać?-zapytałam biorąc instrument w dłonie.
-Uczę się!-fuknął pokazując mi język.
-Ta jasne. Zagraj coś mistrzu.-zaśmiałam się i usiadłam obok niego na podłodze podając mu instrument.
-Teraz nie mam ochoty.-zaśmiał się, a ja razem z nim. Zaczęłam przeglądać mój zeszyt z tekstami i nutami w poszukiwaniu czegoś co by przeszło u menadżera chłopaków.
-Może być to?-zapytałam podsuwając mu pod nos tekst i nuty.
-Zagraj.-wziął ode mnie zeszyt i zaczął czytać na głos słowa. Zaczęłam grać, a on po chwili włączył się śpiewając. Kiedy skończyliśmy odłożyłam gitarę na bok.
-To nada się czy nie?-zapytałam, a on dalej kartkował mój magiczny zeszyt.
-A czy po prostu nie możesz zabrać tego zeszytu ze sobą?-zapytał obejmując mnie ramieniem i przyciągając bliżej siebie.
-Rozważałam tą kwestię.-westchnęłam wygodniej siadając i opierając głowę o jego ramię.
-No i do jakich wniosków doszłaś?-zamknął mój zeszyt i położył go na gitarze.
-Że chyba to nie będzie dobry pomysł no bo to będzie takie narzucanie się mu taką ilością tekstów i w ogóle.-wzruszyłam ramionami.
-No to jak ty nie chcesz mu tego pokazać to ja to zrobię.-złapał mój podbródek w swoje długie palce i uniósł do góry tak bym spojrzała na niego.
-Harry jaki ty jesteś uparty.-zmarszczyłam brwi w geście niezadowolenia.
-Bo ty to niby nie jesteś ani trochę.-zaśmiał się i dźgnął mnie w żebra. Od razu podskoczyłam i pisnęłam.
-Nawet nie waż się zaczynać mnie łaskotać.-zastrzegłam chwytając jego nadgarstki w swoje dłonie.
-Co mi zrobisz jak zacznę?-zapytał zadziornie unosząc jedną brew do góry.
-Coś bardzo, bardzo strasznego.-uśmiechnęłam się i nadal trzymając jego nadgarstki położyłam go i usiadłam na jego udach.
-Jeżeli tym czymś strasznym jest to co właśnie robisz to mi się podoba.-wyszczerzył się, a ja tylko prychnęłam. Układając jego ręce ponad jego głową.
-Nie myśl sobie.-zdjęłam gumkę z włosów i zaciągnęłam go na nadgarstki Stylesa jednocześnie uwalniając swoje dłonie. Wtedy też szybko wstałam i zabierając mój zeszyt zaczęłam uciekać. Wbiegłam do kuchni i usiadłam za wyspą tak, że na pierwszy rzut oka na pewno nikt mnie nie znajdzie.
-Cześć Preston.-usłyszałam z salonu głos Harrego.
-Styles zbieraj się. Paul kazał Wam być dzisiaj wcześniej. Poza tym jeszcze raz wyjdziesz na miasto beze mnie to masz przerąbane.-tym razem usłyszałam głos ochroniarza.
-Ojejku. Bez przesady przecież nic mi nie jest.-mogę się założyć, że wywrócił oczami.
-Tak tylko, że to ja mogę stracić przez twój mały mózg pracę.
-Dobra, dobra. Rozgość się ja tylko znajdę Patrycję i już możemy wychodzić. Jedziemy twoim samochodem czy moim?-usłyszałam, że Harry zbliża się do kuchni.
-Moim.
-Okej.-obszedł wyspę i ukucnął zniżając się do mnie.
-Cześć.-wyszeptałam.
-Cześć.-również szepnął. Podał mi moją gumkę do włosów, a ja założyłam ją na rękę. Wyprostował się i nagle podniósł mnie i posadził na wyspie. Zaśmiałam się, a on obrócił się do mnie tyłem. Od razu objęłam go nogami w pasie, a ręce zarzuciłam mu na szyję. Pocałowałam go za uchem, a on mocniej ścisnął moje uda, na których trzymał ręce tak bym nie spadła. Wyszliśmy z kuchni i poszliśmy prosto na górę. Pomachałam Prestonowi, który siedział na kanapie.
-Przebierasz się czy coś tam jeszcze robisz?-zapytał po tym jak posadził mnie na łóżku.
-Poprawię może makijaż żeby się spodobać takiemu jednemu fajnemu gościowi. Wczoraj wyczaiłam go za kulisami.-wyszczerzyłam się i wstałam z łóżka. Pocałowałam Harrego w policzek, a on złapał mnie mocno w pasie i po chwili poczułam jego usta na linii mojej szczęki. W końcu jego usta wylądowały na moich. Kiedy się od siebie oderwaliśmy uśmiechnęłam się szeroko i przygryzłam wargę.
-Nawet bez makijażu bardzo mu się podobasz.-uśmiechnął się.
-Skąd wiesz?-zapytałam zdziwiona.
-Tak się składa, że go znam.-wzruszył ramionami.
-O kurcze. Nie chcesz mnie z nim poznać?-zapytałam wplatając dłonie w jego włosy.
-Okej. Umówię Cię z nim dzisiaj wieczorem. Może być?-zapytał.
-Idealnie.-pocałowałam go szybko w policzek i pobiegłam do łazienki. Poprawiłam makijaż i fryzurę po czym od razu zeszłam na dół bo właśnie tam już stali i czekali Harry z Prestonem. Od razu ruszyliśmy w stronę O2 Areny.

-Preston błagam szybko.-wymamrotał Harry, raczej wpadając niż wchodząc do samochodu. Był tak zmęczony, że nawet nie mógł utrzymać do końca otwartych oczu. Jak widać po koncertowa euforia szybko mu minęła i od razu dopadło go wielkie zmęczenie. Ale naprawdę dali dzisiaj z siebie z 300 procent normy. Usiadłam obok niego i przyłożyłam głowę do jego ramienia. Od razu oparł się tak żeby i jemu było wygodnie. Po minucie dało się wyczuć, że śpi jak zabity. Kiedy dojechaliśmy pod jego dom nie dało się go dobudzić.

-Dobranoc.-pocałowałam go w policzek kiedy już leżeliśmy w łóżku, a on objął mnie ramieniem i przysunął moje ciało do jego ciała. Pocałował mnie w czoło i posłał mi ten swój słodki uśmiech.
-Dobranoc.-wymruczał i zamknął oczy, a ja po chwili wpatrywania się w jego spokojną twarz również oddałam się ramionom snu.


-Harry no chodź!-krzyknęłam stojąc w drzwiach. Ja nie wiem co się z nim dzieje ale cały dzień ma jakieś takie opóźnione tempo. Teraz też powinniśmy już dawno wyjść żeby zdążyć na film to nie. On musi być w innym wymiarze akurat i nie wiedzieć co się dzieje dookoła niego.
-Już, już idę.-krzyknął, a ja wzięłam głęboki oddech bo przecież za chwilę szlak mnie trafi.
-Dobra. Ja idę. Rób co chcesz.-warknęłam i wyszłam trzaskając drzwiami. Wyszłam z posesji i zaczęłam iść w kierunku parku, w którym odbywał się pokaz filmowy. Ubrałam się ciepło bo przecież skończy się to w środku nocy, a mamy dopiero początek kwietnia. To trochę dziwne, że tak wcześnie już zaczynają takie pokazy. Z zamyślenia wyrwała mnie czyjaś dłoń łapiąca moją. Podskoczyłam przerażona i gwałtownie wyrwałam rękę od intruza.
-Spokojnie to tylko ja.-zaśmiał się Harry.
-Bardzo śmieszne.-pokazałam mu język i skrzyżowałam ręce na klatce piersiowej.
-No nie złość się tak na mnie. Przecież nic ci nie zrobiłem.-objął mnie wolnym ramieniem. Szybko je strąciłam i odsunęłam się od niego tak żeby nie mógł mnie dotknąć.
-Jak mam się na ciebie nie złościć jak sam się o to prosisz od rana?-zapytałam zatrzymując się i uważnie wpatrując się w jego twarz. Ten jego niewinny uśmieszek doprowadzał mnie do szału. No kurna zaczyna przeginać.
-Pati, Pati, Pati. Przecież wiesz, że nie robię tego specjalnie. Samo tak jakoś wychodzi.-wzruszył ramionami. No ja chyba śnię. Czy on to serio powiedział?
-Styles. Jeszcze jedno takie zdanie i twoja łapa nigdy więcej mnie nie dotknie.-warknęłam-Co ty sobie w ogóle wyobrażasz? Od rana zachowujesz się jakby ktoś Ci mózg zabrał. Nic nie umiesz zrobić sam. Masz jakieś zwolnione tępo, a mnie kurna szlak trafia bo czuje się jakbym miała do czynienia z jakimś małym dzieciakiem, które trochę za dużo urosło.
-Grozisz mi?-zapytał zdziwiony.
-Ja pierdole.-wyszeptałam po Polsku.
-No tak jeszcze mów do mnie po Polsku to na pewno daleko zajedziemy.-powiedział. Zauważyłam, że zbliża się do nas jakaś postawna postać. Po chwili odkryłam, że to Preston. No tak Harry ma zakaz wychodzenia bez Prestona gdziekolwiek. Wczoraj obydwoje dostali taką zjebkę od Paula, że chyba Harry nigdy więcej nie zdecyduje się na takie wybryki.
-Nie musisz wiedzieć co powiedziałam. Wiesz co nie mam już ochoty na ten cały film. A na pewno nie z tobą bo mogę się założyć, że pokłócilibyśmy się jeszcze bardziej i bylibyśmy jutro tematem numer jeden na całym świecie.
-I tak już pewnie jesteśmy. Nie wiem czy zauważyłaś stoimy na środku chodnika, po którym chodzą ludzie.-zakpił. Rzuciłam mu groźne spojrzenie i szybko ruszyłam w stronę domu Harrego. Kiedy już do niego dotarłam od razu pobiegłam na górę. Wzięłam kilka kartek papieru, długopis i gitarę. Zamknęłam się w jednym z pokoi gościnnych. Nie zamierzam na niego patrzeć. Niech nie liczy, że tak łatwo mu popuszczę. Ja nie jestem takim typem człowieka, który od razu odpuszcza. Moja zawziętość czasami wyprowadza mnie w pole ale mimo wszystko nie zamierzam mu ustąpić. Usiadłam na łóżku i zaczęłam wygrywać akordy, które nasuwały mi się na myśl. Nie wiem ile czasu siedziałam tak zamknięta w tym pokoju ale udało mi się napisać piosenkę. Przeszłam do sypialni, w której na szczęście nie było Harrego i odłożyłam gitarę do pokrowca, a kartkę z nutami i słowami obok niego na podłodze. Wzięłam szybki prysznic po czym od razu weszłam do łóżka. W głowie cały czas siedziała mi piosenka, którą przed chwilą skończyłam pisać. Ułożyłam się wygodniej na brzuchu i wyłączyłam światło. Mimo iż była już prawie druga w nocy nie czułam się senna ani zmęczona. Chyba, że psychicznie. Moja psychika dzisiaj porządnie ucierpiała. Nie mogłam zasnąć, wierciłam się co chwilę przekręcając się z jednego boku na drugi. Nagle usłyszałam jak ktoś delikatnie próbuje otworzyć drzwi. Szybko zamknęłam oczy i udawałam, że śpię. Nie chcę z nim rozmawiać. Leżałam tak sobie aż w końcu poczułam jak jego strona łóżka się ugina i unosi się kołdra.
-Po prostu nie pozwolę Ci odejść.-wyszeptał słowa mojej nowo powstałej piosenki prosto do mojego ucha, a mnie przeszły ciarki i na całym ciele poczułam gęsią skórkę. Objął mnie ramieniem i mocno do siebie przytulił. Otworzyłam powoli powieki i szybko je ponownie zamknęłam. Złożył delikatny pocałunek na moich ustach, a ja uśmiechnęłam się delikatnie.
-Daleko się nie wybieram.-wyszeptałam i ponownie zamknęłam oczy. Teraz mogłam już spać wiedząc, że śpi obok mnie Harry i mocno mnie przy sobie trzyma. I nie chodzi tutaj tylko o uścisk fizyczny.


Dobra miał być w poniedziałek ale nic się chyba nie stanie jak będzie we wtorek :P
Następny będzie jak napiszę bo w sumie mam napisany 24 i potem jeszcze dwa, które dodam pod jakimiś innymi numerami na razie jeszcze nie wiem jak to wyjdzie. 
Spokojnie nie martwcie się będą wzloty i upadki. Wiem, że już pewnie jest tutaj za słodko i nie da się tego czytać ale stopniowo zacznę wprowadzać trochę zamieszania. Nie wiem czy nie zacznę również pisać z perspektywy Harrego bo przecież on będzie koncertował po Europie i po USA, a Pati będzie w Londynie. Albo i nie będzie.
A i miałam omówić kwestię dodawania rozdziałów. Dwa razy w miesiącu bądź raz rozdziały będą się pojawiać bo ja po prostu nie dam rady częściej.
Jak również od tego rozdziału będę odpowiadać na komentarze więc śmiało zadawajcie dużo pytań :D
Dodałam również zakładkę SPAM gdzie możecie zostawiać jakieś reklamy i inne pierdoły.

Najważniejsze na koniec! Pykło mi tutaj 50000 wyświetleń!!! Dziękuję! <3

Pozdrawiam i całuję Harolda :*

niedziela, 15 września 2013

21. Mogłabym Was słuchać i słuchać...

-Dzień dobry.-wymruczał Harry wprost do mojego ucha, a ja powoli otworzyłam powieki i zobaczyłam jego piękne, zielone oczy pełne młodzieńczej radości.
-Dzień dobry.-odpowiedziałam przekręciłam się na plecy, po czym rozciągnęłam się. Czułam każdy mięsień i to bynajmniej nie po wczorajszym spacerze.
-Powiesz mi co zaplanowałaś na środę?-zapytał przyglądając mi się uważnie.
-Tak. W środę Ci powiem.-uśmiechnęłam się, a na widok jego smutnej miny pogłaskałam go po policzku i pocałowałam w nos.
-Tak się nie bawimy.-burknął po czym wytoczył się z łóżka i w totalnym negliżu udał się do łazienki. Kiedy usłyszałam wodę lecącą w prysznicu wyszłam z łóżka i znalazłam jego koszulkę. Szybko zarzuciłam ją na siebie żeby tak nie paradować jak mnie Pan Bóg stworzył i poszłam do garderoby. Nie wiem co dzisiaj będziemy robić ale z tego co mi wiadomo to Harry musi być na arenie już około trzeciej by najpierw przeprowadzić próbę dźwiękową, potem udać się na M&G, a potem dać koncert. Wybrałam koszulę dżinsową i leginsy we wzorek oraz bieliznę i wróciłam do sypialni. Usiadałam na łóżku i słuchałam jak Harry zdziera sobie artystycznie gardło. Po pięciu minutach otworzył wreszcie drzwi i wyszedł ,nadal śpiewając, z ręcznikiem przepasanym na biodrach. Moim oczom ukazała się idealna linia „V” na dole jego brzucha. Moja podświadomość już wyciągała rękę by móc jej dotknąć ale szybko ją zbeształam i z purpurowymi policzkami uciekłam do całej zaparowanej łazienki. Weszłam pod prysznic i wzięłam szybki prysznic. Związałam włosy w turban z ręcznika i wytarłszy porządnie całe ciało ubrałam się w naszykowane wcześniej ubrania. Wyszłam z łazienki po tym jak rozczesałam włosy i zeszłam na dół gdzie Harry kończył sprzątanie rozwalonego kwiatka. Wyminęłam go i otworzyłam lodówkę. Omlet chyba będzie odpowiedni na taki brzydki dzień. Już nie lubię tej pogody. No bo dlaczego pada? Zabrałam się za ubijanie jajek i w tym samym czasie zaczęłam szykować inne składniki. Harry naszykował talerze i po piętnastu minutach siedzieliśmy przy wyspie na wysokich stołkach barowych i zajadaliśmy pysznego omleta. Byłam strasznie głodna i chyba wiem czemu to zawdzięczam. Harremu odkąd mnie obudził nie schodzi ten idiotyczny uśmiech z twarzy. Kiedy już skończył zaczął mi podkradać z mojego talerza.
-Ej i tak miałeś duży! Ja też jestem głodna.-oburzyłam się wydymając usta i odganiając jego widelec moim widelcem.
-Dobra kończ jeść i zbieraj się mała jedziemy zwiedzać.-powiedział wstawiając swój talerz do zmywarki i wyszedł z kuchni. Zjadłam do końca i również wstawiłam mój talerz do zmywarki. Chyba jednak zmarznę w takim stroju więc skoczyłam na górę żeby się przebrać. Na schodach minęłam się z Harrym. Wybrałam dżinsy i sweterek. Powinno wystarczyć. W łazience znalazłam suszarkę i wysuszyłam włosy. Następnie zrobiłam tradycyjny makijaż. Umyłam zęby i mogłam wychodzić. Zeszłam na dół i zastałam tam Harrego opierającego się o poręcz schodów.
-Gotowa.-uśmiechnęłam się do niego, a on podał mi dłoń. Założyłam szybko buty i ruszyłam za nim. Wsiedliśmy do tego samego samochodu, którym przyjechaliśmy tutaj ostatnio i wyjechaliśmy z posiadłości. Harry kierował się w stronę centrum doszłam do tego widząc znaki drogowe. Dziwne to uczucie jeździć po złej stronie drogi i jeszcze siedzieć po złej stronie. Mam prawo jazdy ale chyba nie umiałabym tutaj jeździć. Harry będzie musiał mi pożyczyć samochód żebym trochę poćwiczyła. Chociaż pewnie będzie miał kisiel w gaciach i za nic na świecie nie pozwoli mi usiąść za kierownicą któregoś ze swoich samochodów. Nagle na drogę wbiegł jakiś pies i Harry gwałtownie zahamował.
-No nie masz gdzie chodzić psie?!-krzyknął poirytowany.
-Uspokój się. Nie widzisz, że to szczeniak? Na dodatek jaki wychudzony. Biedactwo.-wygięłam usta w podkowę i ze smutkiem odprowadziłam psa wzrokiem na ścieżkę między jakieś budynki.
-Chcesz psa?-zapytał Harry ponownie ruszając.
-A skąd takie pytanie?-uniosłam jedną brew w zdziwieniu.
-No bo tak się przejęłaś tym psem.-wzruszył barkami.
-Harry nie chce psa. Jakbym chciała psa to bym go sobie kupiła bądź poprosiła rodziców o kasę na niego bądź coś innego jeszcze bym wymyśliła by go mieć.-powiedziałam z poirytowaniem-Po za tym nie mam mieszkania, ani domu, ani niczego takiego więc nie miałabym gdzie go trzymać.
-Przecież masz gdzie mieszkać.-warknął.
-Tak, chwilowo.-burknęłam i ponownie wróciłam do wyglądania zza okno. Stanęliśmy w korku.
-Nie zaczynaj.-położył swoją dłoń na moim kolanie.
-Ja zaczynam?-zdziwiłam się.
-Jak jedziesz baranie!-krzyknął nagle Harry. Co za niecierpliwy z niego człowiek-Dobrze, że już dojeżdżamy.-westchnął. Położyłam swoją dłoń na jego i zaczęłam zataczać kółka kciukiem. Na jego twarzy pojawił się delikatny uśmiech. Zaparkował na wielkim parkingu po czym wysiedliśmy i stanęliśmy obok samochodu.
-Prowadź panie przewodniku.
-Dobra to musimy najpierw znaleźć jakiś kiosk i tam kupimy sobie bilety abyśmy mogli używać metra. W sumie to mogę Ci powiedzieć, że tamta wielka kopuła to arena na, której odbędzie się dzisiejszy koncert. Jak widzisz tam gdzie stoją tour busy gromadzą się już nasze fanki.-pokazał mi palcem miejsce, w którym rzeczywiście stała grupka dziewczyn. Złapałam jego dłoń i ruszyłam za nim w stronę ulicy.
-Mam rozumieć, że prosto po zwiedzaniu przyjedziemy na koncert?-zapytałam.
-Dokładnie.-wyszczerzył się.
-Nie mogłeś powiedzieć wcześniej to bym się jakoś lepiej ubrała.-wydęłam wargi w geście niezadowolenia.
-Nie przesadzaj bardzo dobrze wyglądasz.-uśmiechnął się do mnie i pocałował w czubek głowy.
-O mój Boże! To Harry!-usłyszeliśmy za nami jakieś piski. Po chwili podbiegły do nas trzy dziewczyny.
-Cześć.-powiedział Harry uśmiechając się do nich radośnie-Czekacie już na koncert?
-Cze-cze-ść.-wyjąkały, a ja zasłoniłam dłonią twarz żeby nie wybuchnąć śmiechem i ograniczyłam się tylko do szerokiego uśmiechu.
-Właściwie to czekamy na koncert tylko, że nie mamy biletów.-powiedziała jedna z nich. Jako pierwsza odzyskała zdolność mowy. Dwie miały tak pewnie z trzynaście lat, a trzecia miała może z osiem jak nie mniej.
-Nie zdążyłyście kupić? Czy były za drogie?-zapytałam.
-W sumie to jego i drugie.
-Harry prawda, że możesz coś na to poradzić?-zrobiłam oczy kota ze Shreka, a one do mnie dołączyły.
-Zawsze da się coś załatwić.-uśmiechnął się i puścił im oczko-Miejsca pod samą sceną i M&G?
-Po co się głupio pytasz?-odpowiedziałam na jego pytanie bo dziewczyny chyba nie bardzo wiedziały co się dzieje.
-Dobra to umawiamy się tak. Przychodzicie do wejścia gdzie wpuszczają na M&G i mówicie ochronie, że was zaprosił Harry. Powiedzmy, że jeszcze podacie tajne hasło brzmiące: Patrycja. Przekażę ochronie, że mają was wpuścić.
-Dobrze.-odpowiedziały wszystkie naraz-Dziękujemy!-objęły go w pasie i chyba pozbawiły możliwości oddychania. Odsunęłam się i przyglądałam się z olbrzymim bananem na twarzy.

-Niall ale jak to mam po Ciebie przyjechać?-zapytał zirytowany Harry-Stary jestem w kapsule London Eye i nie wiem jakim cudem mam teraz się do Ciebie teleportować.
-Nikt inny nie może go zabrać?-zapytałam.
-Znajdź sobie inny środek transportu. Po Liama zadzwoń nie wiem Louisa albo Zayna. Ja mogę Cię odwieźć po koncercie.-biedny chłopak nie ma nawet jak dotrzeć na swój własny koncert bo oddał samochód do serwisu na przegląd-Dobra, do zobaczenia.
-I?
-I zadzwoni do innych chłopaków. Mieszkam w sumie najbliżej niego więc pewnie dlatego tak bardzo chce żebym go zabrał. Liam ma zupełnie nie po drodze. Ale za to Louis czy Zayn mieszkają niedaleko.
-Właśnie musisz mi jeszcze pokazać gdzie oni mieszkają.-wysiedliśmy z kapsuły.
-Dobra ale to nie teraz bo mam tylko półgodziny do M&G.-powiedział patrząc na zegarek. Ruszyliśmy przed siebie. Dotarcie pod arenę zajęło nam dwadzieścia pięć minut. Wpadliśmy do garderoby, a mi się przypomniała sytuacja z rana kiedy to Harry obiecał trzem małym dziewczynkom M&G bez biletu. Wzięłam butelkę z wodą i wypiłam pół naraz.
-Chyba nieźle Cię przeciągnął.-zaśmiał się Louis.
-Podobno to jeszcze nie koniec.-usiadłam na kanapie i położyłam głowę na oparciu.
-Biedactwo. Jutro idziemy zabalować w jakimś klubie.-zarządził Lou.
-Oszalałeś jutro mamy dwa koncerty.-powiedział Niall siadając obok mnie i jedząc batonika. Wzięłam sobie gryza.
-No to w środę.-wzruszył ramionami brunet.
-O nie. My mamy plany na środę.-powiedziałam biorąc kolejnego gryza od Nialla.
-Matko to w czwartek! Nawet nie ma mowy, że nie pójdziemy do jakiegoś klubu póki jesteśmy w Londynie.-powiedział Louis i poszedł do Lou, która już na niego czekała.
-Harry idź do tej ochrony i powiedz im o tych trzech dziewczynach.-powiedziałam gdy wspomniany chłopak pojawił się obok kanapy, na której siedzieliśmy z Niallem.
-Dobrze, że mi przypomniałaś bo na śmierć zapomniałem o nich.-szybko wybiegł, a ja od razu spotkałam się z pytającym wzrokiem Nialla i Liama, który pojawił się razem z Harrym. Opowiedziałam im całą sytuację ze szczegółami, a kiedy skończyłam przyszedł Paul informujący, że mają się zbierać na M&G. Wszyscy grzecznie wyszli. Zostałam sama z Lou i jej uroczą córeczką Lux. Louise zabrała mnie na stołówkę bo mój żołądek zaczął o sobie przypominać. Po sytym posiłku udałyśmy się pod scenę. Arena już pękała w szwach, a do koncertu przecież jeszcze z pół godziny. Louise pokazała mi parę ciekawych miejsc i z powrotem udałyśmy się do garderoby. Lux przejął Tom. Strasznie sympatyczni ludzie. No i mają przeurocze dziecko. Cała ekipa One Direction jest przesympatyczna. Wszyscy są dla siebie tacy życzliwi i zawsze skorzy do pomocy. Dostałam specjalną plakietkę dzięki, której mogę wchodzić na wszystkie koncerty i do wszystkich pomieszczeń. Kiedy koncert się zaczął udałam się pod scenę. Usiadłam na jednym z wielkich wzmacniaczy i przyglądałam się jak dają z siebie 200% by tylko zadowolić swoich fanów. Widać, że kochają to co robią i jest to dla nich czysta przyjemność. Koncert skończył się, a ja wraz z chłopakami wylądowałam w ich garderobie.
-Ale teraz mnie zabierzecie?-zapytał Niall.
-Pomyślimy.-zaśmiał się Harry-Jeżeli do jutra dotrzemy do mojego samochodu to będzie dobrze.
-Jak daleko go zostawiłeś baranie?-zapytał Niall mocno uderzając się w czoło otwartą dłonią.
-Może Preston go przyprowadzi.-zaproponował Zayn.
-To jest myśl!-zawołał w geście radości Harry i poleciał pewnie szukać Prestona.

-Możecie skończyć śpiewać?-zapytałam kiedy panowie postanowili wyśpiewać kolejny przebój lecący w radiu.
-No co brzydko śpiewamy?-zapytał smutny Niall.
-Tak wyjecie jak stare dziadki na święta w kościele.-warknęłam i poprawiłam opadające na oczy włosy.
-Oj jakie poetyckie porównanie.-zaśmiał się Harry.
-Nie martw się mała już prawie dojeżdżamy.-powiedział Niall. Tak jak powiedział tak i się stało. Blondyn podziękował za podwózkę i szybko udał się do swojego domu. Harry z powrotem włączył się do ruchu drogowego zmierzając w kierunku swojego domu.
-Jak ci się podobał koncert?-zapytał z entuzjazmem pięcioletniego dziecka.
-Mogłabym was słuchać i słuchać, a nigdy by mi się to nie znudziło.-uśmiechnęłam się do niego radośnie.
-Rozmawiałem dzisiaj z Paulem na temat twoich tekstów. W tym roku mamy wydać trzecią płytę więc potrzebujemy piosenek, tak samo potrzebujemy singla promującego nasz film. Myślę, że jeżeli jutro zabierzesz dla niego swoje teksty, a my coś zaśpiewamy to masz tą robotę jak w banku. Znaczy wiesz to, że twoje teksty pojawią się na naszej płycie.-chyba jest bardzo zmęczony bo zdania coś mu się nie kleją. Ale muszę przyznać, że mnie zaszokował swoją informacją.
-W sumie czemu by nie spróbować.-wzruszyłam ramionami-Ale porozmawiajmy o tym jutro. Jestem wykończona. Nigdy więcej nie zwiedzamy Londynu w takim tempie.
-Ale musisz przyznać, że wycieczka nam się udała.
-Tak i dziękuję Ci z całego serca, że pokazałeś mi to piękne miasto. Ale teraz chcę spać.-zaśmiał się cicho i pokręcił głową. Po pięciu minutach weszliśmy do jego domu. Od razu zrzuciłam buty i pobiegłam na górę. Chwyciłam piżamę po drodze i wpadłam do łazienki. Zmyłam makijaż i wzięłam szybki prysznic. Kiedy stałam i myłam zęby do środka wszedł Harry i również zaczął szczotkować swoje gwiazdorskie ząbki. Wyszłam z łazienki i szybko umościłam się pod kołdrą. Nawet nie wiem czy Harry położył się obok mnie bo wykończona do granic możliwości odpłynęłam w krainę marzeń i snów.


Dobra jest 5:30 rano ja wyjeżdżam na wyjazd integracyjny ale zanim to zrobię dodaję nowy rozdział :D Pisany do późnych godzin nocnych byleby dodać bo przecież obiecałam, że dodam. Tak więc pod ostatnim rozdziałem nie dodałam żadnej notki gdyż nie miałam czasu.. Wtedy wyjeżdżałam na obóz i również dodawałam go o jakiejś dziwnej porze jedną ręką się pakując, a drugą wszystko tutaj ogarniając i po prostu nie miałam jak napisać posłowia.
Rozdziały na pewno nie będą pojawiać się w mniejszych odstępach czasowych z racji iż nie będę miała na to najzwyczajniej czasu. Spodziewajcie się rozdziałów co miesiąc. Ale tą kwestię omówimy następnym razem dokładniej.

Bardzooo mocno wam dziękuję za komentarze pod poprzednim rozdziałem! <3
Zastanawiałam się czy nie zacząć odpowiadać na komentarze... Co o tym myślicie? Przejdzie w tłumie czy nie za bardzo?
Jeszcze sprawa nominowania mojego bloga do jakiś tam konkursów. Możecie mnie nominować ja i tak nie bawię się w to!!! Jak już wrócę z integrala to dodam nową zakładkę z miejscem przeznaczonym na tego rodzaju spam i każdy inny również. Naprawdę wolę rzeczowy komentarz niż jakieś nominacje do czegoś dziwnego. Nawet nie wiem co to jest.

To chyba na tyle Słońca moje <3 Proszę komentujcie!
Buźka :*

Pozdrawiam i całuję Harolda :*

A i nie sprawdzałam tego rozdziału więc nie wiem czy są jakieś błędy i czy w ogóle wszystko się trzyma siebie ;)